Slowo wstepne

Ucieknijcie gdzieś i zaciągnijcie się do cyrku. Zróbcie sobie
tatuaż, wskoczcie w pociąg. Uprawiajcie ogród i zbierajcie
nasiona. Ochajtnijcie się, miejcie dzieci, noście kapelusz.
Nie kłamcie, nie oszukujcie, nie kradnijcie. Wszystko musi
być proste i jasne. I pamiętajcie, większość tego, co jest
najważniejsze w życiu, trudno dostrzec gołym okiem.
Wartość jakości chwili, którą spędzacie z innymi,
znacznie przewyższa ilość. (Tom Waits)

Kamil Zając – Szepty i szyki (fragment)

 

Kilka impresji z górnej Mongolii


w Andaluzji tańczy się krwiście – Felipe wie.
stopy są ornamentem przestrzeni, więc wije się
jak pies, głośno warczy w rytmie flamenco.
zmysłowa realność rozmiękcza fantazję,
oświeca żądze i płonie jak kwiat agatu we włosach.

minuty pospiesznie kapią jak nasienie. perwersja
ta senna religia marzeń, rozpływa się miękko
jak camembert w ustach. Felipe lubi przepych
suto zastawione piersi, zupę z jeżowców
wyjada zachłannie nożami, łyżkami.

symetria jest estetyką głupców, dlatego
zakłada stringi barocco, najczęściej na głowę.
każdy na prawo do szaleństwa, do trwałej pamięci.
a odrobina ekstrawagancji to tylko malarska alchemia.

Felipe, ten bystry torreador wyobraźni
potrafi zamieniać grzyby w płonące żyrafy.
w jego źrenicy czai się tygrys, warczy w dali,
jest dziki. słyszysz. to echo halucynacji.

 

(więcej…)

czytaj więcej

Marek Śnieciński – Krótkie formy prozatorskie

 

Kolekcjoner zapachów

 

Mam nadzieję, że ci wygodnie. Najgorszy jest gospodarz, który ględzi tylko przez cały czas i nie troszczy się o swego gościa. Wiesz, właściwie prawie już nie pamiętam, kiedy to się zaczęło, niekiedy sam się gubię wśród tych wszystkich fiszek i pudełek. Zawsze zresztą coś zbierałem – potrzeba wprowadzania ładu towarzyszyła mi od wczesnego dzieciństwa. Tyle że kolekcjonowanie zapachów okazało się jednak o wiele trudniejsze niż zbieranie fotografii, znaczków czy, dajmy na to, podstawek do piwa. Żeby nie popaść w absurd zamykania zapachów w małych, szklanych słoiczkach (nie rób takich oczu, przez pewien czas robiłem i takie eksperymenty). No więc, żeby nie zamykać ich w słoiczkach, które szczelnie zakręcone musiałyby stać nigdy nie otwierane na półce, musiałem znaleźć jakieś inne metody katalogowania i opisu zapachów. Nie chodziło mi przy tym wcale o opracowanie sztywnych, uniwersalnych kryteriów! Bardzo szybko zorientowałem się, jak bardzo intymnym i osobistym doznaniem jest zapach, jak różnie reagują ludzie na tę samą woń. Najwięcej mam tu oczywiście tych banalnych, łatwo rozpoznawalnych zapachów – wanilia, dojrzałe gruszki albo likier morelowy.

 

(więcej…)

czytaj więcej

Marcin Ostrychasz – Trzy wiersze

 

Są Morgany fata,

 

są tony zielska i jest szary kryształ.
Igła po raz drugi zjechała z winylu,
stara szkoła odeszła.
Kryształ woła, a u bram niebieska psiarnia.

Chłopaczki czują zew weekendu,
pocięci laserami w galaktyce Techno,
chcą zmartwychwstawać w ogrodzie,
który był pustynią,
chcą się epicko rozjebać o ścianę świtu,
na pustyni, która była ogrodem.
Chcą stanąć obok siebie. Na dancefloorze,
tak po prostu. Po ludzku. Się skończyć.
Bracia z loży strzegącej Grala Ekstazy.

Później wrócą nieszczęśliwi, a uśmiechnięci,
szarzy, biali, przezroczyści,
na proste peryferia lub w zwichnięte centra.
I znów trzeba będzie przywykać do ciała.
O świcie cały świat przysiądzie na barkach,
na co z barku wyciągną butelkę ze statkiem
pod banderolą stanu nieważności -
ranni powstańcy tuż przed egzekucją

snu.

 

(więcej…)

czytaj więcej

Krzysztof Niewrzęda – Fragment większej całości

 

W pełni ogarniasz temat. Ale z kim masz robić hałas? Wszak taki ptak, że nie ma z kim zacnej pikiety nawet ustawić. A jak czasem coś się ziści, to moderatorzy zdarzeń i tak to całkiem przemilczą, albo zrobią z tego blue screen. Chodzi bowiem o to, żeby zbiedzić wszystko, co nie pasi finansjerze, która tuczy gabronów i oczekuje, że w podzięce każdy z nich przywali wazeliną. I oni walą. Począwszy od władzuchny. Bo „trzeba przyznać, że demokratycznie wybrane rządy spisują się znakomicie w roli agentów rynku towarowego oraz akwizytorów jego światopoglądu”[1]. Workociągi muszą więc to jakoś włodarczykom wynagrodzić. Dlatego urabiają opinię publiczną, zamiast być jej przedstawicielami. Robią gałę szefowi podwóra, liżą rowy jego podchujaszczym, tachają pytongi karbowym. I dzięki temu mają pełen chów. Ciągną pengę. Knerają na apartamenty i wypasione fury. Czilują na bogato. Jest im klawo. Innym też musi być zatem klawo. A jak nie jest to powinni mordy trzymać w kapciu. Skoro zaś się burtają to trzeba przyprawić im gębę głupków, frustratów, oszołomów, zadymiarzy. I moderatorzy robią tę robotę. Łaszą się jeszcze przy tym do psów młócących pałami opornych. Cieszą michę, że ulice są okamerowane, że mendy zapodają gaz pieprzowy i napierdalają z hydrantów. I zawsze starają się wszystkich niesfornych przerobić na prawicowców. Nawet tych, którzy prawicę mają w dupie tak głęboko jak sługusów plutokracji i telewizyjną lewicę.

 

(więcej…)

czytaj więcej

Tomasz Hrynacz – Cztery wiersze

 

Marzec, twarda ziemia jest

 

Mówią, że jest za młody,
aby tyle pisać o śmierci.

Ale to nie on szuka śmierci,
to śmierć pyta o niego.

 

(więcej…)

czytaj więcej

Gabriel Leonard Kamiński – Powrót pana Swena, czyli historia kołem się toczy

 

Po słynnym w  naszej dzielnicy zniknięciu p. Swena w objęciach płomieni, a właściwie ulotnieniu się wraz z nimi, nikt z nas nie wierzył w to, iż kiedykolwiek jeszcze go zobaczymy. Czasem pojawiał się w naszych snach, skurczony, opleciony językami ognia, aby po chwili ulecieć pod postacią chmury przez okno, tworząc na tle nieba kształt nieregularnego pióropusza.

Kilka razy słyszeliśmy od naszych sąsiadów, że pan Swen doleciał aż w okolice Górki Blacharskiej i tam, gdy działkowicze wygaszali ogniska, siadał na kamiennym kręgu i  przez całą noc podtrzymywał ogień, czekając na niespodziewanych gości….

Brakowało nam jego pomysłów, humoru i tego, że odnosił się do nas jak dorosłych, co wzbudzało wśród naszych rodziców niepokój, no bo jak to można szczeniaki, z tornistrami i kapciami przewieszonymi przez ramię, traktować jak normalnych ludzi.

 

(więcej…)

czytaj więcej

Robert Lewandowski – Mądrości Drzewa Kapuścianego

 

Elvis

 

Elvis Presley żyje lecz nie czuje się najlepiej.
To fakt; podagrycznie bolesny, reumatycznie upierdliwy
ale niezbity, jak konieczność wyjścia po zakupy.

Elvis żyje, ale nie ma już marchewki
i musi iść ją kupić w warzywniaku na dole.
Potem utrze ją na tarce, sparzy wrzątkiem z czajnika, doda masła i zje,
bo żeby żyć trzeba się odżywiać.

Elvis naciąga spodnie wierzchnie na spodnie od piżamy i myśli,
że trzeba by kurtkę wyprać, bo strasznie sparszywiała od marcowej pluchy.
Za oknem wciąż  paskuda, a okno nieszczelne.
Na zimnym piecu stoją przyprószone zamszem pleśni buty.
Jeszcze poczekają,
Elvis musi najpierw wetknąć dół spodnich spodni za skarpety,
żeby ich przy wciąganiu te wierzchnie nie podwijały w górę.
Nie jest łatwo być sobą,
gdy ma się na sobie cudze łachy z lumpeksu,
im niżej Presley się schyla,
tym wyżej idą mankiety od kusych nogawek piżamy.
Nie jest łatwo być Królem i iść na kompromisy,
ale Elvis na nie idzie i odpuszcza mitręgę
-  a niech się podwijają,
może same opadną, nim wyjdzie na ulicę.

Schody w starych domach są jak czułe drewniane organy;
stacatto sprężystych adidasów brzmi tu brutalnym fałszem czczej apokalipsy,
ale gdy stąpa po nich starzec, o, wtedy jest muzyka.

Elvis chwyta się poręczy
a nikły pisk luźnej tralki rozpina w dół skali schodów
sekwencję chwiejnych skrzypień i trzeszczących wycichań.
Pod stopami Elvisa naprężenia i powroty konstrukcji budują akord trwałości
w tonacji rdzy i próchna.
Krucha wytrwałość,
konieczność zbędnego piękna,
drzemka uschniętego pająka.
Żeby to zagrać potrzeba starego mistrza i wiekowego instrumentu;
żeby to usłyszeć trzeba być Królem.
Elvis gra, lecz już tego nie słyszy
Król jest głuchy
i idzie kupić sobie marchewkę.

 

(więcej…)

czytaj więcej

Teorie spiskowe: Jacek Gutorow – „Ilekroć zasiadam do pisania… (notatki o Kafce)”

 

1.

Ilekroć zasiadam do pisania o Kafce – a jest on jednym z autorów, do których wracam stale i z uporem – tylekroć staję przed problemem. Nie umiem dokonać otwarcia. Cofam się przed zapisaniem pierwszego, otwierającego szkic zdania. Bo chodzi tu o, najogólniej rzecz biorąc, problem pierwszego zdania, a właściwie problem związany z niemożnością wymyślenia pierwszego zdania. Zdania, które nadałoby tempo reszcie, które ustawiłoby cały tekst we właściwej perspektywie, na nieuchronnej, rzec by można, częstotliwości, poddając go zbawiennemu rytmowi frazy. Takiego zdania odnaleźć nie mogłem. I nadal nie mogę.

 

(więcej…)

czytaj więcej

Teorie spiskowe: Artur Jan Szczęsny – ankieta

 

Teorie spiskowe są niezbędnym elementem higieny psychicznej. Może nie tyle dla mnie, co moim zdaniem, dla społeczeństw. Przyjemnie czasem, jak coś nie idzie, pomyśleć: ONI znów zadziałali. Ten sposób autorozgrzeszania zbiorowisk i jednostek pozwala uniknąć nadmiernych kompleksów i dokonać pewnej konsolidacji. W warunkach zagrożenia może to mieć działanie mobilizacyjne. Uważam, że obecnie w Europie duże społeczności mogą się czuć zagrożone galopującą unifikacją praw, definicji, rozmiarów i poglądów, więc aż prosi się o narastanie spiskowej histerii np. w środowiskach katolickich. Tymczasem mam wrażenie, że akurat katolicy nie przodują obecnie w mnożeniu tych teorii. Natomiast przeciwnicy katolicyzmu i owszem. Dan Brown bije rekordy popularności (w każdym razie bił do niedawna), sporo wydaje się książek w tym stylu, a Opus Dei ma już buzię na kształt Świętego Officum  z propagandy luterańskiej. Ki czort? Spisek?

 

(więcej…)

czytaj więcej

Redakcja HELIKOPTERA nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych materiałów.
Poglądy w nich głoszone są poglądami ich autorów.