Kontrofensywa

Anecie Kamińskiej

„Śledziłam posty Iryny Tsilyk, kiedy jej mąż Artem wyszedł z bachmuckiego piekła po pięciu dobach. Iryna godzinę temu zamieściła ten wiersz. Już jest przekład, zrobiony na gorąco i boląco. Tak się teraz tłumaczy poezję ukraińską, właśnie tak.”
(Aneta Kamińska, status na FB 12.06.2023, g. 22:04)

masz broń,
nie wahaj się
używać jej często
i celnie.

Pomyśl jak to
kurwa boli
ruskie czołgi
w stepie.

Pomyśl, że każdy
ukraiński wiersz
powiedziany po polsku
rozrywa rosyjskim czołgom
układ paliwowy i hydrauliczny,
rozregulowuje celowniki, dalmierze
rozdyma lufy, rozpęka spawy.

Wyobraź sobie
że ze wściekłości
zrywają sobie
gąsienice
do kości

że nieznana siła
wyrywa im wieże
z pierścienia oporowego.

Bo opowieści
nie da się
rozstrzelać
poderżnąć jej gardła
wrzucić do dołu
i zasypać.

Dlatego
nie wahaj się
nie ustawaj.

Jeszcze jeden wiersz
jeszcze jeden jeszcze
jak z paszczy jaszcza.

jaki chcesz
przeciwpancerny
odłamkowy
termobarczny
kumulacyjny
szrapnel

wiersz jeden
jeszcze z jaszcza
jeszcze i jeszcze

(tak się teraz pisze
wiersze dla Ukrainy)


10 marca. Klątwa

Ponieważ wierzę, że słowa wypowiadane intencjonalnie mają moc, niezależnie od tego, czy się wierzy w cokolwiek powyżej, czy nie, chciałem to napisać,

po trzykroć przeklinam ciebie, Włodzimierzu Władymirowiczu Putinie,
natchnienie zdrajców, kłamców i krzywoprzysięzców,
patronie zbrodniarzy, gwałcicieli i hien cmentarnych,
protektorze zła, pogromco dzieci i kobiet,
morderco bezbronnych, utrapienie mężnych,
odrazo szlachetnych, opiekunie obłudników,

przeklinam ciebie i wszystkich,
którzy mową, uczynkiem i zaniechaniem
podtrzymują ciebie u władzy,

którzy wykonują twoje polecenia i rozkazy,
którzy powtarzają twoje kłamstwa,

przeklinam ciebie i ich,
przeklinam ciebie i ich,
przeklinam ciebie i ich.

Obyś nigdy w nocy, chociażby i przy księżycu nie zaznał spokoju;
i bodajbyś nie dożył realizacji żadnego z twoich krwawych marzeń,
ale obyś żył na tyle długo, by usłyszeć jak tłum skanduje twoje imię w towarzystwie najgorszych obelg,
i obyś żył na tyle długo, by usłyszeć śmiech i drwinę, jaką obdarzą ciebie ci, którzy wczoraj przed tobą drżeli,
obyś nie umarł za szybko, aby doznać poczucia własnej śmieszności, poniżenia i wstydu,
obyś zdążył poznać gorycz samotności ludzkiej istoty, której nikt nigdy nie pokocha, nie okaże czułości ani miłosierdzia,
oby w godzinie śmierci zajrzały ci w oczy wszystkie ofiary twoich czynów, twoich słów, twojego milczenia,
oby twoja ostatnia godzina, a czeka ona każdego, czy wierzy, czy nie,
była długa i bolesna,

oby się tobie rozciągała w nieskończoność,
żebyś miał czas spotkać się z każdą niewinną łzą wylaną za twoja przyczyną,
każdą kropla krwi niewinnie przelaną,
każdym łkaniem, szlochem, skowytem
dziecka, matki, siostry, żony, ojca, brata,
którzy w twoje imię stracili
dziecko, matkę, brata, żonę, ojca, siostrę,

oby te głosy rozsadzały ci głowę,
i obyś nie umiał zatkać sobie przed nimi uszu.

I obyś był sam w tej godzinie,
ażeby nikt nie śmiał trzymać cię za rękę,
by pocieszać w czymkolwiek,
oby nikogo nie było obok,
aby poprawić poduszkę,
podać szklankę wody,
obyś był tylko ty
i oczy zabitych oraz posłanych na śmierć,
patrzące w twoje oczy przez chwilę,
która będzie trwała jak wieczność.

A kiedy umrzesz,
niech zapomniane zostanie twoje prawdziwe imię, nazwisko,
niech zostanie tylko

putler,

jak zła postać z bajki, którą babcie
będą straszyć swoje szczęśliwe wnuki,
dzieci wolnych narodów,
narodów żyjących w przyjaźni i serdeczności,
narodów pojednanych i zjednoczonych,
narodów zdolnych do śmiechu,
tego o którym napisałby Stachura,
że jest przestronny,
śmiechu ludzi wolnych od strachu,
wolnością, jaką daje miłość, nadzieja, bliskość,
a czego ty, bodajbyś nigdy już nie zaznał nigdzie,

bądź przeklęty, przeklęty, przeklęty,
ty i wszyscy, którzy za tobą idą,
którzy przed tobą idą,
którzy kroczą obok ciebie,
zawsze, wszędzie,

przeklęty
przeklęty
przeklęty

amen.


Dzień 104 albo Poemat prozą o sześciu francuskich i siedmiu wyobrażonych niemieckich haubicach w Ukrainie

Gdy wieczorem przy kolacji przełykając grzankę z serem, żując pomidora wkrojonego do miski pełnej białego serka – myślisz o niemieckiej i francuskiej racji stanu, albo o wieloletniej tradycji dyplomacji zachodnioeuropejskiej, która w gruncie rzeczy jest tradycją francuską, kiedy myślisz o języku tej dyplomacji, francuskiej i niemieckiej, a także o tym, że jesteś tylko Polakiem, który mógłby skorzystać z okazji, by siedzieć cicho, wiedz,

że w Ukrainie walczy sześć haubic z Francji, a niebawem pojawi się siedem haubic z Niemiec.

I nieważne, czy przemawia marszcząc brew prezydent Macron, Chirac, Mitterand czy Sarkozy, czy podobnie marszczy brew Helmuth Khol, Olaf Scholz czy Gerhard Schroeder, i nieważne czy ten ostatni marszczy na ciebie swą germańską brew jako kanclerz, czy też zupełnie bezstronny doradca Gazpromu, ważne, że już teraz w Ukrainie

strzela sześć haubic francuskich i będzie strzelać siedem haubic niemieckich.

I kiedy francuski prezydent po sto osiemnastym telefonie do prezydenta federacji rosyjskiej mówi, że trzeba dać wyjść putinowi z twarzą z wojny, którą sam wywołał, pamiętaj, że ciągle powietrze rozrywa huk sześciu strzelających haubic francuskich i niebawem zadrży od huku

siedmiu haubic z Niemiec.

I nawet, kiedy zastanawiasz się, czy prezydent Francji robiłby takie stroskane miny i martwił by się wyjściem z wojny z twarzą kogoś, kto by napadł na Francję, dokonał zbrojnego zaboru Normandii, Bretanii i okręgu Lille, zgwałcił trochę kobiet, zabił nieco dzieci, spalił katedrę w Remis, a w jakimś Cherbourgu wymordował dwadzieścia tysięcy mieszkańców, a ich trupy spalił w mobilnych krematoriach, pamiętaj, że jednak w Ukrainie nie stygną

lufy sześciu haubic z Francji i rozgrzeją się niebawem lufy siedmiu haubic z Niemiec.

I nieważne, że wojna trwa dzień sto czwarty, a Niemcy mówiły już o dostawach starych czołgów, które mogłyby trafić do Ukrainy jesienią następnego roku, i mówiły o zestawach rakiet przeciwlotniczych IRIS-T, które mogłyby trafić do Ukrainy jesienią tego roku, i o zestawach samobieżnych dział przeciwlotniczych „Gepard”, które mogłyby trafić, gdyby tylko udało się skołować do nich amunicję, ale pech, tym razem Szwajcaria nie pozwala wielkim Niemcom sprzedać broni z jej amunicją i mówi nu-nu, brzydkie Niemcy, jeszcze ktoś będzie strzelał z waszej broni naszą amunicją i nie daj boże kogoś trafi, ważne że

siedem niemieckich haubic niebawem będzie w Ukrainie, a sześć francuskich już tam jest.

I kiedy mówisz, że przecież każde coś, to jest więcej niż nic, że w sprawach wielkich, nie ma małych gestów mając na myśli głównie jednak gesty, zachowania i uczynki pojedynczych ludzi, niewielkich społeczności, które w trudzie, mimo rosnących cen paliw, kosztów kredytów hipotecznych, jedzenia, picia, ubrań, przyborów szkolnych – zbierają grosz do grosza na drony, kamizelki, celowniki, kamery termowizyjne, pasy, ładownice, leki, stazy, opatrunki, żywność, karmę dla zwierząt, pobyty uchodźców, pomnij,

że sześć haubic z Francji, które są i siedem haubic z Niemiec, które będą, to także jest coś.

A kiedy w Internecie ktoś udostępnia mem, fotos ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy”, na którym to fotosie herold zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego przekazuje Władysławowi Jagielle, królowi polskiemu narodowości litewskiej dwa nagie miecze przed bitwą pod Grunwaldem, zwaną też bitwą pod Tannebergiem, z podpisem – „ostatni raz, kiedy Niemcy przekazali jakąś broń na czas”, wiedz,

że sześć haubic francuskich oddaje strzały w Ukrainie i siedem haubic z Niemiec do nich dołączy.

I nie myśl, co z tego, że mniejsza od Niemiec Słowacja przekazała walczącej krwawo Ukrainie osiem samobieżnych haubic, a małe Czechy przekazały takich haubic dwadzieścia, że Polska przekazała tych haubic dwadzieścia starszych i osiemnaście nowszych, że Norwegia takich samych haubic samobieżnych przekazała dwadzieścia, to wszystko niknie w pomroce dziejów wobec tego, że

sześć haubic francuskich już jest, a siedem niemieckich haubic będzie, tam gdzie być należy.

I nie szkodzi, że w Ukrainie nie ma żadnego francuskiego czy niemieckiego samochodu pancernego, czołgu, bojowego wozu piechoty, wozu minoodpornego, samolotu, śmigłowca, radaru, podczas gdy sama Polska przekazała dwieście trzydzieści sprawnych czołgów, chwilowo rozbrajając trzecią część swoich jednostek pancernych, ważne, że

honoru Francji broni sześć samobieżnych haubic, a honoru Republiki Federalnej Niemiec bronić będzie niebawem takich haubic siedem.

I niech Ciebie nie boli, że gdy rosyjskie rakiety zestrzeliły cywilny samolot malezyjskich linii lotniczych numer MH17 z dwustu dziewięćdziesięcioma ośmioma cywilami na pokładzie – Francja nadal sprzedawała Rosji sprzęt elektroniczny, w tym celowniki i kamery termowizyjne do czołgów, rękami swoich firm takich jak Thales i Sagem, a teraz kiedy wojna trwa w pełnej skali, francuskie firmy takie jak Decathlon, Auchan i Leroy Merlin nadal kontynuują, jako jedne z nielicznych, działalność na terenie federacji, twój ból uśmierzy niewątpliwie fakt, że

sześć haubic francuskich, siedem haubic niemieckich, powtarzam to do znudzenia, bierze lub będzie niebawem brać pomstę.

I podobno nawet Królestwo Maroka, które zamówiło dwanaście haubic samobieżnych we Francji, dało do zrozumienia, że może zaczekać na nie chwilę, skoro Francja ma tych haubic tylko siedemdziesiąt sześć, to Królestwo Maroka na swoje dwanaście zaczeka, byle by nie zostały samotne

francuskich sześć haubic i niemieckich siedem w Ukrainie.

I tak można by było bez końca o tych sześciu francuskich obecnych w Ukrainie i siedmiu niemieckich haubicach w drodze do Ukrainy, pomijając pięć haubic z Portugalii, cztery z Kanady, pięć z Łotwy, sześć z Australii, sto osiem z Ameryki, dziewięć z Estonii, ale jeszcze ktoś gotowy pomyśleć, że drwię tutaj z Francji, Niemiec, z ich dyplomacji, tradycji politycznych, z ich haubic, w ilości odpowiednio sześć i siedem, a przecież wydaje się, że to Francja i Niemcy drwią

z Europy, Ukrainy, wojny, świata i nas wszystkich.


Dzień 268. Trzy dni po tym jak rakieta spadła na polską ziemię

Na polską ziemię spadła rakieta, ukraińska lub rosyjska, zabiła dwóch ludzi, zniszczyła traktor i naczepę, rozsypała się kukurydza. Śmierć ludzi to zawsze jest tragedia.

Chociaż bardzo dziwnie brzmią kategoryczne wyjaśnienia z Kijowa, że to na pewno ruska, skoro wiadomo, że takie rakiety, chociaż nie można ich kupić w każdym sklepie, mają i ruscy i Ukraińcy.

I to pomimo tego, że i tak wszyscy powtarzają, że nawet jeżeli przypadkiem spadła na polską ziemię ukraińska rakieta i zabiła dwie osoby, co zawsze jest tragedią, to i tak rozumiemy, że to się może czasem zdarzyć, częścią wojny jest friendly fire, niestety, to ciągle ktoś tam powtarza, że nie, to nie nasza.

Spokojnie bracia, jeszcze nie wiemy, od tego są służby. Gdyby się okazało, że wasza, no to się między państwami robi to samo, co między ludźmi, się mówi: przepraszamy, niechcąco, taką-a-taką mamy propozycję zadośćuczynienia. I tyle.

I chociaż jest prawdą, że na polską ziemię spadła rakieta i zabiła dwóch ludzi, zniszczyła traktor i naczepę, a śmierć ludzi to zawsze jest tragedia,

to warto pamiętać, że tego samego dnia, kiedy na polską ziemię spadła rakieta, na ukraińskim niebie szalało około stu rakiet wystrzelonych przez federację rosyjską

i pewnie dwa razy tyle rakiet, próbujących zestrzelić te rakiety, bo jak taka rosyjska rakieta spadnie, to potrafi zabić i zniszczyć, nie tylko traktor i naczepę.

Potrafi zabić naraz kilkanaście osób, a nawet kilkadziesiąt, jak w to było w Kramatorsku.

A bomba, na przykład, jak spadnie na teatr to nie wiadomo, ile osób naraz potrafi zabić, bo teatr w Mariupolu podobno został zabetonowany, żeby nikt się nigdy nie dokopał.

Dlatego do rosyjskich rakiet strzela się czasem jedną, a czasem dwiema rakietami przeciwlotniczymi – tak dla pewności. Żeby nie spadła i nie zabiła, żeby wybuchła w powietrzu, zanim spadnie.

I wbrew temu, co czasem pisze redaktor Wyrwał – ukraińska obrona ma wysoką deklarowaną skuteczność. Zdejmują z nieba siedemdziesiąt i więcej procent wystrzelonych rakiet.

I nie porównujcie tego ze skutecznością izraelskiego systemu Iron Dome.

Tamten przeciwdziała prymitywnym pociskom niekierowanym, jakie wystrzeliwuje Hezbollah, wylicza ich trajektorię i decyduje, który pocisk czemuś zagraża, a który nie. I tego, który nie zagraża – nie śledzi i nie zestrzeliwuje.

A Ukraińcy walczą z rakietami, które manewrują i do końca nie wiadomo, gdzie one lecą, bo zmieniają kursy, wysokość, prędkość, więc nie da się zdecydować zawczasu, że któryś z nich nie trafi w istotny punkt.

I pomimo tego Ukraińcy zestrzeliwują większość z tych rakiet. Respekt.

Tego dnia, kiedy na polskiej ziemi rakieta, co do której nadal nie ma pewności do kogo należała i zabiła dwie osoby oraz zniszczyła traktor z naczepą z nieba:

– nad Ukrainą zestrzelono siedemdziesiąt trzy rosyjskie pociski rakietowe i dziesięć irańskich dronów-samobójców.

I to nie był największy, ani najtragiczniejszy atak tej wojny.

Dzień po tym, jak na polską ziemię spadła rakieta i zabiła dwie osoby oraz zniszczyła traktor i naczepę pełną kukurydzy

na Ukrainę posypały się znowu rakiety, i znowu wysiadło ileś stacji przesyłowych, ciepłowni, znowu rannych zostało kilkadziesiąt osób.

Ale tego samego dnia trzymał się Bachmut, trzymała się Awdijewka, Pawliwka, Hulajpole, trwały natarcia na Kreminną i wokół Swatowego,

a profile znajomych bardziej i mniej z Ukrainy zapełniały się zdjęciami tych, którzy zginęli za swój kraj, za wolność waszą i naszą.

W tym ilość poległych w ochotniczym legionie międzynarodowym przekroczyła liczbę stu. I zobaczysz na tabelau z twarzami bohaterów legionu flagi
Gruzji
Brazylii
Wielkiej Brytanii
Białorusi
Azerbejdżanu
Polski
Czech
Irlandii
Kolumbii
Australii
Izraela
Francji
Hiszpanii
Szwecji
Austrii
Holandii
Japonii
Tajwanu
Niemiec
Danii
Włoch
Kanady
Chorwacji
Belgii,
ale najwięcej z Gruzji i Azerbejdżanu.

Azerowie mają kosę z Gruzją, ale oba te narody mają, jak widać, jeszcze większą kosę z moscow morgul.

Dwa dni po tym, kiedy na polską ziemię spadła rakieta, nie wiadomo za bardzo czyja i skąd, i zabiła dwie osoby oraz zdemolowała traktor i przyczepę, polskie myśliwce F-16 eskortowały przez chwilę samolot pasażerski z polską reprezentacją piłkarską lecącą rozegrać trzy mecze do Kataru, takiego państwa na półwyspie arabskim, gdzie dalej obowiązuje kara chłosty i kara śmierci, a osoby wyznające inne wiary niż muzułmańską, o ile są przyjezdnymi mają prawo do swoich praktyk religijnych, ale tylko w zamknięciu i dyskretnie.

No, ale na przykład, apostazja od islamu jest w Katarze karana śmiercią, w każdym razie de iure, nie ma informacji, by w ostatnich lata kogoś za to powieszono lub ścięto mieczem. A takie w Katarze są metody wykonywania kary śmierci.

A karę chłosty wykonuje się poprzez okładanie batem na nagie ciało. Standardowo 40 albo 100 batów.

Godzina lotu F-16 to około 100 tysięcy złotych, samolotów były dwie sztuki i nie bardzo wiadomo przed kim miały bronić nasze piłkarskie dumy w drodze do Kataru.

Ale kto bogatemu zabroni?

Ostatecznie, co to jest 100 tysięcy w jedną godzinę lotu,
przy 280 milionach za nieistniejący centralny port lotniczy,
miliardów na wyburzaną elektrownię Ostrołęka,
dwóch miliardów na przekop Mierzei Wiślanej dla jachtów turystycznych,
i tych przysłowiowych dwustu milionów za respiratory od handlarza bronią, który umarł w Albanii, chociaż nikt go nie widział,
czy jeszcze bardziej siedemdziesięciu milionów sasina na kopertowe wybory.
Dzisiaj mija zatem trzeci dzień od czasu, kiedy dwie rakiety spadły na polską ziemię i zabiły dwie osoby.
Dla Ukrainy jest to 268 dzień wojny w pełnej skali.
I niebawem będzie dziewiąta rocznica Majdanu.
Okazuje się, że rosja ma, zdaje się, większe, głębsze zasoby rakiet kierowanych niż oceniał kilka dni temu wywiad brytyjski, który liczył, że mają kilka dziesiątek „Kalibrów” i około 120 „Iskanderów”. Chociaż faktycznie – „Iskanderami” już nie strzelają jakiś czas.

Mija 268 dzień wojny.
Coraz mniej w Ukrainie jest przerw w dostawach prądu.
Są przerwy w braku prądu.
Spadł śnieg.
To wszystko wygląda na kreowanie warunków dla katastrofy humanitarnej.
Tak jak 90 lat temu sztucznie wywołano hołodomor, zwany też czerwonym głodem, tak teraz ruscy chcą wywołać moroz,
chcą żeby Ukraińcy umierali z zimna.

I o świcie trafiam na wiadomość, jak się okazuje z dawna, że dziewięcioletnia dziewczynka Kira ścięła swoje piękne długie włosy, sprzedała je na peruki i wpłaciła pieniądze na drony dla ukraińskiej armii.
Znajomi w Łucku siedzą po ciemku, bo prawie nie ma prądu. Chłopiec lat sześć przy świeczce uczy pierwszych liter swojego alfabetu.

Ale zapytaj jednych czy drugich ludzi w Ukrainie czy czegoś nie potrzebują, a wiadomo, że potrzeba wszystkiego
– to najpierw ci powiedzą, że nie, nic im nie wysyłać, oni wytrzymają, dadzą radę.

Mówią, że ważne, aby Ukraina zwyciężyła. Nie wysyłajcie nam nic, piszą, wpłacajcie na naszą armię, my sobie damy radę.

Ale oczywiście, kiedy mówię, że może takie lampy z powerbankiem na solary, to mówią, że tak, przydałyby się.

Ja sam już nie mam za co, bo znowu mi osiołek ford wczoraj, mimo tylu napraw wziął i puścił ymka z chłodnicy.

Wracałem do domu z Brzegu długo, stawałem co trzy kilometry, żeby silnik wystygł, odpalałem i jechałem znowu, w kłębach pary z wrzygiwanego płynu z chłodnicy, aż na przednią szybę, z czym z kolei nie radził sobie spryskiwacz.

No, ale że ja nie mam za co, to nie znaczy, że jestem bezradny.

Zanim kilka osób, które mają za co, więc mogę zawsze zadzwonić i powiedzieć: słuchaj jest sprawa, młody się uczy przy świeczkach, a są takie fajne lampy na solary, za dnia ładujesz, w nocy świecą ledami.

Także trzy dni po tym, jak spadła rakieta na polską ziemię i zabiła dwie osoby oraz rozwaliła traktor z naczepą – kupuję trzy lampy, przepakowuję termowizor.
Innego końca wojny nie będzie, mówię pod nosem,
innego końca wojny nie będzie,
chyba że po moim trupie.

Radosław Wiśniewski – Cztery ważne teksty
QR kod: Radosław Wiśniewski – Cztery ważne teksty