Zbierane

1.
w moim głosie wrze od cudzysłowów
w ruchach drga rój gestów wyciągnięć
kiedy się zbieram, jestem wielością
wszystko przychodzi dla mnie do mnie:
gwiaździsty jest ruch kropel zebranych
na szybie, ruch kobiet kładących palce
na lustrach, w nich też wezbrały moje odbicia,
jeśli tylko zechcę, będę wszystkim
tu się zbiorę, czytaj
we wszystko w jedno
pojęcie

2.
jakże wybornie pustym siedliskiem
muszę być dla tej wielości rzeczy
która mnie przepełnia którą jestem
chcąc i nie chcąc tego: gwiaździsty
jest rozkład miasta Palmanova w przestrzeni,
gwiaździsty jest rozkład ciała w ziemi,
jeśli tylko zechcę, będę niczym
tam mnie rozniosą, czytaj
we wszystko w jedno
podglebie


Zwymyślane

rzekłbyś co rzekłbym
gdybyś włożył mi w usta
wszystkie swoje słowa gwar bez treści
czy może czarne są drzewa zamykające
horyzont mówiłby tobą ja jestem
przedmiot leżący w horyzoncie
podejmij zwymyślaj


Uchwytne

przez jego ręce przeszły słoniowe kły
sterty kobiecych włosów tony mydeł i wonności
cudnych kilkadziesiąt noży

w jego rękach pamięć trzonków i ruchu
kiedy tnie mięso umieszcza guziki w pętelkach
przeciera dłonią gruzłowaty stół

przez jego ręce idą
tłumnie rzeczy ciała
bez przystanków bez dat bez względu
na koniec idą
znaki

– w pustej i głodnej wszystkiego przestrzeni


Służone

obsługiwałem takich co mieli takich
za nieobecność na podmianę w setkach
nie pamiętali ani imion ani potu nie wspominając
o gorzkim smaku śliny o głodzie

obsługując takich co mieli takich
za psie grosze choć obsługiwałem ich nad wyraz (fałszywy
ton) gustownie w podziemiach na zapleczu spijałem krople
z butelek z talerzy jadłem wystygłe resztki kuropatw i

jeleni nigdy nie zabraknie widziałem na zdjęciach
jak ksiądz wciągał takiego jelenia na pakę
krwisty długi ślad został na śniegu

jeleni nigdy im nie zbraknie widziałem w lodówkach
kuropatwy zostawiły mi długi krwisty ślad na rękach
niosłem im jadło proszę uprzejmie weźcie w usta

mówiłem


Cielesne

moje pierwsze ciało i moje ciało drugie, moje wszystkie
ciała martwe, umęczone, głodne
resztki moich ciał, ciało kobiet, z nimi wstyd i długi smak
żelaza, ciało ojca rozkładające się,
dalekie i nachalne, ciało matki dalekie, całowałem
kiedyś ciało mieniące się w szkłach,
zachłanne i piszące w bieli ciało,
więc uwięzione na stronie,
gdzie zniknęło? w znakach; co nam zdało się cielesne
jak gdyby oddech w znakach się rozpłynęło,
ciało niewarte oglądu, więc nieboskie, znoszące
ciemność, pokorne, ciało zazdrosne,
całowałem kiedyś twoje ciało
otwarte w słońcu, pamiętasz
ciało, które było piętą, dłonią, okiem,
krwią i śliną, moje ciało pierwsze i ciało drugie,
moje wszystkie

Maciej Topolski – Pięć wierszy
QR kod: Maciej Topolski – Pięć wierszy