kawa i szlugi

z dedykacją dla Magdaleny Tyszeckiej
i Rafała Rosiaka – kocham wasze czucie!
Ps. Nie znają się 😉

R pyta czy piłam trzy kawy mówię, że mam tak na trzeźwo.
Kofeina to dla mnie substytut albo rekwizyt do filmu dla Jarmusha.
Żyćko powiedziałaby Magda, która wie co to czucie
ale też jak pamięta każdy jego dubel i bubel, ale i dobre z żyćka.

Nie musimy pić kaw żeby zaskoczyć twórczym myśleniem
albo czytać gazetę zamiast orgazmu, pomijając lidy z Ukrainy.
Niech chociaż jedna osoba pokona ten szczyt, chwilowo to nie ja,
ale da się nadrobić po wyjsciu wejść w siebie samej, też chwilowo.

Coś mnie niesie w jednym kierunku, okazuje się, że temat niewyczerpany,
czy to na fali „Seksify”, czy własnych niestykających się neuronów?
Muszę się z tym kimś przespać zanim apka mi powie gdzie włożyć ręce,
zanim apka mi zaszyfruje mózg jak mi zaszyfrowali fejsbuka, dziwny brak.


nie przyjęli
na oddziale oddzieleni
nie dzieli nic
za parawanem
oddychasz własnym
zakaz dzielenia się cudzym


Dla MK

pilnuje mnie
po każdym kroku czyść buty
nie wchodź nie wnoś
zawsze po tobie
tyle piachu
zostaję na tym krześle
przed lustrem czas zdjąć z siebie
niewidoczne


ratunek

spadła z okna żeby nie stracić imienia
skoczyć
nie skończyć
jako bezimienna postać
w łóżku pełnym obcych członków
boli mniej gdy zdecydujesz się sama
połamać nawet kości
ale mieć się
mieć siłę
biec do tramwaju stąd
dokąd jedzie z tymi brudnymi rękami
bez biletu
ale z własnym imieniem


Atypowy

Mówiąc osobny myślisz chodził własnymi ścieżkami a to nie to znaczenie kiedy te ptaki auta zegary wchodzą oknami i składają się w klatce w jeden ciasny ból złożony z lęków leków grzybów i marihuany.

To te momenty kiedy próbujesz ogarnąć wszystkie otwarte okna w jeden mniejszy chaos i nie umiesz ich zamknąć bo przecież każde ma inny krajobraz niezapisany:

Białoszewski Ginsberg fejsbuk seriale telefon sms cykanie.

Mówiąc osobny myślisz oderwany a ty czujesz się określany językiem tych których nigdy nie przygniatały ściany podczas gdy twoje piramidy składają się same. Lepiej niż się kiedykolwiek bogom przywidziało.

Ten interstellar zmysłów niepoukładanych w żadnym porządku świata docierający do każdej komórki. To spala ale inaczej byś nie była w jednym momencie naraz synestezją znaczeń w dotyku lęku smaku węchu w smsie z Gillingiem słuchając cykania.


Koniec

nie pamiętałam imienia ale ciało pamiętało krawężnik
to nic że bolały kości a babcia mówiła jedz więcej
byłoby się na czym całować a my i tak woleliśmy łapać
tu młode wilki tam wielkie wozy i tylko stopy na chodniku
szukające styku żeby nie odlecieć za daleko albo choć z głową

nie używałam imienia ale pamięć dłoni pozostała
jakby żaden zmysł nie musiał mieć nazwy najpierw słuch
kiedy bałam się odwrócić głowy i słusznie bo dodając wzrok
już nie chciałam puścić jego uda tylko Nie idź proszę
bramy Stalowej nagle stały się jaśniejsze został do dziś

próbuję zapomnieć imię i napisać ostatni wiersz
ale trudno kończyć gdy słowa wymyślają wspomnienia
z których obrazy a te są ruchome a w ruchu nie ma końca
wracam na krawężnik płynnie z klawiatury na jego barki
pamięć ciała pozostała w odciskach palców albo tylko stóp


Córka

Magdzie W

kiedy byłam mała nie pozwalano mi zadzierać sukienki
ani nosić spodni bo to nie dziewczęce
nigdy nie chciałam. I tak zabraniali
chowałam się wtedy w kwiatach, wśród zapachów
one nigdy się nie myliły, ja zawsze
chciałam taplać się w błocie
a w kaloszach okazuje się tylko do gnoju.

tego dnia ojciec powiedział, że czas nauczyć się doić
golić umiałam, niechętnie nauczyła matka.
nie chciałam golić ani doić. I tak uczyli.
modliłam się wtedy po kątach, do świętych polan
one nigdy nie dorastały, ja po kryjomu
malowałam im długie kłosy
ale brat miał gąbkę która dobrze ścierała kredę.


Frajwendu

bo najtrudniej być ze sobą kiedy mylą cię nawet
ręce już w przedszkolu nie zauważyli że nie piszę
w ich stronę tylko w odbiciu potem całe życie
na lewo w przerwie na wstecznym wpierdalasz
to ciasteczko i nie rośniesz w górę a na boku pijesz
napary kurczysz się tłumisz naloty
nacierasz oliwą tuczoną przez chińskie
dzieci gonisz golisz sam zarastasz nie ma dla kogo
się nie spieszyć ale że trzeba się cieszyć z cudzego
bo swoje wyniosłaś na śmieci w worku od wuefu
w którym brak stroju aż się prosił żeby go wyprosić
z tej komnaty tajemnych głosów gdzie tylko wariaci
są coś warci mają nów za dnia i królika w czapce
kapelusznika głów nie tracą na zakrętach z czasem.

Joanna Kessler – Wiersze
QR kod: Joanna Kessler – Wiersze