11 października z nieokreślonym rokiem w kalendarzu

miasto szósta trzydzieści poniedziałek deszcz płynie
jak łzy z policzków czarnej Madonny
rzucam ostentacyjnie wzrok na pusty zielony słoiczek
który stracił zawartość znaków wodnych

karetki pogotowia są wściekłe tego dnia
jak nadzorcy w Birkenau
przejeżdżają na czerwonym świetle
nie będzie reanimacji ciała
dźwięk rozsypanego szkła milknie


***

zdradziłeś mnie w tym mieście jak Kain zdradził Abla
w twoim ogrodzie rozmawialiśmy o Wszechświecie
ciemnych kartach Biblii teoriach Woltera i tanich kobietach
pijąc mocne wino na znak Nowego Przymierza

po drugiej stronie ściany ktoś umierał
chwytając się słów wielkiego Tomasza z Akwinu
ktoś jeszcze inny wyciągnął nóż
zamiast ręki na znak pokoju
i zaczął rozdawać sprawiedliwość


***

za oknem zostały tylko ślady stóp.
słońce zmieniło kolor skóry. planety martwe jak zwierzęta
rozkładają szczątki snu. niebo przybrało barwy wojny
gdy w ustach miałem Twój rozcięty palec. krew wyznacza nowy rytm.

wiesz że już umarłem. gdy rzeka w myślach zalewała miasto
życie ginęło z lądu i powietrza. nie było Arki Noego
świat ratował się sam. noc pękła jak szkło


***

Przyjdź łaski pełny do miasta
którym mnie skazałeś oddal nieprzyjaciół
rzuć śmiech na przechodniów
pozwól usłyszeć głos echa z nad Jordanu

zejdź z królestwa swego
do miasta którym mnie skazałeś
złóż ciała ptaków w centrum katafalku
Ty wiesz co to znaczy śmierć


***

miasto pokryte popiołem leniwie przeciąga granice
wysyła wiadomość do przypadkowego adresata z datą śmierci
mówi się w nim językami ludzi ale nie aniołów lub wypowiada się słowa modlitwy
Eloi Eloi Lema Sabachtani


***

zimne miasto zabija nadzieję. dworzec
przemyca przeszłość. zamyka karty przestrzeni.
pasażer w pustym pociągu ma dziwną twarz i
dłonie ułożone w kierunku wieży ciśnień. gubi kierunek toru.

Bóg zmęczony od ciężaru modlitw.
przysypia na ulicy. gdzie wokół wesołego miasteczka
padają niekontrolowane strzały. z dziecięcych ust.
na okolicznych plantach dym z papierosów unosi się w górę.
jakby chciał sięgnąć nieba. martwy krajobraz zamyka się sam.


***

Miasto ja w nim. tutaj nigdy nie będzie cudu jak w Kafarnaum.
tylko zimny oddech i ciepła krew. miasto ginie na mapach samochodowych i szkolnych atlasach geograficznych. traci wiarę każdego dnia i ja tracę wiarę w miasto. nie ma tu orientalnych kobiet. jedynie podają na wynos ciepłe ciało kebabu


***

Miasto skrzypi dźwiękiem nadjeżdżającego metra
żebracy schodzą do podziemi jak aniołowie nadchodzącej apokalipsy
stare kobiety odmawiają łacińskie modlitwy w chłodnej od współczucia świątyni

miasto wstaje lewą nogą ze snu radioodbiorniki łapią bezpieczne fale
wykrzykują sentencje: maszeruj albo giń


***

procesja żywego ciała rusza przez nieżywe miasto
gołębie czyste jak dotyk ducha świętego
uderzają skrzydłami o dachówki sklepów

chłopiec z autyzmem na rowerze dusi się własną śliną
z głośników rozchodzi się nawołanie bierzcie i jedzcie o to ciało moje
bierzcie i pijcie o to krew moja owady wdychają spaliny miasta

trzydziesta rodzi w parku na ławce
choć wolałaby w domowej wannie
w wodzie rodzą się upragnione bóstwa


***

Miasto wschód mieszkańcy syczą jak węże
które wyszły z ogrodu koniec trasy krzyczy kierowca
do zajętych sobą nastolatków na tylnym siedzeniu autobusu
może kiedyś stąd wyjadę w radiu gra Cree

dziewczyna po usunięciu embrionu wsiada do taksówki
mija cmentarz okoliczny ciuchland recytuje na głos psałterz
zmiłuj się nade mną Boże w łaskawości swojej
z chmur spadają skorupki ptasiego życia na rozgrzaną jezdnie


***

Miasto na rogatkach płoną barykady
język daje wyraz w godzinach bezpańskiej ciszy
szkolne boiska przyjmują kolejnych adeptów sztuki życia

w bloku wybucha butla z gazem zdezorientowany
kierowca samochodu marki nissan
uderza w ścianę z napisem hurt detal
z kieszeni wypadają pamiątki z ziemi świętej

kobieta z ostatniej klatki rozmawia o swoich dzieciach
syn darek od pięciu lat nie wychodził z domu zmarł na atak serca

na ulicach nie widać Babilonu Alfa i Omega
na właściwym miejscu wokół pełno prochu
padają mury wojsko pali miasto


***

Miasto szeroko otwiera usta w walce psów
krew zostawia ślady na asfalcie i
odciski palców w miejscu przestępstwa

ćma przyklejona na klatce schodowej rozpoczyna reinkarnacje
na białej terakocie rozsypana kawa miesza się z tytoniem
czerwone mrówki zakładają siedlisko na balkonie

turyści z Libanu importują czerwone wino w czasie ramadanu
kosztują agrest który wybucha w podniebieniu
zwiadowcze śmigłowce krążą nad miastem pacyfikują Bliski Wschód

Łukasz Trzebiński – Wiersze
QR kod: Łukasz Trzebiński – Wiersze