1.

W kolejce do kasy ktoś nieśmiało zapytał, po co mi tego tyle.
– Na wypadek wojny.
„To zwykły czubek”, usłyszałem za plecami. Usłyszałem albo zmyśliłem, nie byłem już pewien, czy w tej sytuacji cokolwiek kontroluję.
Tak rozpoczyna się psychoza, która później przeradza się w panikę.
– Od dzisiaj musimy mieć samochód zatankowany do pełna.
Nie chciałem rozpoczynać tym zdaniem sobotniego rodzinnego śniadania, ale tak się stało i nie mam czasu się zastanawiać dlaczego.
– Dobrze się czujesz, kochanie? Nie masz gorączki?
– Mam i wydaje mi się, że to jedyny przejaw zdrowia.

Nad moim domem znajduje się korytarz powietrzny.
Przelatujące nim samoloty są coraz cięższe.
Tak rozpoczyna się psychoza, która jest paniką.
Wszystkie realne rzeczy od kilku dni nie są już realne.
Nierealna jest Rosja, nierealna jest Ukraina, nierealna jest Unia,
nie są realne postanowienia, pakty, układy, uściski na wyższym szczeblu.

Od tej pory dokumenty naszej trójki są spięte gumką i leżą zawsze pod ręką, tak żeby można je było jak najszybciej zabrać i rozpocząć ucieczkę.

Mimo że nie ma granic, postanawiam wyrobić sobie paszport.

Wszystkie panie siedzące w okienkach w biurze są piękne. Na tym polega ich praca. Szefowa jest najpiękniejsza. Jest świeżo opalona, chociaż jest zima. Ma duży dekolt, chociaż jest zima. Ma spódnicę mini, chociaż jest zima. Często pochyla się nad komputerem i trzeba odwracać wzrok, bo wszystko się jej wylewa przez wielkie wycięcie. Wylewa się od szyi przez mostek do końca płuc. Wylewa się, chociaż powinno zamarzać, bo przecież jest minus piętnaście i wszystko zamarza.

– Gdyby miał pan złotą rybkę i zostałoby panu tylko ostatnie życzenie, to jakie by ono było?
– Żeby mieć kolejną złotą rybkę.

W biurach i urzędach tego typu rozmowy są niemożliwe. Wszystko musi być konkretne. Koszula na zdjęciu konkretna, mina konkretna, dekolt konkretny, format konkretny, ustawienie głowy w stosunku do kierunków świata konkretne. I proszę nie tamować kolejki głupimi pytaniami, tylko ustawić się w konkretnym miejscu.

– Proszę pani, gdybym miał złotą rybkę, to nie stałbym w tym urzędzie. Czy może mi pani w końcu wytłumaczyć, o co chodzi z tym gównianym paszportem?
– Proszę się nie wyrażać!

– Proszę mi więc wytłumaczyć, co mam pobrać i gdzie oddać, bo łażę już trzeci raz od okienka do okienka i nikt nic nie wie.
– W okienku numer siedem otrzyma pan istotne wskazówki.

Istotna wskazówka dla mnie brzmi:
czekaj dwa tygodnie.

Za dwa tygodnie może już nie będzie zimy.
Czasami człowiek musi szukać pocieszenia w zmianach temperatury.
Zmianach temperatury na lepsze.
W naszej rodzinie wszyscy byli pięciopalczaści. Dlatego każdy z nas mógł się zająć dokładnie tym, na co miał ochotę. Chwytność jest cechą, która odróżnia nas od innych nieporadnych stworzeń, na przykład żółwi, ślimaków czy dżdżownic. Dzięki porównaniom wiemy, że: człowiek – to brzmi dumnie.

Odkąd pamiętam, moi rodzice wykorzystywali swoje palce w każdej wolnej chwili. Po powrocie do domu albo skręcali długopisy, albo robili gumki do włosów z trzema koralikami, albo plakietki. Większość tych rzeczy miała związek z papieżem. Papież na kartkach z brokatem. Papież w pojemniku z wodą, na którego pada sztuczny śnieg. Popiersie papieża z gipsu przemalowane na marmur. Statek z napisem Kołobrzeg, a pod nim zdjęcia papieża. Duże długopisy z podobizną papieża, które jechały nad morze. Małe długopisy z małym papieżem, które grzały się na słońcu we wszystkich kioskach w Polsce.

Moi rodzice dotykali plastikowych relikwii jako pierwsi. Wszystko po to, żeby całej rodzinie było lepiej. I kiedy już miało być lepiej, musiałem wyjechać do pracy.

Dotykam teraz wszystkich kanapek, które jedzą ludzie mieszkający za granicą. Razem z Arabami pracujemy w wielkiej lodówce. W niektórych kanapkach są nasze smarki, bo pracując przy taśmie, nie ma się czasu na wytarcie nosa, a niehigienicznie jest wycierać
rękawem. Każda kanapka musi wysłuchać świńskich dowcipów, które mają na celu zaimponowanie polskim dziewczynom.
Dziewczynom, które odpowiadają za sałatę.

2.

Kuzynka mojego kumpla, w skrócie Kej Em Kej, nigdy nie była podobna do Sandry Bullock. Dzięki niej dostaliśmy pracę, bo dużo wcześniej niż my wyjechała z Polski. Pierwsze zdanie, jakie usłyszałem z jej ust, brzmiało: „w końcu zmądrzeliście”. Kej Em Kej jest bardzo znaną tancerką go-go. Nie wstydzi się tego, co robi, bo występuje w majtkach z cekinów.

Kiedy zrobiła sobie sztuczne piersi, mój kumpel opowiadał, że pozwoliła mu ich dotknąć.
– I jakie były?
– Dziwne. Czuło się, jakby pływały w nich rozpuszczone ludziki Lego.
Kuzynki tańczące na rurze są zawsze poskładane z różnych stopionych elementów, które niekoniecznie do siebie pasują.

Po pracy mydłem w płynie zmywa brud z przybijania piątek, z pieniędzy przechowywanych w majtkach, zmywa brud z powitań i pożegnań, brud z poręczy i klamek.

Brudne jest tylko to, czego dotykali niesprecyzowani ludzie.

3.

– Dzisiaj kupiłem wiele rzeczy, na które nas nie stać.
– Czekałam, aż to powiesz.
– To co według ciebie miałem powiedzieć?
– Coś mniej oczywistego. Coś, co ma mniej wspólnego z rzeczywistością, a więcej ze mną.

Zdania muszą się przegryźć.

Słowo plus czas do kwadratu równa się zero. Pozytywne zero.

Dzięki temu, że przygotowujemy kanapki, wszyscy mają coś do roboty. Dzięki naszej pracy ludzie szukają przepisu. Jak schudnąć, jak żyć wiecznie, jak umrzeć zdrowym, w co się ubrać, żeby lepiej wyglądać, jak się rozebrać, żeby nikt nie zauważył i w którą stronę podążać, żeby podążać?

Przedwczoraj po raz kolejny wybuchł wulkan na Tajlandii. Po raz kolejny ci, którzy pod nim mieszkali, musieli uciekać. Kiedy lawa wystygnie, większość wróci na miejsce, chociaż nie będzie już do czego wracać. Ale będzie po co. Czerwony Krzyż wyśle paczki, z których można wybierać, przymierzać i zastanawiać się, w co się ubrać na niedzielną mszę. Tylko gdzie się przebrać, skoro nie ma ani jednej ściany, ani jednego parawanu, ani jednej rzeczy, która jest w stanie zasłonić horyzont?

Patrzę na to wszystko w sklepie z telewizorami, trzymam reklamówkę, która z każdą informacją staje się cięższa. Stoję i upewniam się, że dobroć jest tylko płytkim, wyuczonym nawykiem.

Subway musi przegryźć McDonalda,
McDonald’s musi przegryźć KFC,
KFC musi przegryźć Burger Kinga.

– Umówmy się byle gdzie, żeby tylko było po drodze.
– Mnie jest wszędzie po drodze.
– To umówmy się gdziekolwiek.

Reklamówka jest cały czas zaciśnięta tak, żeby nic się do niej nie dostało.
Jest zaciśnięta na wysokości szyi.
Poci się w miejscu, w którym ją trzymam.

Za granicą nikogo nie udaje mi się spotkać dwa razy. Na ulicy ludzie zawsze są inni. Nie da się nikogo poznać po twarzy. Codzienny powrót do domu wygląda jak wspomnienie z manifestacji. Obojętne, obok kogo się stoi. Obojętne, co ktoś krzyczy. Obojętne, ile minęło czasu, bo na manifestacjach zawsze jest go wystarczająco dużo. Na manifestacjach czas przelicza się na zmiany.

W sklepie z zegarkami każdy wskazuje inną godzinę. Czuję się, jakbym dotarł na pole walki kilka lat po skończonej bitwie. Od kilku lat zegarki są tylko ozdobą czasu.

Od dziecka chciałem być kosmonautą. Nikt nie mówił mi, że to niemożliwe.
– Pamiętaj, synku, Ziemia też jest planetą. I warto najpierw nauczyć się po niej chodzić.

Brudna kuchnia.

Brzydzę się i jednocześnie wstydzę się chodzić po kawałkach jedzenia. Po robocie muszę wydłubywać wykałaczką kiełbasę, ogórki, sałatę, majonez i jajka na twardo z bieżnika moich chińskich trampek. Wykałaczka została wynaleziona, żeby dłubać nią w zębach. Bieżnik został wynaleziony, żeby wydłubywać z niego błoto. Jedzenie zostało wynalezione, żeby nie traktować go jak gówna.

Wszystkie naczynia są powiązane.
Przy taśmie pracuje już:
sekcja kiełbasy,
sekcja ogórków,
sekcja sałaty,
sekcja majonezu,
sekcja jajek na twardo.

Dzień nabiera rozpędu.

Coraz szybciej stajemy się kosmitami. Nie wiadomo, co czujemy. Nie wiadomo, dlaczego nie wiemy. Nie wiemy, dlaczego to wiadomo.

Przy taśmie nadzieja się starzeje.

Pierwszy ślad na Księżycu nie należał do nas.
Pierwszy ślad na Ziemi należał do mnie.

Patrzę na to wszystko znikąd, bo sam nie jestem w stanie z sobą zaistnieć. Nie jestem sobą, kiedy patrzę na siebie. Nieważkość. Ważę, ale nie ciążę.

Drugi ślad.
Dziecko.

Dziecko budzimy potrząśnięciem. Budzimy, żeby wyrwać je z czegoś, co nie istnieje.
Po wybudzeniu należy je obserwować. Dziecko urodzone za granicą należy do zagranicy.

Wszystko idzie w parze.
Dwa ślady naraz.

Na Księżycu był ktoś i ktoś jeszcze.

– Łajka, do nogi! Gdzie się szwendasz, głupia suko? Psa ci się zachciało na tym zadupiu?


Fragment książki Nie wiem, jak nazywają się te kwiaty (WBPiCAK, 2017)

Filip Zawada – Nie wiem jak nazywają się te kwiaty (fragment)
QR kod: Filip Zawada – Nie wiem jak nazywają się te kwiaty (fragment)