Za

Za dużo:
soli, kawy i cukru.
Za mało:
ludzkiej twarzy i zarysu płomieni.
Zbyt często:
wojny i niewdzięcznej prawdy.
Za rzadko:
zdrowych warzyw, wartości (tych chociaż udawanych).

Zerwij kwiat paproci,
a uleci z ciebie życie.


City

Kraj, którego nie ma. Miasto,
które nie śpi. Społeczeństwo,
które nigdy się nie wybudzi.
Miasto gniewu. Miasto ran.
Miasto grzechu. Społeczeństwo
zdziwienia. Miasto łączy. Miasto dzieli.
Podobno. Moje miasto śmierci.


Metro

Na stacji metra przypatrują mi się uważnie:
jedna z dzieckiem, drugi bez niego.
Patrzą dziwnie, bo zdjęłam kurtkę.

Już do nich nie należę.
Zrodzi się z jutra wczorajsze wino,
Układane przez noc piosenki o głodzie.

Idą jeden za drugim po kolei,
do siebie idą.
Ludzkie twarze ubrane w skórę.

Wielowymiarowe.
Ktoś stwierdził,
że muszą być takie same.

Jednobarwna mozaika,
która zaprowadzi nas donikąd.
Jednobarwne skrzyżowanie siebie.


Mechanika być

Przez okno wyrażam siebie.
Jestem bezpieczna,
siedząc nadal w swoim pokoju.
Cztery ściany i on.
Laptop na kolanach
zamiast twojej głowy.
Piszę.

Jak długo można pisać?
Jestem bezpieczna.
Przekładam kolejne spotkanie.
Przeglądam kolejne strony.
Jednominutowe filmy.
Na dłuższe brak mi cierpliwości.
Piszę.

Rzygać mi się chce
kolejnym ustanowionym prawem
do zadawania bólu. Skóra pęka.
Krople opadają na dno szklanki.
Wypijam wszystko.
Sączę po kolei zmysły, o których.
zapominam coraz częściej.

Ciebie i wszystko co mi jest potrzebne
do nazwania mnie człowiekiem.


Nie-brak

Co jest gorsze: nie widzieć czy
nie słyszeć? Każdy z nas
(nawet nie mówiąc o tym głośno)
pyta o to czasem. Co jest gorsze:
brak chleba czy brak snu?

Co bardziej uderza: ceny czy mentalność?
Niezrozumienie czy sytuacja na
rynku pracy? Brak świeżej ryby nad
Bałtykiem czy zimne spojrzenia znad
najnowszych ajfonów? Równouprawnienie,
które sięga do sytuacji kiedy muszę
przepuścić mężczyznę w drzwiach
(i tak zarobię mniej od niego)
czy kolejna apka zmieniająca wygląd skóry?
Niezgoda w narodzie czy chleb coraz
bardziej sztuczny?

Co bardziej mnie uderza kiedy idę ulicą,
nie patrząc na ciebie bo się boję cholernie,
że nie odwzajemnisz spojrzenia?
Każdego dnia omijam cię szerokim łukiem,
jakbym się bała prosić o kolejną szansę.

Anna Siudak – Pięć wierszy
QR kod: Anna Siudak – Pięć wierszy