Dzisiaj dla wielu Amerykanów, jeśli spytamy się ich, z czym kojarzą im się lata 60 ubiegłego wieku, to otrzymany dwie odpowiedzi: z muzyką folk, Bobem Dylanem i Joan Beaz oraz z pokoleniem ludzi urodzonych w latach II wojny światowej i ich masowymi protestami przeciwko wojnie w Wietnamie i walką Afroamerykanów o równouprawnienia społeczne. Kiedy 19-letni Dylan przybył do Greenwich Village w styczniu 1961 roku, Joan była już „Królową Ludu”. W ciągu dwóch krótkich lat Dylan zasiadł na tronie, jako Król tej muzycznej monarchii, oczarował słuchaczy od wybrzeża do wybrzeża. Ona została królową razem królowali, ale nie długo, ale to już zupełnie inna historia.

Dylan w swojej autobiografii z 2004 roku „Chronicles: Volume One” tak opisał J.Baez, gdy zobaczył ją po raz pierwszy w telewizji, gdy jeszcze mieszkał w Minnesocie: „Nie mogłem przestać na nią patrzeć, nawet powieką nie mrugnąłem… Jej widok sprawił, że wzdychałem. Jej głos odpędzał złe duchy, śpiewała głosem danym jej od Boga”. Baez też była oczarowana muzyką, a przede wszystkim liryką/poezją Dylana, gdy po raz pierwszy zobaczyła go podczas występu w Gerde’s Folk City w 1961 roku, nie mogła uwierzyć własnym uszom.

Kim była Joan Beaz dla Boba Dylana, łatwo nie będzie na te pytanie odpowiedzieć. Wiemy, że urodziła się w tym samym roku, co on (1941) i została jego kochanką w 1963. Jej ojciec był z pochodzenia Meksykaninem, a z wykształcenia doktorem fizykiem. Jej matka uczyła angielskiego i dramatu szkockiego i była z pochodzenia Szkotką. Joan pochodziła z rodzinny inteligenckiej i bardzo religijnej. Obaj jej dziadkowie byli pastorami metodystów. Z muzyką jest „zaprzyjaźniona” od dziecka, śpiewała w chórach kościelnych. Na dwa lata przed Dylanem staje się sławna i zyskuje wielkie uznanie krytyków. Pierwszą płytę wydaje w 1960 roku, w niej łączy dziedzictwo angielskie, szkockie, hiszpańskie, interesuje się muzyką ludową (folk music). Można zebrać wiele informacji na jej temat i jej związku z Dylanem, ale jednoznacznej odpowiedzi i tak nie będzie. Dylan spotkał ją dosłownie na kilka tygodni przed poznaniem Suze Rotolo, która została jego (kochanką) wielką miłością. Joan była drugą jego „oficjalną dziewczyną” po, Suze, która dla niej nie istniała, prawie nigdy o niej nie mówiła, a tak naprawdę przyczyniła się do zerwania ich już wtedy toksycznego związku/miłości. Warto w kilku zdaniach przypomnieć ten „wielki związek uczuć” pomiędzy Suze i Bobem. Miłość, która i tak nie miała szansy na dłuższa metę, bo Dylan nie miał ani pomysłu na ten związek, ani czasu/ochoty, chociaż bardzo kochał Suze. Ich kontakty bardzo się oziębiły, gdy Suze usunęła ciężę (dziecko Dylana, jak on ustosunkował się do tego faktu nie wiemy). Wtedy do „akcji” wkroczyła starsza siostra Suze Carla, jej ostra krytyka, stylu życia chłopaka siostry, jak i jego samego „odsunęła” muzyka od siostry. Dylan „równolegle” kochał Suze i Joan, jedna i druga  go zostawiła, dając mu przysłowiowego „kosza”. Suze zerwała z nim na przełomie roku 1963/64, a Joan dwa lata później zerwała z nim podczas jego pamiętnego tournee po Anglii, na które zaprosił ją jako osobę mu towarzyszącą (nawet żonę). Ale na scenę jej nie wpuścił. Wiemy też, że Bob nie lubił Joan, I don’t like Her, był zazdrosny o jej osiągnięcia i jej sława przyćmiewała jego, przynajmniej na początku jego kariery. Przyjaciele jego pamiętają jak opowiadał, o tym, że Joan chciała zaśpiewać jego piosenkę Song to Woody, ale nie pozwolił jej. Mówił; „Nie pozwolę jej śpiewać żadnych piosenek o Woody’m ponieważ, she don’t know Woody.” /  ona nie zna Woody’go (1.s.57) Nie znał jej dobrze, ale nie lubił jej, bo była sławniejsza, dziwne to, jaka jest ludzka natura.

***

W maju 1963 roku, Monterey Festival, gdy Dylan wciąż był z Suze, pani Beaz zaprosiła go do swojego domu w Kalifornii w przepięknej miejscowości Carmel, gdzie przebywał z nią siedem tygodni. Tam stworzyła mu dogodne warunki do tworzenia/pracy. Wiele Bob do życia i pracy nie potrzebował, dużo wina i papierosów i od czasu do czasu coś przekąsić. Namiętne usta Joan też były pomocne w pisanie, bo bez nich nie było tyle słodyczy i żółci w jego balladach. Wtedy pomiędzy gorącymi nocami, a namiętnymi porankami zapadły ważne decyzje dla nich obojga. Joan zaprosiła go do udziału w swoich koncertach, jako gościa, a także otrzymała od niego pozwolenie na nagranie kilku jego piosenek na swojej najnowszej płycie.

 ***

Wiemy, też, że następną dziewczyna Dylana była Sara Lownland, która została jego żoną, urodziła mu czworo dzieci. Poniższy wywiad dotyczący relacji Joan i Boba został udzielony dziennikarzowi Anthony Scaduto przez Dylana pod koniec lat 60, ubiegłego wieku, na niego w tej pracy będziemy się powoływać. (2.s.76)

Anthony Scaduto. Zacznijmy od tego jak spotkałaś Boba Dylana?

Joan: Myślę, to było w Village, słyszałam jego imię, krążące w powietrzu, to było w Gerde’s Folk City, wtedy śpiewał balladę dla Woody’go. Zbił mnie ją całkowicie z nóg. Wspominam go, wyglądał na niskiego chłopca, około pięciu stóp (160 cm), bardzo szczupły, nawet chudy z tym jego goofy (głupim) little hat on, kapeluszem na głowie. I był niesamowity, nie mogłam oderwać oczu od niego, całkowicie pochłonięty tym, co robił. Pomyślałam, „Boże”, co talent. On i ten jego styl, jego oczy, tajemniczość, cokolwiek to było, myślałam o nim później całymi dniami. To było piękne przeżycie i byłam pod jego urokiem. Naprawdę czułam się szczęśliwa, że spotkałam kogoś z tak wielkim talentem. Dostałam bzika na jego punkcie, to było coś niesamowitego. Byłam w wniebowzięta, że spotkałam kogoś z tak ogromnym talentem.

Czy spotkałaś się z nim wtedy?

Joan: Tak. Ktoś powiedział „O!!, to jest Joan, i on podszedł do mnie, a ja zaniemówiłam z wrażenia. Powiedziałam „far out” (odlotowe) lub „beautiful” wtedy on coś tam zamamrotał, „Hey, hey, too much”. Nie widziałam, co powiedział, coś równe głupiego jak ja.

***

Dylan nie był ani atrakcyjnym mężczyzną, ani też nie wyglądał na „łamacza kobiecych serc”. Niewysoki, chudy niedbający o siebie, ani swój wygląd zewnętrzny. W wieku dwudziestu jeden lat miał twarz chłopca, który ma nie więcej niż szesnaście lat. Ale posiadał coś, co nikt wtedy w Nowym Yorku, a i dzisiaj niewielu posiada, talent do pisania piosenek/ballad. Ten dar obserwacyjny tego wszystko, co się wokół niego działo przekuł na sukces artystyczny i finansowy. Piosenki jego nie były, dlatego wyjątkowe, że autor poruszał w nich problemy społeczeństwa, w którym dane było mu żyć. Przed nim setki, a nawet tysiące „tekściarzy” „pisało na czasie o swoich czasach” na przestrzeni wielu stuleci, począwszy do starożytnej Grecji. Piosenki jego były wyjątkowe, dlatego, że poza politycznym sloganem/wydźwiękiem posiadały w sobie czar poezji. Dylan mówił/pisał językiem poezji, który wykształtował się pod wpływem wielu przeczytanych przez niego książek/wierszy europejskich pisarzy/poetów. Wielu zwolenników twórczości Dylana podkreślano to, że on pierwszy w Ameryce pisał o jej problemach bardzo po amerykańsku, że nawiązywał do tradycji literackich amerykańskich, ale i tak komponował po swojemu wzbogacając swoją twórczość europejskością.

Tego rodzaju poezję/pieśni, protest songs wcześniej w Ameryce nie znano, a jeśli już to była to angielska twórczość ludowa z lat wcześniejszych, nawet stuleci wcześniej. Natomiast amerykańskie piosenki/ballady folk nigdy nie były traktowane jako masowe zjawisko, one „krążyły” w bardzo wąskim gronie ludzi, przeważnie związkowców w wielkich miastach i farmerów. Dziwnym też może się wydawać zjawisko „kilku gniewnych piosenkarzy ludowych” w Nowym Yorku, najbardziej kapitalistycznym/ zurbanizowanym sercu świata, którzy w barach/pubach grali i śpiewali piosenki sprzed kilku dekad powstałe w czasie Wielkiej Depresji czy na Równinach Środkowego Zachodu.

***                 

Anthony Scaduto. Myślę, że Dick Farina w magazynie Mademoiselle zacytował Dylana mówiącego coś takiego: „Joannnie’s still singing Mary Hamilton.(3) Czy tak nie było? Można odnieść wrażenie, że Bob był tym, który pokazał ci protest songs w muzyce i śpiewaniu.

Joan: Nie, wcale nie. Not in my sprit. W piosenkach tak, bo nie było żadnych, abym mogła je śpiewać, zanim on zaczął pisać. On tworzył piosenki, których przed nim nikt nie pisał, nawet czegoś podobnego. Nie ma wiele dobrych protest songs piosenek. Przeważnie są one przesadzone. Piękno piosenek Boba to niedopowiedzenie. Cokolwiek jest piękne jest niedopowiedziane. Nie musisz nikomu tego wbijać w głowę, co chcesz powiedzieć. Nawet jego najsłabsze rzeczy z wczesnej młodości są sprytnie napisane, więc nie są ani głupie ani trudne.

Tak, jest tam na nich odciśnięty jego geniuszu nawet na….

Joan: Absolutnie na wszystkim, cokolwiek napisał. Nawet na crummy staff. To znaczy na lichych tekstach, najlichszych.

***

Dylan zawsze twierdził, że jego słowa piosenek/ballad/pieśni nie są tylko zwykłymi słowami, dowodem na to miała być ich siła nawet bez muzyki; możecie zabrać z nich dźwięk, melodię, rytm a one wciąż pozostaną poezją, będzie można je recytować.  Twierdził, że zawsze pierwsze miał słowa, dopiero później szukał melodii/muzyki. Można dodać, że muzyka przychodziła mu o wiele trudniej, przeważnie ją kradł/pożyczał ze starych utworów, przepisywał poprawiając ją tak, że stawała się jego kompozycją. Z lekkością przechodził, że starych melodii, dawno zapomnianych do swoich własnych twierdząc, że one po to są, aby z nich korzystać. W wywiadzie, dla Farina powiedział; Lubię melodie. Poza tym, jeśli usłyszycie stare w nowych moich piosenkach, bardziej je zaakceptujecie. One nie są aż tak ważne, człowieku zrozum, słowa są ważne. I don’t give a damn ‘bout melodie.” Czyli, gwizdam na melodie, dla mnie najważniejsze są słowa, moje słowa.

***

Powiedz mi coś o tych waszych początkach, czy byliście razem?

Joan: Bobby zawsze był poza zasięgiem, dla wszystkich ludzi. I nie pamiętam dokładnie jak to było, gdy po raz pierwszy usłyszałam balladę God on Our Side, byłam wtedy na jakimś przyjęciu, i nie mogłam uwierzyć, nie byłam w stanie uwierzyć, że ktoś mógł coś takiego napisać. Krążyło o nim wiele nieprawdopodobnych opowieści, pół prawd. Ale takich uroczych i słodkich, śmiesznych, miłe jest to, że on ma niesamowite poczucie humoru, on jest zabawny, ale i cyniczny.

Zabierałaś go, jako gościa na swoje koncerty. Czy to was zbliżyło?

Joan: Niezupełnie. Przede wszystkim zależało mi na tym, aby ludzie o nim usłyszeli. Myślę, że lubiliśmy się bardzo a ja naprawdę go kochałam. Chciałam zadbać o niego, aby śpiewał. Co mam na myśli, to żeby się uczesał, wykąpał, umył zęby, aby nie było od niego czuć niemiłego zapachu, chciałam zabrać go na scenę…

Wiele kobiet i dziewcząt to samo mówi, co ty, to jest wspaniały materiał…

Joan: Yeah, it was very material. Ja wtedy naprawdę chciałam, aby jak najwięcej ludzi go poznało, aby jak najwięcej słyszało o nim. Zapraszałam go na swoje koncerty, bo był wspaniały. Kochałam go. I love his music. I wanted people to hear him. To wszystko. Co mam na myśli, to chciałam dzielić się z nim. Upijał się, trząsł się ze strachu, but he dug it. (Ale wgryzał się w to). Najbardziej pamiętam koncert w Forest Hills. Zawsze się o niego obawiałam. Nigdy nie miał tremy, pił na umór ze strachu przed publicznością, ale nie można powiedzieć, że miał tremę.  Wyglądało na to, ze strach paraliżował go po koncertach, gdy ludzie przychodzi do niego po autografy.  Był bardzo przestraszony, nie wiedział jak ma reagować. Pamiętam jak śpiewaliśmy razem, you know, oficjalnie koncerty, gdzie nie było wiadomo czyje nazwisko umieścić pierwsze, moje czy jego, tego rodzaju, crap. (Bzdety). Po koncercie szybko uciekał przed publicznością, ale to było zaplanowane/ukartowane, to była wielka bzdura. Myślę, że w ten sposób potrzebował ludzi do walenia w auto i złamanie anteny, ludzi wchodzących pod maskę samochodu itp. Powiedział: “Wow, fucking my mind, I can’t stant this whole shit”. Oczywiście były inne wyjścia/drzwi z tego budynku. Pewnego dnia wysiedliśmy z limuzyny, gdy podbiegły dwie dziewczyny z prośbą o autograf, krzycząc, “There’s Bobby”. Krzyczały całe szczęśliwe, ale on powiedział „Oh, wow, let’s run, „ powiedziałam „You dumb ass, just stand here”/ zasrańcu stój tutaj i się nie ruszaj. Wzięłam go za rękę, był jak dziecko, i one podeszły do nas, całe rozhisteryzowane we łzach i powiedziałam; Now stop acting so stupid and he’’ll give you his autograph.” Uspokoiły się, wyglądały na zakłopotane. To było piękne. Powiedziałam: Just talk to them a minute, Bobby, i porozmawiał z nimi. Wtedy wszystko miał pod swoją kontrolą, ale myślę, że on autentycznie bał się ludzi.

Kilku recenzentów z koncertów, w których występowaliście razem, stwierdziło, że, Bob zaszkodził tobie, a także ludzie narzekali na ciebie po koncercie w Hollywood Bowl w ’63.

Joan: Myślę, że wtedy się napił, albo napalił marihuany i za długo był na scenie. Nie mógł odmówić sobie zagrania czegoś, co było bardzo świeże, co właśnie napisał. Był to utwór Lay Down Your Weary Tune, niestety 45 minut długi.

Czy ten utwór ktoś nazwał War and Peace?

Joan: Right, it was just endless. Oczywiście, ja byłam całkowicie zadowolona, poza tym, że to był koncert. Zawsze miałam sumienną publiczności. Nigdy nie chciałam ich zanudzać, czy coś w tym rodzaju.

Czy był pijany, gdy śpiewał War and Peace?

Joan: Nie wiem czy był pijany. Yeah, myślę, że wtedy pił na umór. Publiczność męczyła go, powinnam to wiedzieć lepiej, ponieważ on był dla niej za dobry – ludzie denerwowali się, gdy patrzyli na tego smarkacza, którzy wziął się niewiadomo skąd na scenie i śpiewał przez 45 minut.

Powróćmy do tej wrogo nastawionej publiczności. On generalnie czuł, tak myślę, że ta publiczność jest twoja. Ty myślałaś o swojej, a on myślał o swojej, ale on o swoich tekstach więcej myślał niż o swojej publiczność.

Joan: Nigdy nie udało mi się dowiedzieć, o co mu tak naprawdę chodziło. Jedyną szczerą rozmowę z nim miałam, gdy już się rozstawaliśmy, było to po ostatnim naszym wspólnym koncercie. Gdzie to było, już nie pamiętam, chyba gdzieś na Wschodnim Wybrzeżu. (…) Bawiliśmy się świetnie. Razem czuliśmy się świetnie. Wyszło na to z naszej rozmowy, że ja będę peace queen, a on zostanie the rock&roll king. Wtedy on powiedział, Bullshit, bullshit, faktem jest to, że podczas tego koncertu, publiczność wołała: Masters of War, God on Our Side i inne piosenki napisane wcześniej, które jednak coś dla nich znaczyły. On natychmiast zrozumiał, co miałam na myśli mówiąc, że będę peace queen a on rock@roll king. Wtedy on powiedział; Hey, hey, zabierz ich sobie, ale ja za nich nie będę odpowiadał. Wściekłam się i odpowiedziałam mu, Bobby ty szczurze, myślisz, że zostawisz ich mnie samej. Nie oznaczało to, że ich nie kocha, tylko to, że się ich boi. Tak było naprawdę, i wtedy też ostatni raz śpiewaliśmy razem.

Dlaczego to był ostatni raz?

Joan: Ponieważ tak się stało jak się stało. To był koniec naszej wspólnego tournee. Więcej już nic takiego wspólnego nie robiliśmy. Był ze mną w kilku miejscach, gdzie ja śpiewałam.

***

Dylan poleciał do Anglii i razem ze świtą, wśród niej znalazła się też „narzeczona” Joan Baez, która miała nadzieję, że razem z nim wystąpi, tak bynajmniej jej się wydawało. Myślała, że Dylan w ten sposób odwdzięczy się je za zapraszanie go na swoje wspólne koncerty po Ameryce. Ale nic takiego nie nastąpiło, Dylan nie tylko nie zaprosił jej do wspólnego śpiewania, na scenę, ale gdy zobaczył pierwszy montaż filmu po Anglii, kazał montażyście wyciąć taśmę z Joan Baez; w samochodzie, w samolocie, na lotnisku, w limuzynie, śpiewającej w swoim pokoju, etc. To go bardzo poirytowało mówił; We’ll have to take all that Staff of Joan out.” Wygląda, że ona była tutaj z nami przez cały czas. Musimy to przyciąć. (3)

***

A co z balladą Don’t Look Back. Odnoszę wrażenie, że było wasze ostatnie wspólne śpiewanie.

Joan: Nie śpiewałam z nim.  Nie pozwolił mi mówiąc otwarcie.  Nigdy nie powinnam wybrać się z nim na trasę koncertową do Anglii. To było chore. Wiesz, początkowo to ja miałam jechać do tam koncertować, ale w międzyczasie Bobby, wystrzelił jak z armaty, zaledwie w przeciągu kilku miesięcy stał się sławny, więc myśleliśmy, że pojedziemy razem, podzielimy się koncertami. Ale zanim do tego doszło, jego sława i popularność przyćmiła moją, więc to on pojechał. Myślałam, że zrobi to, co ja dla niego robiłam tutaj, zabierze mnie ze sobą i przedstawi publiczności, byłoby to bardzo miłe z jego strony, ponieważ ja nigdy nie byłam w Anglii.  Tak ja myślałam. Nie wiem co myślał, ale się rozchorował, nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Był wrakiem, i jak już powiedziałam nie zaprosił mnie na scenę. To bardzo mnie zaskoczyło. Czułam się bardzo, bardzo, bardzo nieszczęśliwa.  Zrobił mnie w konia; Powinnam odejść, naprawdę już po pierwszym koncercie. Ale sytuacja, w której się znalazłam trzymała mnie. Odeszłam po dwóch tygodniach, pojechałam do Francji, tam mieszkali moi rodzice.  To były jedne z najgorszych tygodni w moim życiu, po prostu nie wiedziałam/rozumiałam, co do diabła się stało.

W pewnym momencie, gdy to wszystko się działo, w tym samym czasie Bob poprosił cię o rękę.

Joan: Well, nie powiedziałabym w ten sposób. Żartowaliśmy na ten temat, you see Bobby i nasze bycie razem było nieuniknione, koronowany książę i Newport, i tym podobnie. To było nieuniknione. On obracał się w zupełnie innym środowisku niż ja, a ja oczywiście w innym niż on, ale w pewnym momencie spotkaliśmy się. To się stało jak się stało i to było nieuniknione, inaczej być nie mogło.

Dziennikarze z kręgów pop music nazwali was king and queen.

Joan: Myślę, że my oboje wciąż byliśmy przestraszonymi dzieciakami, które się przestraszyły i wycofały ze swoich planów. Nie powiedziałabym, że Bob oświadczył się mi. Nie rozmawialiśmy o tym. Rozmawialiśmy o małżeństwie. Tak sobie żartowaliśmy, ponieważ oboje wiedzieliśmy, że było by to niemożliwe. Oboje na szczęście mieliśmy świadomość tego, że byłaby to katastrofa. Myślę, że to ja pierwsza coś takiego zaproponowałam, zanim on o tym pomyślał. Prawdopodobnie, ewentualnie, może kiedyś by zaproponował.  Ale wtedy wciąż byliśmy w fazie żartowania o tym, takich wygłupów i ja w żartach powiedziałam, że to nie jest możliwe… i potem on jakby wycofał się, on nigdy … to znaczy potem próbował o tym rozmawiać…

On miał bardzo wysoką potrzebę akceptacji

Joan: I duuummy.

I dumny. To oczywiste, te twoje zachowanie odczytał jako odrzucenie go.

Joan: Był na Wschodnim Wybrzeżu, a ja na Zachodnim rozmawialiśmy o tym przez telefon. Potem on w pewien sposób zaczął się mną bawić. Ale plan wciąż był ten sam, mieliśmy razem lecieć do Europy, co było w tym przypadku bardzo głupie, bo to ja powinnam wiedzieć lepiej, rozumieć jego postępowanie i jak on się w tym wszystkim czuł. „Hey sure, sure come to Europe, you can help me out,” tak mówił, co ja rozumiałam, że będziemy razem śpiewać, podejrzewam, że tak na początku planował, ale z czasem zrezygnował.

Czy byłaś świadoma tego, że on był wtedy bardziej popularny od ciebie?

Joan: Doskonale to wiedziałam, dlatego zrezygnowałam z własnych koncertów. Całkowicie to mi odpowiadało a wtedy… samolot wylądował w Anglii, podejrzewał, że Bobby był rozdarty, przestraszony i chciał, abym była przy nim. Wtedy bym tak nie powiedziała, wycofałam się, ponieważ myślałam, że tak będzie lepiej, nie chciałam się narzucać. To było jego tournee i wycofałam się dziesięć stóp do tyłu, nie zauważona przez nikogo. To był koniec. Ale kilka razy myślałam, że popatrzył w moją stronę. To było jak wołanie o „pomoc”, i nie mogłam się zdecydować, co było ważniejsze iść i pomóc mu, czy nie.

W swojej książce pt. Daybreak nazwałaś go „Dada King”.  

Joan: Oh, był bardzo zajęty, co tu mówić, był zajęty będąc dada, to wszystko było zwariowane, komiczne, cyniczne, lub jakkolwiek chcesz to ująć. On unikał bycia prawdziwym, bycia sobą, robiąc to, co robił. To znaczy robił rzeczy dziwaczne. Napisał właśnie, Visions of Johanna, utwór ten bardzo wydawał mi się podejrzany i myślałam, że wykorzystał moją osobę w tym utworze. Nie powinnam mówić tego publicznie, ale on rozmawiał o tym z Ginsbergiem. Po pierwsze, on nigdy tego utworu nie wykonywał publicznie wcześniej, i gdy Neuwirth powiedział mu, że jestem obecna na sali koncertowej tego wieczoru, wtedy on ten utwór wykonał. To wszystko było bardzo dziwne. Słuchałam tego utworu i czułam się wewnętrznie zadowolona, ale także zaciekawiona czy – you know, to znaczy, wszyscy wokół niego myślą, że on pisze o nich piosenki. I pomyślałam sobie, że znalazłam się w podobnej sytuacji. Ale nigdy bym tej piosenki sobie tylko nie przypisała. Ale, jednak niektóre fragmenty tej ballady brzmią podejrzanie dla mnie. W pewnym momencie Ginsberg podszedł do mnie i powiedział, „What do you think Visions of Johanna is about(Jak myślisz o czym jest Vissions of Johanna?) Opowiedziałam, że nie wiem, twoje przepuszczenia są równie dobre jak moje. Odpowiedział, „No, no what do you think it’s about”  Bobby says…” i wtedy rozwinął temat, te pierdoły, które niczego nie wyjaśniały i nic wspólnego z niczym nie miały. Zapytałam się, czy to twoje własne przemyślenia, czy Bobby tak powiedział. Miałam przeczucie, że ci dwaj byli pewnego rodzaju w zmowie, chcieli się upewnić, żebym nigdy nie pomyślała, że tak piosenka ma cokolwiek wspólnego ze mną. Dużo o tym myślałam. To znaczy Ginsberg próbował przekonać mnie, że ta piosenka jest o mnie, ale ja nigdy bym nie powiedziała tak o żadnej z piosenek Bobby’go.

Podejrzewałaś, że Ginsberg odgrywał rolę wysłannika Dylana?

Joan: Tak. Wiesz, dużo przebywał w towarzystwie Ginsberga.  Ale to jeszcze jedna zabawna historia, wspaniała historia, jak po raz pierwszy spotkałam Ginsberga. And by the way, przejrzałam Allena. Jest zwariowany, ale go przejrzałam. To było podczas przyjęcia, po naszym koncercie, Bobby mi podpadł tego wieczoru, więc się upił i próbował poderwać jakaś rudą dziewczynę. Bardzo był pijany takie flirty-flirty-flirty-, talk-talk-talk- z tą rudą. Więc ja zaczęłam rozmawiać z Neuwirthem, myślę, ze wtedy był ubrany w niebieską welwetową marynarkę. Ginsberg podszedł do mnie przedstawił się i zaawansował, że chce to fuck Bobby/wyruchać Bobby’go.  Odpowiedziałam, „Well hello”, czego tego nie zrobisz? On odpowiedział „I’m shy”/jestem wstydliwy. Nie za wiele pamiętam z tego spotkania, z wyjątkiem tego, ze Ginsberg chciał ze mną rozmawiać.  Poczułam się troszeczkę obrażona. Nie zdawałam siebie z tego sprawy, że nic Allena nie obchodziłam, jedynie potrzebował mnie do kontaktów z Dylanem. Bobby tak się upił, że ledwie trzymał się na nogach, wsadziliśmy go do auta, film mu się urwał, nie pamiętam, co mówił, ale ja powiedziałam: Ginsberg chce iść z tobą do łóżka, on odpowiedział: „Oh, oh far out/świetnie” i całkowicie film mu się urwał.

Czy kiedykolwiek rozmawialiście na początku waszej znajomości o tych wyjazdach na Południe?

Joan: Nie za bardzo pamiętam. Na początku to było trudne do wyartykułowania z politycznego punktu widzenia. Bobby coś na tym polu robił, bynajmniej jemu się tak wydawało, że to było zaangażowanie polityczne. Przyjął nagrodę Toma Paine, ale to było okropne, wywołał spore zamieszczanie. To była katastrofa dla ludzi, którzy go znali. Wiem to, bo to moi przyjaciele, państwo Foremans go zaprosili, to było dla nich coś okropnego. Oni kochali Bobby’go, a on podszedł do mikrofonu i zmieszał ich z błotem. To znaczy oni poczuli w tym jakąś komedię, ale to było dla nich straszne przeżycie. Prawdopodobnie przestraszył się tego, całej te sytuacji i go zamurowało, pogubił się. To przerosło go i nie potrafił udźwignąć tego wszystkiego.  Pewnego razu, gdy mieliśmy wspólny koncert powiedziałam mu, że doszliśmy razem do pewnego punktu, a potem rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Zgadzaliśmy się z tym, że świat jest popieprzony, do góry nogami, ale myślę, że możemy coś z tym zrobić. Wtedy on dał mi długi wykład, dużo było w tym prawdy, mówił o białych Amerykanach, liberałach, którzy jeździli na Południe, pomagać w wyborach. Powiedział; Hey, ilu znasz ludzi, którzy by oddali swoje życie dla tej sprawy? Ilu, powiedz? I podałam kilka osób.

Samych białych?

Joan: Yeah. To znaczy, niekoniecznej w tej sprawie, ale gotowych poprzeć swoje słowa czynami. Siebie też do tej grupy zaliczyłam…. Może to nie być prawdą, do końca, dopóki nie staniesz pod ścianą. Teraz tak myślę, i wtedy tez tak myślałam. Spytałam się go; Dlaczego myślisz, że coś można zrobić? A on odpowiedział: może, ponieważ ty jesteś laska. To wszystko, co powiedział.

Powspominajmy jeszcze trochę te koncerty na których on był twoim gościem.

Joan: Wiesz kiedy napisał When the Ship Comes In? To było wspaniałe, ta historia tej piosenki. Podróżowaliśmy po Wschodnim Wybrzeżu, byliśmy gdzieś na głuchej prowincji, a ja miałam zaplanowany koncert. Nawet nie wiedziałam gdzie, on miał wystąpić ze mną, i gdzieś po drodze zatrzymaliśmy się. Powiedziałam, skocz na jednej nodze i sprawdź, czy to jest to miejsce. Więc skoczył, ale szybko wrócił mówiąc, tutaj nie ma żadnych rezerwacji. Spytałam, „jesteś tego pewien”, więc poszłam sprawdzić sama,  weszłam do holu, a tam ludzie mówią: dzień dobry pani Baez, jak to miło, czekamy na panią. Wtedy powiedziałam, chwileczkę, potrzebuje ekstra pokoju. Wtedy Bobby wszedł do holu, taki niewinny, taki cuchnący looking shitty as hell, powiedziałam „Give this gentleman a room.”  A oni odpowiedzieli, oczywiście, jak najbardziej, nie ma sprawy. Ale na niego nawet nie popatrzyli. Spytał się czy pani Baez ma tutaj pokój, a oni odpowiedzieli „No”.  Poszedł do swojego pokoju, poczuł się upokorzony i napisał When the Ship Comes In. „Twoje dni są policzone/Your days are numbered.” Napisał to w jedną noc, był tak wkurwiony. Hey, hey I’m writin’ something. Hey, hey, I’ m writin’ something. Nie mogę w to uwierzyć, jak szybko odreagowałem na tych idiotów, krzyczał.

Czy dużo pisał, gdy był u Ciebie w Carmel?  Ktoś powiedział mi, że mógł usiąść przy maszynie do pisania z butelką coke i walić w nią przez pół dnia.

Joan: Wtedy pisał swoją książkę. Wciąż mam sporo tej jego pisaniny u siebie. Jeśli będzie chciał to sobie zabrać nie ma problemu. Pisał jak dalekopis. Pisał na stojąco, palił fajki przez cały czas, a papierosy popijał winę. Jedynym sposobem, aby coś zjadł, był „mój chwyt z jedzeniem”, podchodziłam do niego i po prostu jadłam przed jego twarzą. Wtedy on brał i gryzł to, co było na moim talerzu lub w ręce.  Innego sposobu nie było, bo gdy się go pytałam: „You want something to eat? Zawsze odpowiadał „No, no”. Pewnego razu, gdy mnie odwiedził wtedy napisał Hattie Carroll, innym razem  Four Letter Word i jeszcze kilka innych rzeczy. Za drugim razem jak u mnie był to zaczął pisać książkę Tarantula.

Czy kiedykolwiek rozmawiał z tobą o tym tytule, o tej książce, o czym ona właściwie była?

Joan: No, he just Said, „Hey, hey, piszę o moim dzieciństwie. Cierpliwości trochę i spotkasz dziewczynę o imieniu Mona, right. Przez piętnaście stron pisał o Monie.  Pisał pięknie o pobiegnięciu do swojego domu, musiał do niego wejść, aby się wysikać. Pisał coś o swojej mamie stojącej za drzwiami za siatką przeciwko owadom, skakał w górę, w dół – bo chciało mu się sikać. To było piękne. Nigdy niczego nie poprawiał. Nie potrafił niczego wykreśli ze zdania, które już raz napisał.

***

Jak wiemy Dylan mówił już o swojej eksperymentalnej powieści Tarantula podczas wywiadu z Studs Terkel w maju w 1963 roku. Wtedy też poszła pogłoska, że ma zamiar ją wydać. Umowę wstępną podpisał z wydawnictwem MacMillian, w wywiadzie radiowy powiedział: Ta książka jest o moich pierwszych tygodniach w Nowym Jorku… Nie o wielkim mieście, naprawdę. Te wielkie miasto, nie będzie mieć nic z tym wspólnego. Książka będzie, o kimś kto doszedł do końca drogi, wie, że innych dróg już nie ma, ale nie wie, co dalej ma zrobić ze sobą, nie może zawrócić… Będzie zawierać wiele moich przemyśleń, które nie można podsumować, myśli w mojej głowie, o nauczycielach, o autostopowiczach podróżujących po całym kraju. O moich przyjaciołach. Studentach, studiujących. O ludziach/przyjaciołach, których znam. Pewnego rodzaju symbolach, przypuszczam… tego rodzaju ludziach. I podobnie jak Nowy Jork, jest całkiem innym światem, szczególnie dla tych co tutaj nigdy nie byli, mam ich wspomnienia i zdecydowałem się, aby je spisać. (4)  Koncept napisania tej książki ulegał wiele razy zmianom, z czasem Dylan nazwał go „collage … no rhyme”. Książka bez początku ani końca.  W 1966 roku książką jeszcze nie była wydana, ale bardzo natarczywie reklamowana przez wydawcę, który wydrukował dziesięć tysięcy papierowych toreb z portretem Dylana z napisem o wielkich literach: Tarantula by Bob Dylan. Ale stało się coś dziwnego, Dylan rozpowiadał swoim znajomym, że nie widzi sensu w publikowaniu tej książki, bo zanim on trafi na półki księgarskie on już nie będzie tym Dylanem, który ją napisał. Pisanie szło mu jak „krew z nosa”, zabierał w drogę koncertową maszynę do pisania, bo kontrakt podawał ostateczną datę złożenia manuskryptu, ścigał się z czasem, wymyślał słowa-absurdy, bawił się nimi, zmuszał się do pisania, był z tego powodu bardzo nieszczęśliwy. Potrzebował do swojego eksperymentu prozy akceptacji ze świata literacko-akademickiego, ale żadnych sygnałów nie otrzymał. Fragmenty książki były już drukowane w magazynie Atlantic Monthly, ale autor nie wiedział jak to wszystko zakończyć. Bał się oddać do druku to co miał już napisane, ale nie miał żadnego pomysłu co dalej. Bał się krytyków akademickich, przed którymi ostrzegał go Allen Ginsberg, powiedział: the academic people were laying for him/akademicy okłamywali go. Krytycy dostrzegli wiele źródeł inspiracja dylanowskich do napisania Tarantuli (stream of consciousness) w pracach w stylu Jacka Kerouaca, Williama S. Burroughsa i Allena Ginsberga. Jego styl przypomina również Arthura Rimbauda w A Season in Hell. Trzydzieści lat później Dylan w swoim stylu zaprze się wszystkiemu i powie, że to nie był jego pomysł tylko jego menadżera Alberta Grossmana, który za jego plecami podpisał kontrakt na napisanie tej książki. Książka krążyła nieoficjalnie rozpowszechniana przez następne pięć lat, aż do roku 1971, kiedy to oficjalnie zostanie opublikowana. Jest to proza i poezja, którą Dylan pisał w latach 1965/66, książkę, której nigdy nie skończył, ale cieszył, że już nie musi jej pisać.

***

Czy potrafisz oddzielić jego, jako człowieka od jego, jako artystę? Kochałaś obu?

Joan: Oh, nie wiem. To jest trudne pytanie. To znaczy jak można wyobrazić sobie Boba bez pisania? Nie byłby nim gdyby nie pisał, a gdyby nie pisał nie byłby geniuszem. Ja… to byłoby wszystko. Ta cała kombinacja tworzy go. tworzy jego aureolę. Jego humor, jego sentymentalne oczy. Kiedyś kupił mi piękne palto, takie niebiesko-zielone sztruksowe. Zakładałam je z jedwabnym szalikiem. A ja jemu kupiłam czarną marynarkę, spinki do mankietów i białą koszulę.  Pamiętam była zima i byliśmy w Earle In the Village.  Wyglądaliśmy przez okno obserwując dzieci na dole.  Czułam się jakbym znała go, co najmniej sto lat i dzieci tam na dole hałasujące, były naszymi, you know?

***

Koszmary po Johannie pozostały. Przesławna ballada Visions of Johanna z płyty „Blond on Blond” uważanej przez wielu krytyków, jako najlepsza w dorobku Dylana plasuje się jednak pod sam koniec listy magazynu Rolling Stones zajmując miejsce 404 na 500 Greates Songs of All Time w 2004 roku. Nie będziemy jej dogłębnie analizować i interpretować, zabrałoby to wiele czasu, a interpretacji jest tyle samo, ilu interpretatorów. Kolejne pokolenia słuchaczy Dylana na pewno będą przedstawiać jego dorobek po swojemu, tym bardziej, że każda jego płyta była w Ameryce wydarzeniem artystycznym. Największe, wysokonakładowe amerykańskie pisma poświęcały mu sporo wagi a recenzje pisali najbardziej znani i cenieni krytycy, a także zwykli ludzie na swoich bloogach internetowych. My jednak przyjrzymy się tej balladzie bliżej (nie tak aż blisko) próbując się zastanowić, o czym ona jest i omówić ją, bez zagłębiania się w szczegóły, będzie to tylko szkic, czegoś może w przyszłości większego.

Krótkie streszczenie ballady

Mówiąc krótko, ballada jest o dwóch kobietach, o Luizie i Joannie, (kto to jest nie wiemy, być może któraś z nich jest kurwą, lub żoną, ewentualnie dziewczyną obecną lub byłą) oraz o małym chłopcu i skrzypku, (kim są, nie wiemy, być może to sam Dylan jest chłopcem i skrzypkiem), który zanim wybierze się gdzieś w drogę, na ciężarówce do przewożenia ryb napisze; „He writes ev’ryting’s been returnem which was owed”/ On pisze, wszystko zostało zwrócone, co było pożyczone. (Dla niektórych ten wers jest dowodem, że płaci za noc/ usługę prostytutki?) Jest też Mona Lisa z wąsem, sławna „podróbka” mistrza stylu Dada Marcela Duchampa oraz Madonna, na którą świetnie pasuje Joan Baez. Skoro jest Duchamp, to i ballada może być napisana w „jego duchu”. Jest też peddler mówiący zagadkowo: speaks to the countess who’s pretending to care for him/Domokrążca rozmawia z hrabiną a ta udaje, że jej na nim zależy. Być może domokrążca, to naprawdę zwykły uliczny sprzedawca, któremu co udało mu się ukraść gdzieś w sklepie, lub kupić coś kradzionego taniej i teraz sprzedaje to hrabinie za nieduże pieniądze. I można tak snuć przepuszczenia na sto stronach lub w nieskończoność. Nie mamy żadnych wątpliwości, że główną bohaterką jest tytułowa Johanna oraz Luiza, która jest jej przeciwieństwem. Jeśli Johanna jest poezją, osobą do której się wzdycha a ona uosabia wszystko to co jest dobre, to Luiza jest prozą, lub osobą przypadkową, której nie warto poświęcić więcej uwagi, tak można powiedzieć najkrócej. Dylan po raz pierwszy publicznie wykonał piosenkę 4 grudnia w 1965 roku podczas koncertu w Berkeley Community Theatre. Na tym koncercie, jak już zostało powiedziane była Joan Baez, która potraktowała ją z mieszanymi uczuciami, nie będąc całkiem pewna, czy czasem nie jest ona o niej, tak jak to sugerował jej przyjaciel Dylana poeta Allen Ginsberg. W utworze imię Luizy pojawia się  kilka razy, w pierwszej zwrotce dwa razy i drugiej raz i piątej raz, natomiast Joanna w każdej w ostatnim wersie. Dla jeszcze innych

Omówienie utworu

1 zwrotka

Czy to noc zrobiła nam figla, gdy my tak cicho, sza?
Siedzimy tutaj uziemieni udając, że nic takiego się nie stało aha
I Luiza z deszczem w garści, zachęca cię prowokuje
Światło na poddaszu znad przeciwka błyska
W naszym pokoju rury z ciepłą wodą kasłają 
W radio country muzykę, miła dla ucha grają
Ale tak naprawdę to nie ma, co zgasić
Tylko Luiza i jej kochanek, co ukradł jej wianek
I te zwidy o Johannie, kopią mnie po mózgu nieustannie

Ballada rozpoczyna się od pytania retorycznego, przed którym ostrzegają wszyscy wykładowcy na kursach creative writing,  mówiąc simple don’t ask. Nie zadawaj pytań w swoich wierszach. Dylan jednak zadaje i to już w pierwszym wersie; Czy to noc zrobiła nam figla, gdy my tak cicho, sza? Ain’t it just like the night to play tricks when you’re tryin' to be so quiet? Na usta ciśnie się pytanie o jakie figle/triki//tricks, tutaj chodzi? Czy znajdziemy na nie odpowiedz w pierwszej lub w następnych zwrotkach, tego nie da się przewidzieć. Wielu znawców i krytyków twórczości Dylana uważa, że ballada została napisana podczas wielkiej awarii elektrycznej w Nowym Yorku, o czym miał świadczyć pierwotny tyłuł, Seems Like A Freeze Out.  (Zamarzać). Dowodem mają też  być te cztery wersy z pierwszej zwrotki;

Lights flicker from the opposite loft
In this room the heat pipes just cough
The country music station plays soft
But there’s nothing, really nothing to turn off

Światło na poddaszu znad przeciwka błyska
W naszym pokoju rury z ciepłą wodą kasłają 
W radio country muzykę, miła dla ucha grają
Ale tak naprawdę naprawdę to nie ma, co zgasić

Błyskające światło z naprzeciwka/Lights flicker from the opposite loft, to nic innego niż światło palących się świec, a grająca muzyka country w radio ma być dowodem na to, że jest to jedna z niewielu radiostacji zasilana bateriami a nie prądem. Koronnym dowodem na to, że nie ma prądu jest ta linijka: But there’s nothing, really nothing to turn off/Ale tak naprawdę naprawdę to nie ma, co zgasić/wyłączyć. Można też zadać sobie pytanie gdzie tak właściwie toczy się akcja tej ballady i po chwili dochodzimy do odpowiedzi, w jednym z nowojorskich hoteli lub burdeli,  w łóżku, na podłodze? Jest to napisane w ósmym wersie tej zwrotki;

Just Louise and her lover so entwined
And these visions of Johanna that conquer my mind

Tylko Luiza i jej kochanek, co ukradł jej wianek
I te zwidy o Johannie, kopią mnie po mózgu nieustannie

Dla innych uważnych czytelników/słuchaczy Dylana jest to piosenka z głębi mistycznego świata spowitego jakąś mrocznością. Opowieść o nieodwzajemnionej miłości opowiedziana w klasyczny surrealistyczny sposób. Jeszcze jedną z ulubionych sztuczek Dylana jest  jego zabawa z czytelnikiem/słuchaczem, czyli  zagadka co poeta ma na myśli gdy mówi JA? Czy Ja to  także w dalszej części ballady ON, który może być tą samą osobą. A także czy TY, to MY? Jest to trudne nie tylko dla tłumaczy jego twórczości na języki obce, ale także dla jego rodaków. Gdy mówi „her lover” jej kochanek, to czytelnik ma wrażenie, że mówi jednak o sobie jako kochanku Luizy. W ostatnim wersie, czyli dziewiątym pojawia się tytułowa Johanna, jako wyrzut sumienia, którą można uznać tutaj za tę zdradzaną przez narratora z Luizą, ale czy ta zdradzona jest jednak czymś/kimś lepszym od Luizy?  Obie panie są dla czytelnika/słuchacza ciekawe/interesujące. Luiza trzyma w garści deszcz, (może to być przyrodzenie kochanka) później jest mocno spleciona z ukochanym w uścisku miłosnym. Kim jest Luzia?  Kobietą lekkich obyczajów? Kurwą burdelową/ prostytutką z ulicy? Tego nie wiemy.

Kim jest Johanna?  Joan Baez czy nowo poślubiona żona Sara, wielu wielbicieli poety to sugeruje?  Czy któraś z niech jest kochanką autora, a może Johanna to jakiś anioł, niedościgniona poezja, za którą autor tęskni? Chyba nie, bo poeta  mówi: And these visions of Johanna that conquer my mind/i te koszmary o Johanna,  które zawojowały mój umysł. Gdy utwór powstawał, poeta był zaledwie kilka miesięcy żonaty, więc nowo poślubiona żona nie może być „koszmarem”.  Luiza jest bardzo cielesna i zmysłowa, czy mogą to być jego kochanki; Joan Baez, Edie Sedgwick i Suze Rotolo?  Będąc bardzo zakochanym we własnej żonie, która w chwili w której powstawał utwór była z nim w ciąży, trudno jest podejrzewać poetę, że ma koszmarne sny o kochance nawiedzającej go podczas snu. Chociaż wszystko jest możliwe i niczego nie można wykluczyć. Tego też nie wiemy. Poeta zarysowuje kontrast między zmysłową, obecną w utworze Luizę i nieosiągalną, wyidealizowaną Johanną. Ballada „naszpikowana” jest absurdem i  sennymi obrazami, pięknymi rymowankami i unosi się z niej atmosfera wspomnianego surrealizmu .

2 zwrotka

Na pustej parceli panie breloczek weseli bawią się w ciuciubabkę 
Kurwy nocą umęczone szepczą szalone o ucieczce tramwajem D
Słychać nocnego stróża z pałką pstrykającego latarką
Zastanawiającego się czy to ja, czy to oni zwariowali, oszalali
Luiza jest w porządku, jest blisko

Akcja tej zwrotki toczy się na zewnątrz i rozpoczyna się widokiem z  paniami z breloczkami bawiącymi się w ciuciubabkę na jakiś opuszczonym placu/miejscu/ lofty, plus panie umęczone nocą, które mogą być prostytutkami, które myślą  o ucieczkę tramwajem D. Do tego wszystkiego pojawi się też stróż nocy z latarką, (pamiętamy nie ma światła) zastanawiający się nad tym wszystkim, co to wszystko ma znaczyć, pyta się sam siebie, czy oszalał czy zwariował?  Sam nie wie co się dzieje. Pure nonsens goni pure nonsens,  jest to trudno opowiedzieć. Nie wiadomo dokładnie kim są ci „THEM/oni”. Występuje też Luiza i Johanna, wspomniane już inne dziewczyny.  Następnie przenosimy się do wnętrza hotelowego pokoju. Najważniejsze są w całej zwrotce te wersy:

She’s delicate and seems like the mirror
But she just makes it all too concise and too clear
That Johanna’s not here
The ghost of 'lectricity howls in the bones of her face
Where these visions of Johanna have now taken my place

Taka delikatna, wygląda jak lustrzane zjawisko
To ona czyni  że zawile jasnym się staje
To, że Johanny nie ma tutaj
Duch  elektryczności ze strachu powyginał jej twarzy kości
Gdzie zwidy o Joannie zabrały mi miejsce, takie dziwy

Blisko jest Luzia, ona jest porządku,  ale nie ma Johanny, której koszmarne wizje zabierają miejsce narratorowi. Czyżby chodziło o realizację pomiędzy Bobem a Joan, jakie stare wspomnienia? Tego nie wiemy, bo wiąż mamy uczucie, że tak naprawdę poza imieniem  Johanna, fizycznie tej kobiety w tej zwrotce i utworze nie ma. Ona jest zjawą, wspomnieniem, i to nawet nie najmilszym, ale ważnym dla narratora całej ballady.

3 zwrotka

Chłopcem  zagubionym szukającym swojego miejsca na ziemi może być sam Dylan, który jak zawsze niczego nie może wyjaśnić ani objaśnić, chociaż jest naocznym świadkiem tego co się wokół niego dzieje.

Tak, chłopiec zgubił się traktując siebie zbyt poważnie
Dumny ze swojej nędzy, lubi żyć na krawędzi bez pieniędzy

W trzeciej zwrotce pojawia się chłopiec, który traktuje siebie bardzo poważnie, nawet dumny ze swojego ubóstwa, coś wspomina o imieniu (jakim?) które w sumie nie pada, żegna się z narratorem ballady, który ujmuje to tak:

And when bringing her name up
He speaks of a farewell kiss to me
He’s sure got a lotta gall to be so useless and all
Muttering small talk at the wall while I’m in the hall
How can I explain?

A gdy sprowadza to do jej imienia
Mówi pocałunkiem  dowidzenia
Na pewno tupeciarz  bezużyteczny, grzeszny.
Stoi w holu mamrota  coś tam do ściany, skubany, gdy ja na korytarzu
Jak to wszystko wytłumaczyć?

Tak się tym wszystkim przejął, że nie mógł usnąć aż do rana, oczywiście główny powodem jego bezsenności były Johanna i te koszmary z nią związane.

Tak trudno jest to  zrozumieć
Przez te wizje o Johannie,  nie mogłem spać, musiałem czuwać  do świtu

4 zwrotka

Czwarta zwrotka, akcja jej rozgrywa się w muzeum a rozpoczyna się piękną metaforą: Inside the museums, Infinity goes up on trial//W muzeach wieczność jest poddawana próbie.  Tak to prawda, i Dylan faktycznie to zaobserwował, bo gdzie jak nie w muzeum możemy najlepiej zaobserwować wieczność/historię, to co już nigdy się nie wróci.

Drugi wers tej samej zwrotki jest równie ciekawy co pierwszy: Voices echo this is what salvation must be like after a while.

Powtarzające się echo, jest tym czym zbawienie po pewnym czasie, też trudniej byłoby  to ująć lepiej. To o zrobiliśmy w przeszłości jest echem głosów, które zostaną powtórzone gdy nadejdzie pora zmartwychwstania i sądzenia/zbawienia. W tej zwrotce Dylan stosuje język w tonie lekkim/delikatnym i poważnym/ciężkim. Czasem mieszają się oba tony dobrym przykładem tego jest druga cześć zwrotki już prozaiczna/ ciężka; How can I explain? / Oh, it’s so hard to Get on. Jak to mogę wyjaśnić? Jest to trudno zrozumieć. Autor ma problem ze zrozumieniem tego co się wokół niego dzieje, cóż dopiero jego czytelnik/słuchacz. Przez moment jeszcze skupmy się na tej zwrotce i jej środkowych wersach.

See the primitive wallflower freeze
When the jelly-faced women all sneeze
Hear the one with the mustache say, „Jeeze
I can’t find my knees”

Widzisz kwiatek  na obrazie prymitywisty uwieczniony
Tłumek kobiet o galeretowatych twarzach kichający patrzący
Posłuchaj tej jednej z wąsem, mówiącej „mój Boże”
Brzuch mam po kolana, co na siebie włożę

Do tych zacytowanych wersów jest co najmniej kilka kluczy, aby je dobrze zrozumieć, jednym z nich jest odczytanie ich jako obrazu, bo już w pierwszym wersie tej zwrotki jest powiedziane, że akcja rozgrywa się w muzeum, dlatego „primitive wallflower freeze” jak najbardziej pasuje do obrazu, bo wallflower  (rodziaj roślin z rodziny kapusiowatych) jest  o pięknych kwiatach. Także „wallflower” (w liczbie mnogiej) w idiomie amerykańskich to nic innego jak grupa kobiet podpierająca ściany podczas zabawy. Ważne jest miejsce Dylanowskiej akcji, czyli muzeum, w nim także Mona Lisa. Ciekawe są też rymy częstochowskie; freeze, sneeze, Jeeze oraz kenes, dużo syczącego s  oraz e, które czytamy jako i. A dlaczego kichają panie o galaretowatych twarzach, bo chyba są uczulone na kwiaty.

(When the jelly-faced women all sneeze). Jest to jakby wyimaginowana rozmowa pan z obrazów w tym muzeum.  Ale super jest zakończenie

Och, ta biżuteria i lornetki zwieszająca z muła głowy
I te zwidy o Johannie, czynią, że wyglądają okrutnie smutnie

Oh, jewels and binoculars hang from the head of the mule
But these visions of Johanna, they make it all seem so cruel

Rzeczownik “mule” w języku angielskim może oznacza i osła i muła, ale także w slangu sprzedawcę narkotyków.  Ten „muł” w tej balladzie może być obwieszony złotymi łańcuszkami, pierścieniami dostawca narkotyków , to też trzeba wziąć pod uwagę, bo akcja dramatycznie zmienia się w każdej zwrotce, a brak interpunkcji, niczego nam nie ułatwia, wręcz przeciwnie komplikuje jeszcze bardziej.

5 zwrotka

The peddler now speaks to the countess who's pretending to care for him
Sayin', "Name me someone that's not a parasite and I'll go out and say a prayer for him"

W tej zwrotce, kto to jest peddler/domokrążca a kto hrabina/countess, tego nie wiemy.

Domokrążca rozmawia z hrabiną a ta udaje że jej na nim zależy
Mówi: "Podaj mi kogoś, kto nie darmozjadem a uklęknę do pacierzy”

Znowu pojawi się Luiza, ale tym razem jej kochankiem jest domokrążca i to dla niego tak się wystraja na randkę. Być może jest tym samym kochankiem z pierwszej zwrotki, z którym tak mocno byli związani nogami. Jest też taka możliwość, że peddler to nie tylko domokrążca, ale i alfons w jednej osobie mówiący: „Wymień kogoś, kto nie jest darmozjadem a zmówię za niego pacierze /Sayin', „Name me someone that’s not a parasite and I’ll go out and say a prayer for him”.  Jest jeszcze „The countess” to jedna z wielu nazw dobrze zarabiającej „prostytutki” biorącą więcej na noc/numerek/godzinę niż przeciętna ulicznica. 

Ciekawe są te wersy, których jest prawdopodnie mowa o Joan Baez.

We see this empty cage now corrode
Where her cape of the stage once had flowed

Z rdzawiącej  klatki spoziera pustka
Tam, gdzie kiedyś jej peleryna sceniczna falowała

Czy to jest faktycznie aluzja do pani Beaz, tego też nie wiemy. Czy to Bob uwolnił się wreszcie od Joan i odczuwał ich znajomość/miłość, jako klatkę?  Teraz eleganckiej kobiety garderoba pozostało tylko na scenie.  Jest jeszcze tutaj skrzypek (kto to jest ten skrzypek?)

The fiddler, he now steps to the road
He writes ev’rything’s been returned which was owed
On the back of the fish truck that loads

Nie zastanawiamy się nad tym, co to może oznaczać, i dlaczego na ciężarówce z rybami to napisał a nie na przykład na aucie do przewożenia chleba lub mebli, lub ewentualnie fortepianów.

The harmonicas play the skeleton keys and the rain
And these visions of Johanna are now all that remain

Muzyka harmonijki ustnej, jej zawodzenie jest jak wytrych do drzwi (chyba złodziejski) na deszczu, tak można zrozumieć dwa ostanie wersy tej zwrotki. Tym wytrychem/grą na harmonijce  autor/narrator ballady próbuje dostać się do lepszego świata. To genialne rozwiązanie swoich  spraw, tym  bardziej że koszmary o Johannie, wszystkie pozostaną poza nim. „These visions of Johanna are now all that remain”, tym stwierdzeniem kończy się piąta zwrotka i cała ballada. Johanna i Louise, kimkolwiek by te kobiety nie były dla autora ballady  są przedmiotem pożądania i tęsknoty.  Mroczna/narkomatyczna rzeczywistości narratora powoli rozpada się, tak że po zakończeniu utworu jego „wizje Johanny są tylko tym wszystkim, co pozostało”.Te licznie, niezrozumiałe dla czytelnika/słuchacza aluzje, te majaki i nonsensy, te nieokreślenia i niedomówienia Dylanowskie są treścią tego utworu.  Można też powiedzieć, że nie było tego utworu, gdy nie Suze Rotoro i jej miłość do francuskiej poezji i Dylana, w szczególności do A. Rimbauda, ale to już zupełnie inny temat.

***

Utwór  Diamonds & Rust składa się z  dziewięciu zwrotek został napisany w listopadzie 1974 roku, skomponowany i wykonany przez Joan Baez. W piosence Baez opowiada o nieoczekiwanej rozmowie telefonicznej od starego kochanka,  ujawniła  te szczegóły w wywiadzie dla magazynu  „The Huffington Post”, mówiąc, że napisała piosenkę po tym, jak Bob Dylan zadzwonił do niej z budki telefonicznej i zaśpiewał jej teksty do swojej piosenki Lily, Rosemary  i the Jack of Hearts.  Piosenki Dylana tak się jej  spodobały, że postanowiła napisać własną w której wspomina wspólnie spędzony czas z ukochanym w  „paskudnie, brudnym” hotelu w Greenwich Village na placu Washingtona w latach sześćdziesiątych. Zastanawiające jest nie to, co oni tam robili, ale to, że  Dylan już wtedy był multimilionerem i zatrzymał się w obskurnym hotelu.

Baez podaje jeszcze więcej detali z jej życia i miłości wspomina, że ​​dała mu parę spinek do mankietów  kupioną dziesięć lat wcześniej. Ten years ago I bought you some cufflinks, i podsumowuje, że wspomnienia przynoszą diamenty i rdzę. Nie sposób jest ominąć wersy w których Baez pisze szczerze o relacji z Dylanem, nie waha się cytować jego słowa/myśli nawet jeśli mogą być dla niej bolesne. Na przykład ten wers w którym mówi wprost, że kochanek nie cenił jej poezji nazywając ją kiepską/chałą . My poetry was lousy you said. Myślę, że można przychylić się do zdania Dylana, choćby po przeczytaniu tych wersów:  Now I see you standing with brown leaves Falling all around and snow in your hair / Teraz widzę cię stojącego z brązowymi liśćmi spadającymi wokół i śniegiem w twoich włosach. Brązowe liście i śnieg we włosach, trudno jest to jakoś to połączyć chyba, że ten śnieg to siwizna, lub włosy przyprószone siwizną, etc.  Joan nie pozostaje winnym Bobowi też o nim pisze szczerze mówiąc wprost:  The unwashed phenomenon The original vagabond Nieumyte zjawisko Oryginalny włóczęga Nie ona pierwsza zarzucała Dylanowi, że  sie nie myje, chodzi w starych, przepoconych koszulach i sumie można powiedzieć, jest niechlujny względem swojego ubioru i wyglądu. Piosenka, była hitem Baez na liście przebojów singli w Stanach Zjednoczonych, i jest uważana przez wielu krytyków, a także przez fanów Baez, za jedną z jej najlepszych kompozycji. Posłużyła jako piosenka tytułowa na jej złotym albumie pod tytułem Diamonds & Rust, który został wydany w 1975 roku. Utwór był  jej drugim największym przebojem napisanym przez nią samą, pierwszym był napisany w 1971 roku utwór pt. The Night They Drove Old Dixie Down.  Z początku po ukazaniu się piosenki Beaz kłamała mówiąc, że utwór ten powstał z myślą o jej mężu Davidzie Harrisie, który wtedy siedział w więzieniu. Bob Dylan rzadko ujawnia szczegóły na temat swoich piosenek, ale jego utwór Queen Jane Approxually oraz Vision of Johanna są  najprawdopodobniej inspirowane znajomością/miłością z Baez. 

Adam Lizakowski
Dzierżoniów 2/3/2019

Andrew Motion, (Britain’s Poet Laureate) once declared Visions of Johanna to have the best lyrics ever written.

Źródła:

1. (1.s.57,  2.s.76) Informacje pochodzą z książki pt.  Bob Dylan, by Anthony Scaduto.Wyd. Grosset &Dunlap. New York. 1971
2. Mary Hamilton lub "The Fower Maries" ("The Four Marys") to popularna nazwa dobrze znanej szesnastowiecznej ballady ze Szkocji opartej na pozornie fikcyjnym incydencie o damie czekającej na królową Szkocji.
3. Siegel, Julies. Interview. Hollywood Hills. Los Angles. California, March 1966.
4. Dylan, Bob. Tarantula. 1971 (unofficially available from 1966) 137 pp (hardback edition) & 149 pp (paperback edition) ISBN 0-261-63337-6 (hardback edition) & ISBN 0-7432-3041-8 (paperback edition).
 
Adam Lizakowski – Bob Dylan. „Visions of Johanna” czyli majaki o Johannie
QR kod: Adam Lizakowski – Bob Dylan. „Visions of Johanna” czyli majaki o Johannie