Pytanie sprawdzające

Na szczęście możemy jeszcze tak długo, jak to tylko możliwe, sięgać w całości
po jedyne w swoim rodzaju wrażenie tego, że do końca mogło pozostać więcej
niż faktycznie minęło nam przed oczami, niepostrzeżenie, podobnie do kroków
na klatce schodowej kierowanych do prawie już pustych pudełek na domowe

melodie, tak ciche, że już właściwie niedostrzegalne, na skrzętnie zaplanowane
ruchy między pokojami, chwilową spontaniczność widzianą od kuchni, sztuczne
rozstawienie graczy na planszy przy stole, ostatnie z kolei spotkanie, rozstanie
w pokoju – w którym dokładnie, już nie pamiętam; wrażenie to zresztą pozostaje

z nami na długo, pewnie na dłużej niż pozostałe, zachowane w kącikach ust
i w żadnym wypadku, w co o wiele trudniej uwierzyć, tym bardziej, że coraz
bliżej nam do czynów zamienianych w składane pospiesznie obietnice, a coraz
rzadziej na odwrót, więc jeszcze nie wszystko stracone – z oczu i pola widzenia.

Możemy też, choć to niełatwe, sięgać pamięcią jak nigdy wcześniej, spoglądając
prawdzie w miarę możliwości i czekać, czekać na właściwą godzinę, zbierać
w niej liście, które z rozmysłem wyciągają ręce ku ogrodzeniom, gdziekolwiek
by nie były, i traktują jak swojego – w swoim miejscu i czasie, chociaż nie brzmi

to do końca wiarygodnie, gdyby spojrzeć inaczej – przy tym jednocześnie
pamiętać, by nie zapomnieć o najważniejszym, rozdziale od stołu i łóżka,
o chowaniu się po kątach i prowadzeniu z włosem lub pod cudzy charakter
pisma, a jeśli wystarczy słów na kolejne wyliczanki, na jeden dzień puścić

klamkę i dla pewności nie powtarzać już więcej: czy to wszystko na dzisiaj?


Wprawdzie

nasza jednoczesna obecność jest ograniczona
do różnicy udziałów: przesłanek, intencji, płci.


Nic świętego

Mylisz zbawienie z wabieniem.


Z każdej strony

W połowie drogi, gdy wydaje nam się, że tracimy czas, który niczego nie
pokazał i nie ma tego w zwyczaju, zatrzymuję po naszej stronie sekundy
jakby to było zupełnie inne życie – we własnej osobie, choć w niedbałej
postaci, dzielonej pomiędzy wszystkich nieproszonych w taki sposób, by
jedną pewność prowadzić za rękę głębiej, głębiej i jak najdalej od ściany,
z której krok po kroku próbujemy wyjść na spotkanie, z biegu spoglądać
przez dziurkę od klucza, a w zawiasach chować kawałki szkła, krzywiąc
się na samą myśl o tym, co zostało z drugiego planu, szeptów znad ucha,
milczenia zza pleców; dla odmiany jednak posiłkuję się inną, dopiętą na
ostatni guzik jak wspomnienie skrzypiące między czerpaniem pożytków,
drzwiami i szybą, z której wdzięcznymi kroplami dogania nas przeszłość,
zwłaszcza kiedy cała reszta kołem się toczy, czy tego chcesz – raczej nie?

Na długo przed tym zapominam o barwach, a wszystko inne przestaje się
liczyć, zwłaszcza tutaj – w miejscu, którego prostota przypomina bardziej
samoobsługę niż zagubione kartki pocztowe, w miejscu innym niż z tyłu
głowy, gdzie bez skutku próbujemy się zrozumieć, zrywając żywe gałęzie,
lądując miękko w poszyciu; oprócz tego, w krótkiej chwili między wciąż
przerywanymi zdaniami, składamy każdą część ubioru, kołnierz i rękawy,
aby wróciła do normy świadomość, że mijasz póki żyję, póki my żyjemy.

Nie jestem pewien, czego mógłbym być pewien bardziej; ziaren w słoiku,
które prawie od zawsze czekają na cienie rzucane z okna i kawałka ziemi,
gdzie w nieskończoność ciągniemy rozmowy jak zapałki z pustej koperty
i żadne z nas nie potrafi przegrywać, a może ciosów wymierzanych coraz
dokładniej tylko po to, by raz powiedzieć na głos, że nie ma nic na dłużej,
na wyciągnięcie lewej i prawej, od kiedy teraz i zawsze to teraz i dawniej.

Paweł Nowakowski – Cztery wiersze
QR kod: Paweł Nowakowski – Cztery wiersze