Ulotny luty

Pusta ulica. W blasku lamp tańczą
Spokojne, markotne płatki śniegu.
Topią się tknąwszy czerni asfaltu.
Spływają po mojej ciepłej twarzy.
Zima – dziwnie obca, malaryczna.
Nie kąsa. Ale męczy złem duszę.
Jeszcze w marcu wylęgnie robaki,
Które zeżrą świeże pędy gruszy.

Pcham przed sobą ciężki wózek wspomnień.
A na plecach taszczę worek marzeń.
W butach chlupocze codzienność. Flaszka
Pełna pomysłów wypycha kieszeń.

Przemierzam miasto niczym bezdomny.
Bez sensu, celu, bez chęci życia.
Lecz po co mam wracać pod smutny dach?
Żeby noc uczynić jeszcze dłuższą?

Na moim bagażu siadł czarnowron.
Wyciągam bułkę. Dzielę na dwoje.
Gadamy o dupach, filozofii.
Przełknął, odleciał. Idę w zimę. Sam.

09.02.2022


Zamarzam

Dwa ambienty. Zewnętrzny, wewnętrzny.
Szum, łoskot, ruch, ciężka praca i pot.
Przekrzykujące się dziwne światy,
Jednakowo puste, bezrozumne…

I ten czas – zmarnowany.
Kończyny – połamane.
Żółć, płynąca strumieniem.
Ciężar zgarbionych pleców…

Kieszeń wciąż mieści kilka groszy.
Zbyt wiele ich, by zdechnąć z głodu.
Zbyt mało, żeby kupić skrzydła.
Nawet buty – jeszcze zbyt nowe…

Jak łatwo jest we własnym życiu
Stać się tylko przelotnym gościem.
I jakże trudno otworzyć drzwi
Do świata dawno minionego…

Chodnik zamarza pod nieśpieszną stopą.
Lód chwyta. Wpół kroku zatrzymuje czas.
Lecz mi się nie śpieszy. Mogę tu zostać.
Księżyc jeszcze pełen. Ergo bibamus.

17.01.2022


Odbijany

Gdzie staniesz? Dokąd pobiegniesz widząc,
Że kolejni cyniczni sadyści
Ślą na rzeź pionki setką tysięcy?
Czy wygrasz w biegu o człowieczeństwo?

Kiedy władcy stali na uboczu,
Przyglądali się, pozorowali,
Ktoś musiał walczyć o swoje życie,
Nie patrząc na płonne obietnice.
Bo papierki bomb nie zatrzymają.
Deklaracjami niech brukują czyściec.
Wstyd milczących spłynie do rynsztoka.
Jak dawniej, teraz, na wieki wieków…

Więc nie pytajcie, czy świat nie widzi.
Widzi. Co z tego? Czy kiedykolwiek
Nauczymy się unikać nieszczęść?
Będziemy płonąć. Taka natura…
Kot, jeleń, człowiek… Wszędzie tak samo.
Tysiące płotów – na zewnątrz, wewnątrz.
Mysz by nie przeszła. Ale czołg – owszem.
Co jakiś czas przeżywamy spazmy
A po nich – gorączkę odbudowy.
Dziś to twój sąsiad, brat i przyjaciel.
Jutro? Kto wie, co komu odbije.
Historie tworzy ciągły krzyk bólu.

06.03.2022


Bezdroża

Tak bardzo chciałem hodować róże.
I koty miały biegać w ogrodzie.
W oknie miała wisieć pajęczyna,
A tymczasem nie ma w nim nawet szyb.

Za wielkim biurkiem padła decyzja,
Odbierająca prawo do marzeń.
A więc wędruję po całym świecie,
Szukając domu. I nie znajduję.

Miliony ludzi, setki wydarzeń
I drogi usiane szkieletami.
Czy coś wyrośnie z tego nasienia,
Oprócz chwastów zła, trujących przyszłość?

Ile już padło cywilizacji
Pod butami dzikich zwyrodnialców?
W kolejnych domach pękają szyby.
Pod ziemią robi się coraz tłoczniej.

08.03.2022


rys. Alex Sławiński
rys. Alex Sławiński
rys. Alex Sławiński
rys. Alex Sławiński
rys. Alex Sławiński
rys. Alex Sławiński

Alex Sławiński – Cztery wiersze
QR kod: Alex Sławiński – Cztery wiersze