Moja córka pyta o tęczę

tęcza wypływa z lewego lusterka samochodu,
tonie w prawym, jak w maleńkim stawie

moja córka ma długie włosy,
niekrótki rozum i wie wszystko,
a właściwie wie, że wie wszystko
albo prawie,
a mimo to pyta o tonącą tęczę

„kiedy Bóg zapala fajkę i wszechmocny
w swojej nieuwadze rzuca zapałkę
za siebie, jaśnieje tęcza”- mówię

moja córka wie wszystko,
czasem nawet, ze swoją nastoletnią wyższością
wie wszystko bardziej,
wie, że Boga nie ma i wykrzykuje to
prosto w tęczę, która płonie
wciąż
poza zasięgiem naszych rąk

„Boga nie ma”- mówi,
kiwam ze zrozumieniem głową,
anioł zza mojego ramienia też kiwa głową,
z lekkim zniecierpliwieniem
zakłada skrzydło za skrzydło,
wyłamuje palce

„Boga nie ma, to słońce oświetla krople wody,
to elementarne, Watsonie”- mówi moja córka,
a maleńki czort zza jej lewego ucha potakuje
radośnie, przez chwilę tylko, bo skoro Boga nie ma,
to co z wszystkimi czortami,
balansującymi nieskończenie długo
na czubkach szpilek?

Kiwam głową ze zrozumieniem
(tęcza wciąż rodzi się i umiera pomiędzy lusterkami);
„zacznijmy raz jeszcze”- uśmiecham się –

„kiedy Bóg zapala słońce…”


Czytam wiersze Gustafssona

czytam wiersze Larsa w lustrzanym odbiciu
i nie wiem, jak można,
jak można tyle ciszy wsypać między słowa,
z przestrzeni tyle dobra ulepić wśród wersów,
nasączyć strofoidy muzyką bezdźwięczną

podobno dzwoni łańcuch,
szczeka pies,
turkoczą koła pociągu
podobno, bo to wszystko w bezgłosie,
w blasku nieustannym, pod taflą lustra,
w mrozie, w rozcieńczonym, starym świetle lampy,
w reflektorach trwania

czytam wiersz Larsa,
sam mi się przekłada
równo czas w szufladzie stracony, nie stracony,
stracony,
w lustrze cisza płynie
pokarana lśnieniem

i trzymam pióro w górze

Małgorzata Borzeszkowska – Dwa wiersze
QR kod: Małgorzata Borzeszkowska – Dwa wiersze