ojcowizna

trzeba pogodzić się z nieuchronną przypadkowością świata 
(L. Kołakowski)

ścieżki połączyły pola
na których w odwiecznym cyklu pory roku zamieniają się miejscami
teraz jest jesień plony zostały zebrane
ziemia przypomina Samsona
któremu ścięto włosy pozbawiając go mocy
na skraju pola przystanął ojciec
w młodości wyjechał do stolicy aby studiować filozofię
bo nie chciał sam mówić o tym że wszystko się zmienia
chciał żeby o tym mówiły autorytety
teraz powrócił
ma ręce pełne ziaren zebranych po niechlujnym kombajnie
i długą siwą brodę (już nie uczy nie musi się więc golić)
powrócił
pola zamiast żył mają melioracyjne rowy
jest sucho krwi w nich nie ma
(chociaż tu było rozstrzelanie)
człowiek w klimatyzowanej kabinie traktora
już nie karli się pochylając nad pługiem
skiby odwracają na bok (choć za wcześnie na zimowy sen)
dlaczego powrócił
przecież dobrze wie nie da się zatrzymać czasu
wszystko się zmienia
ale zarazem wie że nie da się chodzić po wodzie
ale można po polach


nasycenie

nie można powiedzieć żeby nie było życia przed śmiercią 
(Z. Budek)

zawsze są dwa brzegi
nawet jeśli nie ma mostów
rzeka rozcina ziemię
(z jednej strony Mazowsze
z drugiej kiedyś już tu zaczynała się Litwa)
wiele osób w niej utonęło
jakby była brzytwą za ostrą
na wiosnę się rozlewa
własnym ciałem przykrywa brzegi
ale domy są na wzgórzu
ksiądz kazał wyciąć stare drzewa wokół starego kościoła
buduje nowy
stary kościół zostanie zamknięty
(chociaż trzeba go będzie przewietrzyć od czasu do czasu)
ptaki instynktownie dbają o pisklęta w gniazdach
wędkarze wyławiają za małe szczupaki
nie przestrzegają przepisów
tylko tutejsi wiedzą dokąd prowadzą tu drogi
bo jakiś dowcipniś przestawia drogowskazy
Bóg jest teraz miłością
z wiarą i nadzieją sami muszą zmagać się ludzie
zdania nie mają kropki
wiersze puenty


matecznik

dlaczego jest raczej coś niż nic 
(G. W. Leibniz)

kiedyś był tu cmentarz
niemiecki
największy w przedwojennym Wrocławiu
mama wspominała jak się bała
widoku trumien wyrzucanych z grobowców
kiedy przechodziła tędy na skróty do szkoły
(pisała maturę z historii
o neokolonializmie w Afryce)
teraz są tu bloki
pawilon i komisariat
i szkoła teatralna w której studenci
ćwiczą monolog Hamleta z czaszką w dłoni
kiedy zamieszkali tu ludzie
zmarli zaprotestowali
pojawiły się szczury
później też protestowali
ale łagodniej
zamiast szczurów przybyły mrówki faraona
teraz już nikt nie pamięta że tu było
miejsce wiecznego spoczynku
przeprowadza się systematyczne deratyzacje


nienasycenie

nie znaczy to że światopogląd jest bez związku z działaniem 
(S. Rainko)

nie ma we mnie morza (o którym piszą poeci)
są tylko krople
(które podczas bezsennych nocy stają się potem)
i wiele języków
chociaż powinien być ten jeden
jak płomień
(człowiek który nie mówi jednym głosem nie jest wiarygodny)
ciało to przestrzeń
którą codziennie przez kilka minut zagospodarowuję przed lustrem
(albo to tylko worek ziemniaków przechowywanych gdzieś tam w kosmosie
aby jakoś przetrwać te kilkadziesiąt lat istnienia)
wierzę
chociaż krew spływa po krzyżu
a nie wsiąka
a gwoździe się zniekształcają
kiedy się je wyciąga
wierzę chociaż najbliższy mi ksiądz
został przeniesiony do domu emeryta na peryferiach
(musiał pozbyć się większości książek)
rzadko teraz rozmawiamy bo ma za mało minut na koncie
wierzę chociaż poeci już nie piszą o wieczności to takie niemodne
piszą o chwilach i okruchach egzystencji
które zbierają w całość wiersza
wierzę
chociaż ojca nie miałem
(gówniarz odszedł mamiony ziemią obiecaną)
byłem plamą na obrusie matki
której sprać się nie dało

Robert Weiss – Cztery wiersze
QR kod: Robert Weiss – Cztery wiersze