mój ostatni dzień
ostatni mój dzień będzie wtedy
kiedy stanę nagi
z dyndającymi jądrami
przed kobietą
spojrzę w jej oczy
raczej współczujące
i powiem
że przepraszam
ale jednak jestem samotny
wśród ludzi
w tobie
we wspomnieniach
i we wszystkim co nadejdzie
pomimo
wrażliwości
opieki
połowicznego zrozumienia
uśmiechu, kiedy szliśmy lasem
i gryzły nas komary —
ja trzymałem butelkę wina
a Ty żółty ser na kolację
— jestem samotny
wtedy będzie mój dzień ostatni
i okaże się że
zmarnowałem komuś czas
albo życie
swoim życiem
nic niewartym
— ale to może jutro
dzisiaj piję wódkę z sokiem pomarańczowym
leżę na dywanie
i śpiewam stare polskie piosenki
ludzkość jak niedogotowana fasola
zachciało mi się fasolki po bretońsku —
skroiłem 300 g boczku, dwa pęta kiełbasy
i dodałem odrobinę fasoli, żeby zgadzała się nazwa
zjadłem pół garnka i ułożyłem się do snu
nie wiedziałem, że tej nocy fasola
będzie miała diabelskie zapędy
w środku zaczęło się gotować
“jaka cholera… chyba za długo moczyłem”
nie miałem chęci latać co chwilę do toalety
wystawiłem tyłek za kołdrę i po cichu
— żeby nie budzić kobiety
upuszczałem z siebie całe zło
obudziłem się otumaniony
mieszkanie było tak zagazowane
że jeszcze kilka godzin i udusilibyśmy się dwutlenkiem węgla
pootwierałem okna i pobiegłem do kibla
pogonić resztę towarzystwa
po wyjściu pojąłem ogrom problemu
smród był taki, jakby ktoś odpalił w mieszkaniu
petardę hukową
sprawdziłem, czy moja druga połówka oddycha
— wszystko było w porządku
usiadłem przy stoliku, aby się rozbudzić;
ostatecznie nie czułem się źle
tak mnie zaczadziło, że problemy zeszły na drugi plan
to nie jest grzech przytępić swoje zmysły
uczucia i wrażliwość
— trudniej nas skrzywdzić
świeże powietrze rozprowadziło się po mieszkaniu
obudziła się, łykając łapczywie powietrze
powiedziała, że miała koszmar
i ktoś próbował udusić ją poduszką…
— Całkiem możliwe. Ja miałem podobny — odparłem.
z większością ludźmi jest jak z tą fasolą —
zachowują się, jakby od początku
nie zdążyli się podgotować
przez 9 miesięcy w czyjejś macicy
dorastają, a ich twarze nie są mądrzejsze
od zarośniętego odbytu
zioną gazami
na innych i otępiają ich
bez zgody oraz porozumienia
dla mnie to nie problem
na śniadanie zjadłem drugie pół garnka
wojna była tak dawno, że trzeba się z niej śmiać
wojna była tak dawno
że trzeba nam się z niej śmiać
i czekać na kolejną
działo się tam wiele okropieństw
ale teraz to tylko czarny humor i Hollywood z dobrą muzyką
teraz to nakładanie masek nawilżających
i perfumowane kondomy z wypustkami
ona w końcu się zacznie
jest na horyzoncie
mam zamiar niczego nie robić
liczę tylko na to, że będzie to czas bomb masowej zagłady
i rozpuścimy się jak musująca tabletka z witaminami
zło znajdzie do nas najkrótszą drogę
tak jak robiło to przez ostatnie 2000 lat
tak jak znalazł ją każdy zwyrodnialec
za którym poszły przestraszone masy
kiedy już przyjdzie to
chcielibyśmy żeby mężczyźni walczyli
jak naszprycowane amstaffy na froncie (z dala od naszych miast)
a kobiety piekły im chleby
i czytały dzieciom Mickiewicza pomiędzy walącymi się domami
ale twardzi umrą najszybciej
słabi uciekną
kobiety będą dawały się gwałcić, aby chronić dzieci
jeśli ktoś przeżyje
to umyje się najpierw z wojny
pójdzie na spalone pole za miastem
upadnie na kolana i powie do siebie:
“trzeba coś z tym zrobić
ziemia musi zacząć rodzić
trzeba zrobić coś do jedzenia
na wypadek gdyby ktoś stamtąd wrócił…”
później zapłacze pierwszy raz od początku
— poleci jedna kropla
za wszystkie rzeczy, które zrobił jeden człowiek drugiemu
i poczeka na kolejną wojnę
miłość upada bez spadochronu
nie było jej całą noc
nad ranem wróciła i była trzeźwa
— a to było najbardziej podejrzane
siedziałem cicho —
nie wytrzymała
zaczęła mówić
jadłem w tym czasie parówki
i trzęsła mi się ręką
chciałem ją przebić na wylot
i umazać ketchupem
tę kobietę
wspominała swoją koleżankę
która była lekkoduchem
puszczała się na imprezach
nawet po zaręczynach
aż w końcu
wzięła się w garść
i postanowiła spełniać swe marzenia
teraz jest pół roku po ślubie
buduje z mężem dom na obrzeżach miasta
i publikuje zdjęcia z wózkiem
kilka dni później
dziewczyna, z którą mieszkałem
wróciła późnym popołudniem
i powiedziała, że zapisała się
na skok ze spadochronem —
od dawna chciała to zrobić
wiedziałem, że to koniec
wielkiej młodzieńczej miłości
która trwała 5 tygodni
niewidzialna ryba na moim balkonie
paliłem papierosa na balkonie
po deszczu
na podłodze zaczęła szaleć
niewidzialna ryba
— rozpryskiwała wodę jak małe tornado
chyba za często biorę tabletki przeciwbólowe
i popijam je piwem
muszę to robić
boli mnie ząb i wygląda jak paznokieć
na stopie bezdomnego
i za często myślę o sobie
jak o dobrym pisarzu
— od tego widzi się rzeczy, których nie ma
i mówi się rzeczy
które są nieprawdą
nie dziwi mnie
że ludzie chodzą w niedzielę do kościoła;
niewidzialne ryby
to wystarczający powód
by zastanowić się nad zdrowiem
i żądać pomocy
od niewidzialnych bogów
przyjaciel chciał kopulować z diabłem
tłumaczyłem mu żeby nie rzucał się
po pijaku na każdą kobietę
która na niego spojrzy
— owszem one na to liczą lecz nie ze strony
takiego nieudacznika jak on
ale był prawiczkiem w wieku 22 lat
i nic do niego nie docierało
nie miałem już siły —
z drugiej strony ja miałem 20 lat
i tylko niewiele doświadczenia więcej
obserwowaliśmy te pijane, pachnące kobiety
wyobrażając sobie ich przycięte włosy łonowe
i zastanawiało nas
czy masturbują się tak samo często jak my
w ciemnych pokojach samotności
obiecaliśmy sobie na zaś
siedząc przy barze i zakrywając jedno oko dla ostrości
że jak nas kiedyś dopadną to
odnajdziemy się, kupimy wino, będziemy pić i rozmawiać
aż zrozumiemy w co wpadliśmy
albo
kupimy wino, będziemy pić i nie powiemy ani słowa
tak też się stało
zdusiliśmy wszystko w sobie
aż zalało nas od środka
i wykrzywiło spojrzenie na codzienność
dlatego teraz ja muszę prowadzać was
złymi ulicami
które omijane są przez większość
rozumnych
ludzi
i opowiadać historie
aby przeszły na kogoś innego —
chcę o nich zapomnieć
niezależnie jak dużo im zawdzięczam
pisarz powinien sprzątać kuchnię
pisałem przez kilka lat
i nie odezwały się do mnie najważniejsze wydawnictwa w Polsce
raz przyszedł zmęczony kominiarz z kalendarzem
i żądał żeby dać mu wódki
bo inaczej zemdleje
— nie wspomniał o moim pisaniu
chciałem poczuć się ważny
czuć, że jest odrobina sensu w tym, co robię
i opublikowałem swoje teksty za darmo
lecz jedno z drugim nie idzie w parze
przez chwilę było miło:
ktoś napisał, że wydrukuje moją książkę i przyjedzie po autograf
inni oferowali usługi poligraficzne
największy szaleniec napisał recenzję
i stwierdził, że mam talent
miałem pustkę i mętlik w głowie
próbowałem wepchnąć czajnik do chlebaka
robiłem fikołki na podłodze
ketchup zaniosłem do łazienki
gadałem do siebie i jednocześnie ganiłem
za głupoty jakie przychodziły mi do głowy
kobieta nie mogła już tego słuchać
i powiedziała:
— Czasami jak coś mówisz, to nie wiadomo czy się zesrać czy zeszczać.
— To bardzo mądre — odpowiedziałem.
na zgodę
opróżniliśmy wino
a później kilka piw
— byłem po całym dniu pracy, więc mocno mnie trzasnęło
stres odpuścił
przyszło pragnienie
wyszedłem kupić alkohol na pobliską stację
pod blokiem na ławce siedział bezdomny
otworzyłem mu drzwi do klatki i
zaprosiłem do środka
był zaskoczony tak samo jak ja
stacja zamknięta
remont akurat wtedy
kiedy wybitny pisarz idzie robić zapasy
na trawie obok postawili małą budkę
z najważniejszymi produktami i kasą;
w małym okienku siedziała dziewczyna
ze sztucznym biustem
sztucznymi ustami
sztuczną chwałą i sztucznym akcentem
powiedziała:
— Nie ma piwa. Tylko wódka!
— Bez nerwów! Wezmę wódkę i zapojkę, zagraniczna franco.
— Słucham?
— Płacę kartą.
po powrocie
pokłóciłem się z kobietą
o ambicje i zadania
zależało jej żebym wziął się w garść
i był kimś
— bo stać mnie na to
a ja uznałem
że jestem nieprzydatny i tylko psuję ludzi
nie da się być dobrym pisarzem w nocy
i dobrym człowiekiem w dzień
pogodziliśmy się ze sobą i swoimi wymyślonymi rolami
sen przyszedł o 3 w nocy —
ktoś przegrał
do pracy dotarłem mocno spóźniony
kilka razy wymiotowałem w toalecie
z żołądka wypadła mi nawet pamięć
że kiedykolwiek coś napisałem
trzeba mi było zająć się tym
co da wypłatę i chleb —
pisanie traci na znaczeniu
kiedy trzeba posprzątać kuchnię
pieśń partyzantów, którzy nie walczyli
w piękny sobotni poranek
zaczął dzwonić telefon
nie chciałem odbierać
ze strachu, że to dział windykacji —
nabrałem powietrza i zamknąłem oczy
a to był tylko przyjaciel
którego poznałem na studiach:
— Słyszałem baranie, że nie ukończyłeś studiów? — wydarłem się.
— Daj spokój. To nie dla mnie.
— Nic nie jest dla nas. Teraz masz wolną rękę. Pakuj się, przenoś do Warszawy i razem coś wykombinujemy… Co?… Jakie wojsko. Zostaw wojsko…
— Odezwę się kiedyś — odparł.
— Jasne.
poprawił mi się humor
namówiłem brata na picie
i zaczęliśmy o godzinie 14.00
po północy skończyły się zapasy,
wyszliśmy na pijacki spacer pod czujnym nadzorem gwiazd
i obskoczyliśmy wszystkie otwarte puby
lecz na Bemowie nie było ich wiele
a już na pewno nie miały w sobie tyle wrażliwości
co my —
były zbyt świeże
zbyt nieprzemyślane
po drodze ukradliśmy dwie duże choinki stojące przy jakiejś knajpie
naciągnęliśmy kaptury
i wnieśliśmy je na osiedle
ciągnęliśmy
rośliny w donicach
i kilka wspomnień w głowie
i kilka piw w przezroczystych torebkach
jedna doniczka pękła nam na klatce schodowej
o 5 rano
zanim ludzie zaczęli wychodzić do pracy w niedzielę
zamietliśmy szybko dwa piętra —
żeby nie dotarli do nas po śladach
zabitego drzewa
z ostatnim piwem wyszedłem na balkon
było już jasno
rzuciłem za barierkę pachołkami
zabranymi kilka tygodni wcześniej
z placu do nauki jazdy
wyglądało na to, że słońce tego dnia
będzie równie mocne
jak moje żądze i pragnienia
nie miałem siły się myć
opłukałem tylko stopy w zlewie
położyłem się
przypomniał mi się wspólny wyjazd na mazury
z przyjacielem, który rano do mnie dzwonił:
opowiadał mi tam — nad plastikowym kubkiem
pełnym okropnego dżinu z tonikiem
ile będzie miał dzieci
później poszliśmy na pomost
spowity mleczną mgłą
woda była nieruchoma
śpiewaliśmy
“Nim wstanie dzień” Edmunda Fettinga
zasnąłem
kilka miesięcy później poinformowano mnie
że mój przyjaciel nie żyje
— wraca do żony i dwóch synów
w trumnie
nikt go nie zabił
— niewydolność serca na afgańskiej pustyni
ludzie nadal mnie pytają:
dlaczego jestem dziwny?
dlaczego robię na przekór?
dlaczego mówię ludziom prawdę zamiast ugryźć się w język?
dlaczego nigdy nie odpuszczam pierwszy?
dlaczego krzywdzę i obrażam?
dlaczego muszę być zawsze odmiennego zdania?
dlaczego jak piję, to robię niemądre rzeczy?
czy muszę się popisywać tym, że jestem inteligentny?
a ja się ich pytam: kiedy dadzą mi święty spokój?
robię to ze strachu przed śmiercią —
swoją i moich bliskich
trzymam nas w gotowości, rozgrzanych, świadomych, czujnych
żebyśmy się nie dziwili
i żeby nas nie złamało
kiedy przyjdzie wchodzić do trumny
mimo sprzeciwów
planów na przyszłość
i rodziny dookoła
inteligentny Sulbińsky
na święta odwiedził mnie znajomy
który miesiąc wcześniej pochował
swego ojca
ze stresu, że chlapnę coś głupiego
napełniałem co chwilę usta alkoholem
później postanowiliśmy iść do pubu
przez pół drogi próbowałem śpiewać
utwory Jima Morrisona
mimo że brzmiałem jak gęś
przejechana rowerem
w knajpie rozmawiałem
udając starego wyjadacza i słynnego pisarza
spotkałem osoby
u boku których stawiałem pierwsze kroki
upiłem się do tego stopnia
że zacząłem być
wulgarny i kąśliwy:
— spasłaś się jak świnia.
— dalej tyle ćpasz? nie da się z tobą rozmawiać.
— zaliczyłeś w końcu maturę? człowieku, masz 28 lat…
— znalazłeś sobie normalna babę? poprzednie oprócz dużych cycków nic nie miały.
wychodząc z knajpy
rzuciłem przez cały parking
wypełnioną do połowy butelkę piwa
która roztrzaskała się
jak moja rodzina wiele lat temu —
z niewielką pomocą wszedłem do taksówki
i pomachałem wszystkim przez szybę
kierowca próbował rozmawiać o wygranej polskich siatkarek
ale nie interesuje mnie sport
drużynowy
kobiecy
polski
zagraniczny
ani żaden
dopóki sam go nie uprawiam
na jednym zakręcie prawie wyleciałem z samochodu
na trzecie piętro wlokłem się 40 minut
zasnąłem na schodach przed drzwiami
obudził mnie młodszy brat:
— co ty odpierdalasz?
— wszystko gra. bawimy się w chowanego.
— ona śpi na fotelu od 15 minut.
— czyli przegrała.
wszedłem do środka i
poszedłem do toalety
rozebrałem się do majtek
zacząłem wymiotować oparty o kibel
uważałem, żeby niczego nie pobrudzić
po piątym razie nic już nie wyleciało
spanie ze mną
tamtej nocy
mogło być przykre i dlatego
ułożyłem się na miękkim dywanie obok stołu
miałem dziurawe majtki
więc jedno jajko wyleciało na zewnątrz
zasnąłem
obudziłem się po dwóch godzinach
telepiąc się z zimna, jak przy ataku padaczki
wlazłem do łóżka
przytuliłem się do niej i
po 10 minutach przestało mną trząść
w tym samym czasie
w tamtym pubie ktoś wznosił toast
zasnął z twarzą na klejącym się blacie
stracił zęba
opowiadał o swojej firmie (która zaraz upadnie)
albo poderwał odurzoną dziewczynę
i na tym polegały ich miłe chwile
ja miałem swoje zwycięstwo
z twarzą na piersiach kobiety —
nie w kiblu
lub z dywanem w ustach
i na drugi dzień chciałem napisać jej piosenkę
ale nie znałem nut
to chociaż zrobiłem kawę