Mame,

ta cholerna wojna rujnuje wszystko! Nie rozumiem jak jeden facet mógł zaplanować zabicie nas wszystkich. On myśli, że jesteśmy gorsi?

Mówiłaś, że ludzie są dobrzy, tylko czasami popełniają błędy. Kiedy skończy się „czasami”? Pierwszy błąd popełnili 1 września 1939r., później były tylko codziennie nowe błędy, codziennie zaskakujące decyzje jednego szalonego człowieka. A do tego wszystkiego on ma swoją świtę, która mu bezgranicznie ufa i robi to, co on im każe. Słuchają go jak jakiegoś wszechmocnego! Nie mogą mu się przeciwstawić. Ma moc jak nikt inny! Nie pamiętam dnia bez wystrzałów, bez przerażającego dźwięku syren nawołujących do ewakuacji. Tylko gdzie się chować, kiedy jego mordercza świta z wycelowanymi w ludzi karabinami, strzela na oślep! Choć nie zawsze, przecież najpierw można pośmiać się z Żyda, tak na wszelki wypadek. Postawić go wysoko! Żeby z oddali było widać jakie on niesie zło!

Pamiętam stojącego na schodach staruszka, któremu kazali się rozbierać, aby zobaczyć czy jest obrzezany. Nie wystarczyło, że szedł w jakimś chałacie, w kapeluszu, spod którego wystawały pokręcone, brudne pejsy. Przecież nie miał możliwości zadbać o siebie, z daleka było widać kim jest.

Nie wiem czy się wstydził! Dostrzegłem tylko jak cały się trząsł! Widać było lęk, bał się, że zaraz go zastrzelą, zabiorą z tego świata. Postawili go na fragmentach pozostałego muru okalającego schody i krzyczeli: stary Żydzie, pokaż, co masz pod spodem, pokaż jak wygląda żydowski śmierdziel! Moshe – bo tak miał na imię – zachowywał się jakby miał bardzo dużo czasu, powolutku zaczął zdejmować chałat. A oni krzyczeli: Gnoju, rozbieraj się, do naga! Moshe powoli zaczął rozwiązywać buty. Być może chciał zyskać na czasie, ale w obliczu wycelowanych karabinów, niestety, nie mógł przedłużać. Niemcy nie wytrzymywali! Zaczęli krzyczeć: nie chcemy twoich cuchnących gir, chcemy zobaczyć czy na dole też masz pejsy, ty żydowska gnido!

Kiedy po kilku dniach z nim rozmawiałem powiedział:

W zasadzie wolałbym już nie żyć, niż stać tak wystawiony na pośmiewisko! Pokazałem. – dodał: – coś, czego nikt oprócz mojej żony nie widział. Inaczej wyobrażałem sobie starość! Przecież nie ukrywam, że jestem Żydem, a musiałem im to udowodnić. I to w taki okrutny sposób. Teraz wszystkich się wstydzę.

Nie martw się powiedziałem. – Nikt oprócz tych wstrętnych, niemieckich hien na ciebie nie patrzył. Wszyscy zakryli oczy, nikt nie chciał cię zawstydzać. Wszyscy staliśmy nieruchomo i z zakrytymi oczyma czekaliśmy na… Sam rozumiesz. A tym bestiom wystarczyło to, że chcieli cię przed nami ośmieszyć. A ty byłeś taki dzielny. Bałem się o ciebie!

Zobacz, Mame, co wyszło z mojego listu? Miał być krótki, tylko kilka zdań, a tak się rozpisałem. Chcę Ci opowiedzieć, co działo się przez cały ten czas. Nie wiem od czego zacząć. Jestem taki chaotyczny! Dzisiaj nic już nie jest uporządkowane. Nikt nie wie, czy jeszcze będzie jutro. Ono może być, ale już nie dla mnie. Czasem ze strachem wychodzę, aby znaleźć chociaż jakieś skórki od chleba. Robię wszystko, aby moja rodzina nie umarła z głodu. Tak jak mnie uczyłaś – rób tak, żeby zapewnić przyszłość rodzinie. Dzisiaj wiem, że by zapewnić przyszłość muszę walczyć o teraźniejszość! Nie wiem jak teraz wygląda Wasze życie, ale pamiętam, że Tate zawsze był głową rodziny i jestem pewien, że dba o Ciebie. Chociaż sam siebie okłamuję – niczego nie jestem pewien! Czasem nawet nie wiem jak się nazywam. Zapomniałem Ci napisać, że jestem ochrzczony, zmieniłem imię na Józef. Mówiliście do mnie Jeszua i zawsze, kiedy słyszę to imię, odwracam się myśląc, że to ktoś zwraca się do mnie. Nie wiem już, który raz Ci napisałem, że nie wymażę przeszłości. W papierach mam Wasze imiona: Sara i Abram – rodzice. Jestem z tego dumny. Zmieniłem imię tylko dlatego, że Janka chciała, bym miał polskie. I mam! I wciąż uczę się z nim żyć. Przez większą część życia byłem Jeszuą i nie myśl, że o tym zapomniałem.

Nie pozwól mi zapomnieć mojej rodziny, nie pozwól zapomnieć domu, nie pozwól, żebym musiał wybierać między nową rodziną a tą, w której się wychowałem. Nie odtrącaj mnie.

Mame, jak mi jest źle. Jestem ojcem i mężem. W tym okrutnym czasie bycie głową rodziny nie jest łatwe! Muszę wierzyć, że przeżyję, chcę wierzyć, że jeszcze kiedyś usiądziemy razem przy szabatowych świecach, chcę wierzyć, że kiedyś zaśpiewasz z nami kolędę – tutaj jest taka tradycja na Święta Bożego Narodzenia. Chcę ufać, że nie wydarzy się śmierć, a ten człowiek z defektem umysłu, z wąsem i włosami zaczesanymi na bok w końcu się opamięta. Nawet nie chcę wymieniać jego nazwiska. Brzydzę się złych ludzi, którzy niosą śmierć. Brzydzę się tych, którzy sami są śmiertelni, a myślą, że jest inaczej i mają siebie za panów świata. Chciałbym chociaż jednego z nich postawić na murze, spojrzeć mu w oczy i sprawdzić czy on jest taki czysty i czy pod tymi wypastowanymi oficerkami nie ma dziurawych skarpet albo poszarpanych onucy. Tak bardzo bym chciał…

Sam nie wiem, czego pragnę, ale wiem, że najważniejsze teraz to jest przeżyć! Po prostu: żyć, żyć, żyć! Marzę, aby moje dzieci przeżyły ten koszmar, żeby moja żona nigdy nie żałowała, że ma takiego męża jak ja. Żyd – dla chrześcijan, wychrzta – dla Żydów. Kim jestem? Nie powinienem unieszczęśliwiać Janki, przeze mnie musi się ukrywać. Wszyscy wiedzą, że jest żoną Żyda! A ja, zmęczony wojną, przechrzta, nie mam pojęcia, kim jestem. Jestem Waszym dzieckiem i wiem, że jestem dorosły, ale w środku siedzi we mnie mały chłopiec, biegający za piłką, którą Tate kupił za rogiem u Mordechaja. Mieszkaliśmy niedaleko jego sklepu, a teraz nie mam pojęcia, gdzie jesteście. Piszę list, ale pod jaki adres go wysłać?

Eliza Segiet – Niewysłany list
QR kod: Eliza Segiet – Niewysłany list