Kłódki miłości i kłódki nienawiści

Jeżeli mnie nie pokochasz, obleję się benzyną i podpalę
[pod twoim oknem.
Jeżeli mnie nie pokochasz, wpadnę pod samochód,
wiedząc, że to nie jest epickie i można komuś porysować karoserię,
bądź co gorsza psychikę, albo obłęd cię zgwałci i zabije nas dwoje.
Jeżeli mnie nie pokochasz, to w dupę wsadzę Amorowi naręcze
czarodziejskich strzał, dorwę tego cherubinowego bożka i pokażę mu,
[jak to jest
tęsknić za kimś, kogo nienawidzisz.
Jeżeli w ogóle to cię obchodzi.
Jeśli się nie odkocham, wypiję kreta.

Jeżeli mnie pokochasz, będę cie huśtał w ogrodzie, aż w garstki
[złapiesz błękit
i w białej altance lakierowanej słońcem otworzę szkatułkę
[z pierścionkiem.
Jeżeli powiesz tak, zabiorę cię na księżyc, będę przynosił śniadania
[do łóżka
i stał na zawołanie.
Jeżeli mnie pokochasz, uwierzę w to, w co ty wierzysz.
Jeżeli mnie pokochasz, pobielę płot przy naszym domku.
Jeśli mnie pokochasz, będziesz mogła mnie zdradzać, ale tak,
[abym nigdy
nie wiedział, bo jak się dowiem, to będzie po nas, po tobie.


Czarna rzepa

Cebula miała grubą łupinkę.

Jeżyce w czasie dostaw.
Zbieracze tekturowego chrustu
pytają o resztki banknotów.
Ogień wraca do pieców kaflowych.
Prądu nie ma. Nie wiadomo kiedy
podłączą. Flaszka grzeje jak żona,
która odeszła dwanaście lat temu.
Jeszcze wiele zostało do przesiedlenia.

Ogórki gorzknieją w szpalerze.

Ogrodowy odkurzacz zasysa listowie,
dymi stos lata, za płotem
mężczyzna z lustrzycą ociepla
budę, pies pewnie zdechnie
po Nowym Roku, nie wiedząc,
czy dziękować za życie na łańcuchu.
Niby psie, ale zawsze, zaszczekał
sąsiad wdzięczny za miskę.

Kończą się smugi kondensacyjne pająków.

Szylkretowy kot patrzy z gruszy,
której owoce, pasiaste jak warchlaki
na Trybie Olemburskiej zbieramy
do żółtych reklamówek Baltona
na nalewkę i kompot.
Niedługo trzeba okryć róże,
podzielić piwonie,
opróżnić rury, skopać ziemię,
odpowiednio posypać, osuszyć
oczko, ryby przenieść do garażu.

Świetlistookie ursusy wracają o zmroku.

W domu czeka wino, a w winie
cynamon, anyż, pomarańcza
najeżona gwoździkami.
Mirek woli piwo
z kardamonem i imbirem.
Jego ciotka pije wywar
z człowieka – korzenia.
Później śni o kobiecie
na dnie każdej rzeki.
Otworzyła oczy.

Spadł śnieg.


Akid behibuhu

Trzy lata po PRL otwarto pierwszą restaurację.
Wszystko obłyskały lampy analogowych luster.
Towarzystwo ciągnęło z białych słomek,
kiedy dżinsowy minister przecinał wstęgę.
Imponowały kreacje i czerwono – żółte bukiety,
ówcześni celebryci, kapłan trzymający
wielki weksel oczywiście na sierociniec,
a wąsaci postmilicjanci przy kanciastym poldku
machali chorągiewkami z triumfującym M.

W Moskwie, dwa lata wcześniej,
bigmaki popijane szampanem i szejkiem
smakowały prezydentowi, który nie musiał
czekać w kilometrowych kolejkach.
Kiedyś stała tam socjalistyczna kawiarenka.

Już nie ma domu handlowego Sezam,
nie ma pierwszego McDonalda,
za to mamy jego liczne potomstwo.
Dzieciaki marki H&M łapią kieszonkowe stwory,
smażonego kurczaka od pułkownika
albo najpopularniejsze bułki z kotletem.
Obok mahometanin krzyczy akid behibuhu
i wybucha śmiechem.

Marcin Ostrychacz – Trzy wiersze
QR kod: Marcin Ostrychacz – Trzy wiersze