Orkiestra wystarczająco głośna*
Zagram po raz enty, zresztą nie ja jeden. Przez ten pancerz dźwięku
nie może przeniknąć żadna nuta stamtąd, choćby i nachalna.
Grać więc trzeba szczelnie no i ten sam utwór, bo każdy nasz przestój
może spowodować, że stracimy władzę, zerwie się zapadnia.
Na wszelki wypadek brzmienie ma być głośne, lecz nie szkodząc pięknu.
Dookoła wojna, jej nie zagłuszymy; ale w tym obozie
ta nasza niewielka żołnierska orkiestra bywa użyteczna;
żaden krzyk z budynku (tego nieopodal) nie mąci powietrza;
tylko wiolonczela, skrzypce i tak dalej, wiec każdy przechodzień
może się zasłuchać w tych naszych misternie posplatanych dźwiękach.
Lecz myślę, że każdy (a przynajmniej większość) wie, o co tu chodzi,
i tylko się łudzi, i może udaje, tak jak my przed sobą,
że gramy dla Boga, dla ludzi, muzyki, dla draki lub po nic,
że nic się nie dzieje – czy to gdzieś na froncie, czy w budynku obok,
zaś czas tu przystanął, aby się posilić z naszych smyczków, dłoni.
* W westernie „Dobry, zły i brzydki” (1966) w jednej ze scen wojskowa orkiestra zagłusza dźwięki bicia dochodzące z sąsiedniego budynku, gdzie odbywa się przesłuchanie.
Orkiestra na tonącym statku
No cóż, panowie, statek idzie na dno.
Zagrajmy jeszcze tych parę utworów.
Wiem, jest nas mało; niejeden się targnął
na resztki życia – w zamkniętym pokoju;
a jeszcze inny przelewa przez gardło
już przedostatni mały łyk napoju,
który znieczula, pozwala ogarnąć…
Nie, nie zagramy teraz dla potomnych.
Dźwięki utoną, partytury także.
Jednak czekają na nowe akordy
ci, którzy idą głębiom na spotkanie.
Ktoś nie przestaje po cichu się modlić
i tylko patrzy – raz w niebo, raz w fale.
Czeka, aż dźwięki dopełnią harmonii.
Warto też zagrać dla tych, co czekają,
by się rozmarzyć, jeszcze raz, na koniec.
Dajmy im siłę. Na chwilę. Niech mają…
Niechaj się splotą uściski i dłonie.
Jesteśmy dla nich. Dziś jedynie grając
możemy pomóc im powitać koniec.
Grajmy. Niewiele już nut pozostało.
Chorzy na symetrię*
Mnie tu nie ma, naprawdę, co najwyżej ciało
mieszka w celi i czasem chodzi spacerniakiem,
a inni grypsujący nawet schodzą na bok.
Tak, spokój i szacunek… Wtedy jest inaczej.
Cóż, siedzę za zabójstwo. Kanalii, lecz jednak.
Pamiętam jego wytrzeszcz, gdy już tracił oddech.
Tam, w windzie nie pragnąłem nawet się odegrać.
Myślałem: sprawiedliwość. I zbrodnia za zbrodnię.
Gdy zgwałcił moją żonę, byłem jeszcze w pracy.
Tak, wiodło mi się nieźle jako wykładowcy.
Dziś wiem, że w mgnieniu oka można wszystko stracić.
A jednak smak wolności wciąż nie jest mi obcy.
Czytam książki. Namiętnie, bez opamiętania.
Śladami Kępińskiego poznaję metabolizm,
lecz ten informacyjny: każdy z nas pochłania,
wydala lub przetwarza świat wokół, na tony.
Czytuje też Foucaulta, nieco o dyskursach.
Bo świat jest zwykle taki, jak go opowiemy.
Klawisze czy więźniowie – każda rola, rólka…
Bo ktoś narzucił system, my go przyjmujemy.
Nie tylko jednak w książkach ukryłem przetrwanie.
Gdy przyjdzie czas widzenia, patrzę żonie w oczy,
a wtedy mury, kraty odchodzą wciąż dalej
i milczą bardziej od nas. Dłonie, każdy dotyk
jest ze mną, więc nie muszę wiele mówić w celi;
czasami ze świeżakiem rozmawiam o życiu.
Za życie – życie. Koniec. Nie mam żalu. Remis.
Lecz ciągle siedzi w sercu. Co? Nie umiem wyczuć…
A może mnie zniewala już ta sprawiedliwość?
Niedawno Albertowi, koledze z więzienia
niemalże kark skręciłem za tę gadkę krzywą
o laskach, co rzekomo winna są zgwałcenia…
Dziś rano usłyszałem, że zamieszka z nami
gość, który gwałcił dzieci. Ma czekać na proces.
Coś złego czuję w kościach… Coś tu się wydarzy,
wśród chorych na symetrię, zaklętych w prostotę
* Bohaterem wiersza jest Dawid, postać z filmu Konrada Niewolskiego „Symetria”.
Ted Bundy przed egzekucją*
Nadchodzi czas spłaty. Co brałem na kreskę,
mam oddać już jutro, za jednym zamachem.
Wiem, że za mało, więc dziś
choć czasu nie cofnę, chcę zdążyć, by jeszcze
powiedzieć, że mogłem to wszystko inaczej…
Jeśli wykupię się z win,
to tylko przed Bogiem. Wiem, wasza odraza
dla mordów i gwałtów (i dla mnie rzecz jasna)
to słuszny odzew na zło.
Cóż, idę na krzesło. Jest wina – jest kara.
Nie było tak zawsze. Gdy chłopiec dorasta,
a w głowie duszno od żądz,
nie zawsze pomoże wierząca rodzina,
rodzeństwo, normalność… Powoli wchodziłem
w świat pornografii i wnet
zostałem w jej szponach. Nie mogłem wytrzymać
bez tamtych obrazów – bez seksu, poniżeń,
siły, przemocy. W tej grze
pojawia się żądza, by zagrać o więcej.
Tak, świat wirtualny już przestał wystarczać,
w końcu trafiłem przed sąd
za wszystkie ofiary, ich ciała, ich mękę;
po czasie wyznałem tę prawdę – o gwałtach
(przed zabijaniem i po).
Mam również kolegów z podobną historią
i znam statystyki ze spisów, kartotek.
Cóż, zaczynali jak ja…
Więc błagam, przestrzegam… Bo rozum i wolność
tak łatwo zatracić, otoczyć się mrokiem:
od pornografii po gwałt.
* Ted Bundy, seryjny morderca, gwałciciel i nekrofil, został stracony na krześle elektrycznym w więzieniu na Florydzie w 1989 roku. Niedługo przed egzekucją udzielił wywiadu, który przeszedł do historii jako dramatyczne ostrzeżenie przed destrukcyjnym wpływem pornografii na ludzką psychikę.