Ziggy, nazywał się tak naprawdę Zygmunt, ale od zawsze przekręcał swoje imię, aby nie mylić go ze swoim ojcem. Jego ojciec — też Zygmunt — był nauczycielem fizyki tym samym liceum do którego chodził jego syn. Był to postawny, wzbudzający respekt, muskularny mężczyzna, w przeciwieństwie do swojego syna, który był chudy i drobnej budowy. Również z rysów nie byli zbyt podobni, wszyscy jednak w szkole wiedzieli, że Ziggy jest synem nauczyciela. Właśnie w tym momencie siedział on na podłodze przed drzwiami do swojej klasy, a za ścianą jego ojciec opowiadał o entropii kosmosu albo innych bzdetach. Ziggy nie przyszedł na zajęcia, wstyd mu na to nie pozwolił. W ręku trzymał telefon, jego ekran był pełen powiadomień. Wiele osób przesłało mu to zdjęcie o którym mówiła cała szkoła. Zanim Ziggy dowiedział się o sprawie, przesyłali sobie już wszyscy, nawet ci których Ziggy uważał do tej pory za swoich przyjaciół. No, może nie przyjaciół, ale kolegów od których można by wymagać choć trochę męskiej solidarności. Wszyscy oni mieli od paru godzin niezły ubaw, a Ziggy czuł się z tym wszystkim jakby zaraz miał zwymiotować. Nie chciał oglądać tego zdjęcia, nie chciał się konfrontować z tym obrazem, najchętniej nie chciałby o tym wszystkim nigdy się dowiedzieć wiedzieć. Ale gdy jesteś w liceum świat jest mały a gdy to twój ojciec jest tam nauczycielem, to jest jeszcze mniejszy. Usłyszał stukot kobiecych obcasów. To dyrektorka nerwowo szła właśnie w kierunku klasy. Za nią szedł policjant.  Ziggy wstał szybko i schował się za rogiem korytarza, aby nie prowokować niezręcznej sytuacji. Ich spojrzenia, jego i dyrektorki jednak na ułamek sekundy złapały się ze sobą. Ona wiedziała. Wszyscy wiedzieli. W całej szkole wszyscy wiedzieli, a jak jest już policja, to pewnie będzie i sprawa i będą wiedzieć już naprawdę wszyscy wszyscy. Uczucie wstydu rozlało się po ciele Ziggiego jak ciepła zupa, tak że nie wytrzymał i musiał wybiec ze szkoły.

W domu była jego mama, dwie siostry mamy i babcia, Wszystkie siedziały na kanapach w salonie w ciszy która mieszała się z mdlącym zapachem przesłodzonych perfum, którejś z nich. Gdy wszedł do domu ledwo zwróciły na niego uwagę. Na stoliku leżały eklerki, przyniesione pewnie jak zwykle przez babcie na rodzinne spotkania, tym razem jednak to było bardzo nieprzyjemne rodzinne spotkanie i sama obecność tych słodyczy była nie na miejscu. Nikt ich nie ruszył.

—Co mu strzeliło do głowy?—powiedziała cicho mama. —Co on sobie myślał?

Żadna z kobiet nie potrafiła jej odpowiedzieć, a i mama chyba nie liczyła, że usłyszy jakąś odpowiedź. Ciocie wspólnie tylko pokręciły głowami, aby wyrazić swoje oburzenie. Babcia wpatrywała się za bezmyślnie w eklerki, być może nie rozumiała dlaczego nikt ich nie je, trudno powiedzieć czy w ogóle miała pojęcie o jakiej sprawie tutaj rozmawiano. Czy dla osoby z jej pokolenia, z jej wartościami to było możliwe wyobrazić sobie co tak naprawdę zaszło? Jej choroba robiła swoje, od lat nie było z nią kontaktu. Na pozostałych kobietach widać jednak było zmianę, mama Ziggiego wydała mu się teraz starsza niż kiedyś, jakby ostatnie wiadomości dodały jej kilka lat. Jego siostra też wyglądała starzej, jej twarz jakby zszarzała. Dom do którego wszedł nie był domem, który znał. Ziggy sięgnął po eklerkę i łapczywie wsadził ją sobie do ust.

—Ziggy, ta dziewczyna…ona jest z twojej klasy?—cicho spytała się jego mama, jakby dopiero teraz zauważyła jego obecność

—Tak — odpowiedział Ziggy kończąc przeżuwać eklerkę.

—Czy ja ją znam? Jak ma na imię?

—Tak. To Roksana.

—Oo—mama Ziggiego wydała z siebie tylko tę jedną sylabę. Wszystkie kobiety w domu patrzyły teraz na niego.

Roksana była jego najlepszą przyjaciółką, doszła do ich szkoły na początku tego roku i trzy miesiące wystarczyły aby między Ziggim a Roksaną wytworzyła się więź której nie miał z nikim do tej pory w swoim życiu. Była dla Ziggiego jak dziewczyna, ale nie chodzili ze sobą, nie całowali się ani nie uprawiali seksu. Była bardziej jak przybrana siostra, rodzeństwo której nigdy nie miał.  Potrzebował z nią teraz porozmawiać, ale przez cały dzień nie odebrała. Napisał kolejnego smsa, że chcę jej pomóc, że powinni porozmawiać. Nie mógł jej teraz stracić, nie w ten sposób. Ziggy zamknął się w swoim pokoju i włączył relację kolegów na których jego ojciec jest wyprowadzany przez policjanta z sali. Słyszał nagrane w tle ich komentarze i śmiech. Ktoś dozumował na jego ojca i przez moment Ziggy zobaczył jego twarz, pozbawioną jakiekolwiek emocji, jakiejkolwiek myśli, sprawiającą wręcz wrażenie, jakby kompletnie nie zdawał sobie sprawy co właśnie się działo. Naprawdę tato? Naprawdę jesteś zaskoczony, że skoro wysłałeś jednej ze swoich uczennic zdjęcie swojego fiuta, to w końcu policja wyprowadzi cię z twoich własnych zajęć? Nie mówili ci o tym zanim przyjęli cię do szkoły? Jak teraz on, Ziggy, ma to sam wszystko ponaprawiać?… Coś musiał zrobić. Wziął rower i pojechał do jej domu.

—Widziałeś to zdjęcie? — to było pierwsze pytanie jakie zadała mu Roksana gdy w końcu wyszła przed dom aby się z nim spotkać.

—Nie. — powiedział Ziggy. — Nigdy w życiu go nie obejrzę.

—Hmm.—mruknęła Roksana. — Dlaczego?

—Dlaczego? Przecież jest to obrzydliwe, ja nie chcę tego nigdy oglądać.

—Ja też nie chciałam.

—Wiem.

—Mógłbyś obejrzeć. Byłoby mi raźniej. Wiesz, on ciągle do mnie pisze. Nawet teraz. Popatrz.

Roksana pokazał mu ekran swojego telefonu, ale Ziggy od razu się odsunął.

—Nie pokazuj mi tego. Powinni mu zarekwirować telefon. Przepraszam cię za to, mój ojciec jest zboczony…

—Po prostu, byłoby mi raźniej gdybyś też…gdybym nie musiała być w tym sama. Na policji powiedzieli, że to moja wina.

—Co jest twoja wina? Że ci to wysyłał?

— No tak. I jakby moja mama też tak teraz mówi. I tata. Że widać, że ma to sens, że coś musiałam zrobić, dać mu jakiś sygnał. To jest moja wina? Bo oni wstydzą się mnie teraz.

—To niemożliwe. Napewno tak nie jest. Porozmawiam z nimi.

—Może to faktycznie jest moja wina. Bo innym dziewczynom jakoś nic takiego nigdy nie przysyłał.

—Nie żartuj.

—Rozmawiałeś z nim o tym?

—Z ojcem? Żartujesz? Nie będę z nim rozmawiał. Niech się pierdoli. Nigdy w życiu nie chcę już z nim rozmawiać.

—Może powinieneś z nim porozmawiać.

—Może powinnaś porozmawiać z własnymi rodzicami, skoro mówią takie głupoty.

—Przestań. Po prostu mówią dalej to co im ktoś powiedział.

—Wejdę i porozmawiam z nimi

— Nie, nie będziesz mi robił wstydu.

—To ja ci robię wstyd? Od kiedy?

— Po prostu przestań. Nie pomagasz mi w ten sposób. Po prostu twój ojciec jest pojebany, powinieneś z nim porozmawiać, żeby przestał, a ty ciągle nie chcesz tego zrobić. Tylko na mnie naskakujesz.

—Aha? No nie wiem. Wydaje mi się, że ty też powinnaś była się czasem powstrzymywać.

—O co ci chodzi?

—Jakoś ciągle z nim żartowałaś, mówiłaś że jest twoim ulubionym nauczycielem, po co w ogóle robić takie rzeczy? Dobrze wyglądasz, możesz się podobac i po co w ogóle prowokować takie sytuacje?

—Czyli to moja wina. Wiesz co? Po prostu chuj ci w dupę.

—Chuj tobie w dupę.

Ziggi wsiadł z powrotem na rower, zły, bo wiedział, że Roksana ma tak naprawdę rację. Wsiadł na rower odjechał, po czym od razu wrócił.

—Przepraszam. To nie jest twoja wina. Po prostu strasznie mi z tym ciężko.

—Wiem, mnie też. Tak naprawdę nie musisz z nim rozmawiać, powinna się tym zająć policja, my jesteśmy tylko dziećmi.

—Nie jesteśmy dziećmi. Porozmawiam z nim.

Gdy Ziggy wrócił na rowerze do domu jego ojciec jadł samotnie kolację w kuchni. Oprócz niego była tu już tylko babcia, oglądająca telewizję w salonie, mamy nie było w domu. W całym domu były przygaszone światła, ojca oświetlał jedynie  telefon, który leżał obok jego talerza spaghetti i na którym drugą ręką coś stukał.

—Z kim piszesz?—spytał Ziggy.

—Cześć synku—rzucił w jego stronę nie podnosząc nawet wzroku znad telefonu.—Załatwiam jakieś sprawy—odpowiedział jego ojciec bez żadnej emocji w głosie. Nic go to wszystko nie obchodziło? Może faktycznie jego ojciec był psychopatą, tak jak mówią wszyscy teraz w szkole. Siedział rozkraczony przy stoliku w kuchni z talerzem spaghetti. Ziggy nie mógł powstrzymać swojego spojrzenia, które powędrowało poniżej blatu stolika na krocze ojca. Spodnie opinały wielką gulę jaką miał między nogami. Nigdy nie widział swojego ojca nago, ale tę gulę, to gigantyczne wybrzuszenie w spodniach widział u niego wiele, wiele razy.

—Chciałbym abyś przestał pisać do Roksany. — z drżeniem w głosie powiedział wreszcie Ziggy— Ona tego nie chce.

Ojciec przestał jeść. Zamyślił się chwilę patrząc w talerz spaghetti po czym odpowiedział:

—A wiesz co ja bym chciał? Żebyś w końcu przestał jęczeć. Same baby w domu. Człowiek wraca do domu i ciągle słyszy to babskie jęczenie. — po czym zaczął z powrotem jeść i stukać w swój telefon.

Ziggy opuścił wzrok zawstydzony i przestał patrzyć na ojca. Słyszał tylko jego mlaskanie makaronem. Wszedł do kuchni i też nałożył sobie porcję makaronu zrobionego pewnie jeszcze przez jego mamę. Nałożył sobie cały talerz makaronu, tyle aż prawie się na nim nie zmieścił. Z lodówki wyjął półtora litrową butelkę Muszynianki i z talerzem w drugiej ręce po cichu wyszedł z kuchni.

Oprócz Ziggiego i ojca, w domu była teraz tylko babcia, siedziała w swoim pokoju i oglądała telewizję. Ziggy zaczął szybko jeść, szybko jakby to były wyścigi i ktoś miałby mu zaraz zabrać talerz. Jadł aż poczuł przyjemny ból w żołądku ale to było wciąż jeszcze nie to. Otworzył Muszyniankę i przyłożył korek do ust aż wypił prawie pół butelki. Na stoliku obok leżały, teraz już zczerstwiałe, eklerki. Sięgnął po jedną z nich, a potem po kolejną i kolejną. Babcia odwróciła się i uśmiechnęła się do Ziggiego, chyba szczęśliwa, że nie będzie potrzeby wyrzucać ciastek. Wszystkie lądowały właśnie do żołądka Ziggiego, który pęczniał i całkiem serio już bolał. Gdy siedem ciastek zniknęło z talerza, Ziggy znów wziął się za wodę, aż butelka nie była już całkiem pusta. Wstał i pełny tak, jakby zaraz miał wybuchnął zatoczył się do łazienki. Zamknął drzwi za sobą, podkręcił ogrzewanie, z kranu puścił ciepłą wodę, uklękł przed sedesem i zaczął wymiotować, na początku poczuł słodką czekoladę z eklerek. Gdy po wszystkim był już w swoim pokoju, leżał na łóżku i aby uspokoić żołądek powoli popijał ciepłą przegotowaną wodę. Wyciągnął swój telefon i otworzył zdjęcie, które tyle razy w ciągu tego dnia przysyłali mu koledzy.

Członek na zdjęciu był ogromny.

—Spotykałam większe. — skomentowała Roksana, gdy potem rozmawiał z nią przez telefon —Twojego starego jest raczej przeciętnej wielkości.

—Jak to „spotykałaś”? Serio to jest twoim zdaniem przeciętna wielkość?

—Twój ojciec mnie molestuje, a ty się martwisz czy on ma od ciebie większego penisa?

—Wcale się nie martwię, nic takiego nie powiedziałem.

—Nie wszystko jest o tobie. To jest moja historia. Moja sprawa.

—Ale to jest mój ojciec.

—No i co z tego? Nie jesteś przecież jak on.

—Nie?

—Nie. Nie masz z nim nic wspólnego.

Ziggy zamilknął na chwilę i zaczął przetrawiać to co powiedziała mu Roksana. Z jakiegoś powodu nigdy tak o sobie nie pomyślał. Wziął łyka przegotowanej wody z kubka, ciepło rozlało się po jego przełyku i było troskliwe.

Andrzej Brzózka – Wstyd w rodzinie
QR kod: Andrzej Brzózka – Wstyd w rodzinie