Choroba Lokomocyjna

Podczas mojej ostatnie jazdy pociągiem na trasie Gdynia-Wrocław zakochała się we mnie bileterka. Tak, wiem co sobie myślicie. Że kłamię, że jestem próżnym frajerem i mam za duże ego, ale mówię poważnie. Jako jedynemu z przedziału nie sprawdziła mi biletu, a kiedy przypomniałem jej o tym, uśmiechnęła się do mnie i powiedziała, że nie trzeba. Szczerze mówiąc zauważyłem to już przy wsiadaniu do pociągu, bo trochę się spóźniłem, i kiedy wbiegałem na peron, ta powiedziała konduktorowi, że chwilę poczekał i odprowadziła mnie wzrokiem czekając, aż wsiądę.
Nawet babcia siedząca obok mnie to zauważyła.
Sznycelka na ciebie leci – powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. – Idź do niej i zrób jej dobrze.
Słucham? – odpowiedziałem zdziwiony.
Nie trzeba mieć okularów, żeby to widzieć. Miałam podobną sytuację w swoim życiu. Dwadzieścia lat temu, jak jeszcze byłam młoda i piękna, zakochał się we mnie kierowca autobusu. Na postoju wszedł do toalety i nie zakluczył drzwi. Siedziałam wpatrując się wzrokiem w znaczek sikalni i marząc o tych jego wąsach między moimi nogami. Niestety strach wygrał, a dwie godziny później się rozbiliśmy i mój niedoszły kochanek wyleciał przez szybę. Kiedy wyszłam cała poobijana, zobaczyłam jak leży bezwładnie na betonie, powykręcany jak podczas egzorcyzmów. Trzy dni później w kieszeni swojego płaszcza znalazłam liścik. Gdybym tylko przeczytała go jak był w kiblu!
Nie ukrywam, że historia babci trochę mnie skrępowała. Rozejrzałem się po przedziale, ale wszyscy z kamiennymi twarzami udawali, że nic nie słyszeli. Kiedy zakładałem słuchawki, chłopak siedzący naprzeciwko klepnął mnie w kolano uśmiechając się. Popatrzyłem na niego pytająco, a ona wskazała na głośnik, z którego wydobywał się znajomy, damski głos.
Szanowni państwo, zbliżamy się do stacji Tczew Główny. Bardzo prosimy wszystkich wysiadających podróżnych o sprawdzenie, czy w przedziale nie pozostał ich bagaż podręczny. Jednocześnie zachęcamy do jeżdżenie pociągami Intercity. Życzymy miłego dnia i przyjemnej podróży.
No nie? – Powiedział podekscytowany facet – zapowiada się ostre ruchanko. Dawaj, weź ją do toalety i nieźle zerżnij, a potem wróć po mnie.
Byłem trochę zszokowany tą propozycją, zwłaszcza, że drugą ręką obejmował pulchną blondynkę siedzącą obok. Postanowiłem szybko zmienić temat
Jedziesz poznać jej rodziców? – zapytałem wskazując na tę dziewczynę. – ja przed poznaniem rodziców mojej srałem w gacie.
Chłopak spojrzał na blondynkę czytającą jakiś harlekin i nachylił się do mnie porozumiewawczo.
To nie jest moja dziewczyna. Tak serio to jestem kobietą, która przebiera się za mężczyznę. Zabiłam w Gdyni swojego chłopaka, bo wyśmiewał się z mojej dysleksji i teraz spierdalam, żeby mnie nie zamknęli w pudle…– Przerwała na chwilę patrząc na blondynkę – nie wolno się śmiać z chorych ludzi, no nie?
Marta, jak później mi się przedstawiła, wcale nie wyglądała na kobietę. Miała całkiem dobry zarost, kwadratową szczękę i szerokie barki. Mówiła, że jej przyjaciółka jest świetną charakteryzatorką, i że robiła dla Wajdy, dlatego ma tak dobre przebranie. Uciekały razem, bo zawsze wszystko robiły razem. Nawet umawiały się z tymi samymi chłopakami.
Leć zrobić tę bileterkę, jest całkiem niezła – namawiała mnie pomimo moich usilnych sprzeciwów. – Przemyśl to, ja lecę do toalety.
Kiedy wyszła, jej przyjaciółka spojrzała na mnie znad książki.
Czy Sebastian znowu mówił ci jakieś głupoty o zabijaniu czy przemycaniu narkotyków? Bardzo za niego przepraszam, czasem jak się nudzi to wymyśla głupie rzeczy. Mówiłam mu, żeby wziął sobie jakąś książkę, w końcu to sześciogodzinna jazda, ale on jak zwykle mnie nie słucha. Za dwa miesiące ślub, a on jeszcze nie raczył kupić sobie garnituru! Czasem się zastanawiam, czemu za niego wychodzę…
Nic się nie stało – odpowiadam z najmilszym uśmiechem, na jaki było mnie stać, jednak blondynka zauważyła jego sztuczność.
Proszę mnie nie oceniać. Każdemu z nas zdarzyło się głupio zakochać, panu pewnie też! Takie już jest życie! Zresztą… – przerwała widząc, że do przedziału wchodzi Marta/Sebastian.
Wykorzystałem tę chwilę ciszy i zamknąłem oczy. Miałem nadzieję, że jak będę udawał sen, to ludzie przestaną mnie zaczepiać. Myliłem się, po chwili poczułem jak silna dłoń wkłada mi do ręki papierek. Spojrzałem na Martę/Sebastiana, jednak nie złapałem kontaktu wzrokowego. Rozwinąłem kartkę i zobaczyłem napis. „Za pienć minut w taalecie – bileterka”. Westchnąłem i postanowiłem udać, że idę do kibla. Poszedłem na koniec pociągu, żeby zrobić filmik przez okno wychodzące na sam tył i wstawić na instagrama. Kiedy zastanawiałem się jak go opisać, zobaczyłem stojącą przede mną bileterkę.
Szybko, nie mamy czasu! – Powiedziała łapiąc mnie za rękę i prowadząc do toalety. – Bałam się, że ten chłopak nie przekażę ci mojego listu. Niedługo dojedziemy do Poznania. Jak tylko się zatrzymamy, to musisz wysiąść. W pociągu jest terrorystka z bombą i planuje nas wysadzić we Wrocławiu. Chcę, żebyś przeżył.
Skoro o tym wiecie, to czemu nie zatrzymacie pociągu? – zapytałem niedowierzając.
Klauzula konduktorska zabrania nam ujawniać danych naszych pasażerów. – odpowiedziała. – Ale ty musisz przeżyć, nie poradzę sobie z twoją śmiercią!
Stałem wpatrując się w nią jak w wariatkę. Magda (zobaczyłem jej imię na plakietce sygnowanej PKP) opacznie zrozumiała moje wahanie. Myślała, że za bardzo mi na niej zależy, żeby wysiadać w Poznaniu.
Kochany! Nie martw się o mnie, ja sobie poradzę. Pogodziłam się ze śmiercią. Chcę tylko, żebyś przeżył.
Zanim wróciłem do przedziału pocałowała mnie. Szczerze mówiąc, nie podobało mi się całe to wysiadanie w Poznaniu. Nigdy nie widziałem tego miasta, ale stwierdziłem, że w końcu dowiem się o co chodzi z tymi rogalami.
Wysiadłem w Poznaniu Głównym i wynająłem pokój w hotelu nieopodal dworca. Poszedłem do piekarni, która znajdowała się ulicę dalej po poznańskie rogale na wynos. Wybierając nadzienie poczułem niezłe świdrowanie w brzuchu. To pewnie przez chorobę lokomocyjną. Na wycieczkach szkolnych zawsze przez to mi dokuczali. Postanowiłem, że zjem je sobie w hotelu oglądając wiadomości.
Kiedy włączyłem telewizor, zobaczyłem, że na kanale pierwszym nadają relację na żywo z wrocławskiego dworca. Dziennikarka mówiła, że kobieta przebrana za mężczyznę, wniosła do pociągu bombę. Pomagała jej przyjaciółka. Ponoć zrobiły to w imię sprzeciwu wyburzenia jednej z wrocławskich galerii handlowych. Kiedy kamera pokazała palące się jeszcze ciała, marzyłem, że leżę tam w częściach razem z nimi. Moja głowa znajduję się niedaleko torsu babci, a w mojej ręce widać dłoń później zidentyfikowaną jako dłoń Magdy, pracowniczki PKP, która zginęła pełniąc swoje obowiązki i trzymała z dumą swoją omertę do samej śmierci. Przez chwilę nie czułem się samotnie. W kupie raźniej, a zmarłych ostatnio dużo.


Drzewo, deszcz i pomnik

Niech pan opowie mi historię – mówi do mnie dziadek siedzący na ławce obok. Nosi duże okulary i łysieje. Patrzę na jego starą flanelową koszulę w żółtą kratkę.
Słucham? – Odpowiadam prostując plecy – jaką historię?
Obojętnie jaką – ciągnął – niech mi pan coś opowie.
Przepraszam, ale nie znam żadnej…
Jak to pan nie zna? Każdy zna jakieś historie!
Może i każdy coś zna, ale ja nie wymyśliłem żadnej historii od ponad trzech miesięcy.
Siedzę na tej ławce w parku wpatrując się w gmach główny Uniwersytetu Wrocławskiego
i zastanawiam się co ja tutaj robię. Nie, zastanawiam się co j a r o b i ę. Znam tylu utalentowanych ludzi, tylu zaangażowanych ludzi, którzy robią wszystko, a przynajmniej próbują. A ja? Ja ławkuję sobie na wyspie Słodowej zamiast być na zajęciach. Ja, ja, ja, ja i ten starszy pan – tylko my tu siedzimy o tej porze.
Czemu pan mnie tak męczy z tymi historiami? – pytam.
Nie oglądam telewizji bo kłamią, nie słucham radia bo nie mówią prawdy, a jeśli chodzi o czytanie, to oczy już nie te. Chcę coś usłyszeć. Niech mi pan coś powie.
Na prawdę nic nie znam – odpowiadam czując rosnące poczucie winy. – Nie umiem opowiadać historii… Mogę panu opowiedzieć, co ostatnio przeczytałem. Co pan na to?
A co mnie obchodzi co pan czyta? Chcę usłyszeć historię. Tak w ogóle to jestem Stefan.
Kamil, miło mi. Jaką historię pan chce usłyszeć?
Mów mi po imieniu Kamil, po to się przedstawiliśmy – mówi uśmiechając się. – Nie wiem, coś dobrego. To Ty będziesz opowiadał. Jak opowiesz coś, to zobaczę czy chcę tego słuchać czy nie.
W każdej chwili mogłem odejść udając, że mój telefon dzwoni. Mogłem kopnąć go w nogę i wziąć jego portfel. Mogłem go zabić. Nikt nie zauważyłby, siedzimy tutaj sami. Zamiast tego rozglądam się. Z lewej strony widzę małą pustą scenę z wielkim muralem za plecami. Nigdy mi się jakoś bardzo nie podobał, ale przynajmniej trochę przykrywał ten brzydki budynek. Spojrzałem w prawo. Na Moście Uniwersyteckim jak zwykle pełno aut. Po chwili zauważam jakąś parę, która ogląda z mostu wyspę. Wszystko to jest jakieś nudne. Dziadek patrzy wymownie na zegarek. Nie
mam pojęcia co mu opowiedzieć. Chcę do niego mówić, ale nie wiem co. W tym momencie moim największym pragnieniem jest pokazanie mu tego co widzę, ale jedyne co widzę to nudna rzeczywistość. Inaczej. Nie widzę niczego, tylko kolorowa pustka, która od czasu do czasu wyda dźwięk.
Dwóch ludzi siedzi na ławce – zaczynam niepewnie. – Nagle zaczyna padać deszcz.
Wpatruję się w Stefana, który zamiera. Zastanawiam się co zrobiłem, gdy czuję krople deszczu spadającą mi prosto na nos. Patrzymy na siebie zdziwieni.
Dawaj dalej! – zachęca mnie dziadek.
Żaden z nich nie ma parasola, więc chowają się pod drzewo – kontynuowałem zbyt podekscytowany, żeby zauważyć, że właśnie przenieśliśmy się dziesięć metrów dalej. – Obaj patrzą na pomnik stojący przed nimi. Przedstawia on kobietę bez twarzy o bardzo przeciętnej budowie. Nie ma na sobie żadnej tabliczki. Nikt nie wie skąd się wziął. Podobno jakiś bogaty szejk postawił go w rozpaczy po stracie trzech swoich żon w wypadku samochodowym. Dla każdego była ona kimś innym, ale nie dla nich. Dla nich była.. – przerywam patrząc na dzieło mojej wyobraźni stojące przede mną.
Masz rozmach Młody! – mówi rozbawiony dziadek. – No, kim była?
Zaschło mi w ustach. Wiedziałem kim była. Widziałem tę twarz bardzo dokładnie, znałem ją zbyt dobrze. Nie mogę tego powiedzieć, bo on też to zobaczy, a nie powinien, bo wszystko się rozejdzie. Nikomu nie mówiłem, że mi się podoba. To opowiadanie zrobiło się zbyt niebezpieczne. Jak mam się wydostać z tej sytuacji? Chcę skłamać, ale nic nie może mi przejść przez gardło.
Dziadek pytający o imię znika – odpowiadam z zamkniętymi oczami.
Przez parę sekund trzymam je zamknięte, i nasłuchuję. Widzę pokój na świecie, doktora otrzymującego nagrodę za leczenie śmiertelności i mnie podpisującego umowę najmu pięknego pałacyku w Irlandii. Wszystko to wygląda tak kusząco, ale nie mogę tego powiedzieć. Czy ktoś będzie chciał tego słuchać? Czy wiem o czym mówię? Czy zależy mi na tym? Nie. Zależy mi na niej. Myślę nad pięknymi zdaniami, które świetnie oddałyby sytuacje, o której marzę. Widzę to, ale nie mogę się wysłowić. Mam w głowie tyle wspomnień z wydarzeń, które nie miały miejsca. Widzę jak chodzimy lasem trzymając się za rękę, widzę jak wracam zimą do domu, a ona mnie wita, widzę jak robię jej urodziny-niespodzankę, widzę jak do niej podchodzę i coś mówię. Tylko co? Otwieram oczy zrezygnowany. Tak jak się spodziewałem, dziadka już nie ma. W oddali widzę te parę, która stała na moście. Przyszli oglądać pomnik.

Kamil Jan Podolski – Dwa opowiadania
QR kod: Kamil Jan Podolski – Dwa opowiadania