O tym, że dobrzy ludzie szkodzą innym, że kicz też może opowiadać o prawdzie i że piekła nie ma. Ewa Jarocka kłóci się z bohaterami swojej książki ,,Skończyło się na całowaniu”.

 Babcia: Ej, może zanim usłyszymy pierwsze pytanie, powiem, że czuję wkurw. Mam nadzieję, że mogę tutaj bluzgać, wywiad z nami pójdzie w jakimś liberalnym miejscu. Bo żeby opisać, jak się czuję jako bohaterka książki wnuczki, muszę używać ostrych słów: ja pierdolę i kurwa mać oraz stul dziób.

Zatem moje wkurwienie dotyczy tego, że Jarocka przedstawiła mnie w książce w złym świetle. Ale nosi nazwisko mojego zięcia, a z niego to dopiero jest diabelskie nasienie. I też nie ma wyobraźni. Co teraz ludzie pomyślą?

Demon: Ludzie są głupi, mam dopiero rok, a już się w tym połapałem. Wszyscy dają mi się robić w bambuko, więc myślę, mamo, że będą myśleli, co chcą, zmierzą cię swoją własną miarą.

Anioł: Pewnie wszystko moja wina, moja wielka, wielka wina…

Demon: Tato, jeszcze tylko uderz się w pierś, a pomylę cię z pątnikiem.

Babcia: Aniele, nie rób z siebie Polaka, nie jesteś ofiarą. Jesteś aniołem, potrafisz nawet być ósemką! Masz dwa przeźroczyste skrzydła, umiesz latać, więc myśl pozytywnie. Pozytywne myślenie jest teraz modne, nawet kiedy psychologowie ostrzegają, że jest nienaturalne, ewolucja za nim nie nadąża.

Demon: Taki z mojego ojca anioł, jak ze mnie demon.

Babcia: A kim ty jesteś, jeśli nie jesteś moim demonicznym synem, bohaterem książki Jarockiej? I dlaczego w ogóle mówisz, mając rok?

Demon: Gadam, bo jestem demonem! Demony mówią od dnia narodzin, tylko ty miałaś inne wyobrażenie o mnie, kiedy mnie urodziłaś. Mierzyłaś mnie swoją własną miarą.

Babcia: Czyli jestem głupia jak ci ludzie, których wodzisz za nos?

Anioł: Babcia nie jest głupia!

Ewa Jarocka: Ale bądźcie cicho, dajcie mi się wypowiedzieć, zrobić wstęp do rozmowy o mojej książce i waszej w niej obecności. Potem będzie o babcinym wkurwie i reszcie sprawek tej nietradycyjnej, polskiej rodziny patoli.

Babcia: Żeby znów cię wyobraźnia poniosła?

Ewa Jarocka: Babciu, przed chwilą mówiłaś, że nie mam wyobraźni. Osobiście uważam, że powinnam ją nawet ograniczyć. Powinnam za to pracować nad dojrzałością i, co za tym idzie – odpowiedzialnością. Marzę bowiem, że ludzie przeżywają mnie jako dorosłą kobietę, a nie dziewczynkę.

Babcia: O tym mówiłam, twierdząc, że nie masz wyobraźni! Nie pomyślałaś, jak będę odebrana, zostając puszczalską? Niby tylko na papierze, ale jednak, fama poszła w świat. Czy ty wiesz, kto to jest puszczalska? Kiedyś na wsiach puszczalskimi były kobiety chore psychicznie! Oszukiwano je, nacinając im tył głowy, wyjmując ze środka kamienie! Po takim zabiegu stawały się niby zdrowe i to je na chwilę otrzeźwiało, ale każdy chłop żył pokątnie z taką świrniętą babą.

Demon: To tak jak twój pierwszy mąż, mamo, też mu odbiło.

Babcia: Dziadek się nie puszcza, tylko walczy z wiatrakami!

Ewa Jarocka: Demonie, jaki pierwszy mąż? To jest i drugi? Babcia z aniołem mają ślub? Babciu, kto wam go udzielił? Milczący Bóg daje śluby? To się porobiło przez ten rok, odkąd napisałam książkę o was.

Chyba jednak nie mam wyobraźni.

Babcia: A nie pamiętasz, że Bóg znów do ciebie przemówił? Teraz chyba ogranicza cię ta twoja wyobraźnia.  

Anioł: „Wyobraźnia pozbawiona rozsądku, tworzy potwory, połączona z rozsądkiem, jest matką wszelkich sztuk i źródłem ich wspaniałości.” 

Demon: Nie mów, tato, że sam do tego doszedłeś.

Anioł: To Goya. 

Babcia: Demonie, nie mów tak impertynencko do ojca! Ja już lepiej skończę opowiadać o swoim wkurwie. Jestem tak podminowana i rozsierdzona, bo…

Demon: Nie zapomnij przeklinać, mamo, obiecałaś…

Babcia: No kurwa mać, gówniarz ze mnie kpi! Gdyby nie miał ogona, zaraz dostałby manto i dupsko by mu równo spuchło.

Demon: I miałbym traumę, pisałbym takie rzeczy jak Jarocka.

Anioł: Nie pisałbyś, bo jest jeszcze Bóg, on daje nam powołanie, także do robienia rzeczy, jakimi para się teraz Jarocka. Jarocka nawet twierdzi, że on podyktował jej te wszystkie książki, które napisała.

Demon: Tato!, ten stanowczy głos nie pasuje do ciebie ani do żadnego innego anioła. Tak, zazwyczaj jesteś strasznym histerykiem, a tu proszę, słyszę protest.

Anioł: Protest to ja ci jeszcze urządzę! Napuszczę na ciebie rodzinę i oni pójdą ulicami Wrocławia, krzycząc: jebać wredne demony!   

Ewa Jarocka: Dobrze, widzę, że nie dam rady was przekrzyczeć.

Demon: To może ścisz głos. Są takie techniki przykuwania uwagi.

Ewa Jarocka: Dawno przestałam marzyć o sprawowaniu kontroli nad światem, ale myślałam, że mam na was jakiś wpływ, jesteście moimi bohaterami. Może jednak mogę jeszcze odrobinę wami pomanipulować? Zatem Czesławo, babciu, dla rozładowania tej trudnej sytuacji i zanim podpytam was, jak się czujecie jako moi wspaniali bohaterowie, proszę, powiedz nam coś więcej o tych twoich nerwach związanych z publikacją powieści „Skończyło się na całowaniu”. Wyrzuć z siebie całe napięcie, rozsierdzenie i podminowanie.

Tak na marginesie, przykro mi, że cię uraziłam. Myślałam, że spodoba ci się to, że jesteś modna. Bo przez chwilę byłaś młoda i modna, w każdym razie anioł na ciebie poleciał, a on gustuje wyłącznie w dziewicach.

Babcia: Ja pierdolę.

Demon: Dobrze, mamo, tylko głośniej!

Ewa Jarocka: Demonie, bo ktoś jeszcze pomyśli, że cię faworyzuję, będąc głucha na to, że podpuszczasz moją babcię. Nie komplikuj wszystkiego i nie kuś Czesi. Z ojcem się drocz, ojciec ma być dla ciebie ważniejszy niż matka, on ma być dla ciebie w życiu wzorem do naśladowania, jesteś jego kopią.

Demon: Ech, ta tania psychologia, mnóstwo jest jej tutaj i w twojej książce również, fuuuj.

Ewa Jarocka: Babciu, mów!

Babcia: Żyłam sobie spokojnie na wsi, całymi dniami jadłam chleb ze smalcem lub smażony boczek i oglądałam Polsat, a ty mnie wyrwałaś z mojego statecznego życia i wkleiłaś we własne chore fantazje. Pozbawiłaś mnie wprawdzie demencji i uczyniłaś własnym wsparciem, tak że czułam się przydatna, ale zrobiłaś też ze mnie dziwkę.

Demon: Jak ja lubię dziwki w kabaretkach!

Ewa Jarocka: Cicho!

Babcia: Potem wyrzuciłaś to z siebie na papier, a teraz ludzie będą mieli ubaw, pożywkę dla plot. Nie pokażę się na wsi przez dekadę! Do kościoła nie pójdę, nie wejdę tam nawet przez zakrystię! Zaniedbam grób matki, bo moja stopa nie postanie na cmentarzu, gdzie będą mnie wytykali palcami! Pleciugi powiedzą: Cześka nawet idąc, rozkłada nogi na za piętnaście trzecia. Zdrożne to.

A co zrobiłaś z dziadkiem? Dziadka wybieliłaś. Twoim zdaniem on jest biedny, bo jest ofiarą wojny, wywózek, a ja się puściłam z twoim aniołem, który zrobił mi na dodatek dziecko. Demona. Od roku mój syn kusi mnie, żebym…

Ewa Jarocka: Ej, tego już nie było w książce. Skończyłam opowieść na tym, że urodziłaś demona, moje alter ego rozwiązało zagadkę kryminalną, a potem miało odlot.

Babcia: Nie wiem, nie czytałam uważnie tych twoich wypocin, chyba nawet nie zrobiłam tego do końca, odpuściłam sobie epilog, byłam bowiem zajęta opieką nad demonem. Wtedy jeszcze się łudziłam, że twój wujek będzie normalnym dzieckiem, ale po trzech miesiącach wyrosły mu rogi, ogon i kopyta. Dał mi w kość. Ja pierdykam, jak on dał mi popalić! Prawie jak dziadek, zanim się z nim rozwiodłam, bo skurczybyk pił i bił.

Demon: Mamo, daj spokój, co było, to było. 

Anioł: Motyla noga, ja też nie spałem po nocach i dlatego nie przypilnowałem alter ego Jarockiej, które rzeczywiście odleciało. A pomyśleć, że Bóg zesłał mnie na ziemię, bym służył jego dziecku radą, szeptał mu cicho do ucha o zagrożeniach czyhających zewsząd i chronił przed sprytnymi, wrednymi demonami. Tymczasem w głowie mi się poprzewracało, dałem się uwieść niezłym nogom Cześki.

Ewa Jarocka: Bo babcia ma niezłe nogi, mam przecież takie same. Moja prawa noga symbolizuje ojca, a lewa matkę. Wydaje mi się, że prawa jest bardziej obciążona, a lewa mniej poradna. Mam zdecydowanie grubsze uda niż łydki i to świadczy o jakichś kobiecych traumach w przeszłości. Obu nogom jestem jednak wdzięczna, że mnie noszą, są sprawne. 

Demon: Znów ta tania psychologizacja, niepoparta badaniami naukowymi.

Ewa Jarocka: Myślisz?

Demon: W przeciwieństwie do większości ludzi.

Ewa Jarocka: Wiesz, nie mam specjalnej wiary w ludzi, ale są mądre osoby na świecie. Twoja mama, czyli moja babcia jest mądra.

Demon: Cześka? Mama była mądra, kiedy się puszczała z Aniołem, dzięki niej mam błogosławieństwo – życie. Mogę teraz wkurwiać ludzi, mogę ich wodzić na pokuszenie.

Ewa Jarocka: A wiesz, że zło bierze się z głupoty?

Demon: A kto prywatnie bada nonduality? Dla kogo dobro i zło jest jednym?! A przynajmniej ktoś tu usiłuje wsadzić dobro i zło do jednego worka – z iluzją.

Ewa Jarocka: Nie drwij ze mnie, nie masz prawa tego robić, stworzyłam cię!

Demon: A co, jesteś Bogiem?

Ewa Jarocka: Jestem wszystkim i niczym, tak by powiedział mędrzec.

Demon: Na twoim miejscu skupiałbym się na tym aspekcie siebie, który jest marny, bo przecież jesteś śmiertelna.

Ewa Jarocka: A ja pamiętam o tym, że jestem i dobra, i zła. Nie wierzę, że życie się kiedyś kończy, choć nasze ciała umierają, obracają się w pył, jest coś więcej.

Demon: Zatem potrafisz być mądra. I głupia. Mam nadzieję, że nie jednocześnie.

Ewa Jarocka: W przeciwieństwie do ciebie jednak, mam przyzwolenie dla siebie na bycie ludzką.

Demon: To, że nie jestem słabym człowiekiem, nie jest moją winą, takim mnie stworzyłaś. 

Ewa Jarocka: No dobrze, dobrze, zmieniam temat, może zaczniemy gadać jak ludzie, porozumiemy się.

Demon: Kiedy większość z nas tutaj nie jest ludźmi.

Babcia: Stul dziób! 

Anioł: Masz dopiero rok, a zachowujesz się tak, jakbyś to ty podyktował naszą książkę Jarockiej.

Demon: Ja pierdolę, nie wytrzymam, tak, jestem Bogiem, nagadałem jej do ucha różnych herezji. Dlaczego anioł dał mi te zafajdane krasomówcze geny? Boję się ich!

I dlaczego nie urodziła mnie Jarocka, tylko ta zlękniona sklepowa, która wprawdzie zabawiła się z cholernym aniołem, ale teraz czuje się winna. I nie akceptuje mnie takiego, jakim jestem.

Nikt mnie nie kocha, uuu…

Anioł: Cześka małego anioła też by nie zaakceptowała, bo w głowie ma niedościgniony ideał. Dziecko, które nie sra, najlepiej nie pachnie i nie oddycha. Nie krzyczy, gdy opiekunka nie zaspokaja jego potrzeb. Nie rozrabia, gdy połapie się, że jego potrzeby nie będą zaspokajane. Cześka wolałaby urodzić ambrozję. Taka w wieku pięciu lat na pewno nie nadzieje stopy na gwóźdź i nie będzie bluzgać.

Demon: Czy wy wszyscy upadliście na głowę? Ta psychologia uszami mi już wychodzi. Tania psychologia! Najtańsza.

Ewa Jarocka: Jaka tania psychologia? Co ty gadasz?!

Demon: Te wszystkie dyrdymały o akceptacji dzieci, byciu wystarczająco dobrymi rodzicami, czyli rodzicami, którzy widzą swoje dziecko, a nie wyobrażają sobie, jakie ono jest. A ja mam to głęboko w dupie. I tak będę robił, co chcę, będę, kim zechcę. Może zamienię się w tandem? Dżina z lampy Alladyna? A może zabawię się w Boga, jak chciałby tego anioł?

Anioł: Bo wierzysz w wolną wolę, a ona działa tylko w ograniczonym zakresie, mówię ci, nawet Jarocka jest deterministką.

Ewa Jarocka: A ja mam wrażenie, że babcia nie była wystarczająco dobrą matką dla ciebie, demonie. Teraz ty nie chcesz się zmierzyć ze swoim bólem, robisz uniki, swoimi wyskokami odwracasz uwagę od problemu. W sumie trochę mnie to nie dziwi, nie wszyscy mogą przepracować swoje traumy. Są tacy, którzy by się rozpadli, wracając do przeszłości i wyrządzonych im krzywd.

Demon: Psychoterapia jest tylko dla bogatych! W Afryce nie jest popularna…

Ewa Jarocka: Coś w tym jest, demonie. Ale nie mieszkamy w Afryce, gdy podrośniesz, mógłbyś spróbować skonfrontować się ze swoim cierpieniem, przetransformować je. Polecam ci psychoterapię w nurcie psychodynamicznym, bo behawioryzm jest dla prostych ludzi. W wypadku pierwszej metody, trzeba pomyśleć. Należy myśleć abstrakcyjnie, mieć aparat pojęciowy. To jest taka niepogłębiona psychoanaliza. A psychoanaliza to taka pogłębiona psychoterapia psychodynamiczna, gdzie najważniejsza jest korygująca relacja z terapeutą. Jedynym zdaniem: to, co w relacji zostało popsute, tylko w relacji może zostać naprawione.

Demon: Popisujesz się! Ale ja cię luuubię. Jak ambrozję!

Anioł: To prawda, Jarocka mądrze gada, potrzebna ci pomoc, synu, ja też nie byłem ideałem. Wszystko moja wina. Moja wielka, wielka wina.

Babcia: Ja też cię przepraszam, demonie.   

Demon: Zdecydowanie wolałem, mamo, gdy bluzgałaś.

Ewa Jarocka: O, jak miło, kochani. Najczęściej mało które z rodziców jest w stanie się przyznać, że popełniło błąd wychowawczy albo skrzywdziło swoje dziecko. Zatem szacun dla was.

Wracając jednak do tematu naszej rozmowy, wydaje się wam, że uczyniłam was wiarygodnymi bohaterami? Czy psychologicznie czujecie się prawdziwi? Czy wasze przygody nie są zbyt śmiałe, może są obrazoburcze?

Babcia: Przecież cały czas mówię, że jestem inną osobą niż ta, którą sportretowałaś.

Anioł: Bo matka też cię nie widziała. Chciała w tobie widzieć wyidealizowaną siebie albo kogoś, kim nie byłaś, czyli kogoś nieprawdziwego. A ty teraz robisz to samo co ona, żyjesz w iluzji! A przecież jesteś ułomna, masz ogromne zalety, ale masz też dużo wad. Stać cię na rzeczy…

Babcia: Niby na jakie rzeczy mnie stać? By się puszczać z aniołami? Krzywdzić demony? Ja już z wami nie gadam! Spadam stąd. Trzeba zrobić kolację.

Demon: Ja się czuję dobrze. Bardzo dobrze, że pochodzę ze związku ducha babci z aniołem alter ego Jarockiej.

Anioł: Demonie, a nie masz mi za złe, że ja jestem taki miękki? Nudny? Słaby? Nie mam siły perswazji ani charyzmy? Jestem histerykiem? Marny ze mnie wzór dla młodego mężczyzny. W przyszłości będziesz się wiązał z dominującymi kobietami.

Demon: Tato, nie bój żaby, buduję siebie w opozycji do ciebie! Spoko, dam radę każdej jednej heterze. Ba, to ja będę dominował!

Ewa Jarocka: Demonie, to jednak moja zasługa, to ja ci podsunęłam w książce ten trop. Jak się z tym czujesz? I to, że generalnie czujesz się dobrze, nic mi nie mówi. Dobrze może oznaczać wiele różnych rzeczy. 

Demon: Nie będziesz mnie tutaj analizowała, nie jesteś terapeutką, choć chciałabyś nią być, to twoje niespełnione marzenie! Powiem ci jednak, że czuję się na kartach książki „Skończyło się…” zaopiekowany przez ciebie, uczyniony prawie świętym. Nikt nie przyjmuje porodów demonów tak jak ty!

Ewa Jarocka: O!

Anioł: Demonie, czujesz się świętym? Prawie? Tylko prawie? 

Babcia: Prawie, bo ja cię nie widziałam?

Demon: Mamo, byłaś najlepszą matką, jaką mogłem mieć. Ale przeżyłaś wojnę, komunę, biedę i licho wie, co jeszcze. Nie miałaś narzędzi, by dać mi inny świat. Sam sobie dam światy, o których nie śniło się nikomu.

Anioł: A co ja ci dałem?

Demon: Życie, mówiłem już. Zatem wszyscy musimy sobie wybaczyć. Tak naprawdę nie ma winnych, a wybaczenie to recepta na zdrowie. Wiem, straszny kicz.   

 Ewa Jarocka: I teraz zrobiło się mega miło, demonie.

Demon: Ale i kiczowato. Choć kicz też może opowiadać o prawdzie, jest jednak taki banalny i tani, że aż rzygać się chce. Chyba więc wycofam się z tego, co ostatnio powiedziałem. Albo rzucę na was czar, byście zapomnieli o naszej rozmowie.

Anioł: Kiedy nie jesteś czarodziejem.

Demon: Tak, jestem anarchistą, mogę wszystko.

Anioł: I pójdziesz za to do Piekła, tam cię Lucyfer usmaży na wolnym ogniu!

Demon: Ty jeszcze wierzysz w Piekło?

Babcia: A co, Piekła nie ma? Więc nie pójdę do Piekła za to, co wam wszystkim zrobiłam?

Demon: Moi drodzy, jest tylko jedno i nie jest tym, co myślicie. Tego nie było w książce Jarockiej, ale, powtarzam, jest tylko jedno. Nasz umysł dzieli świat na części, by przetrwać. Poza tym jednak jest niepodzielne. Spróbujcie medytacji, dzięki niej można wylądować poza umysłem i językiem, a nawet ciałem. Można wylądować poza kulturą, która została wybudowana na myśli: Myślę więc jestem. A jeśli jest na odwrót? Jeśli jest: Jestem więc myślę? Dzięki medytacji można tego doświadczyć, można poczuć własną śmierć, skoczyć w otchłań jednego i tam znaleźć życie! Tam zaczyna się wieczność. Tak, gdy to będzie wam bliskie, śmierć to będzie Mały Miki.  

Ewa Jarocka: A ty, aniele, nie masz do mnie żalu, że dałam ci takie życie? Jak się czujesz, będąc bohaterem mojej książki?

Demon: Jak wycieraczka?

Ewa Jarocka: Ej, daj mu się wypowiedzieć.

Anioł: Tak, demon ma rację, czuję się jak wycieraczka albo wentyl.

Ewa Jarocka: Hej, kochany, bo będę miała wyrzuty sumienia, że dałam ci życie i nieziemskie przygody z własną babcią.

Anioł: Więc przez chwilę będziesz czuła się jak anioł.

Demon: Czy to już koniec tej popapranej gadki, muszę spadać, kusić ludzi, a w szczególności miękkich typków.

Ewa Jarocka: Już nie chcesz nas namawiać do złego?

Demon: Przecież wy jesteście źli.

Ewa Jarocka: Demonie, może jednak zainteresowałbyś się samopoczuciem ojca, ma spadek nastroju.

Demon: A czy on dał mi życie, bym interesował się jego samopoczuciem?

Ewa Jarocka: Ale ty jesteś przemądrzały i niedobry.

Demon: Muszę taki być.  

Babcia: Tak, pocieszmy anioła. On jest bombastycznie święty i złego słowa nie powie o tym, jak go Jarocka odmalowała w książce. A urządziła go na całego, też będzie miał przekichane w Niebie. I teraz chyba wolałby być podobny do demona i produkować zło. Takich bohaterów ludzie lubią bardziej. Może nawet najbardziej?

Demon: To niech się anioł uczy albo niech idzie na psychoterapię! Tylko musi pamiętać, że może nie ma Piekła, a zło jest potężne, ale dobro jest celem każdego życia. Tylko nie takie dobro, jak pojmujemy je tradycyjnie. Znam teorie, w których mowa jest o tym, że ofiara jest katem. Że dobrzy ludzie nie są dobrzy i przez nich cierpią inni!

Ewa Jarocka: Co to za teoria?

Demon: Gruba przesada.

Anioł: Buuuhahahahhahahahahhaha.

Ewa Jarocka: Aniele, nie poznaję cię! Przywołuję cię znowu do porządku.

Anioł: Bo cooo?

Demon: Bo Jarocka pomyśli, że zwariowałeś, tato.

Ewa Jarocka: Nie, aniele, jeszcze bardziej będę żałowała, że cię stworzyłam – dałam ci skrzydła i pozwoliłam ci opiekować się moim alter ego. Jeśli wymkniesz mi się spod kontroli, będę cię musiała uśmiercić i będzie bolało.

Demon: To jest nielogiczne, nie można zabić kogoś, kto się wymknął spod kontroli w taki sposób.

Babcia: Demonie, w naszym złym świece wszystko jest możliwe. Ludzie i duchy przychodzą i odchodzą, anioł uprawia seks z duchem babci swojej podopiecznej, a potem z tej miłości rodzi się demon, który bywa też dobry.

Demon: Nie bywam dobry, mamo!

Babcia: To chodź tu do mnie, przytulę cię i zrobisz się dobry. Moje uściski rozpuszczą w tobie podłe zamiary i złe intencje.

Anioł: Proszę, idź do mamy, bo ja cię już nie uratuję. Nie mam siły…

Ewa Jarocka: Wiecie, ten wywiad zdaje mi się być do bani. Niby każde z was odpowiedziało mi na pytanie o to, jak się czuje, zostając bohaterem mojej książki, ale dużo w tym wszystkim było słownych przepychanek i docinania sobie, jakbyśmy faktycznie byli źli, bo wredni. To mnie zasmuca.

Babcia jest zła i zawiedziona, anioł czuje się jak wycieraczka i chciałby być bardziej podobny do demona, a demon czuje się świętym, cokolwiek to znaczy.  

Nie zadałam wam też wielu innych ważnych pytań o życie, książki i literaturę. Nie rozmawialiśmy o miłości, empatii, lojalności, przyjaźni, ratunku dla klimatu i zagrożonych wyginięciem gatunkach zwierząt ani nawet o tolerancji dla innych. Czuję jednak, że nie jest tak, że nie daliśmy się poznać. Daliśmy się poznać trochę od dupy strony, ale ludzie już wiedzą, że jesteśmy histerykami i awanturnikami i jest nam z tym bardzo dobrze.

Demon: Chyba ty jesteś kłótliwa, bo jesteś skonfliktowana wewnętrznie. Zwyczajnie projektujesz to na zewnątrz, jak znany tu i ówdzie dyktator!

Ewa Jarocka: A czy to nie jest tania psychologizacja?

Demon: A czy ja nie jestem twoim aspektem, że nie mogę gadać jak domorosły psychoterapeuta?

Ewa Jarocka: Jesteś bohaterem mojej książki.

Demon: I pewnie mam osobowość wieloraką, dlatego gadam jak totalna wredota, a potem strugam wariata i sypie się ze mnie pseudopsychologiczny bełkot.

Babcia: Demonie, dobrze, że nie klniesz.

Demon: I kto tu z kogo kpi?!

Anioł: Kpisz czy o drogę pytasz?

Ewa Jarocka: Demi, nie wiem, dlaczego masz taki uraz do tego, co ja tak lubię. Psychologia jest interesująca, czasem to magia, a na pewno sztuka. Spójrz choćby na ustawienia systemowe. Czy można im odmówić mądrości i niezwykłości jednocześnie? Wiem, że niektórzy je krytykują, podają racjonalne argumenty przeciwko nim, ale ja myślę, że nie wszystko musi być dla każdego. 

Babcia: Ja wiem, dlaczego mój syn ma uraz do nienauki!

Demon: Mamo, nie generalizuj, proszę.

Anioł: Ja też znam ten powód jego oporu, ale to nie jest czas diagnozowania demona, to jest etap podsumowań naszych wariactw, dajmy się ostatecznie wypowiedzieć Jarockiej i oszczędźmy naszej rodzinie większego wstydu.  

Ewa Jarocka:  Zatem wracając do podsumowań, oprócz tego, że jesteśmy pieniaczami i zgrywusami, teraz ludzie wiedzą, że mam bujną fantazję.

Demon: Ja bym powiedział, że ułańską.

Ewa Jarocka: To uważaj, żeby twoja mama się znów nie wnerwiła.

Babcia: I chuj! Zróbcie ze mnie jeszcze większą wariatkę!

Anioł: I coś ty dobrego uczynił, synu, rozwścieczyłeś matkę?!

Ewa Jarocka: W każdym razie, gdy tak dłużej na nas patrzę, dochodzę też do wniosku, że nie jesteśmy nieszczęśliwi z tym całym ambarasem w postaci niekorzystnego uwarunkowania. My jesteśmy zadowoleni ze wspomnianej krewkości, nadpobudliwości i awanturnictwa. Bardzo dobrze jest nam w tych wszystkich trudnych sytuacjach, które prowokujemy.

Demon: Po to je prowokujemy.

Babcia: Dlatego jesteśmy wulgarni.

Demon: Dlatego krzyczymy.

Anioł: Dlatego gramy ofiary.

Ewa Jarocka: I będziemy ofiarami do czasu, aż nie odkryjemy, że inne rzeczy nam się bardziej opłacają.

Demon: Że spokój nie jest nudny, można mieć z niego większe korzyści niż z zamieszania?

Babcia: Ja bym tam bardzo chciała mieć prawnuczkę, nie spokój. To by mi się opłaciło i demon miałby bratnią duszę.

Ewa Jarocka: O tym będzie następna książka, którą podyktuje mi Bóg, obiecuję, babciu.

     

Ewa Jarocka – Wywiad
QR kod: Ewa Jarocka – Wywiad