Wnętrze dłoni
Wnętrze dłoni. Stopa, która potrafi chodzić
tylko po uczuciach. Która zwrócona w górę,
w swe lustro
chwyta drogi niebieskie, co same
wędrują.
Która nauczyła się chodzić po wodzie,
gdy ją czerpała,
która dąży do źródła,
ona, przeobrazicielka wszystkich dróg.
Która pojawia się w innych dłoniach
i podobne do siebie
zmienia w krajobraz:
wkracza weń i wędruje,
napełnia go swym przybyciem.
Późna jesień w Wenecji
To miasto nie drży Już jak przynęta,
co chwyta wszystkie wynurzone dni.
Twój widok sprawia, że dźwięczą tępo
szklane pałace. A w ogrodach śpi
lato podobne stercie marionetek,
bezwładnie i sennie, już bez mocy.
Z dna jednak, ze starych lasów resztek
wznosi się wola: jakby wśród nocy
władca morza galery podwoić
chciał w swym czujnym, morskim arsenale,
by kolejny blask świtu zaczernić
tą flotą, co wznosząc długie wiosła
mroki rozwiewa i swe flagi wzniosła,
i w zgubnym blasku pod wiatr tnie fale.
Sad jabłoni. Borgeby-gard
Przyjdź tutaj zaraz po zachodzie słońca,
by na wieczorną spojrzeć zieleń trawy.
Czy to nie tak, jakbyśmy ją bez końca
chronili długo i w sobie zbierali,
abyśmy z uczuć i wspomnień tej chwili
nową nadzieję, prawie zapomnianą
radość, w myślach przed siebie rozścielili,
jeszcze z wewnętrznym mrokiem przemieszaną
pod dürerowskie drzewa, co z czułością
w swych przepełnionych owocach nam niosą
mozół stu ciężkiej pracy dni i z mocą
próbują, służąc swoją cierpliwością,
czy jeszcze wyżej wznieść i dać się zdarzy,
to, co przekracza i tak wszelkie miary,
gdy w długim życiu pełnym prostej wiary,
w milczeniu rosnąc, o jednym się marzy.
Przekwitła
Tak lekko, jakby już zmarła,
rękawiczki nosi i szal.
Woń starych komód wyparła
ukochany jej zapach w dal.
Dawno się w nim nie poznaje,
nawet już więcej nie pyta,
kim jest (ta daleka krewna),
i krąży w myśli spowita.
Dba o pokoik nieśmiały,
sprzątać go ciągle zaczyna,
bo może jeszcze w te ściany
schroni się tamta dziewczyna.
przekład Marek Śnieciński