kronos kairos i burza

patrzę w przestrzeń czyli w czas i trzymam kciuki
na koronce. słowo stało się zgodą i ciałem
(koraliki
pachniały różą)

przy pierwszej komunii razem z rowerem dostaję
lanie bombonierkę i tamagotchi
cała alba pachnie ogrodem (lat
9)

dziś wszystkie sukienki pachną ziemią (lat
25)
woń ciągnie się jak rozprute prześcieradło
a źrenice są większe od nieba

wraz z wiekiem zmieniłam kolor zyskał barwę
czystość zmieniłam na karmazyn
już dawno wyrosłam. (z) a(l)by
zachować fason wciąż noszę sukienki


kraj oka

na obrus biały kruszymy pokarm mamy
puste ręce i wrażenie że są przestrzenią (muzyką
litością) ołtarza

żebra są święte splot słoneczny jest święty
całujesz jak relikwie moje kości mają
drzazgi moje kości są święte i ciebie uświęcą

popiół spalonych drzew bolly
wood czarny od śmierci dęby mają sęki pełen jest
las a my kładziemy ręce (są przestrzenią) na obrus

składamy ofiarę z ducha i mówimy językami
biały kruszymy pokarm mamy wrażenia zatykają
pory twoje włosy jasne i pełne jak bańki na mleko

synogarlica (ma na imię
t e r a z) przyniosła głodne rośliny białe
noce wypełnię ciemnością gęstszą od czasu


patrzył w przestrzeń czyli w czas

lato było śmiałe a czereśnie pękały od światła schodziła
ze mnie skóra i lepiej rozumiałam jego krew lubiłam jej
słodycz biegać kwitłam nocą co dobra

jak chleb moje włosy jaśniały liczyliśmy je (spłynęły
wodospadem) napełnił nimi stągwie zamieniliśmy je
w wino piliśmy wieczorami


petite mort

śmierć (kto widział od takiego słowa zaczynać wiersz?
Rafał Wojaczek

najpierw była mała późnej urosła jak mi
zakwitniesz niepotrzebnie śpiewałam
kołysankę szybko pożałowałam piosenki

bałam się że nie jestem trawą bałam się że zaświecę
chwasty wysoko ponad pszenicą więc się nie boję

to jedyne co zostało po małej duża zasiała
popłoch duża dojrzewa pod ziemią na niej
czarne orchidee zasadziłam kwiaty

dzisiaj brak mi pieniędzy i woli ale mam
kilka anegdot czyste ręce wolność i wonność

rodzi muzykę nadaje zapach dużej na jego
ciele wspina się robak karmię go jabłkiem
podobno włosy rosną nawet umarłym


dopóki nie widzę

co z oczu to z serca dlatego chcę być ślepa wyłupię sobie patrzenie będę słuchaniem będę audio będę online będę ikoną na pulpicie twojego telefonu patronką messengera poszukamy zasięgu (pola moich dłoni z rzekami żył nie łapie wifi) hektary braków zrywają połączenie connecting people in impossible 11 lat nie ma ryby moje imię błąd sieci jestem z wody ty ją mącisz i ona jest większa odzyskałam oczy (widzę czego nie słyszę) dzisiaj zamiast krzyża zawiesiłam na ścianie motyle jutro kiedy ruszymy z trzecią nogą do widzenia do jutra będziemy wolni wszystko nam się uda policzki żebra uwierzysz we mnie jak w ciała zmartwychwstanie (przejdziesz po wodzie i spuchnie mi w brzuchu twoje podobieństwo)

Monika Maciasz – Pięć wierszy
QR kod: Monika Maciasz – Pięć wierszy