data nieprzydatności
światło na ulicy Mińskiej jest jakieś inne
pył z powietrza opadł
wydobywa oczodoły z uśpienia
cegła po cegle zasklepione okna
połatane dni zaszpachlowane godziny
w szparach toczy się mrówcze życie
tynk zawrzał na grafice
gołębie sfrunęły spłoszone
ściana odwarstwiła się jak kożuch na mleku
zakratowany prześwit nie wypuszcza pustki z podwórka
lekko wybujała dżungla zachwaszczona przez czas
skończyły się libacje zakrapiane słońcem
umilkł brzęk półlitrówek
gołębie równo opadły napis
1929
żywią się kamiennymi okruchami
vlepka
upał odbiera myślom spódnice
trampki wtapia w chodnik psa urok nie zraża
kołysze babskimi biodrami odsłania łydki
krok za krokiem odchodzi do siebie
kolory domów blakną
Osiecka milczy
szlagierem spod Saxa
jest słodko
kawiarnia Irenka kotwiczy nas na balu
lepkie krople pienią się w rożkach obfitości
Miron odkleja się od ściany
jak znaczek pocztowy z odzysku
barykada
między kroplą a kroplą
kryją się kawiarnie
drepczemy udając dystans
między kroplą a kroplą
bańka mydlana na powierzchni stawu
Baryka w berecie boryka się z barykadą
nabiera odwagi napiera na mur żołnierzy
Lech wałęsa się po Belwederze
niepokoi wśród opuszczonych pokoi
w oparach eteru kropla goni kroplę
wszystko zlewa się w jedno miasto
Persefona schodzi do podziemia
zaraz wracam mówi do matki
Chono Lulu
anteny wyciągają ramiona wychwytują sygnały z kosmosu
kiedy spadły litery z szyldów
zniknęły znaczenia z neonów
zgasła w nich nadzieja
splątany język pełza po ścianach
rozdęte żagle szybują do miejsc które pamiętamy
wywołane przez smak mohito extra dry
z piramidą egzotycznych owoców
stragan kręci się karuzela obok Supersamu na Grzybkach
wracamy do miejsc które wybrałyby nasze psy
rozmawiamy o kamieniach zasłoniętych tekturą
o kamieniach wyrwanych z korzeniami
gryząc kwiaty patrzymy na dziury w czasie
mury bronią się same ni to baszta ni statek pijany
zacumowana nawija się na kolejową szpulę
sobota nie-robota
kujnia
zrobić sobie szyld
wstawić blask na świecznik
Sezam otwarty w godzinach 6-21
Jaś i Małgosia przyparci do muru
szukają drogi szybkiego ruchu
na Berlin
na murze całe morze wyrzeczeń
Jacek kocha Basię
Felek polubił daktyle
na wyścig ściągają prześwietlni grafficiarze
najdłuższa galeria świata płynie muralem
w oknach samochodu bez znaczenia
raz, dwa, trzy! szukam!
przyjeżdżam jak z zagranicy
zostawiam za sobą neony zaglądam pod podszewkę
wywieszam barwne dywany na trzepaku
sąsiad bez koszuli dolewa wódki do ognia
w ogródku obrośniętym trawą i przedmieściem
drut kolczasty kłębi się na murach
nieczynnych już fabryk
cyganka prawdę ci powie ciężkie czasy nastaną
ale ty znajdziesz miłość
dziurę w całym żeby przeleźć na drugą stronę
wytrych żeby się włamać
na strychy pachnące mokrym praniem
i do piwnic z węglem
swoją przynależność pieczętuję stemplem
bractwa bram
gdy zakazane podwórka sypią się popiołem
wszyscy chodzimy po krawędziach
proszę uważać i nie spaść z krawędzi
zakryta po dziurki w nosie
mam już tylko oczy
ćwiczę gałki w komunikacji miejskiej
napis w metrze
nie ma przejścia
zamieniono na
nie ma wyjścia
rozszerzam źrenice kiwam głową
jak pies potakiwacz w oknie samochodu
tuż przed kraksą