dla babci
nucę wesoło
jakbym pytał o najmniej brudzący kolor walizki
nucę też tajemniczo
jakbym demonstrował wnuka z portfela
co jest w planach i studiuje na kembrydż
nucę głęboką zieleń czarując grą
jakbym umiał zaklinać reumatyzm
szelestem turystycznej kanapki,
za co nie dziękuję zbyt prędko.
Inaczej jak zapisem na lekcje gry na tamburynie,
w którym odbija się włóczka goniona nieustająco przez mojego kota.
przyjaciel
jest od zabierania
w twoim głosie tego
byś nie powiedział
nim już nigdy nic
niepotrzebnego
czuły pathos niedzieli
dom rodzinny
szykowaliśmy obiad
specjalistyczną aparaturą
ustalaliśmy zagłębienia i kąty
mojego uszka igielnego tak
bym ugotował coś więcej
w ramach futurystycznej
operacji słoń
kiełki stały się kłami
i nie sprzedałem je na fortepian
starałem się
nie odcedzać twojej psyche
z życiodajnej wody
chociaż czasem gotowałaś się
a nawet parowałaś
to nauczyłem się wtedy
rozpoznawać twój głos
mamo
zielarka
pamiętam jak wynuciłaś
z kieszeni prochowca
miętę
parzyliśmy ją sobie na bulwarze
biedni i szczęśliwi
na zapadłym niebie
witaliśmy
purpurę gołębi
wina Jarka
dziecko niszczy mrówcze kopczyki
obca pani pyta a jakby tak tobie ktoś
wieczorami dudni płacz znad gazety
Mów swoim tekstem A.Schopenhauer
szamański ar
na progu starego świata
w lot rozumiałem mewy
wracające z koncertów rodowiczki
jedną z nich zaobrączkowałem
rzucając na nią metamorficzne czary
nauk społecznych
tak naginaliśmy eon
aż zmieniliśmy się w papugi
dziś ja wzmacniam się łzawym pieprzem
gdy patrzę na identyfikator
a ty kraczesz tym razem
coś ze swoim stadem
w nowym świecie o zmierzchu kalijungi
powrót z nieba na ziemię
nocą
prosta droga
za kółkiem
księżyca
gwiazdy
miliony z nich umarło
popatrzę w ich blask
w odpowiedniej fazie
tymczasem
przyświeca mi
już tylko żółty ser