palcem o ławkę

znów utknąłem
(w tym mieście)
i obwiniałem
idiota
złe wyczucie czasu

w szkole
nie potrafiłem nawet
odtworzyć
najprostszego rytmu
palcem o ławkę


relikt

ktoś uczony
nazwał to
wiekiem negatywnej selekcji

ja
wystarczy że przejadę się tramwajem
widzę to
w sąsiednich twarzach
to wschodnie piętno
te kamienice

tę wściekłą ślinę

ściekającą
w kąciki ust


Rimbaud

gdziekolwiek pójdę
pójdę w wytartych butach
obserwując
słuchając
jednym uchem

w najciemniejszych zakamarkach miast
na dziedzińcach oberży

będę się puszył
obnosił się
z tym życiem

bezczelnie

z tym własnym szczęściem


gardło

i jak to osądzisz
ten frenetyczny taniec pomiędzy
cierpieniem
a chwilami
definitywnego szczęścia

radość tkwiącą korzeniami
w twojej nędzy

kwaśne ostatki
którymi zapychasz gardło


niewinnie

to całkiem
jak jakiś rodzaj
głodu
i zaczyna się niewinnie

chcę się wreszcie poczuć pełnym

chcę ci zatkać usta
miłością

Victor Ficnerski – Pięć wierszy
QR kod: Victor Ficnerski – Pięć wierszy