Gwiazdozbiór

Marcie

To zimne światło gwiazd
zaczyna się we mnie.

Mam w sobie cały gwiazdozbiór
odległych miejsc, których chciałbym znowu

dotknąć, a one tylko czekają
aż wygasnę.

25 września 2019


Koniec czarów

Przeżyłeś
trzydzieści pięć lat
i czego
teraz możesz się spodziewać

Po dwóch latach
postanowiłeś wrócić na plażę

obserwujesz morze
jak ta woda
uderza falą o piach

jak ktoś kto wyciąga rękę
właśnie do ciebie
żeby za chwilę
wycofać ją w dobrze znany
chłód

8 maja 2019


Korespondencja

Znalazłem w skrzynce
kartkę papieru, na której ktoś napisał:
NIE MAM SIŁY.

Podałem dalej, do skrzynki z numerem siedem.
Mógł to być w zasadzie każdy inny numer,
ale akurat była siódma rano.

I 2018


Remanent

Przeprowadzę się.
Przeprowadzę się, a potem dojdę
do siebie.

Twoje zimno
wydłuża moją drogę do siebie,
jakbym przemierzał najgorszą zimę,
co pali mnie w oczy, zżera mi dłonie,
ale ja, zobaczysz,
ja dojdę do siebie.

Dojdę.
I nie będziesz mi już nigdy więcej
powtarzać:
nie moja wina, że urodziłam się i umrę,
nie moja wina, że urodziłam cię i umrę.

2018


Żaden

Chcąc nie chcąc, żyję,
ale nie do końca dają mi żyć,
z płatnościami, rachunkami, z pytaniami
kiedy w końcu wezmę kredyt, kiedy dam się
wessać w beton, tak jak oni wszyscy.
Żal mi ich, wiesz? Żal mi ich, tak jak
żal mi siebie. Koniec końców, wszyscy jesteśmy
mniej lub bardziej żałośni w dążeniu
do lepszego samopoczucia, które nie chce nadejść
po prostu, z braku
podstaw.

Wiem: chcąc nie chcąc, zarobię, kupię, zapłacę,
i chcąc nie chcąc, będę wieczorami oglądał Tarkowskiego,
słuchał drugiej strony „Before and After Science”
i czytał późne wiersze Montalego
z nadzieją, że wciąż będą
mnie wzruszać.

I chcąc nie chcąc, była miłość
zadzwoni znów po latach w środku nocy,
mówiąc, że się stęskniła, i znowu odbierze mi mowę,
ale już nie z zachwytu, już nie
z radości.

I chcąc nie chcąc, nadejdzie noc, i
chcąc nie chcąc, niebawem wstanie
dzień i znowu przyjdzie ten moment, kiedy nie będę udawał
przed tobą, czy przed kimkolwiek, że cokolwiek z tego
ma dla mnie wartość i sens.

I chcąc nie chcąc, jednego dnia przyjdzie mi umrzeć,
tak jak tobie przyszło, i jak dobrze,
pomyślę, że właśnie tak będzie,
póki nie przyjdzie niezgoda, lęk, i wstręt.

Chcąc nie chcąc, żyję,
ale, tak po prawdzie, ciągnę
trupa, jak to mówię, kiedy czuję się
tak strasznie sam, ze wszystkim i z niczym,
i jak ci wtedy zazdroszczę,
że to życie, już
cię nie dotyczy. Jesteś właśnie tam, gdzie
powinno się zostać: wolny, pozbawiony
lekkości i ciężkości, ani jasny, ani ciemny,
jednym słowem: żaden.

II 2018

Jacek Szafranowicz – Pięć wierszy
QR kod: Jacek Szafranowicz – Pięć wierszy