Siedemdziesiąt pięć procent*

Do stoiska ze świeżymi rybami tak i owszem,
ale do stolika w Marrocco’s już za daleko.
A i to tylko przy dobrym dniu.
Większość talerzy, ale już nie garnek po zupie
czy filiżanki. Akt Pierwszy i Drugi,
a potem do domu przed Aktem Trzecim.
Trzy czwarte drogi
do orgazmu, i co dalej?
Sześćdziesiąt siedem i pół
minuty meczu piłkarskiego,
bez najmniejszych szans
na rzuty karne. Przerwy na ułożonym z puzzli niebie
tam, gdzie brakuje niebieskich klocków.
Ściany można pomalować, ale bez narożników.
Trawnik można skosić,
ale z pominięciem ostatniego pasa.

*Lekarze zalecają pacjentom z zespołem przewlekłego zmęczenia, by robili siedemdziesiąt pięć procent tego, co normalnie, a potem odpoczywali.

przełożyła Anna Błasiak


Cedry z Walpole Park

Ich ciemne kształty odcinają się od białego nieba.
Ogromne, posągowe i wysokie niczym liniowce
zakotwiczone na trawie, statki pogrążone we śnie
na falach zielonego oceanu godzin.

Można podnieść wzrok na niebieską koronę z gałązek
takiego drzewa. Można kopnąć i smagnąć,
można ciachnąć jego gruby pień.
Poczuć tarcie szorstkiej, nierównej kory na policzku.

Ktoś mógłby cię zostawić pod takim drzewem,
mógłbyś się modlić, zbierać pachnące, brązowe szyszki,
mógłbyś zasnąć pod takim drzewem.
A jeśli się pod nim rozpłaczesz,

jeśli złapią cię torsje albo postradasz zmysły,
jeśli nie dasz rady wrócić do domu, zawsze możesz wspiąć się
na płaskie, szeroko rozpostarte konary –
i odpłynąć w dal na takim drzewie.

przełożyła Anna Błasiak


Niektóre słowa nie były łatwe

Twój ojciec umierał,
a tobie przyplątał się ten sam kaszel.

„Cough” czyli kaszel to jedno ze słów,
nad którymi łamaliście sobie głowę

zaraz po przyjeździe do Ealing.
Podobnie jak nad „draught” i „through”.

Lekarze przepisali mu antybiotyki.
Wiedziałaś, że nie pomogą.

Przestał kaszleć, lecz narządy wewnętrzne
mu wysiadały. Ty nadal kaszlałaś,

rzęziłaś, charczałaś. Można by pomyśleć,
że palisz od zawsze.

On leżał nieprzytomny,
a ty puszczałaś mu Chopina i piosenki

Okudżawy. Jego głowa w objęciach
słuchawek. Miałaś nadzieję,

że przypomni sobie, jak w dzieciństwie
słuchał śpiewnego rosyjskiego matki

lub jej cichej gry na pianinie, gdy spał
w przestronnym, warszawskim mieszkaniu.

Pytałaś go raz po raz, czy muzyka
go koi. Nie odpowiadał.

Poduszki spryskiwałaś lawendą
żeby pozbyć się szpitalnego zapachu.

Tylko raz wydało ci się, że powiedział:
Nie idź. Zostałaś z nim, aż zasnął.

Cały czas ściągał sobie maskę tlenową.
Dławiła go jak knebel.

Pielęgniarka kazała jej nie zdejmować,
więc się z nim szarpałaś, zaskoczona

siłą, jaką nadal miał w dłoniach,
zawstydzona faktem, że jesteś od niego silniejsza.

przełożyła Anna Błasiak


Orzechy włoskie

Przełamywał je na pół
wielkimi dłońmi,
zmieniając łupiny
w łódki z papierowym żaglem
i zapałkowym masztem.
Unosiły się i opadały
w umywalce czy wannie,
czasem się wywracając.
Może opowiadał przy tym historie,
jak jego ojciec robił mu podobne
stateczki ze skorupek orzechów.

Po tylu latach wciąż nie wiem,
jak z nim rozmawiać.
Mówimy o linkach sprzęgłowych
lub zaworach zwrotnych. Udziela mi
dobrych rad z hydrauliki
ale złych w sprawach sercowych.
Próbuje mnie odwieść
od podejmowania ryzyka,
ten, który pojechał za Mamą i nami
za Żelazną Kurtynę,
by już nigdy nie ujrzeć swego ojca.
Jego ciężkie dłonie na moich ramionach
pozwalają mi odpłynąć,
powstrzymując mnie jednocześnie.

Teraz nie pamięta większości
z tego, o czym rozmawiamy,
ale nie wszystko. Gdy go odwiedzam,
siadamy przy stole.
On nadal zgniata orzechy
i dzieli się ze mną cząstkami.
Nieraz udaje mu się
wyciągnąć całą połówkę:
kremową, doskonale ukształtowaną,
pomarszczoną i świeżą.
Podaje mi bez słowa
serce twardego orzecha.

przełożyła Wioletta Grzegorzewska


Michał

Siedemnastoletni
gra heavy metal, lubi piwo.
Na Centralnym spotkał takiego jednego,
który zabrał go do domu,
dał utrzymanie.
Michał pokazuje mi nowe,
jedwabne koszule – pawi turkus,
bez żartów, same firmówki.

Ja nie jestem jedną z tych
„ciot”, jak tutaj nazywają gejów.
Jestem normalny – teraz mam taką fazę.
Powiedz, czy lepiej jest
tam w Anglii.

Staram się uratować rośliny
w ich mieszkaniu.
Z braku światła w salonie
wyglądają na zaniedbane.
Michał, pomagając mi,
wspomina prababcię –
Była spoko –
hodowała świnię, do której gadała,

więc przytakuje mi,
gdy go napominam:
musisz rozmawiać z roślinami,
Czy nie lepiej jest, pyta,
tam w Anglii.

przełożyła Wioletta Grzegorzewska


Gagarin

Dotychczas naliczyłam dwanaście
świeczników, a maszkarona
pod naszym gzymsem nazwałyśmy Jurij.

Teraz czytasz gazetę
w sercu biblioteki,
popijając herbatę z Darjeeling.

Mamy dwadzieścia cztery godziny,
by wszystko nadrobić, poćwiczyć, znaleźć
czas na numerek. Przepuściłyśmy

kasę za dwa tygodnie na ekstrawagancki
dziewiętnastowieczny hotel
blisko lotniska.

Wczorajszej nocy byłyśmy we dwie
i trzydziestu paru handlarzy diamentów.
Upijałyśmy się z nimi na umór

bombardowane zalotami
południowo afrykańskiego sommeliera,
wyglądając na niebieskie pasy startowe.

Rano poszłyśmy popływać.
Nie wiem, co ze sobą zrobić.
Kartkuję dziecięcą encyklopedię rocznik 1970,

wpadam na Juriego Aleksiejewicza,
jak bardzo był zdumiony orbitując Ziemię.
A ja siedzę naprzeciw ciebie

zatopiona w aksamit fotela,
patrzę na ciebie pochyloną,
jakbym widziała cię po raz pierwszy.

przełożył Paweł Gawroński


Jak zmyśliłam Wujka Geja

Spójrz to on!
W skórzanym, cieniutkim albumie,
zadedykowanym K. Musi chodzić o
Ksawerego. Na starej sepii

calutkiego legionu – z pewnością
to nie mógł być róż
pod kędziorkiem wąsika?

A tu gra na puzonie,
tuż obok twego taty, pakuje manatki
i zostawia seminarium,
a w następną wojnę wygnany
umiera na rękach kolegi.

Zagubiony w tajdze, odznaczony więcej razy
niż generał – Jak mu tam?
Odmawia wykonania rozkazu, uwięziony,
jego imię pojawiające się w listach

pisanych na cienkiej bibule,
pali fajkę, dożywa swych dni
na małej farmie z Frankiem,
sprzedaje buraki i zielony groszek,

tu wygrywa w lotka, teraz tylko
w podróż dookoła świata
z Betty’s Bay do Cahirciveen
Już go mam! Wraca z Vancouver,

Waszyngtonu, Bridgetown. Łapie
pociąg z Irkucka, jedzie do nas
z Watford ze wspaniałym stadem
rajskich ptaków na dziesiątą rocznicę.

Wysyła pocztówki z karnawału Mardi Gras
albo z Magicznego Fletu w Sydney.
Tak jak twój, jego uśmiech chłopięcy,
jego uśmiech dziewczęcy. Oczywiście.

przełożył Paweł Gawroński

Autorzy przekładów dziękują za wsparcie Bartoszowi Wójcikowi.

Maria Jastrzębska – Siedem wierszy
QR kod: Maria Jastrzębska – Siedem wierszy