<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>OPT - Ośrodek Postaw Twórczych</title>
	<atom:link href="http://opt-art.net/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://opt-art.net</link>
	<description>Kolejna witryna oparta na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 12:15:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3</generator>
		<item>
		<title>NOWOŚCI</title>
		<link>http://opt-art.net/aktualnosci/w-skrocie-aktualnosci/</link>
		<comments>http://opt-art.net/aktualnosci/w-skrocie-aktualnosci/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 22:15:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>michal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4522</guid>
		<description><![CDATA[NOWOŚCI: Filip Zawada (OPT) nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia! Konkurs &#8211; darmowe kursy! Wakacyjny kurs fotografii – techniki tradycyjne Majowe wydanie Helikoptera Trwają zapisy na kursy w OPT. Zapisując się teraz, uzyskasz 10% zniżki &#8211; oferta dotyczy wybranych kursów. Łukasz &#8230; <a href="http://opt-art.net/aktualnosci/w-skrocie-aktualnosci/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><strong>NOWOŚCI:</strong></h3>
<ul>
<li><a href="#filipnomin">Filip Zawada (OPT) nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia!</a></li>
<li><a href="#konkurs2012"><strong>Konkurs &#8211; darmowe kursy!</strong></a></li>
<li><a href="#wakakurs">Wakacyjny kurs fotografii – techniki tradycyjne</a></li>
<li><a href="#helimaj">Majowe wydanie Helikoptera</a></li>
<li><a href="#zapzim2012"><strong>Trwają zapisy na kursy w OPT.</strong> Zapisując się teraz, uzyskasz 10% zniżki &#8211; oferta dotyczy wybranych kursów.</a></li>
<li><a href="#krakshow">Łukasz Rusznica (OPT) na Miesiącu Fotografii w Krakowie (Showoff 2012)</a></li>
<li><a href="#drewno">Filip Zawada(OPT) &#8211; &#8222;Drewniane gody&#8221; / &#8222;Wooden anniversary&#8221;</a></li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/aktualnosci/w-skrocie-aktualnosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Filip Zawada nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia!</title>
		<link>http://opt-art.net/aktualnosci/filip-zawada-opt-nominowany-do-nagrody-literackiej-gdynia/</link>
		<comments>http://opt-art.net/aktualnosci/filip-zawada-opt-nominowany-do-nagrody-literackiej-gdynia/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 12:26:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>michal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4809</guid>
		<description><![CDATA[Filip Zawada nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia! Z dumą informujemy, że Filip Zawada (Ośrodek Postaw Twórczych) został nominowany do bardzo prestiżowej Nagrody Literackiej Gdynia. Nominację otrzymał w kategorii proza, za swoje PSY POCIAGOWE wydane nakładem Biura Literackiego. Szczegóły nominacji Nagrody &#8230; <a href="http://opt-art.net/aktualnosci/filip-zawada-opt-nominowany-do-nagrody-literackiej-gdynia/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a name="filipnomin"></a></p>
<h3><strong>Filip Zawada nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia!</strong></h3>
<p>Z dumą informujemy, że <a title="kurs foto" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-fotografii/">Filip Zawada (Ośrodek Postaw Twórczych)</a> został nominowany do bardzo prestiżowej <a href="http://nagrodaliterackagdynia.pl/" target="_blank"> Nagrody Literackiej Gdynia</a>. Nominację otrzymał w kategorii proza, za swoje PSY POCIAGOWE wydane nakładem Biura Literackiego.</p>
<p><img src="http://nagrodaliterackagdynia.pl/wp-content/uploads/2011/05/01-copy.jpg" alt="" width="100%" /></p>
<p>Szczegóły nominacji Nagrody Literackiej Gdynia &#8211; <a href="http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/802/ogloszono-nominacje-do-nagrody-literackiej-gdynia" target="_blank">czytaj</a>.</p>
<p>Osoby zainteresowane fotograficzną perspektywą naszego literata, mogą zapoznać się również z jego najnowszym albumem pt. DREWNIANE GODY &#8211; dostępnym w <a href="http://opt-art.net/category/sklep/" target="_blank">e-sklepie OPT </a>. Tam też, w sprzedaży, wspominane PSY POCIAGOWE.</p>
<p>GRATULUJEMY i czekamy z niecierpliwością na ogłoszenie wyników!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/aktualnosci/filip-zawada-opt-nominowany-do-nagrody-literackiej-gdynia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Last Minute Concert</title>
		<link>http://opt-art.net/archiwum/last-minute-concert/</link>
		<comments>http://opt-art.net/archiwum/last-minute-concert/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 May 2012 13:33:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>michal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Archiwum]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4754</guid>
		<description><![CDATA[LAST MINUTE CONCERT &#8211; Anna Kaluza alto sax / Artur Majewski tp / Rafał Mazur bass / Kuba Suchar dr Koncert: 10 maja w OPT ,  godz: 21.00 , bilety: 20 pln . &#160; Zespół ukonstytuował się podczas organizowanej w &#8230; <a href="http://opt-art.net/archiwum/last-minute-concert/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a name="lmconcert"></a></p>
<h3><strong>LAST MINUTE CONCERT &#8211; Anna Kaluza alto sax / Artur Majewski tp / Rafał Mazur bass / Kuba Suchar dr</strong></h3>
<p>Koncert: 10 maja w OPT ,  godz: 21.00 , bilety: 20 pln .</p>
<hr size="1" />
<p>&nbsp;</p>
<p>Zespół ukonstytuował się podczas organizowanej w 2011 roku europejskiej trasy „Exploratory Music from Poland”. Artur Majewski i Jakub Suchar, muzycy tworzący duo Mikrokolektyw, na berlińskim koncercie wystąpili z towarzyszeniem krakowskiego basisty Rafała Mazura i berlińskiej saksofonistki Anny Kaluzy. Zarówno dla Mazura jak i dla Kaluzy głównym polem działań muzycznych jest swobodna improwizacja &#8211; „free improvised music”. Koncert, niezwykle inspirujący, spowodował zorganizowanie we Wrocławiu na początku roku 2012 sesji nagraniowej. Muzycy spędzili dwa dni nagrywając swobodne improwizacje, a efekt, ich zdaniem, przeszedł wszelkie oczekiwania.</p>
<p>Anna Kaluza – studiowała grę na saksofonie w Kolonii, Wiedniu i Londynie. Podczas studiów w Londynie została członkiem London Improvisers Orchestra. Obecnie w Berlinie założyła Berlin Improvisers Orchestra, która zrzesza najważniejszych muzyków berlińskiej sceny free jazz/improv. Współpracuje z zespołami: Fantasmofonika Simona Rummela, German Band Future i londyński Splatter, oraz z muzykami: Frank Gratkowski, Frank Wunsch, Mathias Shubert, Claudio Puntin, Dominic Lash i Alison Blunt.</p>
<p>Rafał Mazur – muzyk–filozof. Gra na specjalnie dla niego zrobionej akustycznej gitarze basowej. Jego głównym polem aktywności jest współczesna muzyka swobodnie improwizowana. Obecnie, w ramach studiów doktoranckich na Wydziale Filozofii UJ pracuje nad próbą adaptacji daoistycznych strategii działania do praktyki swobodnego improwizowania w sztuce. Współpraca: Raymond Strid, Liudas Mockunas, Lisa Ullen, Mieczysław Górka, Mikołaj Trzaska.</p>
<p>Artur Majewski &#8211; W latach 1998-2002 studiował w klasie trąbki pod kierunkiem Piotra Wojtasika na Wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Obronił pracę magisterską o twórczości Dona Cherrego. Od 1999 do 2008 współtworzył wrocławski zespół Robotobibok, z którym wydał trzy płyty: &#8222;Jogging&#8221; (2000), &#8222;Instytut Las&#8221; (2003) i &#8222;Nawyki Przyrody&#8221; (2004). Współtworzy z Kubą Sucharem zespół MIKROKOLEKTYW oraz z Gerardem Lebikiem, Wojtkiem Romanowskim i Kubą Cywińskim FOTON QUARTET. Występował z takimi muzykami jak: Rob Mazurek, Fred Anderson, Nicole Mitchell, Josh Abrams, Mike Reed, Chad Taylor, Noel Kupersmith, Matt Lux, Jason Adasiewicz, Mat Bauder, Jason Ajemian, Noritaka Tanaka, Tim Mulvenna, Mauricio Takara, Richard Ribeiro, Kuba Suchar, Michał Biela, Gerard Lebik. Współpracuje z zespołami: EXPLODING STAR ORCHESTRA, ALZHEIMER TRIO, KRISTEN i NEW ORCHESTRA. Od 2004 roku jest wykładowcą Wydziału Artystycznego na Uniwersytecie Zielonogórskim.</p>
<p>Jakub Suchar &#8211; perkusja, elektronika. Jeden z najciekawszych i najmocniej eksperymentujących polskich perkusistów. Założyciel i lider Robotobiboka. Wspóltwórca duetów Mikrokolektyw, Forest Underground (trio) i Slug Duo. Zajmuje się również tworzeniem filmów artystycznych. Współpracował między innymi z Rob Mazurek, Fred Anderson, Nicole Mitchell, Josh Abrams, Mike Reed, Chad Taylor, Noel Kupersmith, Matt Lux, Jason Adasiewicz, Mat Bauder, Jason Ajemian, Noritaka Tanaka, Tim Mulvenna, Mauricio Takara, Richard Ribeiro. Współpracuje z zespołami: EXPLODING STAR ORCHESTRA, ALZHEIMER TRIO, CHICAGO UNDERGROUND</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/archiwum/last-minute-concert/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konkurs. Bezpłatne kursy w OPT</title>
		<link>http://opt-art.net/aktualnosci/konkurs-opt-zima-2012/</link>
		<comments>http://opt-art.net/aktualnosci/konkurs-opt-zima-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 May 2012 13:57:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>michal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4868</guid>
		<description><![CDATA[Konkurs. Bezpłatne kursy w OPT! Ogłaszamy możliwość bezpłatnego uczestniczenia w wybranych kursach: FOTOGRAFIA MALARSTWO i RYSUNEK PERKUSJA PHOTOSHOP Chętnych zapraszamy do przesyłania nam swoich dokonań artystycznych, zapisu jakiejkolwiek osobistej determinacji, w całkowicie dowolnej formie. Na przykład, jeśli chcesz uczestniczyć w &#8230; <a href="http://opt-art.net/aktualnosci/konkurs-opt-zima-2012/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a name="konkurs2012"></a></p>
<h3><strong>Konkurs. Bezpłatne kursy w OPT!</strong></h3>
<p><img class="size-medium wp-image-874 alignright" title="uwaga" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/12/Achtung-orange.svg/628px-Achtung-orange.svg.png" alt="" width="26%" /></p>
<p>Ogłaszamy możliwość bezpłatnego uczestniczenia w wybranych kursach:</p>
<ul>
<li><a href="http://opt-art.net/kursy/kurs-fotografii/" target="_blank"><strong>FOTOGRAFIA</strong></a></li>
<li><a href="http://opt-art.net/kursy/kurs-malarstwa-i-rysunku/" target="_blank"><strong>MALARSTWO i RYSUNEK</strong></a></li>
<li><a href="http://opt-art.net/kursy/kurs-nauka-gry-na-perkusji/" target="_blank"><strong>PERKUSJA</strong></a></li>
<li><a href="http://opt-art.net/kursy/kurs-photoshopa/" target="_blank"><strong>PHOTOSHOP</strong></a></li>
</ul>
<p>Chętnych zapraszamy do przesyłania nam swoich dokonań artystycznych, zapisu jakiejkolwiek osobistej determinacji, w całkowicie dowolnej formie.</p>
<p><span style="color: #000000;">Na przykład, jeśli chcesz uczestniczyć w kursie fotograficznym możesz przesłać swoje fotografie, ale nie tylko, możesz także nagrać i wysłać nam własny, autorski utwór muzyczny lub film. By zostać kursantem w pracowni gry na perkusji lub malarstwa i rysunku możesz wysłać pliki audio lub cokolwiek innego, co będzie najczystszym i najsilniejszym przejawem Twojej twórczej determinacji.</span></p>
<p>Pamiętaj, ilość prawdopodobnych propozycji wydaje się być tutaj nieskończona.</p>
<p>Chodzi o to, by przekonać Nas, że darmowe miejsce na wybranym kursie powinno należeć do Ciebie!</p>
<p>Czytaj!<strong> <a href="http://opt-art.net/regulamin-konkursu-bezplatne-kursy-w-opt" target="_blank">Regulamin konkursu</a>.</strong></p>
<p><strong>Działaj!</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/aktualnosci/konkurs-opt-zima-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kamil Zając &#8211; Szepty i szyki (fragment)</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/kamil-zajac-szepty-i-szyki-fragment/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/kamil-zajac-szepty-i-szyki-fragment/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Apr 2012 21:59:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4648</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Kilka impresji z górnej Mongolii w Andaluzji tańczy się krwiście &#8211; Felipe wie. stopy są ornamentem przestrzeni, więc wije się jak pies, głośno warczy w rytmie flamenco. zmysłowa realność rozmiękcza fantazję, oświeca żądze i płonie jak kwiat agatu we &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/kamil-zajac-szepty-i-szyki-fragment/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Kilka impresji z górnej Mongolii<br />
</strong></p>
<p><strong><br />
</strong>w Andaluzji tańczy się krwiście &#8211; Felipe wie.<br />
stopy są ornamentem przestrzeni, więc wije się<br />
jak pies, głośno warczy w rytmie flamenco.<br />
zmysłowa realność rozmiękcza fantazję,<br />
oświeca żądze i płonie jak kwiat agatu we włosach.</p>
<p>minuty pospiesznie kapią jak nasienie. perwersja<br />
ta senna religia marzeń, rozpływa się miękko<br />
jak camembert w ustach. Felipe lubi przepych<br />
suto zastawione piersi, zupę z jeżowców<br />
wyjada zachłannie nożami, łyżkami.</p>
<p><em>symetria jest estetyką głupców</em>, dlatego<br />
zakłada stringi barocco, najczęściej na głowę.<br />
każdy na prawo do szaleństwa, do trwałej pamięci.<br />
a odrobina ekstrawagancji to tylko malarska alchemia.</p>
<p>Felipe, ten bystry torreador wyobraźni<br />
potrafi zamieniać grzyby w płonące żyrafy.<br />
w jego źrenicy czai się tygrys, warczy w dali,<br />
jest dziki. słyszysz. to echo halucynacji.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: left;" align="center"><strong><a href="http://opt-art.net/helikopter/kamil-zajac-szepty-i-szyki-fragment/attachment/graffititags0071_thumbhuge/" rel="attachment wp-att-4649"><img class="aligncenter size-full wp-image-4649" title="GraffitiTags0071_thumbhuge" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/GraffitiTags0071_thumbhuge.jpg" alt="" width="425" height="340" /></a><span id="more-4648"></span> </strong></p>
<p style="text-align: left;" align="center"><strong><em>*** </em>[myślałem o miłości]</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>myślałem o miłości w mediach anonsowano<br />
deszcz pocisków wolałbym by prószył śnieg metafor<br />
czułe słówka, komety w ustach i blask co trawi nas i spala</p>
<p>czy moje płuca zastrajkują kiedyś jak legendarna stocznia?<br />
czy po wypaleniu lukcy stirke&#8217;a jestem szczęśliwszy?<br />
i choć wiem co się dzieje w znanych interfejsach</p>
<p><em>ze wszystkich znajomych twarzy najmniej pamiętam własną</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><strong>Enter (</strong><em><strong>New York, New York</strong></em><strong>)</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Poranek rozpocząłem od rozmowy z Agnieszką.<br />
Zasypywała mnie lawiną dowcipów jak śnieg<br />
O rządzie, o Polakach – stosunkowo zabawne.<br />
Mówiła, że ma dzisiaj dobry humorek<br />
choć wczoraj gdy zmarł jej wujek była smutna.</p>
<p>Przygotowuje się do pisania pracy magisterskiej<br />
O poezji Rafała Wojaczka, gdyż nęcą ją<br />
Wykolejeńcy podobnie jak gramatyka opisowa,<br />
Świnka morska o imieniu Zuzia i chłopak Robert.<br />
Kocha go niemożebnie. Więc rozmawiałem z A.</p>
<p>Zdawkowo, acz uprzejmie używałem słów:<br />
Rozumiem, przepraszam, jasne, potem hehe i no ba!<br />
Indagowany pytaniem: co robisz? Odpowiedziałem<br />
Zgodnie z prawdą: czytam wiersze Johna Ashbery.<br />
A. wysłała mi emotikonowe słoneczko potem rzekła:</p>
<p>A mi panowie reperują grzejniki. Widzę,<br />
że mają problem. Jak my wszyscy odpowiedziałem.<br />
<em>I może pewnego dnia dyskusja, która musi się wywiązać</em><em><br />
<em>Żebyśmy coś z tego mogli w ogóle poczuć, nawet zanim</em><br />
<em>Zaczniemy o tym myśleć rozwinie się w nowym klimacie</em></em></p>
<p>Zamilkłem i już nie używałem palca, klawisza.<br />
Gapiłem się tępo w gasnący monitor.</p>
<p align="center"><strong> </strong></p>
<p align="center"><strong> </strong></p>
<p><strong>Filolożki</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>akademickie dziewczęta muszą rowerami,<br />
błoną rozciągłą swetra, czasem stypendiami<br />
zwanymi <em>naukowe</em> &#8211; żyć i <em>perorować<br />
referat</em> za pięć minut! sztokholm? izabela<br />
scorupco? kremy z oriflame? o notce z nobla<br />
zapomniały, jak on o tadeuszu; taka symultana</p>
<p>demencji (wisław miłorski, kręte korytarze,<br />
poezja, schody, sakralne witraże, profanum, ślina<br />
lepka), że <em>wszystko i wszystkich</em>. tymczasem<br />
justyna pyta agnieszkę: czy wiesz kiedy zmarł<br />
bo ja mam zdaje się stary podręcznik?</p>
<p><strong> </strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Karel Gott</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Śpiew w kawiarniach, śpiew w muszlach, śpiew w Karlovych Varach.<br />
Mam głos &#8211; słuchałem &#8211; usłyszałem się.<br />
Mam głos strzelisty na Pradze.<br />
Mam słowika, w ręku, jaśniejszego w złocie<br />
i mam słowika w głosie.</p>
<p>Nie, nie przestawaj. Nie przestaniesz. Śpiewaj.<br />
No, jeszcze głośniej zawyj.<br />
Lubię, jak skowyczysz. Sinatra wschodu<br />
tak. Zachód. Splendor. Splendory<br />
w kawiarniach, w muszlach, w Karlovych Varach.</p>
<p>Gucio z Mają. Producent<br />
sekcji czechosłowacko &#8211; niemieckiej stwierdził, że mogę<br />
reprezentować. Wziąłem duży wdech<br />
ryknąłem z suchą swobodą: pszczółko jesteś różowa,<br />
oczy mam śniegiem zawiane, dzwonki szczęścia, śpiewam przez sen</p>
<p>mnożę się.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p align="center"><strong> </strong></p>
<p><strong>Przystojni mężczyźni na ulicach prawdy</strong></p>
<p><strong></strong><strong><br />
</strong><em><br />
każdy święty i niewierny, pała żądzą poznania<br />
przez empirię i w apetycznej dążności niekiedy<br />
zapomni o omni i o impotencji, lecz i tak wytrwale<br />
poszukuje dowodu na osobiste istnienie.</em></p>
<p>zapoznana w ten weekend w <em>Empirii</em> zofia ma<br />
głęboki dekolt, nie daje się przelotnie bzykać,<br />
roztropna, gardzi łaciną, preferuje dezynwolturę<br />
kuchenną. cieszy oko dopracowanym seksapilem,<br />
rozmagnetyzowuje (to jej popisowy numer<br />
jeszcze ze studiów) rozporki i plastik w portfelach.</p>
<p>rozwiązany krawat i rozwiązły język zwiastują<br />
<em>koniec postu, początek postmodernizmu.</em> więc<br />
zośka chwyta w mig ogonki, niedopowiedzenia.<br />
dookreśla rzęsy i sensy; tymczasowo zmienia<br />
nazwisko: z filo na filemon. ma zdjęcia</p>
<p>w wysokich obcasach i prowadzi program w tvn.<br />
łasi się, wymownie mruczy a faceci szczerzą kły,<br />
warują u jej za dużych stóp jakby subtelność<br />
nie miała okazać się drogą prawdziwej perwersji.<br />
<em>wyrafinowane de gusta</em>; a ty? jesteś ponoć z tych<br />
inteligentnych, którym nie przystoi przy pomocy wiersza.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/kamil-zajac-szepty-i-szyki-fragment/attachment/dsc_3251/" rel="attachment wp-att-4661"><img class=" wp-image-4661 alignleft" title="DSC_3251" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/DSC_3251-680x1024.jpg" alt="" width="215" height="323" /></a><strong>Kamil Zając</strong> &#8211; weteran modernistycznych wojen o lepsze jutro, wielokrotnie skazywany za niewykonywanie obowiązków przełożonych. Osobisty sekretarz Muniny Schwartz vel Adabisi (<a href="http://www.facebook.com/l.php?u=http%3A%2F%2Fsoundcloud.com%2Fmunina-schwartz-vel-adabi&amp;h=GAQE4Wrug" target="_blank">http://soundcloud.com/munina-<wbr>schwartz-vel-adabi</wbr></a>), której to pieśni zostały przetłumaczone na język angielski i opublikowane w prestiżowym amerykańskim kwartalniku „New Letters”. Na ich podstawie powstał spektakl teatralny w Riverside w Kalifornii. Twórca grupy – tkliwi nihiliści opanowujący pozycję dystansu. Publikował <a href="http://m.in/" target="_blank">m.in</a>. w <em>Gazecie Wyborczej, Przeglądzie Sportowym, Odrze,</em><span style="text-decoration: underline;"> </span><em>Ha!Arcie,</em><em> Krytyce Politycznej</em>. Prowadzi bloga <a href="http://wide-awake.tumblr.com/" target="_blank">http://wide-awake.tumblr.com/</a>. Mieszka we Wrocławiu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/kamil-zajac-szepty-i-szyki-fragment/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marek Śnieciński &#8211; Krótkie formy prozatorskie</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/marek-sniecinski-krotkie-formy-prozatorskie/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/marek-sniecinski-krotkie-formy-prozatorskie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Apr 2012 21:56:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4615</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Kolekcjoner zapachów &#160; Mam nadzieję, że ci wygodnie. Najgorszy jest gospodarz, który ględzi tylko przez cały czas i nie troszczy się o swego gościa. Wiesz, właściwie prawie już nie pamiętam, kiedy to się zaczęło, niekiedy sam się gubię wśród &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/marek-sniecinski-krotkie-formy-prozatorskie/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Kolekcjoner zapachów</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Mam nadzieję, że ci wygodnie. Najgorszy jest gospodarz, który ględzi tylko przez cały czas i nie troszczy się o swego gościa. Wiesz, właściwie prawie już nie pamiętam, kiedy to się zaczęło, niekiedy sam się gubię wśród tych wszystkich fiszek i pudełek. Zawsze zresztą coś zbierałem – potrzeba wprowadzania ładu towarzyszyła mi od wczesnego dzieciństwa. Tyle że kolekcjonowanie zapachów okazało się jednak o wiele trudniejsze niż zbieranie fotografii, znaczków czy, dajmy na to, podstawek do piwa. Żeby nie popaść w absurd zamykania zapachów w małych, szklanych słoiczkach (nie rób takich oczu, przez pewien czas robiłem i takie eksperymenty). No więc, żeby nie zamykać ich w słoiczkach, które szczelnie zakręcone musiałyby stać nigdy nie otwierane na półce, musiałem znaleźć jakieś inne metody katalogowania i opisu zapachów. Nie chodziło mi przy tym wcale o opracowanie sztywnych, uniwersalnych kryteriów! Bardzo szybko zorientowałem się, jak bardzo intymnym i osobistym doznaniem jest zapach, jak różnie reagują ludzie na tę samą woń. Najwięcej mam tu oczywiście tych banalnych, łatwo rozpoznawalnych zapachów – wanilia, dojrzałe gruszki albo likier morelowy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/marek-sniecinski-krotkie-formy-prozatorskie/attachment/various0602_thumbhuge-3/" rel="attachment wp-att-4705"><img class="aligncenter size-full wp-image-4705" title="Various0602_thumbhuge" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/Various0602_thumbhuge1.jpg" alt="" width="179" height="340" /></a></p>
<p><span id="more-4615"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie krzyw się, wiem, że są trywialne, ale miło czasem do nich wrócić. To tak jak wyciąganie starych fotografii, zaczynasz sobie wtedy przypominać różne głupstwa. Smak szarlotki, pszczołę, która cię użądliła w policzek, rodzinną awanturę przy stole. Niby nie ma tego wszystkiego na zdjęciu, a jednak jakoś wraca. Dużo gadam, ale trudno, musisz mi wybaczyć, rzadko miewam takie okazje jak dzisiaj. Poza tym nie masz innego wyjścia. Spójrz na mnie! Tak. Widzę, że to rozumiesz. Grzeczna dziewczynka. Chcesz wiedzieć, jaki był pierwszy zapach, który trafił do mojej kolekcji? Nie uwierzysz, ale była to woń kurzu zmoczonego lekkim, czerwcowym deszczem, który pokropił na krótko przed zmierzchem. Intensywność doznania była ogromna, mimo tego, a może właśnie dlatego, że sam zapach był niezwykle trudny do uchwycenia. Domyślasz się pewnie, jakie miałem problemy z wyekstrahowaniem go spośród wielu innych, mieszających się z nim woni. Porównywałem go później z zapachami mokrego kurzu, łowionymi wieczorami w pełni lata, wczesną jesienią albo po przelotnych kwietniowych deszczach. Były tylko podobne, żaden nie mógł równać się z tamtym – lekko cierpkim, gasnącym szybko w kasztanowej alei. Tak, rozmarzyłem się trochę, przepraszam. Mam nadzieję, że cię nie nudzę? Nie? To dobrze. Lubię czasem rano sięgnąć na chybił trafił do jakiegoś pudełka, wiesz, taka zabawa – coś jak wróżenie z kart, albo losowe wybieranie cytatu z Biblii, czy innej książki. Nie jestem przesądny, po prostu bawię się w ten sposób. No, może czasem trochę pomagam przypadkowi. Dobra, poczekaj, zaraz ci pokażę o co chodzi. O, jest! Co my tu mamy? Liść orzecha włoskiego zgnieciony w dłoni. Nic szczególnego, ale to bardzo piękny zapach – lekko mroczny, z wyraźną goryczką ukrytą pod gładką, zewnętrzną nutą. Zawsze mi przypomina renesansowe portrety kobiet, ich dumne, gładkie czoła i delikatne palce z pierścieniami, kryjącymi truciznę. Chcesz następny? Proszę bardzo. Zapach strachu – to jedna z wielu fiszek z takim hasłem. Nawet nie wiesz, jakie fascynujące bywają jego odmiany, no, może zresztą znasz już niektóre. Najbardziej lubię te o słodkawym posmaku, który przywiera do podniebienia i jeszcze długo można go smakować koniuszkiem języka. Wiesz o czym mówię? Nie? Najsłodszy jest wtedy, kiedy przekraczamy jakąś granicę, gdy narasta, zaczynając się od lekkiego niepokoju, a potem przewierca żołądek, dławi gardło, aż po wszechogarniającą jasność, jaka rozlewa się w mózgu. I nagle koniec, stało się, jesteśmy już po drugiej stronie, lekko drżą ręce, oblizujemy spierzchnięte wargi, powoli uspokaja się rozszalałe tętno. To o czym teraz mówię, to zapach mojego własnego strachu, ale częściej notowałem cudzy. Ten tutaj to właściwie cała historia, która zaczyna się późnym jesiennym popołudniem, mokrymi chodnikami, błyszczącymi w świetle latarni. Do tego zapachu strachu doprowadziło mnie wiele innych woni. To było jak sonata utkana z zapachu, sonata z wielkim finałem. Najpierw był zapach gnijących liści dobiegający z ogrodów. Szliśmy z kolegą wąskimi uliczkami, mieliśmy po kilkanaście lat, pamiętam, jak rosło we mnie uczucie podniecenia, wtedy jeszcze bez żadnego powodu. Tylko narastające wrażenie, że wkraczamy w jakieś zakazane rejony. Ciemność, dziwny posmak w ustach, zapach palonych ukradkiem papierosów, delikatna woń rdzy płynąca od metalowych ogrodzeń doprowadziły nas do jednego ze znajdujących się przy tej ulicy domków. Wiesz, to dziwne, ale od chwili, gdy zaskrzypiała furtka, wydawało mi się, że zapadła ogłuszająca cisza. Pamiętam strome, wąskie schody. Szliśmy za dziewczyną, która tam mieszkała. Nieważne, kim była. Znała nas i tyle. Szedłem wśród splątanych, wżartych w tynki i drewno woni. Jej pokój był na poddaszu, tapczan stał pod skosem dachu, małe okienko w szczytowej ścianie zasłaniały bure zasłony. Siedziałem ogłuszony stęchlizną, unoszącą się z pościeli, agresywnością zielonego koca na tapczanie, fioletem grubych, wełnianych rajtuzów, które miała na sobie. Trochę się broniła, wierzgała śmiesznie nogami, ale już po chwili widziałem małe, rude włoski między jej podrygującymi udami. To właściwie wszystko. Zapach strachu, jej strachu i naszego, stężały i gwałtowny, obezwładnił nas. Udawaliśmy we troje, że nic się nie stało, że była to tylko taka zabawa. Ale jeszcze późnym wieczorem, gdy leżałem w swoim łóżku, czułem jego ślady zaplątane w moje włosy, wtarte we wnętrza dłoni. Myślisz, że oszalałem? Nie kręć tak głową, przecież widzę, jak na mnie patrzysz. Tak, twój lęk też trafi do jakiegoś pudełka, czuję go już od dłuższego czasu. Powolutku ulatnia się ze wszystkich porów twojej skóry. Najpierw trudno mu było przebić się przez te mleczka, balsamy i perfumy, ale teraz jest tutaj, pełza po twojej skórze. Coraz wyraźniej dociera do mnie jego niepowtarzalna, cudowna przestrzeń. Przestań – wyjątkowo źle znoszę krzyki i wszelkie głośne dźwięki. Boisz się? Strach coraz bardziej dławi ci gardło? Biedactwo. Przecież wieczór dopiero się zaczął. Myślisz, że nie sposób bać się bardziej? Nieprawda, moja droga. Po prostu mało jeszcze wiesz o lęku. Musimy dać mu podrosnąć. Mamy czas, mamy czas, nie musimy się przecież, moja droga, nigdzie spieszyć.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Strażnik</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Otworzył oczy. Na godzinę przed świtem świdrujący wnętrzności niepokój wyrywał go zawsze z niespokojnej drzemki. Wokół zalegała bezdźwięczna, nieprzenikniona ciemność. Potarł dłonią twarz. Na ogół nie potrafił sobie przypomnieć, co mu się śniło, teraz też nie próbował cofnąć się poza granicę między snem i jawą, smakował jedynie spływające na niego uczucie ulgi, że zdążył się obudzić. Powoli zaczynał czuć własne ciało, które w gęstym mroku zaczynało zaznaczać swą odrębność, wydobywało się powoli z ciemności, jakby dotykały go czyjeś chłodne dłonie. Lubił ten moment odnajdywania siebie, gdy cały świat tonął w mroku albo raczej jakby nie istniało nic oprócz czarnej pustki, a on miał dopiero wydobyć z niej świat, stwarzając wszystko swym pierwszym gestem. Po omacku odszukał papierosy. Przez chwilę obracał w palcach pudełko z zapałkami, a potem w skupieniu wyciągnął jedną i potarł główką o draskę. Zapach siarki i rozbłysk światła zlały się w jedno doznanie. Światło zawsze kojarzyło mu się z zapachem siarki, nawet wtedy, gdy była to zapalona żarówka, świeca albo pojawiające się na horyzoncie słońce. Było to dosyć przyjemne uczucie. Trzymał przed sobą zapaloną zapałkę, czuł na opuszkach palców lekkie ciepło, płynące od małego, drżącego płomyczka, który osłaniał dłońmi, jakby potrzebował on osłony przed napierającą ze wszystkich stron ciemnością.</p>
<p>Nie używał zegarka – właściwie w ogóle nie był mu potrzebny. Czas istniał dla niego jedynie w postaci rytmicznych zmian mroku i jasności. Wychodził codziennie o tej samej porze, zanim jeszcze na niebo nad miastem zaczynała wypełzać szarość brzasku. Istotne było tylko to, żeby zdążył dojść do celu i zajął swoje miejsce nim zacznie się dzień. Zawsze tą samą trasą, bez pośpiechu przemierzał puste jeszcze ulice, dźwigając w worku swój skromny ekwipunek. Rzeka wydawała się czekać na niego, wyczuwając z oddali, że zbliża się do niej. Już z daleka słyszał jej pozdrowienie, które nauczył się rozpoznawać, taki leciutki, wibrujący ton wśród monotonnego szumu wody, przelewającej się przez próg tuż przed mostem Pomorskim. Przystawał zwykle przy kamiennym przyczółku mostu i wymrukiwał do niej swoje: Witam!, patrząc jak cieszy się, porozumiewawczo wirując czapami ledwie widocznej w słabym świetle ulicznych latarni brudnej piany, zbierającej się przy umocnionych granitem brzegach. Po drugiej stronie widać było olbrzymi gmach uniwersytetu, a na prawo, nieco w głębi,  majaczyła w ciemności ośmioboczna bryła wierzchołka wieży św. Elżbiety. Wszystko było na swoim miejscu. Chwilę potem, rzuciwszy pożegnalne spojrzenie na rzekę, zanurzał się w kamienny labirynt uliczek starego miasta. Niezbyt często zdarzało mu się spotkać kogoś po drodze. Ot, czasem mijał go jakiś przechodzień, zmierzający pospiesznie w sobie tylko wiadomym kierunku, albo zabłąkany pijaczek, który nie potrafił odnaleźć drogi do domu. Dawniej przywiązywał dużą wagę do tych spotkań. Uważnie przypatrywał się wszystkim mijanym przez siebie ludziom. Nie chodziło wcale o to, że był tak spragniony ich widoku. Przez cały dzień kręciły się w jego pobliżu całe tłumy – do wyboru, do koloru: młodzi i starzy, uśmiechnięci i ponurzy, bogaci i biedni. Rzecz w tym, że wiedział, iż musi być ktoś, kto jest jego nocnym zmiennikiem. Nie miał pojęcia, jak zdołają się rozpoznać, lecz uważał, że jakoś muszą być do siebie podobni. Jak awers i rewers wytartej monety, którą trzymał w kieszeni. Różniły się od siebie, a przecież nie mogły bez siebie istnieć, zrośnięte ze sobą, jak ciemność z jasnością. Najpierw sądził, że to pewna kobieta, która, trzymając w dłoniach wysłużoną miotłę, pojawiała się czasem w bramie przy północnej pierzei rynku. Kobieta była stara, miała szarą, nabrzmiałą twarz i trochę nieprzytomne, rozbiegane oczy. Nie budziła w nim zaufania, więc uznał, że to raczej niemożliwe, by właśnie ona mogła być poszukiwaną przez niego osobą. Od ostatniego lata był prawie pewny, że jego zmiennikiem jest wysoki, chudy mężczyzna, którego spotykał w Przejściu Garncarskim. Ale jak dotąd nie dowiedział się, czy jego podejrzenia były słuszne. Nie mógł przecież podejść i zapytać wprost. Czuł, że w ten sposób naruszone by zostały zasady. Przecież gdyby ktoś podszedł do niego i zadał mu takie pytanie, nie odważyłby się udzielić mu odpowiedzi. Wiedział, że bez słowa poszedłby dalej swoją drogą, wystrzegając się w przyszłości podobnych sytuacji. Dlatego postanowił, że przestanie bawić się w zgadywanie. Tak było nawet lepiej – nie rozpraszał się niepotrzebnie, a skupienie było mu bardzo potrzebne.</p>
<p>Szedł wąskimi uliczkami, wybierając zawsze tę samą drogę wśród ciemnych zaułków i uśpionych, tchnących wilgocią podwórek. Przy ulicy Więziennej niepokoił go przez pewien czas głęboki wykop. Czuł jak w dole, pod cienką warstwą ziemi, pulsuje groźny, bezimienny chaos, w każdej chwili gotów znaleźć sobie szczelinę, przez którą mógłby wypełznąć i zalać miasto. Na szczęście teraz ta rana była już zabliźniona. Nawet koty, które ściągały tu wcześniej z całej okolicy, znalazły sobie jakieś inne miejsca. Szczególnie lubił moment, gdy wynurzał się z bramy i wychodził na wschodnią pierzeję rynku. Nad szczytami wysokich kamienic niebo zaczynało szarzeć, zapowiadając nadchodzący świt, który niedługo już miał zgasić latarnie rzucające ciepłe światło na wilgotny bruk. Przystawał wtedy na chwilę i wpatrywał się w długą perspektywę szerokiej ulicy, która otwierała się na południowo – wschodnim narożniku rynku i biegła potem aż do odległych granic miasta. Był prawie na miejscu – od szerokich schodów podziemnego przejścia dzieliło go jeszcze najwyżej dwieście metrów. Niespiesznie mijał wystawy sklepów, przez duże szyby zaglądał do wnętrza galerii i już po chwili, nim dzień zaczął się na dobre, rozkładał na niewygodnych, zimnych stopniach kartony, wysłużone, brudne koce i ustawiał miseczkę. Z kieszeni wyciągał wytartą monetę, znalezioną kiedyś w trawie obok mostu Pomorskiego, i wkładał ją do miseczki. Taki miał zwyczaj – miseczka nigdy nie powinna być pusta a poza tym właśnie tego dnia, kiedy ją znalazł, zrozumiał, jakie jest jego przeznaczenie. To wtedy poczuł, że został wybrany. Naczynie w ciągu dnia zapełniało się powoli drobnymi pieniędzmi. Od czasu do czasu opróżniał je, zawsze jednak wkładając z powrotem swoją monetę. Siedząc na schodach obserwował przechodzących ludzi, którzy, przyzwyczajeni do jego obecności, prawie nie zwracali na niego uwagi i zastanawiał się często, czy ktoś domyśla się, czemu siedzi zawsze w tym samym miejscu? Czy ci wszyscy krążący po ulicach ludzie, domyślają się, jak bardzo kruchą konstrukcję ma ich miasto? Czy ktokolwiek wie, że właśnie on jest jego strażnikiem i że gdyby nie siedział tutaj, swym ciałem jak zwornikiem spinając tę nietrwałą plątaninę ulic, domów i mostów, wszystko by się rozpadło? Patrząc na młodą dziewczynę w kusej kurteczce, która ominęła go dużym łukiem, jakby brzydziła się przejść zbyt blisko, poczuł jak nagle spadło na niego uderzenie chaosu.</p>
<p>Rozpoczął się dzień, nocny strażnik musiał właśnie opuścić swe miejsce. Przygarbił się trochę pod przygniatającym go ciężarem i uśmiechnął do siebie. Wiedział, że za chwilę nacisk zelżeje i że tym razem znowu uda mu się wytrwać do zmroku. Poprawił koc rozścielony na szerokim stopniu. Był strażnikiem i czuł się szczęśliwy. Przepełniał go spokój, bez którego trudno by mu pewnie było pilnować każdego dnia tej granicy, na której decydowało się dalsze istnienie owego kawałka świata, balansującego stale na jakże wąskiej krawędzi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/marek-sniecinski-krotkie-formy-prozatorskie/attachment/olympus-digital-camera-19/" rel="attachment wp-att-4620"><img class="alignleft  wp-image-4620" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/marek-1024x768.jpg" alt="" width="358" height="269" /></a><strong>Marek Śnieciński</strong> – ur. 1958, poeta, eseista, tłumacz, krytyk sztuki, adiunkt w Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, stypendysta w Literarischen Colloquium Berlin.</p>
<p>W ostatnich latach opublikował: „Coitus sacralis”, Wydawnictwo Obserwator, Poznań 2000 (wiersze); „Jak cię milczeć”, Tikkun, Warszawa 2004 (wiersze); „Andere Obsessionen”, Edition Erata: Leipziger Literaturverlag, Leipzig 2008 (opowiadania). W przygotowaniu kolejne książki poetyckie: wybór poezji w Niemczech i nowy zbiór wierszy w Polsce.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/marek-sniecinski-krotkie-formy-prozatorskie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marcin Ostrychasz &#8211; Trzy wiersze</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/marcin-ostrychasz-trzy-wiersze/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/marcin-ostrychasz-trzy-wiersze/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Apr 2012 21:52:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4623</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Są Morgany fata, &#160; są tony zielska i jest szary kryształ. Igła po raz drugi zjechała z winylu, stara szkoła odeszła. Kryształ woła, a u bram niebieska psiarnia. Chłopaczki czują zew weekendu, pocięci laserami w galaktyce Techno, chcą zmartwychwstawać &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/marcin-ostrychasz-trzy-wiersze/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Są Morgany fata,</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>są tony <em>zielska </em>i jest szary kryształ.<br />
Igła po raz drugi zjechała z winylu,<br />
<em>stara szkoła </em>odeszła.<br />
Kryształ woła, a u bram niebieska psiarnia.</p>
<p>Chłopaczki czują zew weekendu,<br />
pocięci laserami w galaktyce Techno,<br />
chcą zmartwychwstawać w ogrodzie,<br />
który był pustynią,<br />
chcą się epicko rozjebać o ścianę świtu,<br />
na pustyni, która była ogrodem.<br />
Chcą stanąć obok siebie. Na <em>dancefloorze,</em><br />
tak po prostu. Po ludzku. Się skończyć.<br />
Bracia z loży strzegącej Grala Ekstazy.</p>
<p>Później wrócą nieszczęśliwi, a uśmiechnięci,<br />
szarzy, biali, przezroczyści,<br />
na proste peryferia lub w zwichnięte centra.<br />
I znów trzeba będzie przywykać do ciała.<br />
O świcie cały świat przysiądzie na barkach,<br />
na co z barku wyciągną butelkę ze statkiem<br />
pod banderolą stanu nieważności -<br />
ranni powstańcy tuż przed egzekucją</p>
<p>snu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/marcin-ostrychasz-trzy-wiersze/attachment/graffiti0409_thumbhuge/" rel="attachment wp-att-4631"><img class="aligncenter size-full wp-image-4631" title="G" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/Graffiti0409_thumbhuge.jpg" alt="" width="331" height="340" /></a></p>
<p><span id="more-4623"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Korek w Czerwonaku</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Aquanetowi</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dzisiaj zawiewa od strony popsutych biofiltrów<br />
uroki zmierzchu musisz zostawić na zewnątrz</p>
<p>wśród kablobetonowych sarkofagów ultrapostęp<em></em><br />
ani myśli się rozejść po matczynych kościach</p>
<p>jedynie niewzruszona dupa Seleny nad szosą<br />
wisi jakby wszystko miała głęboko w sobie.</p>
<p>Czekamy, aż robot świateł puści kawalerię aut<br />
a twój wieczór cierpliwie czeka na inny wiatr.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Magneto nadciąga,</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>a ludzkość bez X – Menów, tylko dzielnicowy<br />
przyłapał gówniarzy na bujaniu w chmurach.<br />
Chodzili wysoko. Mijam ich. Himalaistów.</p>
<p>Być wielkim oczekiwaniem wobec przyszłości.<br />
Innym niż neoindyjska księżniczka<br />
tańcząca Goa Trance na brzuchu suszkowego Ganesha<br />
czy ten androginiczny technoszaman z dziwną<br />
jogą przy pomniku Woodrowa.<br />
Czy to nie my jesteśmy kolejnym etapem?<br />
Wielki paw człowieczeństwa po kolacji w maku.<br />
Chciałbym, aby w mojej chmurce wisiało coś więcej<br />
niż, że jeżdżę na desce i palę stuff, niż, że piszę<br />
i zostawiam białe plamy na obsydianowym szkle.<br />
Boże, niżże, mózg czeka na łaty.</p>
<p>Podobno karawana jest nieunikniona.<br />
Po drodze mijałem kwaśne fatamorgany.<br />
Wielbłędy o ludzkich twarzach<br />
żuły złoty piach.<br />
Pełzł wąż z niemowlakiem w pysku<br />
uskrzydlony rój nad wzgórzami Rotten Meat<br />
domagał się podwyżki.<br />
Chodnik się objawił jako zwierzęca ścieżka.<br />
Wodopój jako Kaufland.<br />
Myślałem o tym w kolejce po pracę<br />
bezbronny wobec wyroków miasteczka<br />
skazanego na śmierć demograficzną.<br />
Bezbronny  wobec wyroków puszczy<br />
skazanej na opał.<br />
Echo słonecznej burzy dotarło do Ziemi<br />
i zaczął się dramat człowieka<br />
który bez elektryka nie zmieni<br />
żarówki.</p>
<p>A teraz Jimmy Wales apeluje o pomoc<br />
dla swojej neopedii.<br />
Ale ktoś Światu w uszy nalał wosku<br />
wysłał wodę do Afryki<br />
w liście.<br />
Pikietował na Wallstreet<br />
modną rewolucję focąc najnowszym ipadem.</p>
<p>Rytualne wciśnięcie guzika tuż po powrocie z pracy.<br />
Można powiedzieć <em>mój przyjaciel PieC.</em></p>
<p>Skąd to się bierze? W nas.<br />
Coś wisi w powietrzu. Wiesz o tym<br />
chociaż tego nie widać.<br />
Po kablu do wtyczki.<br />
Kolejna apokalipsa to niewypał<br />
znalezionym przy oraniu mózgu.<br />
Przez dziury w konspiracjach<br />
wpadają Reptalianie.<br />
Podobno cesarstwo na kolanach odbywa pielgrzymkę<br />
do krateru Trinity.<br />
<em>Wojna światów</em> zakrojona wzdłuż i wszerz.<br />
Wojny zaświatów cieszą się wysoką oglądalnością.<br />
Pelikany dryfujące nad morzem światłowodów<br />
połykają okruchy faktów.<br />
Enzensberger się nie mylił, co do faktów.<br />
Grzyby na wszelkich horyzontach<br />
widać z kosmosu, jakby były główkami zapałek<br />
tuż po.<br />
Matko Boska, tej!<br />
Biały dym oznajmi czarnego papieża.<br />
A świat się rozpadnie do środka<br />
i nikogo to nie obejdzie.</p>
<p>Wyglądamy jak przez okno Windowsa.<br />
Dalej w rzyciwistości.<br />
Przepołowieni.<br />
Biedni bogacze<br />
bogaci biedacy.<br />
Być puszczą i tartakiem, równolegle<br />
odwiedzać dwie jaźnie.<br />
Rybik cukrowy i skorek pospolity<br />
zasypiają przytuleni do siebie.</p>
<p>Bagaże doświadczeń<br />
dokąd się wieziecie?</p>
<p><em>Umierać na pustyni, zmartwychwstawać w ogrodzie</em> -</p>
<p>to z reklamy Nieba.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong><a href="http://opt-art.net/helikopter/marcin-ostrychasz-trzy-wiersze/attachment/foto-2/" rel="attachment wp-att-4624"><img class="alignleft  wp-image-4624" title="foto" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/foto-768x1024.jpg" alt="" width="181" height="242" /></a>Marcin Ostrychasz</strong> &#8211; rocznik 83. Urodzony w Białymstoku. Ukończył pedagogikę kulturoznawczą w tamtejszym uniwersytecie. Większość życia spędził w Hajnówce. Obecnie mieszka w Poznaniu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/marcin-ostrychasz-trzy-wiersze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krzysztof Niewrzęda &#8211; Fragment większej całości</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/krzysztof-niewrzeda-fragment-wiekszej-calosci/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/krzysztof-niewrzeda-fragment-wiekszej-calosci/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Apr 2012 21:49:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4638</guid>
		<description><![CDATA[&#160; W pełni ogarniasz temat. Ale z kim masz robić hałas? Wszak taki ptak, że nie ma z kim zacnej pikiety nawet ustawić. A jak czasem coś się ziści, to moderatorzy zdarzeń i tak to całkiem przemilczą, albo zrobią z &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/krzysztof-niewrzeda-fragment-wiekszej-calosci/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>W pełni ogarniasz temat. Ale z kim masz robić hałas? Wszak taki ptak, że nie ma z kim zacnej pikiety nawet ustawić. A jak czasem coś się ziści, to moderatorzy zdarzeń i tak to całkiem przemilczą, albo zrobią z tego blue screen. Chodzi bowiem o to, żeby zbiedzić wszystko, co nie pasi finansjerze, która tuczy gabronów i oczekuje, że w podzięce każdy z nich przywali wazeliną. I oni walą. Począwszy od władzuchny. Bo „trzeba przyznać, że demokratycznie wybrane rządy spisują się znakomicie w roli agentów rynku towarowego oraz akwizytorów jego światopoglądu”<a title="" href="file:///C:/Users/Slif/Desktop/majowy%20Helikopter/NIEWRZEDA%20proza/niewrz%C4%99da%20proza.doc#_ftn2">[1]</a>. Workociągi muszą więc to jakoś włodarczykom wynagrodzić. Dlatego urabiają opinię publiczną, zamiast być jej przedstawicielami. Robią gałę szefowi podwóra, liżą rowy jego podchujaszczym, tachają pytongi karbowym. I dzięki temu mają pełen chów. Ciągną pengę. Knerają na apartamenty i wypasione fury. Czilują na bogato. Jest im klawo. Innym też musi być zatem klawo. A jak nie jest to powinni mordy trzymać w kapciu. Skoro zaś się burtają to trzeba przyprawić im gębę głupków, frustratów, oszołomów, zadymiarzy. I moderatorzy robią tę robotę. Łaszą się jeszcze przy tym do psów młócących pałami opornych. Cieszą michę, że ulice są okamerowane, że mendy zapodają gaz pieprzowy i napierdalają z hydrantów. I zawsze starają się wszystkich niesfornych przerobić na prawicowców. Nawet tych, którzy prawicę mają w dupie tak głęboko jak sługusów plutokracji i telewizyjną lewicę.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/krzysztof-niewrzeda-fragment-wiekszej-calosci/attachment/graffiti0403_thumbhuge-2/" rel="attachment wp-att-4658"><img class="aligncenter size-full wp-image-4658" title="G" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/Graffiti0403_thumbhuge1.jpg" alt="" width="450" height="303" /></a></p>
<p><span id="more-4638"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Bo przecież można przyklepać z rożna, że każdy, kto się pulta, jest na bank popaprańcem. Why not? Pewnie także homofobem i naziolem. Dzięki temu da się bunt obrzydzić. Albo postraszyć innych, że jak hukną w opór, to dopadnie ich ohyda. Moderatorzy motają więc, kawią i puszczają bańki, żeby całą akcję zbeczyć albo dorobić do niej czarną legendę. I wkręcają w to jeszcze etatowych klasyków pucujących torpedę Babilonu, bojowników o równy dostęp do parcia na szkło, frontmenów pseudo-lewicy urujących, jak burżuje i społeczniaków, którzy we wszystko dadzą się wkręcić dla nierządu. A lemingi to kupują, bo myśli za nich telewizja. No to z kim masz robić hałas? Ze zlewakami, którzy mają zapłon jak diesel na mrozie? Z ewenementami polującymi na muzułów? Z mimochodami, którzy przepraszają, że żyją? Z robolami zoranymi jak konie po westernie? Z japiszonami, podpierdalającymi się wzajemnie, żeby wygrać termos? Z rentmenami, z którymi wszyscy lecą w Borata? Z wyznawcami manekinizmu, którym oprócz kapusty cała reszta wisi koło pisi? Nie ma nawet komu dać kamienia. Możesz się więc najwyżej ponapinać na fejsie. A potem przeskakujesz na inny level i kulasz gila od fuchy do fuchy. Bo nigdzie nie możesz zakutasić na stałe z dyplomem, ani podbić własnej profesji. Tyrasz więc byle gdzie, albo jeździsz do ościennych po różne łupy, a potem walisz na ryn i stoisz jak widły w gnoju, żeby cały ten shit zgolić plebsom. Tak se wykminiłeś, że dzięki temu dzierganiu oblukasz współzależności między sprzedającymi i kupującymi, żeby coś z tego wyskrybać. Dobrze, że chociaż twój father przyjął to seryjnie. Był podjebany jak okoń na robaka, bo jak każdy zarobas stawia na kasiorę i karierę. Dostajesz więc grande szacun od niego i od matki, a do tego własną jamę i jeszcze hajs na gablotę, żebyś się łatwiej mógł odnaleźć w biznesie. Czyli początek masz epicki. Ale zyski z tego całego biznesu miażdżące raczej nie są i jak raz w miesiącu pójdziesz konkretnie w combo, to ledwo później na szamkę ci wystarcza i na bajurę. Ciągniesz więc siopę od zgredów. A oni coraz częściej trzeszczą i burzą się, że wciąż muszą cię hodować, zamiast leżeć palnikiem do góry w ciepłych krajach. Nie obywa się przy tym bez kazań. Stary nawija ci, że będziesz nikim bez etatu. Że wszyscy będą cię wytykać palcami. Że będziesz dla wszystkich jedynie bezrobotnym. Nikim więcej. Nie magistrem, nie humanistą, nawet nie mężczyzną ani blondynem. Tylko bezrobotnym. Właściwie pasożytem. Nawet gdybyś był ojcem. Nawet gdybyś został pisarzem, albo jakimś artystą, to i tak byłbyś nikim, jeśli nie zarabiałbyś na swoje utrzymanie. Bo prędzej, czy później wylądowałbyś na zasiłku. A jak pobiera się zasiłek, to jest się bezrobotnym. I tyle. Zaś bycie bezrobotnym przynosi wstyd. Oczywiście jemu. No bo nie tobie. Sam nie zafundowałeś sobie przecież tej chujozy. To właśnie tacy jak on ci ją urządzili. A teraz rżną głupa. Udają, że stworzyli wspaniałą machinę. I że tylko ty jesteś przychlastem, który nie może tej megaklawej struktury ogarnąć. Ale przytakujesz zgredowi, robisz odsys i postanawiasz bujnąć się nad morze. Tak o… Żeby się wyluzować. Pakujesz więc swojego półrzęcha i jedziesz. Bez żadnych funfli, bez szpanu i braggi. Sam jak jakiś lonelak. Niczego nie musisz jednak dzięki temu udawać. No i faktycznie chil jest już na starcie. Piasek piszczy i skrzypi pod stopami. Przy każdym kroku przeciska się między palcami jak ciasto. A ty idziesz sobie i masz zaciesz nawet z tego, że tachasz turystyczną lodówkę. No bo dzięki temu jesteś zaopatrzony w zasoby zimnego browca zakupionego tanio w spożywczaku. Nie spinasz zatem pośladów z powodu ceny piwa na plaży. Poza tym, nie musisz leżeć w towarzystwie wysmarowanych olejami fok grilujących swoje cielska, żeby znaleźć się w zasięgu beerdilerów. Lokujesz się więc w pizdu od tego stada, które smaży się w sosie własnego potu. Z dala od pieczarek i skwarek, od ziemniaków i buraków. Od tych wszystkich raków – czerniaków. Zalegasz w cieniu, za parawanem, ciągniesz bronka. Morze szumi, słońce świeci. Nie dochodzą do ciebie żadne wrzaski. Nie masz za sąsiada jakiegokolwiek świra, który pastwiłby się nad mewami. W ogóle nie masz sąsiada. Nic ci nie feści. Nic cię nie wpienia. Totalna maniana. Wszystkie ważne sprawy stają się nieistotne. Jakby rozwiewał je wiatr, na którym parawan furkocze niczym żagiel. Leżąc z zamkniętymi oczami, masz wrażenie, że płyniesz jakimś jachtem albo żaglowcem. Niesiony lekką bryzą, kołyszesz się na falach wypitego piwa. Oprócz ciebie nikogo nie ma na pokładzie. Tylko mewy. Pokrzykując, latają nad tobą, siadają na deskach i drepczą wokół. Liny skrzypią i poszycie. A ty płyniesz. I jesteś całkowicie spokojny – pewny, że dotrzesz do celu. Nawet, gdy czujesz mocniejszy podmuch. Bo obsypujące cię ziarenka piasku, są dowodem na to, że zbliżasz się do lądu. Do tego żagle coraz głośniej łopoczą. Tak jakby zostały opuszczone. Statek zwalnia dobijając do brzegu. Lekko uderza burtą o keję. I właśnie wtedy, przechodzący obok lodziarz, krzyczy: „Ej, ty za parawanem, kup se loda – będziesz panem!”. Wstajesz, żeby otrzepać się z piasku i widzisz, że koleś idzie w kierunku stłoczonych plażowiczów. Krok za krokiem, zbliża się do prawdziwego rynku zbytu i ma taką samą turystyczną lodówkę ja ty. Niezły pomysł – myślisz. Po nocy przekimanej w furze, podbijasz do sklepu, pobierasz karton lodów, pakujesz je do turystycznej lodówki i lgniesz na plażę. Trochę trykasz wafla, bo boisz, że z tych lodów zrobi się zupa, zanim zdążysz je opchnąć. Ale zupa się nie robi. Gonisz wszystko. A potem jeszcze jedną dostawę. I jeszcze jedną. I okazuje się to totalnie analne. Bo publika sama cię zaczepia. Wieczorem idziesz na bajerę i kumasz się z garkotłukami z ośrodka, żeby pożyczyć od nich biały kitel. Nawet nie musisz cisnąć. Przy okazji zaliczasz pukanko bo same się pchają na pęto i załatwiasz jeszcze sobie codzienne obiady za free. Komara tniesz w gablocie. Na śniadanie zarzucasz świeży nabiał przed spożywczakiem. I w ten oto sposób zostajesz summerboyem. Konkretnie więc bambero. No bo jest morze. Jest słońce. Są talary. Są laski rozrzucone, jak rodzynki na piekącym się placku. A do tego masz jeszcze stałe jebowisko. Istna pastorałka. Nie ma co, jesteś fartuchem. No to i micha ci się jarzy, jak posuwasz po plaży. Masz więc wenę na reklamowe hasła. I wykrzykujesz od najprostszych, gdzieś już zasłyszanych: „Lody jak byki nadziewane na patyki”, po bardziej wyrafinowane: „Zimne lody na śmietanie ułatwiają opalanie” albo „Ludzie, ludzie, co wy śpicie, wy lodziarza nie widzicie”. Z czasem czaisz, że najbardziej waciarskie dla opalaczy są jednak kawałki związane z warsztatem. Bo jak je słyszą to zaraz namagają. Przede wszystkim facetki. Różne pindy, ksiuty, lalki, dupy, niunie, szprychy, fanty, suczki, dziunie, blachary, lachony, sztuki, kukuryny, tipsiary, dżagi, foczki, świnie, tapeciary, rześkie pufy, donie, typiary, a nawet kaszaloty, pasztety, naleśniory, smoki, mastodonty, paszczaki i ropy. Rzadziej faceci. Ale też podchodzą. Jakieś gostki, jolerzy, playboye, lowelasi, pakerzy, macho, dżolo, bananiarze, bi-boye, precle, typiarze, panto, paździerze, ćwiklaki, frajerzy oraz flusie, niepełnoszczupłe świniowoły, frachtowce, pontony i czołgi. Zmieniasz zatem repertuar wykrzykując: „Lody na mrożonej śmietance dadzą kondycję twojej kochance”. Powtarzasz znane zawołania i wymyślasz nowe. Byleby miały coś wspólnego z podjarką. Jak choćby: „Lody bambino w dzień upalny, wzmagają pociąg seksualny”. Najbardziej kozackim szlagierem staje się przy tym: „Zimne lody na śmietanie, kto poliże, temu stanie. Jedna baba polizała całą noc jej noga stała”. I im bardziej poszerza się twój program artystyczny tym większą masz grupę fanów. A wśród nich obczajasz coraz częściej miejscowych subiektów, którzy wcześniej nie zapędzali się tak daleko. I to bez termosów i bez lodów. Dajesz więc wiarę, że masz niezłe branie na swój repertuar. Któregoś dnia słyszysz jednak: „Lody tego pana są jak kupa z rana”. I widzisz dwóch zalegaczy na piasku odwalających trzodę. Mimo zbieżności kupy z kupowaniem ich gadka nie może być bowiem zanętą dla smakoszy. Toteż nie pomaga ci nawet cięta riposta pod tytułem: „Kupę masz w rozporze mój ty profesorze”. Bo chociaż amatorzy słonecznych kąpieli robią sobie bekę z tych dwóch autochtonów, to i tak musisz dygać dwa razy dłużej niż normalnie, żeby opitolić cały zapas. Podobnie jest, jak zwalasz się z nową dostawą. Od razu camperzy jak strzałkę zapodają: „Lody! Lody z gronkowcami”. I to działa. Bo w lodówce zaczyna ci w końcu chlupotać. A następnego dnia masz remake. Liczysz jednak na to, że z czasem miejscowi przestaną się sadzić. Codziennie zaginasz więc na plażę. Ale oni też zaginają. Aż w końcu pojawiają się na spokojnie w kwartecie. Nawet nie próbujesz się zmagać, ale i tak dostajesz tłuste klapsy. No i jesteś w totalnej dupie. Bo generujesz same straty. Leżysz w biały dzień oklepany jak kaban z wychapaną kielnią. Lodówka dalekowi w chuj bujając się na falach, a do tego jeszcze wszystkie twoje lody nurkują jak u-boty.</p>
<p>Nie ma przebacz. Żeby wyzwolić się z opresji musisz jakoś zalogować się w systemie.  Zaciągasz więc języka, czytasz prasę, obcinasz sajty w necie. Wszystko po to, żeby się zaciągnąć, chociaż możliwe zarobki studzą twój wigor już na wstępie. No bo ci, którzy teoretycznie mogliby cię nająć, nie szukają przecież prezesa banku za trzysta tysiaków miesięcznie, ani menedżera za sto. Nie szukają również skórokopa za kilkadziesiąt tysi na miesiąc, ani premiera za kilkanaście. Nie nypią psora za dwa koła, ani nawet medyka na staż, za tysiąc trzysta. I to brutto. Ciebie zresztą także nie nypią. Jak na prekariusza przystało możesz zatem liczyć w porywach na ćwierć średniej. Żeby jednak na cokolwiek liczyć stawiasz na akwizycję, bo najwięcej ofert jest dla kizi-mizi dilerów, którzy potrafią zgolić kaciany i inne harnabuzdy. Wysyłasz całą wuchtę aplikacji i listów motywacyjnych, a potem czekasz, żeby jakoś to zatrybiło. I coś się wreszcie pojawia. Wbijasz się zatem w garniak i idziesz na spotkanie z ekspertem od HR-u. Masz gadane i zajebiście skrojone CV, generalnie więc nie dyziasz. Wkraczasz do gabinetu filistra, kopsasz mu witkę i zalegasz. Sztywniak puszcza bąki na dzień dobry, ty coś tam bragujesz i w końcu on pyta, jakim chciałbyś być dinozaurem. Chwyta cię zdziwko, ale nie dajesz nic po sobie poznać. Myślisz, że tyranozaurem, bo mógłbyś wtedy wmłócić gostka i miałbyś spokój. Ale pewny jesteś, że tyranozaurus rex jest freshi jak Lady Gaga i każdy chce się w niego wcielić. Rzucasz więc mądrali iguanodona na pożarcie. No i kolo jest ugotowany, bo nawet nie może wymówić nazwy zielojada. A ty mu wciskasz, że jesteś wegetarianinem i stąd taka opcja, chociaż w praktyce frygasz chabaninę nawet na samo. Cwaniak to przyjmuje z dużym dosytem i mówi, tak jak myślałeś, że prawie wszyscy chcą być tyranozaurami, dlatego dostajesz bonusa za oryginalność i za brak krwiożerczych skłonności. Ale na tym się nie kończy ta siara, bo rezus podrzuca kolejne pytania od czapy i chce wiedzieć, co sądzisz o krasnalach ogrodowych(?), jak byś to udowodnił, gdyby Niemcy byli najwyższymi ludźmi na Ziemi(?), jakim chciałbyś być ciastkiem(?) i czy mógłbyś wymienić chociaż pięć sposobów użycia zszywacza, w którym nie ma zszywek? Najchętniej byś mu zajebał zderzakiem, ale na pierwsze pytanie odpowiadasz, że krasnale są super, bo na stojąco mogą spawać miecza. Na drugie, że nie musiałbyś niczego udowadniać, ponieważ wystarczy ogłosić coś w telewizji jeśli się chce, żeby ludzie w to uwierzyli. Na trzecie, że nie chciałbyś być ciastkiem ponieważ lubisz placki. A na koniec, z racji tego, że wkurw już cię ogarnia dokumentny, wrzucasz palantowi na Jana, że zszywacz bez zszywek idealnie się nadaje do targania wędliny, strugania dzidy, walenia Niemca po kasku, szturchania pingwina i kręcenia śmigła. I szok! Przedostajesz się do następnego etapu. Twoje odpowiedzi zostają bowiem uznane za dowody bardzo dużej swobody, kreatywności i niespotykanej wręcz umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Zaczynasz więc chodzić na szkolenia dla jelenia. Nie jest to łatwe, bo musisz się zadawać z totalnymi mosiądzami, którzy cały czas się ligują i pierdolą kocopoły. Potrzebne ci to jak kurwie majtki, ale nie możesz odpuścić. Ćwiczysz cierpliwość. Ale głównie jesteś narażony na wywody fachmannów od marketingu, PR-u i wyłudzania mamony. Bo rypią w kółko, że mało zarabiają tylko obiboki. Że jak ktoś dużo pracuje, to zawsze dużo zarabia. Że tak jak każdego można kupić, tak i każdemu można wszystko sprzedać. Albo lansują psychologię dla handlarzy, sztukę negocjacji i mowę ciała. Walą w chuj wyuczonymi cytatami, żeby się jak fiks podżyrować i repetują, że „Każda praca jest dobra, o ile jest dobrze wykonywana”<a title="" href="file:///C:/Users/Slif/Desktop/majowy%20Helikopter/NIEWRZEDA%20proza/niewrz%C4%99da%20proza.doc#_ftn3">[2]</a>, że „Tylko praca daje okazję odkryć nam nas samych”<a title="" href="file:///C:/Users/Slif/Desktop/majowy%20Helikopter/NIEWRZEDA%20proza/niewrz%C4%99da%20proza.doc#_ftn4">[3]</a>, że „Praca uodparnia na ból”<a title="" href="file:///C:/Users/Slif/Desktop/majowy%20Helikopter/NIEWRZEDA%20proza/niewrz%C4%99da%20proza.doc#_ftn5">[4]</a>. Idzie ci to już na jaja. Ziorasz na nobów, którzy razem z tobą przesiadują. Obczajasz, czy nie wylukali, że epiesz już homilie chachmętów, ale widzisz tylko, że oni wpatrzeni są w mistrzów ceremonii jak w jakichś łolesów. Przede wszystkim jednak zauważasz, że mistrzowie ceremonii cały czas cię nęcą, że próbują wziąć na lep prowizji i radzą, w jaki sposób uwodzić klientów, żeby im wcisnąć nadaremne fanty. Od suszarki po ubezpieczenia. I jak zrobić w trombę lamusów, zwałować rentmenów i podrejować im kasę. I kąsasz już całkiem fabułę. Bo mistrzowie ceremonii skasowali przecież za ten full wypas serwis, co dało im kilka średnich pensji na łeb. Są już zadowoleni. Teraz kolej na was. Czeka na was świat. Świat czeka na ciebie. Zaraz dostaniesz koncesję na wciskanie kitu ulungom i legalne pobieranie za to od nich prajsu. Po chuj masz się zatem ruchać. I tak ani ty nie pokochasz Babilonu, ani Babilon nie pokocha ciebie. No bo, skoro masz możliwość bycia kurwikłakiem i nie chcesz się na tym ślizgnąć, to nie ma takiej opcji. Na legalu, możesz se więc jedynie pohetać jako gibacz w markecie, albo zostać dupodajem. Taka atrakcja.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Fragment powieści, która ukaże się niebawem w Wydawnictwie FORMA</p>
<div>
<p>&nbsp;</p>
<hr align="left" size="1" width="33%" />
<div>
<p><a title="" href="file:///C:/Users/Slif/Desktop/majowy%20Helikopter/NIEWRZEDA%20proza/niewrz%C4%99da%20proza.doc#_ftnref2">[1]</a> Zygmunt Bauman <em>Żyjąc w czasie pożyczonym</em></p>
</div>
<div>
<p><a title="" href="file:///C:/Users/Slif/Desktop/majowy%20Helikopter/NIEWRZEDA%20proza/niewrz%C4%99da%20proza.doc#_ftnref3">[2]</a> Albert Einstein</p>
</div>
<div>
<p><a title="" href="file:///C:/Users/Slif/Desktop/majowy%20Helikopter/NIEWRZEDA%20proza/niewrz%C4%99da%20proza.doc#_ftnref4">[3]</a> Joseph Conrad</p>
</div>
<div>
<p><a title="" href="file:///C:/Users/Slif/Desktop/majowy%20Helikopter/NIEWRZEDA%20proza/niewrz%C4%99da%20proza.doc#_ftnref5">[4]</a> Cyceron</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<div id="attachment_4643" class="wp-caption alignleft" style="width: 356px"><a href="http://opt-art.net/helikopter/krzysztof-niewrzeda-fragment-wiekszej-calosci/attachment/800px-krzysztof_niewrzeda_wiki-2/" rel="attachment wp-att-4643"><img class=" wp-image-4643 " title="800px-Krzysztof_Niewrzeda_wiki" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/800px-Krzysztof_Niewrzeda_wiki.jpg" alt="" width="346" height="259" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Dorota Damaschke (na licencji CC)</p></div>
<p><strong>Krzysztof Niewrzęda</strong> (1964) – prozaik, poeta i eseista, finalista Nagrody Poetyckiej Silesius (2011), laureat konkursów poetyckich i prozatorskich m.in. Europejskiego Konkursu na Polski Wiersz Emigracyjny (Hamburg, 1997) oraz Nagrody im. Marka Hłaski w Międzynarodowym Konkursie Literackim (Wiedeń, 2003). Nominowany do Literackiej Nagrody Mediów Publicznych COGITO (2008) i Europejskiej Nagrody Literackiej (2009).</p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/krzysztof-niewrzeda-fragment-wiekszej-calosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tomasz Hrynacz &#8211; Cztery wiersze</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/tomasz-hrymacz-cztery-wiersze/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/tomasz-hrymacz-cztery-wiersze/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Apr 2012 21:47:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4606</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Marzec, twarda ziemia jest   Mówią, że jest za młody, aby tyle pisać o śmierci. Ale to nie on szuka śmierci, to śmierć pyta o niego. &#160; &#160; Ostatecznie &#160; To się nie sprawdza, to sapanie, wzdychanie. To się &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/tomasz-hrymacz-cztery-wiersze/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Marzec, twarda ziemia jest</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Mówią, że jest za młody,<br />
aby tyle pisać o śmierci.</p>
<p>Ale to nie on szuka śmierci,<br />
to śmierć pyta o niego.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/tomasz-hrymacz-cztery-wiersze/attachment/graffiti0066_thumbhuge/" rel="attachment wp-att-4612"><img class="aligncenter size-full wp-image-4612" title="G" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/Graffiti0066_thumbhuge.jpg" alt="" width="450" height="191" /></a></p>
<p><span id="more-4606"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Ostatecznie</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>To się nie<br />
sprawdza, to<br />
sapanie, wzdychanie.</p>
<p>To się budzi,<br />
krząta, miota<br />
i umiera.</p>
<p>Z dnia na dzień.<br />
Gubi się. Porzuca.<br />
Zdradza.</p>
<p>Nikt nie wie, że<br />
tego jest coraz<br />
mniej.</p>
<p>Zostanie<br />
wielka dziura<br />
kiedyś.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Zwid</strong><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Przyszły słowa<br />
przeszłe.</p>
<p>Siedzą obok,<br />
nie da się ich<br />
pominąć, krzywią się,</p>
<p>szczerzą<br />
kły.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Samotna pieśń</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Pierwsza linijka<br />
rozwiana, następne drżą.</p>
<p>To nie jest pieśń<br />
dla ciebie.</p>
<p>To nie jest pieśń<br />
dla nikogo.</p>
<p>Nie będzie śpiewana<br />
niczyim uszom<br />
prócz moim.</p>
<p>Wydał ją ogień, rozsławił<br />
popiół.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/tomasz-hrymacz-cztery-wiersze/attachment/t-hrynacz/" rel="attachment wp-att-4607"><img class="alignleft  wp-image-4607" title="T. Hrynacz" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/T.-Hrynacz-1024x680.jpg" alt="" width="358" height="238" /></a> <strong>Tomasz Hrynacz</strong> ur. się  w 1971 roku. Poeta. Debiutował  w 1997 roku tomem wierszy <em>„Zwrot o bliskość”</em> (Biblioteka „Studium”, Kraków 1997). Autor siedmiu zbiorów wierszy. Ostatnio wydał książkę: <em>„Prędka  przędza” </em>( Wydawnictwo „Forma”, Szczecin-Bezrzecze 2010). Swoje wiersze drukował w wielu pismach literackich w Polsce i za granicą: w Anglii, Czechach, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Serbii, Francji i Chorwacji. Tłumaczony był na kilka języków m.in. na  angielski, chorwacki, czeski, kataloński, niemiecki, rosyjski i serbski.  W przygotowaniu nowy tom wierszy „Przedmowa do 5 smaków”, który ukaże się w przyszłym roku w Wydawnictwie „Forma”. Mieszka w Świdnicy Śl.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/tomasz-hrymacz-cztery-wiersze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gabriel Leonard Kamiński &#8211; Powrót pana Swena, czyli historia kołem się toczy</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/gabriel-leonard-kaminski-powrot-pana-swena-czyli-historia-kolem-sie-toczy/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/gabriel-leonard-kaminski-powrot-pana-swena-czyli-historia-kolem-sie-toczy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Apr 2012 21:46:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=4589</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Po słynnym w  naszej dzielnicy zniknięciu p. Swena w objęciach płomieni, a właściwie ulotnieniu się wraz z nimi, nikt z nas nie wierzył w to, iż kiedykolwiek jeszcze go zobaczymy. Czasem pojawiał się w naszych snach, skurczony, opleciony językami &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/gabriel-leonard-kaminski-powrot-pana-swena-czyli-historia-kolem-sie-toczy/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Po słynnym w  naszej dzielnicy zniknięciu p. Swena w objęciach płomieni, a właściwie ulotnieniu się wraz z nimi, nikt z nas nie wierzył w to, iż kiedykolwiek jeszcze go zobaczymy. Czasem pojawiał się w naszych snach, skurczony, opleciony językami ognia, aby po chwili ulecieć pod postacią chmury przez okno, tworząc na tle nieba kształt nieregularnego pióropusza.</p>
<p>Kilka razy słyszeliśmy od naszych sąsiadów, że pan Swen doleciał aż w okolice Górki Blacharskiej i tam, gdy działkowicze wygaszali ogniska, siadał na kamiennym kręgu i  przez całą noc podtrzymywał ogień, czekając na niespodziewanych gości&#8230;.</p>
<p>Brakowało nam jego pomysłów, humoru i tego, że odnosił się do nas jak dorosłych, co wzbudzało wśród naszych rodziców niepokój, no bo jak to można szczeniaki, z tornistrami i kapciami przewieszonymi przez ramię, traktować jak normalnych ludzi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/gabriel-leonard-kaminski-powrot-pana-swena-czyli-historia-kolem-sie-toczy/attachment/graffititags0001_thumbhuge/" rel="attachment wp-att-4591"><img class="aligncenter size-full wp-image-4591" title="G" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/GraffitiTags0001_thumbhuge.jpg" alt="" width="248" height="340" /></a></p>
<p><span id="more-4589"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W tym wszystkim najlepsze było, iż uwielbialiśmy bawić się na stokach naszej ulubionej górki, o którą czasem toczyliśmy boje z chłopakami z Oporowa. Zwykle chodziło o to, który z nas zbierze więcej łusek po nabojach z rowów strzeleckich na zaimprowizowanym poligonie organizowanym przez żołnierzy z pobliskich koszar. Właściwie, prawie codziennie byliśmy na górce, udając po trochu, że się bawimy, a tak naprawdę rozglądaliśmy się ukradkiem, czy czasem nie dostrzeżemy gdzieś p. Swena lub jego śladów.</p>
<p>Zbliżał się koniec tygodnia, postanowiliśmy rozpalić ognisko i upiec parę ziemniaków podprowadzonych ze szkolnej stołówki. Siedzieliśmy już na samym szczycie góry, kiedy od strony Parku Tysiąclecia dostrzegliśmy zbliżającego się ku nam Gena toczącego obręcz na drucie. Kiedyś bawiliśmy się nią, ale ostatnio uznaliśmy, że jesteśmy już na to za starzy. Niemniej jednak pomysł Gena wydawał nam się na tę chwilę odkrywczy.</p>
<p>Dość szybko roznieciliśmy ogień. Las był suchy, kamienie usypane w koło gwarantowały, że nie spalimy go, chyba żeby zerwał się znienacka wiatr, ale i na to byliśmy przygotowani; każdy z nas na wszelki wypadek przyniósł w worku na kapcie trochę piasku.</p>
<p>Cylek przygotował patyki, ja kartofle. Geno wszedł w końcu na górę i zamiast wziąć od nas nadziany na patyk kartofel, ni stąd,  ni zowąd wrzucił obręcz do ognia.</p>
<p>- Co robisz ?! &#8211; zakrzyczeliśmy jednocześnie, myśląc po cichu, iż pewnie też byśmy tak zrobili. Wokół posypały się iskry.</p>
<p>- Aj, czego chcecie, wymyśliłem fajną zabawę, widziałem podobną, jak byłem u ciotki na wsi.</p>
<p>Skupieni na obracaniu kartofla w popiele udawaliśmy, iż nas nie interesuje.</p>
<p>- Bierze się rozgrzaną obręcz patykiem &#8211; kontynuował dalej Gen &#8211; .i puszcza ze zbocza, zaraz zobaczycie sami&#8230;</p>
<p>Bardziej głodni pieczonych kartofli niż nowej zabawy udawaliśmy, że nie bawi nas to tak, jak jego. Kartofle były już prawie czarne, obręcz zaczerwieniła się od ognia, i tak prawie jednocześnie wyciągnęliśmy z ogniska ziemniaki, a Geno obręcz, sprytnie nadziewając ją na długą gałąź. Był już zmierzch, w powietrzu czuć było rześką wilgoć zbliżającej się nocy.</p>
<p>Geno podszedł do zbocza i puścił koło z najwyższego brzegu. Dopiero teraz, gryząc ostrożnie gorące kartofle, zobaczyliśmy, o co mu chodziło. Toczące się koło rozsypywało wokół siebie trzeszczące iskry, a wilgotna trawa syczała jak wąż. Ślad po gorącej obręczy wyglądał tak, jakby ktoś w tym miejscu próbował wypalić łąkę. Spodobał się nam pomysł Gena, tym bardziej, że tydzień temu oglądaliśmy film &#8222;Gwiazdy Egeru&#8221;, gdzie obrońcy miasta puszczali na Turków ogromne płonące drewniane koła. Cylek, jak tylko obręcz dotarła na dół, wręczył Genowi swojego kartofla.</p>
<p>- Jedz, ja ją przyniosę – powiedział.</p>
<p>Popatrzyliśmy po sobie. Właściwie to każdy z nas pobiegł by na oślep za obręczą, ale chyba nikt nie chciał dać znać po sobie, że tak mu nam tym zależy. Nawet  długo oczekiwane kartofle już nam nie smakowały  jak na początku.</p>
<p>Cylek zbiegł na dół, a my gryźliśmy gorące, lepiące się do warg pieczone ziemniaki.</p>
<p>- Proponuję losowanie, żeby było sprawiedliwie -  rzekłem powoli, udając, że delektuję się ciepłym miąższem.</p>
<p>- Dobra, może być &#8211; odparli jednocześnie Rudek i Mały.</p>
<p>Dwudziestogroszowa moneta wskazała na mnie. Cylek nie bez ociągania wręczył mi koło, ja zaś wrzuciłem je w ognisko, a w zasadzie w pozostały po nim żar. Wpatrywaliśmy się zahipno-<br />
tyzowani,  jak ten po chwili zmienił je w stalową, rozżarzoną kolistą wstęgą.</p>
<p>Chwyciłem osmaloną gałąź i podniosłem nią koło, podszedłem do stromego zbocza góry, i uważając, żeby nie upadło, pchnąłem je w dół. Niespodziewanie obok mnie przemknął Geno. Trzymając się za szyję, zwinął się w kabłąk jak na wuefie i pomknął w dół zboczem góry. On                    i rozżarzona obręcz tworzyli w zapadającym zmierzchu niesamowite wrażenie. W gasnących iskrach, które zostawiała za sobą  obręcz, wyglądali jak nieziemskie istoty,  to wynurzające się, to znów niknące w ciemniejącym powietrzu. Gdy prawie nie było ich widać, mój cień niespodziewanie się wydłużył..Oglądnąłem się ostrożnie za siebie, gotowy na wszystko. To nie był mój cień, to był on! Pan Swen! W swojej sztruksowej marynarce, w błyszczących nowych butach, zupełnie jak wtedy&#8230; Zaniemówiłem, Cylek nieruchomo tkwił z nadgryzionym ziemniakiem w ręku, Mały stał się jeszcze bardziej mikry, a Rudek wytrzeszczał oczy, jakby im kompletnie nie dowierzał.</p>
<p>- Tak, chłopcy, to ja, wtedy to była tylko sztuczka, przepraszam, że was przestraszyłem, ale musiałem zniknąć, żeby prawdzie stało się zadość – powiedział pan Swen.</p>
<p>- Ale jak pan…? Jak Pan to zrobił? &#8211; spytałem podejrzliwie.</p>
<p>- No wiesz, nie zdradza się takich rzeczy, gdyż nie będą już miały w sobie tej tajemniczej siły. To  po prostu jedna z moich nowych umiejętności – odparł.</p>
<p>Dopiero teraz dotarło do nas, że rozmawiamy z żywym panem Swenem, tym od zapałczanego zamku i magicznej sztuczki z płonącą szturmówką. Nieważne już było, co się z nim działo w międzyczasie, teraz znowu był naszym znajomym sztukmistrzem z Przodowników Pracy.</p>
<p>- Widzę, że wy też nie próżnujecie i znaleźliście sobie nową zabawę, mówiąc to &#8211;  skinął głową w stronę wynurzającego się ze zbocza Gena z naszym kołem w rękach.</p>
<p>- Tak, czasem coś wymyślimy, ale pewnie za jakiś czas nam się to znudzi &#8211; odpowiedziałem nie zwracając uwagi, co myślą o tym Cylek, Geno, Rudek i Mały. Pan Swen kiwnął machinalnie głową, jakby w ogóle nie słuchał, co mówię, za to wciąż wpatrywał się w obręcz.</p>
<p>- Ciekawa sprawa, turlać się tak ze zbocza, co chłopcze &#8211; rzekł do Gena pan Swen.</p>
<p>- No pewnie, psze Pana &#8211; odrzekł speszony. Teraz dopiero dotarło do niego, że to pan Swen –   żywy, taki, jakim go widział w momencie, kiedy wchodził w podzelowanych butach na łepek zapałki.</p>
<p>- Powiedz mi, jak ty to robisz, że turlasz się ze wzgórza jak obręcz? &#8211; zapytał Gena.</p>
<p>- Normalnie, tak jak nam pokazywał pan na wuefie, chwytam się mocno za szyję, tak żeby zgiąć się w pałąk, ale najlepiej robić to tuż przy zboczu góry, a potem spadam w dół jak kamień lub jak to koło – odparł zapytany.</p>
<p>- Ciekawe, chłopcy, ciekawe &#8211; mówiąc to pan Swen, kiwał głową i przymykał oczy, jakby o czymś intensywnie myślał.</p>
<p>- Teraz ja &#8211; rzekł nagle, stojąc za mną, Mały.</p>
<p>- A może pozwolilibyście mnie &#8211; zapytał machinalnie p. Swen?</p>
<p>- Czemu nie &#8211; rzekł Geno, a ja twierdząco przytaknąłem.</p>
<p>Pan Swen zdjął marynarkę, podkasał rękawy koszuli, wziął obręcz z rąk Geno i wrzucił do żaru.-</p>
<p>- Musicie dorzucić drewna, bo zgaśnie &#8211; rzekł pewnym siebie głosem, wskazując na porozrzucane wokół suche gałęzie.</p>
<p>- Zrobi się, proszę Pana &#8211; odpowiedzieliśmy prawie chórem. Tylko Mały stał nadąsany, gdyż właśnie przepadła mu jego kolejka.</p>
<p>Ogień znowu rozjaśnił nasze twarze, a latarnia stojąca na dole, zbocze naszej góry. Pan Swen fachowo przewrócił obręcz na drugi bok i rozgrzaną do czerwoności nadział na grubą gałąź</p>
<p>okorowaną przez niego nożykiem wyciągniętym z kieszeni.</p>
<p>– Teraz uważajcie, chłopcy &#8211; powiedział. Podszedł na skraj zbocza i lekko, jakby to robił od zawsze, spuścił obręcz z góry. Teraz ja związałem się rękami z własną szyją i tak podobny do rozgrzanego koła sturlałem się w ślad za nim. Pan Swen pokiwał z uznaniem głową i ni stąd, ni  zowąd zaczął poruszać szyją, potem wyciągnął do góry ręce i stanął na palcach, jakby chciał jeszcze urosnąć o parę centymetrów.</p>
<p>- Ja nie jestem tak giętki jak wy, dlatego muszę trochę poćwiczyć zanim sam spróbuję – powiedział.<br />
- Jak to, chciałby Pan stoczyć się z naszej góry tak, jak my to robimy? &#8211; spytał niedowierzająco Geno, wyczuwając w samym tylko pomyśle p. Swena dużą dozę uznania dla nas.</p>
<p>- Oczywiście, zawsze o tym marzyłem, kiedy byłem w waszym wieku, tam, gdzie mieszkałem, nie było żadnej dużej góry, ba nawet lichego pagórka, tylko pola i równiny.</p>
<p>Skończyłem właśnie wchodzić na górę z obręczą, kiedy kiwali głowami ze zrozumieniem.<br />
- O co chodzi, Rudek? -zapytałem.</p>
<p>- Pan Swen będzie się turlał za obręczą &#8211; odrzekł krótko.</p>
<p>Nie chciało mi się wierzyć, ale gdy zobaczyłem, jak pan Swen próbuje, leżąc na trawie, zgiąć    się w pół i sięgnąć rękami szyi, nie zadawałem już żadnych zbędnych pytań. Wszystko było jasne,  p. Swenowi do tego stopnia spodobała się nasza zabawa, że staje się jednym z nas. Gdyby ktoś jeszcze kilka miesięcy temu wspomniał o tym, wyśmiałbym go, ba, może nawet wygwizdał.</p>
<p>Tym razem to Rudek rozgrzewał koło, a pan Swen już bez żadnego wysiłku sięgając palcami do szyi, łapał ją w splecione dłonie, tworząc ze swego ciała rodzaj elastycznej obręczy.</p>
<p>Rudek, jak mógł, najszybciej, wyjął rozpaloną do czerwoności obręcz, i poczekał przez moment, aż pan Swen na samym skraju stromego zbocza zegnie plecy w kabłąk i zamieni się giętkie żywe koło. Wszystko, czego dotknął się p. Swen, przemieniało się zawsze w prawdziwą sztukę. Tak stało się tym razem kiedy  turlał się z obręczą ze zbocza, tworząc w ciemnościach roziskrzoną imitację filmowego &#8222;egerskiego&#8221; koła. Na dole, jakby nigdy nic, rozprostował się, otrzepał spodnie ze źdźbeł trawy, i chwytając w ręce ostudzoną obręcz, zamachał nią w naszym kierunku. W tym momencie poczuliśmy się tak ważni, iż patrząc po sobie, myśleliśmy tylko o tym, że właśnie nas, uczniów z Blacharskiej, naśladował p. Swen.</p>
<p>Było już dobrze po dziesiątej, kiedy zgasiwszy ognisko, rozeszliśmy się  do domów.  Pan Swen nie poszedł jednak w stronę naszego bloku, lecz skręcił między ogródki działkowe, i zniknął za drzewami, tak jak szeptali o tym wcześniej nasi sąsiedzi.</p>
<p>Przez całą drogę, przekrzykując się wzajemnie, rozmawialiśmy tylko o tym.</p>
<p>Minęły jakieś dwa dni, kiedy idąc zboczem Górki Blacharskiej, zobaczyliśmy na szczycie p. Swena, który właśnie próbował sturlać się z jego skraju. Widać było, że opanował tę sztukę do perfekcji; fachowy, mocny chwyt za szyję i odepchnięcie piętami nawet na nas robiło wrażenie. Potem jeszcze kilka razy widzieliśmy go jak turlał się z różnych miejsc  w dół, a gdy już staczał się ze zbocza góry, wyglądał jak prawdziwe żywe koło, tylko jego koszula migotała nam pośród niekoszonych wysokich traw.</p>
<p>W piątek zawsze szliśmy po lekcjach na wysypisko, żeby poszperać między hałdami. Kolejnym naszym pomysłem było budowanie drewnianej platformy na kołach, za której pomocą której moglibyśmy zjeżdżać z góry nawet w czasie deszczu.</p>
<p>Wyszliśmy zza gęstych krzaków porastających zbocze, gdy nagle drogę przeciął nam pan Swen zwinięty w kabłąk, turlający się po płaskiej drodze, nie wiadomo jakim sposobem.</p>
<p>- Witajcie, chłopcy &#8211; rzekł, uśmiechając się do nas rozbrajająco jak niewinne niczemu dziecko</p>
<p>- Widzicie, tak też można – powiedział, i wygiąwszy plecy rozpędził się, a następnie przemieścił wzdłuż ścieżki wydeptanej przez działkowiczów.</p>
<p>Byliśmy tak zaskoczeni, że gdyby ktoś nas teraz zobaczył w tej pozie, pomyślałby, iż ma do czynienia z dziećmi specjalnej troski, jak mówiła zwykle o nas wychowawczyni.</p>
<p>Pan Swen zniknął za zakrętem, a my w dalszym ciągu tkwiliśmy po uszy w swoim zdziwieniu, nie odzywając się do siebie, jakbyśmy zapomnieli języka w gębie – co powtarzały nasze  matki, gdy złapały nas na kłamstwie.</p>
<p>Minęło lato, potem zaczął się kolejny rok szkolny, a p. Swen wciąż wturlał się po drodze z  przyklejonym do ust uśmiechem. I tak od tamtego czasu w naszej dzielnicy zwykło się mówić kolokwialnie:</p>
<p>– Popatrzcie tylko na pana Swena, historia zawsze kołem się toczy&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wrocław 6.05-19.06.2011</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong><a href="http://opt-art.net/helikopter/gabriel-leonard-kaminski-powrot-pana-swena-czyli-historia-kolem-sie-toczy/attachment/olympus-digital-camera-18/" rel="attachment wp-att-4601"><img class="alignleft size-full wp-image-4601" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/04/Gabriel.czyta_.wiersze1.jpg.Foks_1.jpg" alt="" width="350" height="525" /></a> Gabriel Leonard Kamiński</strong> – urodzony 1.IX.1957 r. w Gorzowie Wlkp. Od 1958 roku mieszka we Wrocławiu. Absolwent Instytutu Bibliotekoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego . Księgarz, wydawca, aktualnie dziennikarz i recenzent w Portalu Księgarskim. Od 1990 członek wrocławskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Autor ośmiu książek poetyckich, m.in.: „Opis rzeczy szczególnie martwych”, „Nie ma między nami różnicy, „Ulica Przodowników Pracy”, „Déja vu”, „Wratislavia cum figuris”, „Roth – Nowy Testament”, ”Pejzaże”, „Wratislavia cum figuris I”- wydanie II (płyta DVD). W przygotowaniu: „Wratislavia cum figuris II”.  Hobby: muzyka poważna, jazz, podróże, kolekcjonerstwo pierwszych wydań książek.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/gabriel-leonard-kaminski-powrot-pana-swena-czyli-historia-kolem-sie-toczy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

