<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>OPT - Ośrodek Postaw Twórczych</title>
	<atom:link href="http://opt-art.net/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://opt-art.net</link>
	<description>Kolejna witryna oparta na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Tue, 21 Feb 2012 10:54:05 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3</generator>
		<item>
		<title>Zapisy na kursy OPT &#8211; semestr letni 2012</title>
		<link>http://opt-art.net/aktualnosci/zapisy-na-kursy-opt-semestr-letni-2012/</link>
		<comments>http://opt-art.net/aktualnosci/zapisy-na-kursy-opt-semestr-letni-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 10:05:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dawid</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=3201</guid>
		<description><![CDATA[Zapisy na kursy OPT &#8211; semestr letni 2012 Zapisy na kursy organizowane przez Ośrodek Postaw Twórczych w semestrze letnim 2012, odbywać się będą w dniach od 20 do 25 lutego br. Spotkania organizacyjne i zapisy codziennie (ww. terminach) o godz. &#8230; <a href="http://opt-art.net/aktualnosci/zapisy-na-kursy-opt-semestr-letni-2012/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><strong>Zapisy na kursy OPT &#8211; semestr letni 2012</strong></h3>
<p>Zapisy na kursy organizowane przez Ośrodek Postaw Twórczych w semestrze letnim 2012, odbywać się będą w dniach <strong>od 20 do 25 lutego br</strong>.</p>
<p>Spotkania organizacyjne i zapisy codziennie (ww. terminach)<strong> o godz. 19.00</strong><br />
w siedzibie<strong> OPT – ul. Działkowa 15, Wrocław.</strong></p>
<p>&nbsp;<br />
<a href="http://opt-art.net/kursy/"><img src="http://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/408024_361043300573261_194045487273044_1372302_939101245_n.jpg" width="100%" alt="Zapisy na kursy OPT"/></a></p>
<p>Zapraszamy na kursy:</p>
<ul>
<li><strong><a title="Malarstwo_i_Rysunek" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-malarstwa-i-rysunku/">MALARSTWA I RYSUNKU</a></strong> (prowadzący: K. Pietrzak-Zawada, M. Wiercioch)</li>
<li><strong><a title="Fotografia" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-fotografii/">FOTOGRAFII</a></strong> (prowadzący: F. Zawada, K. Solarewicz, Ł. Rusznica, A. Cascalló)</li>
<li><strong><a title="Perkusja" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-nauka-gry-na-perkusji/">MUZYCZNY; PERKUSJA</a></strong> (prowadzący: J. Suchar)</li>
<li><a title="Rysunek_architektoniczny" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-rysunku-architektonicznego/"><strong>RYSUNKU ARCHITEKTONICZNEGO</strong></a> (prowadząca: K. Bielak)</li>
<li><a title="Projektowanie_graficzne" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-projektowania-graficznego/"><strong>PROJEKTOWANIA GRAFICZNEGO</strong></a> (prowadząca: Z. Jaros)</li>
</ul>
<p><a title="zapisy" href="http://opt-art.net/kursy/">Informacje o kursach i zapisach</a>.</p>
<p>Więcej pod nr telefonu <strong>71 3642765</strong> oraz mailem (info@opt-art.net).<br />
Zapraszamy!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/aktualnosci/zapisy-na-kursy-opt-semestr-letni-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Grzegorz Wróblewski – Siedem nowych wierszy</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/grzegorz-wroblewski-siedem-nowych-wierszy/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/grzegorz-wroblewski-siedem-nowych-wierszy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 19:37:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=2938</guid>
		<description><![CDATA[&#160; KURCZAKI I KSIĘŻYC &#160; Wracając z pracy, zawsze kupował pół pieczonego kurczaka. Potem poszła plotka, że się powiesił w parku pod miastem. Właściciel rożna nie mógł zrozumieć, dlaczego stracił najlepszego klienta. Wpatrzony w księżyc wycierał swój ostry nóż, który &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/grzegorz-wroblewski-siedem-nowych-wierszy/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><strong>KURCZAKI I KSIĘŻYC</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wracając z pracy, zawsze kupował pół pieczonego kurczaka.<br />
Potem poszła plotka,<br />
że się powiesił w parku pod miastem.<br />
Właściciel rożna nie mógł zrozumieć, dlaczego stracił</p>
<p>najlepszego klienta. Wpatrzony w księżyc wycierał<br />
swój ostry nóż, który powinien wytrzymać trzęsienie<br />
ziemi.<br />
Kurczakom było już wszystko jedno.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/grzegorz-wroblewski-siedem-nowych-wierszy/attachment/image50-3/" rel="attachment wp-att-2941"><img class="aligncenter size-large wp-image-2941" title="Image50" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/Image502-1024x537.gif" alt="" width="640" height="335" /></a></p>
<p><span id="more-2938"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>MAŁY TARZAN</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wspina się po drzewach, zamiast analizować<br />
<em>Ukwiecone trio</em><br />
Jana Tooropa.</p>
<p>Zachodzi słońce.<br />
Z głębi lasu dochodzą dzikie<br />
pomruki.</p>
<p>Powiększają mu się wtedy oczy,<br />
jakbyśmy nieustannie trzymali go<br />
pod kluczem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>OSAKA</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Oko.</p>
<p>Zachowaj je -</p>
<p>Na wszelki<br />
wypadek.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>ONTARIO</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dwóch młodych aktorów uderza skrzydłami o wodę,<br />
jak postrzelone dzikie gęsi.<br />
Wyławiają ich ze śmiechem.<br />
Nigdy więcej nie zagram roli anioła – żali się<br />
jeden z nich.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>WYPROWADZONE Z SALI</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wyprowadzone z sali dwie smukłe robotnice<br />
zdjęły szpilki i wachlują przemęczonymi od tańca<br />
stopami.</p>
<p>Świeci księżyc i oczy rozmarzonych handlarzy<br />
futer. Czy któraś z nich będzie kiedyś matką<br />
sławnej primabaleriny?</p>
<p>Czy któraś z nich będzie kiedyś matką sławnej<br />
primabaleriny?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>PISANIE WIERSZY O MUCHACH</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Pierwsza mucha wyglądała jak gangster – przyczajona, długie<br />
czarne ramiona, gotowa mi skoczyć do gardła.<br />
Obok niej pomocnicy, małe muszki, tworzące wściekłą<br />
aureolę.<br />
Gdy powiedziałem mojej dziewczynie,</p>
<p>że przyszło mi dzisiaj do głowy, że chcę koniecznie napisać o nich<br />
wiersz, zabroniła mi tego mówiąc: Opanuj się!<br />
Nie przypominasz sobie Alfreda Kubina?<br />
Tam także były muchy, gołe stopy faceta, któremu się w życiu<br />
spaliły garnki.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>PODRÓŻE Z PODRĘCZNĄ APTECZKĄ</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W radio maklerzy i Yellow Submarine. Zgasły światła… Rodzaj płaza?<br />
(Wyraźny oddech obecgo.)<br />
Dopiero dwie różowe tabletki rozwiały wątpliwości. Pod łóżkiem nikogo<br />
nie było.</p>
<p>Zadzwoniłem do Ciebie, pytając o prognozę<br />
pogody. Upłynęło zaledwie pięć godzin&#8230;<br />
Wybuchł wulkan, Somalia znów<br />
na krawędzi wojny&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<div id="attachment_2952" class="wp-caption aligncenter" style="width: 377px"><a href="http://opt-art.net/helikopter/grzegorz-wroblewski-siedem-nowych-wierszy/attachment/olympus-digital-camera-15/" rel="attachment wp-att-2952"><img class=" wp-image-2952 " title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/GrzegorzW3.jpg" alt="" width="367" height="490" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Janusz Tyrpak</p></div>
<p><strong>Grzegorz Wróblewski</strong>, ur. 1962 w Gdańsku, w latach 1966 –1985 mieszkał w Warszawie, od 1985 w Kopenhadze.</p>
<p>Zbiory wierszy: <em>Ciamkowatość życia</em> (1992, 2002<em>), Planety</em> (1994), <em>Dolina królów</em> (1996<em>), </em>Symbioza (1997), <em>Prawo serii </em>(2000), <em>Wybór</em> (2003), <em>Pomieszczenia i ogrody</em> (2005), <em>Noc w obozie Corteza</em> (2007), <em>Pan Roku, Trawy i Turkusów</em> (2009), <em>Hotelowe koty</em> (wybór wierszy, 2010),  Dwie kobiety nad Atlantykiem (2011)</p>
<p>Proza: <em>Kopenhaga</em> (2000), <em>Android i anegdota</em> (2007)</p>
<p>Traktat: <em>Nowa Kolonia</em> (2007)</p>
<p>Wybór dramatów: <em>Hologramy</em> (2006)</p>
<p>Wraz z Bobim Peru i Januszem Tyrpakiem płyta-cd <em>‘PROJEKT1’</em> (Ars Mundi, 2006)</p>
<p>Książki w jęz. duńskim<em>: Siesta på Nørrebro</em> (1994), <em>Hvis hver fluevinge er talt</em> (1999),<br />
<em>Kopenhaga</em> (2000), <em>Den ny koloni</em> (2003), <em>Soul Rebel</em> (2006)</p>
<p>Wybór wierszy w Bośni-Hercegowinie <em>Pjesme</em> (2002), w W. Brytanii <em>Our Flying Objects &#8211; selected poems</em> (2007)<em> </em></p>
<p>Arkusze poetyckie <em>These Extraordinary People</em> (UK, 2008), <em>Mercury Project</em> (USA, 2008), <em>A Rarity</em> (USA, 2009)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>- W 1995 roku zakłada wraz z Amirem (kompozytorem i muzykiem pochodzącym z Sarajewa) oraz Sławkiem Słocińskim (byłym perkusistą Deutera, Brygady Kryzys i Madame) grupę SLURP.<br />
Koncerty w Kopenhadze (m.in. Kapellet på Assistens Kirkegård) i Århus (Musik Cafeen).</p>
<p>- W 2004 roku wraz z pianistką Olgą Magieres tworzy PIANO &amp; POETRY, koncerty w Kopenhadze (m.in. w Jazz Club Loco/Stengade 30, Litteraturhaus-Kopenhaga 2005, 2009); występował ze znanymi muzykami sceny awangardowej i jazzowej, m.in. Johnem Tchicai i Haroldem Rubinem.</p>
<p>- Uczestnik działań artystycznych kopenhaskiej grupy TOTEM: Vølund (Kopenhaga 1996), “Galopperiet” ved Spiseloppen (Christiania-Kopenhaga 1996), Kunstkorridoren Nådada , Kopenhaga 1997</p>
<p>- Wystawy malarstwa: Arthouse (Kopenhaga 1991), Galerie 2112 (Rødovre-Kopenhaga 1992,1993), Galleri Asbæk (Kopenhaga 2007), Galleri Brantebjerg (Nykøbing Sj., Dania 2007, 2008), Art Expo 2008 (Viby J./Aarhus, Dania 2008), Galleri Zenit (Kopenhaga 2009)</p>
<p>- Z Maciejem Sinkowskim (Bobim Peru) i Januszem Tyrpakiem płyta cd ‘PROJEKT1’ (Ars Mundi, Warszawa 2006)</p>
<p>- Współpraca artystyczna z Doris Bloom ‘Bloom/Wroblewski’: Den Frie, DECEMBRISTERNE (Kopenhaga 2007), Blå Time (Kopenhaga 2008)</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/grzegorz-wroblewski-siedem-nowych-wierszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sasza Griszczenko &#8211; Wstecz. Długi wiersz prozą [fragment]</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/sasza-griszczenko-wstecz-dlugi-wiersz-proza-fragment/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/sasza-griszczenko-wstecz-dlugi-wiersz-proza-fragment/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 19:36:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=2959</guid>
		<description><![CDATA[&#160; I Miasto leżało na pustyni. Lecz pustynia była daleko. Być może gdzieś za miastem rosły góry. Mniejsza o to. Najważniejsze, że pustynia – była. I była wszędzie. Ale nie było morza. Morza nie było wcale. Nikt go nie widział. &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/sasza-griszczenko-wstecz-dlugi-wiersz-proza-fragment/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><strong>I</strong></p>
<p>Miasto leżało na pustyni. Lecz pustynia była daleko. Być może gdzieś za miastem rosły góry. Mniejsza o to. Najważniejsze, że pustynia – <em>była</em>. I była wszędzie.</p>
<p>Ale nie było morza. Morza nie było wcale. Nikt go nie widział. Wiem to na pewno. W każdym razie – <em>wiedziałem</em>. Ponieważ <em>wtedy</em> – morza naprawdę nie było. Możliwe, że i teraz go nie ma. A jeszcze <em>dawniej</em> – do najbliższego morza karawana szła 37 dni. Lecz potem – morze znikło. A przecież mogło w ogóle go nie być! A do drugiego najbliższego morza wędrowało się 53 dni. I cały czas &#8211; przez pustynię! Niektórzy się domyślali, że za górami, które na pewno rosły gdzieś niedaleko, rozpościerał się ocean, ale o tym nie wypadało mówić.</p>
<p>W mieście nikt nie mieszkał. W nim ludzie tylko umierali albo się rodzili. W nim umarli obaj moi dziadkowie, z których jeden urodził się na pustyni, a drugi w stepie, nad jeszcze dalszym morzem. W nim urodziłem się ja. I mój brat. Ale już nie mieszkamy w mieście.</p>
<p>Ten dziadek, który się urodził na pustyni i mówił językiem Aborygenów, dziś już zapomnianym, siedział w centrum miasta i kierował ruchem pociągów wożących ludzi przez pustynię – do miasta albo z miasta: jedni przyjeżdżali tu umierać, drudzy się rodzić, inni stąd wyjeżdżali. Bo już się urodzili. Albo już umarli.</p>
<p>Ten dziadek, który się urodził w stepie, nad morzem, chciał mnie nauczyć dalekiego stepowego języka, ale nie zdążył, bo ja się urodziłem, a on umarł. Dlatego nie pamiętam ani dziadka, ani języka, którym mówił. Dziadek robił z brązu, z granitu i jeszcze z czegoś, z czego zwykle robi się takie rzeczy, wielkich wąsatych wujków. Widziałem ich fotografie. Stali ci wąsaci wujkowie na pustyni, a obok, po żelaznych szynach, pędziły pociągi, gnane przez mojego drugiego dziadka, tego, który się urodził na pustyni i znał język Aborygenów, dawno zapomniany.</p>
<p>Możliwe, że Aborygenów też nie było. A był tylko – język. Ale nie było w tym języku głoski [szcz]. Dlatego mojego nazwiska i nazwiska mojego dziadka i jego syna, a mego ojca – nie dało się w tym języku wymówić. Można je było tylko pomyśleć. A napisać w ogóle się nie dało. Ale wiem na pewno, że było w tym języku słowo „umr”, które znaczyło „życie”. Reszty słów nie było.</p>
<p>W końcu opuściłem miasto. Albo miasto opuściło mnie, wyskoczyło z pociągu jadącego przez pustynię. I tam zostało. Zostało na pustyni. A może ciągle jeszcze wlecze się po torach, próbując dogonić pociąg. Ale nic z tego!<span id="more-2959"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>II</strong></p>
<p>Nasz zwykły ośmiopiętrowy blok w kształcie podkowy wrzynał się w kanał, po którym codziennie (nawet kilka razy) przepływał wzorzystą łodzią rządca miasta i otaczającej miasto pustyni. A za wzorzystą łodzią płynęli rozmaici drapieżcy: pluskwy domowe, węże, krokodyle, smoki – i każdy z automatem Kałasznikowa. Na marmurowe nabrzeże kanału, ozdobione gęstym mchem i darnią, wychodziły okna naszego mieszkania. Na parterze. Oplatała je winorośl, machała do nas kleistymi zielonymi łapkami, chwacko ruszała jasnozielonym wąsem, nie mając pojęcia, choć to wstyd, że można z niej robić wino. Bo wina nikt w mieście nie pił. Wino było dla mieszkańców miasta zbyt prostackim napojem. Mieszkańcy miasta żywili się wyłącznie nektarem i ambrozją. Ów zwyczaj, panujący tu od tysiącleci, przywiózł ze sobą wielki zdobywca, wódz o dwóch rogach, który też żywił się tylko rosą osiadającą na łodygach piołunu. To był na pewno gorzki piołun. A za naszym oknem rosły dmuchawce. Babka. Gorczycznik. Lebioda. Koniczyna. Jaskółcze ziele. Lucerna. Kwiaty babki i koniczyny bardzo smakowały mieszkającym w ogródku żółwiom. Ale kwiatami gorczycznika baliśmy się je karmić, myśleliśmy, że od tego ślepną. A komu potrzebne ślepe żółwie?</p>
<p>W mieszkaniu, na obudowanym balkonie, pod oknem, które codziennie widziało, jak się przemieszcza władyka miasta i przylegającej do miasta pustyni, rosły kaktusy. Kaktusy miały za mało światła i dlatego wyrastały długie, długaśne, i przebijały sufit. Najpierw sypało się wapno. Potem beton. Potem kurz od sąsiadów. Na samym końcu sypały się afgańskie przekleństwa. Nad nami mieszkali Afgańczycy. Albo Turcy. Albo jedni i drudzy. A może nikt tam nie mieszkał, bo czasem lała się na nas czyjaś woda. Dużo wody. Musiała to być woda bezpańska. A na suficie pojawiały się żółte plamy i pomarańczowe pęcherze. Tak było w dużym pokoju, tam, gdzie na parapecie stało akwarium z parą traszek. Przed traszkami mieszkała w akwarium szczeżuja wielka, która zjadła malutkiego suma. A przed sumem żyły w nim czarne ryby-teleskopy. Ale umarły. Samiec umarł. Był wdowcem. Wcześniej umarła samiczka. A przed teleskopami akwarium było suche i mieściło się w nim 20 litrów powietrza, które wdychała Roza, świnka morska, ale się udławiła własnym szczęściem. A przed Rozą – biały chomik Juan Manuel. Biały, z czerwonymi oczkami. Chyba był samicą, tylko imię miał męskie, z głupiego meksykańskiego serialu. A przed Juanem Manuelem w akwarium znów była woda i pływały w niej między łodygami rogatka mało wybredne gupiki. Pawie oczka. Dziwne, ale one też umarły. A jeszcze wcześniej w ogóle nie było akwarium.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>III</strong></p>
<p>W dużym pokoju, który nazywaliśmy salonem, mieszkał telewizor. Stał na barku –drewnianej lakierowanej trumnie na krótkich nóżkach. Zabawnie się ją otwierało. Najpierw otwierały się drzwiczki – do dołu, pod kątem prostym. Za drzwiczkami – ślepa drewniana ściana. Wystarczyło ją pchnąć i wnętrze barku zaczynało się obracać&#8230; A w środku lustrzany pokoik.</p>
<p>Dopiero później się dowiedziałem, że barek służy do przechowywania specjalnych napojów, które napawały mnie lękiem. Bałem się ich dzikiego smaku. Piekły od niego usta. Bałem się ich nieokiełznanej siły. Ale u nas te napoje nie mieszkały w barku, tylko na świątecznym stole. I zwykle nie za długo. Często zostawały na dnie kieliszków. Czasem poiliśmy nimi świnkę morską. Albo straszyliśmy rudego kota-abstynenta. Rudy kot przeżył świnkę i chomika, i rybki, i traszki. I pustkę akwarium.</p>
<p>A w barku skrywała się lutownica taty. Kalafonia (marzenie o bursztynie). I gołe drewniane ciotki. One były wszędzie. I w barku, i na telewizorze, na stole, i na półkach. Na każdej półce naszej meblościanki. Dlatego wiedziałem, jak wygląda rozebrana kobieta, na długo przed tym, nim zobaczyłem prawdziwą. Rzeźbił je dziadek, ten, który nie zdążył mnie nauczyć dalekiego stepowego języka.</p>
<p>Te ciotki z drewna, bejcowane, wypolerowane, to były alegorie. Wolność – jako kobieta zrzucająca parandżę. Macierzyństwo – z golutkim niemowlakiem. Było też parę kobiet z mieczami. I były po prostu – kobiety. O dużych piersiach. I nie do wiary szerokich biodrach. Z cienką talią. Z długimi, skłębionymi włosami. Nie wiedziałem wtedy, nie wiedziałem, jak nazywała się ta jedna &#8211; z owocem granatu w dłoniach. A druga – szczupła, szczuplutka – z burzą włosów wzlatujących do sufitu.</p>
<p>W nocy zeskakiwały z półek i właziły na parapet. A przecież były z drewna. Poruszały się z trudem. Bolało je, kiedy zginały stawy. Często spadały na podłogę. Na dywan. Nieraz budził mnie stukot spadających gołych ciotek. Chowałem głowę pod kołdrę i długo nie mogłem zasnąć, aż wiatr, który przypadkiem uwiązł w okiennych szparach, zalizywał ich drewniane rany.</p>
<p>O świcie znów wszystkie były na miejscach. Posypywały się kurzem &#8211; dla niepoznaki. A ja i tak wiedziałem, wiedziałem!..</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>IV</strong></p>
<p>Dwa stoły: jadalny (duży) i podręczny (mały). Krzesła. Dwa fotele. I rozkładana kanapa. Z dużego stołu można zeskakiwać, machając przy tym rękami. Tak z bratem uczyliśmy się latać.</p>
<p>A jeszcze można było z dużego stołu zrobić <em>domek</em>. Taka zabawa: <em>w </em><em>domki</em>. Wszystkie meble trzeba zawiesić kapami, kołdrami i szmatami. Idą w ruch deski, listwy i szczotki. Ale najważniejsze są szmaty. Kapy ściągaliśmy ze wszystkich łóżek. Z maszyny do szycia – szmaragdowozieloną czarodziejską płachtę, pluszową, z frędzlami. Wystrojony w tę płachtę, często bawiłem się w króla. Ale najciekawiej było – w <em>domkach</em>. W środku, pod stołem przykrytym grubym pluszem, było tak ciemno, że świeciliśmy z bratem latarką. W naszym własnym <em>domku</em>. Małym, przytulnym. Do którego można było się tylko wczołgać. Reszta mieszkania była taka ogromna i niezbadana, że aż strach. A tu u nas, za pluszową ścianą, pachniało kurzem. I sufit nie przeciekał. Do <em>domku</em> można było śmiało zaprosić gości. A najlepiej po prostu w nim siedzieć, po ciemku. I milczeć. Albo o czymś rozmawiać. Tylko o czym się rozmawiało w <em>domku</em>, nie pamiętam. Chyba o niczym. Ale na pewno się nie milczało. A jeśli się milczało, to też o czymś.</p>
<p>Kurz był dwojakiego rodzaju. Domowy i uliczny. Uliczny poniewierał się na dworze. W ogródku pod naszymi oknami. Tam była ziemia. Pokruszona ziemia. Przeżuta przez słońce. I na drogach też leżał uliczny kurz. I przed wejściem. W odróżnieniu od domowego był żółty. Akurat w kolorze słońca. I ziemi, oczywiście. Kurzem pachniało powietrze i nasycała się odzież. Ale był jeszcze – zapach główny. Powszechnie znany, właściwy miastu od samego początku, któż nie opisywał tego zapachu, a nazywano go tak: „zapach kurzu przybitego deszczem do ziemi”. Był on nawet słynniejszy od zapachu melonów, potężnych jak biodra gołych ciotek. Bo melony też się pokrywały kurzem. A dawni poeci pustyni pisali, że w ten kurz starły się przed wiekami kości bogatych i biednych, mędrców i głupców, mężczyzn i kobiet.</p>
<p>Nie tylko deszcz przybijał do asfaltu tumany słonecznego kurzu. Zabawniej było polewać go wodą ze szlauchu, szczególnie po zachodzie, kiedy ziemia jest jeszcze gorąca. I powietrze jest jeszcze gorące. A woda w szlauchu – zimna. Wtedy zapach jest jeszcze słodszy.</p>
<p>A z ulicznego kurzu można robić – <em>boboczkę</em>. <em>Boboczkę</em> robi się tak: bierze się szczyptę kurzu. Tylko musi być czysty. Bez piasku, bez gałązek, bez mrówczej łapki. I trzeba splunąć na równą powierzchnię, ale tak, żeby plwocina była okrągła. Najlepiej – idealnie okrągła. I przysypać ją kurzem. Jeśli nastawić uszu, słychać, jak kurz i ślina skwierczą. A jak się dobrze wsłuchać, można rozróżnić szepty bogatych i biednych, mędrców i głupców, mężczyzn i kobiet. Szepczą do siebie w dawno zapomnianym języku pustyni, w którym jest tylko jedno słowo i nie ma w nim dźwięku [szcz], charakterystycznego dla prawdziwego szeptu. A jeśli wsłuchać się jeszcze mocniej, można wyłowić jeszcze jedno słowo – „pisz-pisz”. Tak wołają na kota.</p>
<p>I tworzy się okrągła, lekko spłaszczona blaszka, która powinna wyschnąć. A kiedy wyschnie, trzeba ją mocno pocierać wskazującym palcem. Polerować, aż sczernieje. To właśnie będzie <em>boboczka</em>. Okrągła jak słońce. Jak nocne słońce, czarne i niewidoczne.</p>
<p>A kurz domowy jest szary i włóknisty. Kurz domowy leżał na półkach, książkach, stołach i szafkach, na telewizorze, na parapecie, na ramionach i głowach drewnianych gołych ciotek. Najwięcej było go pod łóżkami. Tam zbijał się w kłęby, oblepiał brudne skarpetki, przywierał do zapomnianych zabawek i brudził palce. A zapomniane zabawki ginęły. Znikały. Ulatniały się. Wchłaniała je przestrzeń mieszkania. Pożerał je czas mieszkania. I nikt już ich nie znajdował. I nigdy nie znajdzie. Więc kiedy ginęła jakaś rzecz, i ginęła w mieszkaniu, i byliśmy pewni, że w mieszkaniu, i długo nie mogła się znaleźć, to nie było sensu dalej jej szukać. Koniec. Przepadła. Licho zabrało.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>V</strong></p>
<p>Licho nie umiało czytać. Dlatego nigdy nie zabierało książek. Książki nigdy nie przepadały. Nie było ich zbyt wiele. A i tak się mieszały, przeskakiwały z półki na półkę. I układaj je później na miejsca! A kiedy układasz – to oczywiście przeglądasz, podczytujesz. Czasem tak się zaczytasz – i już ciemno, już zima nastała. Chociaż w mieście leżącym na pustyni zimy nie było. Zima zdarzała się gdzieś tam, daleko od miasta – taka prawdziwa zima, na którą my, naiwne głuptasy, daremnie czekaliśmy w mieście. Domowy kurz przypominał o śniegu. Był szary, ale na ciemnych półkach meblościanki, tam, gdzie stały książki, wydawał się bielusieńki. Śnieżny. Księżycowy.</p>
<p>A meblościanka była jak osobne mieszkanie! Wysoka, prawie do sufitu, wyższa niż my wszyscy. Na samej górze stała na marmurowym postumencie żółta drewniana ciotka, goła, z gęstą spiralą włosów. No i jeszcze lubił się tam przechadzać nasz rudy kot. Brał rozpęd na dywanie, potem wskakiwał na stół. Przewracał wazony. A najważniejsze, że tam, pod sufitem, na starych gazetach, suszyła się, przywieziona z gór rosnących gdzieś za miastem, dzika róża. Dzika róża suszyła się. Dopóki nie skamieniała.</p>
<p>A pod półką, na której suszyła się dzika róża, był cały rząd szafek. Żeby je otworzyć, trzeba było wejść na krzesło lub stanąć na wysuniętych do przodu dolnych szafkach. Albo wleźć na stół, zwłaszcza jeśli się chciało pogrzebać w ostatniej szufladzie z prawej strony, tej przy oknie. Leżały tam teczki z naszymi rysunkami z dzieciństwa, malowanymi akwarelą, kredkami albo piekącym flamastrem. Trzeba je było trzymać pod kluczem. Te rysunki. Żeby przypadkiem nie wyskoczyły z nich fluorescencyjne bażanty, zające o chudym, podłużnym tułowiu i z łapami jak u niedźwiedzia. Żeby nie zszedł z pomarszczonej od wilgoci kartki akwarelowy Bóg, cały w dużych, rudych promieniach, z kołem od lokomotywy nad głową. Dobrze robiliśmy, że trzymaliśmy to wszystko w teczce. W szufladzie. Zwłaszcza mieszkańców innych planet. Zielonych cudaczków.</p>
<p>No i jeszcze albumy ze zdjęciami. Nie były to najstarsze zdjęcia. Za to czarno-białe, zrobione głównie przez tatę, wywołane w ciemnej łazience, przypięte spinaczami i wysuszone. Na niektórych wił się na białym prześcieradle w groszki ciemny kosmaty robaczek. Na innych ten sam robaczek był szczelnie zawinięty w pieluszki i wyglądał jak biała laleczka z wielkimi oczami i dużą głową. To byłem ja. Kiedy siebie nie pamiętam. Czyli – ja, kiedy mnie jeszcze nie było. Ale było coś, co się ruszało, płakało i śmiało, i dopiero później miało stać się mną.</p>
<p>Na drugich zdjęciach – duża biała kijanka. Mój brat. Na innych – my dwaj. Na kolejnych – my i ktoś jeszcze. Na następnych – ktoś jeszcze, ale już bez nas. I tak dalej. Zdjęcia rodziców zajmowały oddzielne albumy. Ale to było jakieś zbiorowisko fantomów, gdzie oprócz takich dziwnych, nieprzyzwoicie młodych, a nawet całkiem malutkich, mamy i taty, oprócz znajomych ciotek i wujków, nie brodatych jeszcze i nie łysych, nie było nikogo, poza poruszającymi się i mówiącymi postaciami. I wszystkie te postacie zastygły w najróżniejszych pozach, i tak już zostało. Koniec. Rozpłaszczyli się w grubych albumach. I uparcie milczeli.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>VI</strong></p>
<p>Choinkowe zabawki w kartonie. Wyjmowało się je raz do roku. I raz do roku chowało. Wisiały na gałązkach sztucznej, plastikowej choinki, która większość swojego życia przeżyła w jednej z górnych szafek. Rozebrana na części. Zabawki dzieliły się na szklane i nieszklane. Szklane były ładniejsze. A ze szklanych najładniejsze były jaskrawe bombki, w nich odbijają się nasze twarze i są wtedy podobne do pysków i ryjów. A ulubioną naszą zabawką był biały szklany domek, przysypany białym szklanym śniegiem. Funkcję śniegu pełniła również wata i girlandy z cieniutkiej folii. A girlandy z grubej folii udawały lodowe łańcuchy. Innego śniegu nie było, tak jak nie było innej zimy, jeśli w ogóle była jakaś zima.</p>
<p>Tylko raz przyśnił mi się śnieg, prawdziwy – zimny, puszysty, tający w rękach, kiedy wracałem ze szkoły. I od razu nabrałem sobie tego śniegu do torebki po bułce z masłem. Przyszedłem do domu i śnieg z mojego snu położyłem w zamrażalniku. I zapomniałem o nim, do Nowego Roku. A w noworoczną noc, gdy się zbudziłem z wiosenno-letnio-jesiennej śpiączki, wyjąłem zbitą, na wpół zlodowaciałą bryłkę z zamrażalnika i na talerzu podałem ją do stołu. Nikt z noworocznych gości nie tknął śniegu. Nikt nie wierzył w śnieg. Wszyscy mówili, że śniegu nie ma. Że się nie zdarza. Że to taka bajka dla małych dzieci. A ty już jesteś dorosły. Dla zabawy możesz sobie wierzyć. Ale śniegu nie ma, nie było, i nie będzie. Dlatego nikt go nawet nie dotknął, nikt nie roztopił ani jednej śnieżynki. I po co to wszystko, skoro śniegu – nie ma?</p>
<p>Tamten śnieg, prawdziwy śnieg nie był słodki. Za to ile było najróżniejszych słodyczy! Tabliczki czekoladowe, cukierki, batoniki. Prażone orzeszki w mlecznej polewie. Zefir, chałwa, rachat-łukum, pomadki, galaretki. Tort posypany ciepłym lepkim śniegiem, z chrupiącymi bezowymi śnieżkami na środku i po bokach. Taka właśnie zabawkowa, cukiernicza, posrebrzana zima. Z zapachem girland, plastikowego <em>deszczu</em>. Z polimerowym zapachem sztucznej choinki i trzaskiem noworocznego telewizora. Prawdziwe choinki nie rosły w mieście ani w okolicy, przywożono je spoza pustyń, rzek i mórz. W mieście rosły choinki polietylenowe, polipropylenowe, fenolowo-formaldehydowe oraz jałowce. Zimę trzeba wymyślać, bo jest piękna, jak ten wiszący na niezniszczalnej, wiecznie zielonej choince domek. Rozbity przez nieuwagę.</p>
<p>Nieprawdziwa zima, długa i surowa, a w niej Nowy Rok wyrywa się w ciemność jednej jedynej nocy i tuzina pachnących spalenizną wieczorów – zima nie ta prawdziwa, lecz ta wymyślona przez starą watę – śnieg, który się nie topił i wchłaniał wszystkie zapachy, strachy na lachy, ochy i achy, i&#8230; światło choinkowych lampek i pstrokatych gwiazdek, połączonych w elektrogirlandę.</p>
<p>A ten szklany domek lubiłem za jego niepowtarzalny zapach. Żadna rzecz w mieszkaniu nie pachniała tak jak on. Pewnie dlatego, że domek, jak wszystkie choinkowe zabawki, był pusty w środku. I przechowało się w nim powietrze z czasów, kiedy mnie jeszcze nie było. Kiedy go wieszał na sztucznych choinkowych gałązkach ktoś, kto nie podejrzewał, że się wkrótce pojawię. (Zabawki na choinkę to najlepsze naczynia do przechowywania starego powietrza). A jak domek się stłukł, powietrze z niego wyszło i już w żadnej rzeczy nie mogło się schować. Rozpłynęło się. Jak kropla w morzu. Ale morza – nie było. Była pustynia.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>(z rosyjskiego</em> <em>przełożyła Izabela Korybut-Daszkiewicz )</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/sasza-griszczenko-wstecz-dlugi-wiersz-proza-fragment/attachment/grish5/" rel="attachment wp-att-2963"><img class="aligncenter size-full wp-image-2963" title="grish5" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/grish5.jpg" alt="" width="168" height="168" /></a></p>
<p><strong>Sasza Griszczenko</strong> – rosyjski prozaik, poeta. Urodził się w 1983 r. w Taszkiencie. Od 2000 r. mieszka w Moskwie. Ukończył wydział filologiczny na Państwowym Moskiewskim Uniwersytecie Pedagogicznym, gdzie obecnie wykłada. Autor tomiku wierszy <em>Pierwaja kapla</em> (Pierwsza kropla, 2000) i opowieści <em>Wspiat’</em> (Wstecz, 2004), za którą otrzymał niezależną nagrodę literacką „Debiut” w kategorii dużej prozy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://opt-art.net/helikopter/sasza-griszczenko-wstecz-dlugi-wiersz-proza-fragment/attachment/iza-fotka/" rel="attachment wp-att-2964"><img class="aligncenter  wp-image-2964" title="Iza - fotka" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/Iza-fotka-225x300.jpg" alt="" width="203" height="270" /></a></p>
<p><strong>Izabela Korybut-Daszkiewicz</strong> – tłumaczka literatury litewskiej i rosyjskiej. Ukończyła  polonistykę i lituanistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała w redakcji „Literatury na Świecie”, uczyła języka polskiego w Kirgizji. W jej przekładzie ukazały się m. in.: proza Herkusa Kunčiusa <em>Moja walka bambino</em> (Białystok 2001), powieść Sigitasa Parulskisa <em>Trzy</em> <em>sekundy nieba</em> (Warszawa 2008), powieść Pawła Sanajewa <em>Pochowajcie mnie pod podłogą</em> (Warszawa 2009). Przygotowała numer litewski „Literatury na Świecie” (nr 1-2, 2005).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/sasza-griszczenko-wstecz-dlugi-wiersz-proza-fragment/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Robert Rybicki &#8211; Strzały znikną (fragment poematu, vol.2)</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/robert-rybicki-strzaly-znikna-fragment-poematu-vol-2/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/robert-rybicki-strzaly-znikna-fragment-poematu-vol-2/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 19:36:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=2971</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Rano: pisać całym sobą i codziennie, zatrzeć się jak stara zębatka. Iść przez ciemność i pisać, nożem pisać na ciałach przechodniów, wykrawać połcie wierszy ciał, umyj zęby pumeksem, zatrudnij kogoś do sprzątania statków kosmicznych, przeźroczysty metal, a w całym &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/robert-rybicki-strzaly-znikna-fragment-poematu-vol-2/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Rano: pisać całym sobą i codziennie,<strong><em></em></strong><br />
zatrzeć <em>się</em> jak stara zębatka. Iść przez<strong><em></em></strong><br />
ciemność i pisać, nożem pisać na ciałach<br />
przechodniów, wykrawać połcie <em>wierszy</em> ciał,<strong><em></em></strong><br />
umyj zęby pumeksem, zatrudnij kogoś do<br />
sprzątania statków kosmicznych, przeźroczysty<strong><em></em></strong><br />
metal, a w całym rachunku <em>God is Dog</em>. Ale<strong><em></em></strong><br />
gdzie przechodnie, tylko spacerujący do pracy<br />
w fabryce, twarze, które znam z Polski, sterane,<strong><em></em></strong><br />
zjechane, pożółkłe mordy, Ojciec też tak szedł<strong><em></em></strong><br />
dzień w dzień do Elektrowni, <strong><em>teraz</em></strong> <em>ja </em>chodzę,<strong><em></em></strong><br />
absolwent Uniwersytetu, do pracy w <em>Factory</em>.<br />
Pasikonik pomysłu przeskoczył nad trawami przysłów.<br />
Bazylotwór stoi u bramy i bacznie obserwuje swoje odbicie w <strong><em></em></strong><br />
kałuży, to jest mężczyznę o torsie i głowie owczarka<strong><em></em></strong><br />
niemieckiego. Zostaniesz punkiem, Czytniku,<strong><em></em></strong><br />
choćbyś miał siedemdziesiątkę na karku, będziesz tańczył<strong><em></em></strong><br />
<strong><em>pogo </em></strong>ze śmiercią, czyli ciałem astralnym w płaszczu z kapturem,<strong><em></em></strong><br />
wyobraź sobie <strong><em>pogo </em></strong>zwłok na Placu św. Piotra. Radosne<strong><em></em></strong><br />
<strong><em>pogo</em></strong> zwłok zamordowanych przez kościół, szkielety katedr,<br />
czekam na zasłużoną śmierć kościoła. Wyobraź sobie<strong><em></em></strong><br />
<strong><em>teraz</em></strong> figurę Śmierć Kościoła, szkielet katedry wstaje<br />
i idzie przez miasto w płaszczu z okrutnym kapturem,<br />
z którego wyziera pustka, kaptur to nakładka z <em>CS</em> Oriego.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/robert-rybicki-strzaly-znikna-fragment-poematu-vol-2/attachment/ruby_slippers_lsd_sheet-2/" rel="attachment wp-att-2984"><img class="wp-image-2984 alignnone" title="Ruby_Slippers_LSD_Sheet" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/Ruby_Slippers_LSD_Sheet1.jpg" alt="" width="355" height="355" /></a></p>
<p><span id="more-2971"></span><strong><em></em></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Kościół jest Słowem, który wziął się od kości<br />
i obróci <em>się</em> w kości. Z kości (<em>bone</em>) powstałeś, <strong><em></em></strong><br />
paliłeś kość, kości zostały rzucone, gramy w kości,<br />
kości będą <em>się</em> szlajać po podziemiach, <em>ahoj</em>! <em>Čo</em>?<strong><em></em></strong><br />
Widzieliście tę tragifazę?  Zaprzeczmy <strong><em>teraz</em></strong> chórem<br />
<em>wszystkim</em> wymiarom bytu i połóżmy <em>się</em> do trumny/zagadki<br />
sudoku i wstawmy kilka cyfr w brakujące pola, patrzmy<br />
na tę kostkę Rubika sukcesu koczkodanów trzymających<strong><em></em></strong><br />
w łapkach astrolabia, Dzikołak ubrał garnitur z saczkiem<strong><em></em></strong><br />
na gigantyczne jądra, p r z y w o ł u j ę  <strong><em>t e r a z</em></strong>, jest ono<strong><br />
</strong>jak ramka, która w sobie <strong>nic</strong> nie zawiera, nie ma Ciebie, <strong><em>teraz</em></strong>,<br />
<em>wszystko </em>odjeżdża, kontrola <em>się</em> rozpływa w świadomości.<br />
Świadomość, <em>miejmy nadzieję</em>, jest poza kontrolą.<br />
Kontrola jest świadomością. Świadomość kontroli.<br />
Zdecydowanie wolę Słowo przytomność, niekoniecznie<strong><em></em></strong><br />
umysłu. Ściągam spodnie i wypinam dupę w stronę muszli:<strong><em></em></strong><br />
<em>chlup</em>! Składam dłonie i modlę <em>się</em> ustami trędowatego,<strong><em></em></strong><br />
który sypia we własnym kale. <em>Przyjemność</em> i <strong><em>pamięć</em></strong>, <em>tak</em>?<br />
Wystarczy rozpirzyć logikę i rozpadnie <em>się</em> System.<br />
Wystarczy, żeby cała ludzkość zwariowała kompletnie<br />
i <em>wszystko</em> przestanie działać; gdy w wyniku jakiegoś<strong><em></em></strong><br />
nieprzewidywalnego, globalnego szoku psychicznego<br />
zdziczejemy, System upadnie! Upadnie! Upadnie!<strong><em></em></strong><br />
Wystarczy, że połowa ludzkości, trzy miliardy istnień,<strong><em></em></strong><br />
zeświruje kompletnie i klapa! Koniec cywilizacji!<strong><em></em></strong><br />
Kanale estetyki! Burzo mózgów! Burzo w szklance!<strong><em></em></strong><br />
Wyparzona skarpeto, która śmierdzisz jak zmachany pies!<strong><em></em></strong><br />
Kiszony ogórku, który skończyłeś w zupie z ogórków!<strong><em></em></strong><br />
Osuwał <em>się</em> po poręczy, gdy czytała swój intymny wiersz.<strong><em></em></strong><br />
Intymny, na ile może być paplanina babci klozetowej na kwasie.<br />
Mroku chlebaka, odezwij <em>się</em> choć jednym okruszkiem!<strong><em></em></strong><br />
Mydliny, nie spłyniecie tak szybko po zboczach wanny!<br />
Nie wiesz jeszcze, ile we <em>mnie</em> niedognitych wiązadeł,<strong><em></em></strong><br />
korytarzy i wind, karetek pogotowia i zsypów wewnątrz<br />
klatek schodowych, które ciągną <em>się</em> w nieskończoność,<strong><em></em></strong><br />
przyłożone do siebie dwa lustra i niekończące <em>się</em> odbicia<br />
przestrzeni, przeciętej przestrzeni, przeciętnej przetrzeni,<br />
na przeciw przestrzeni przestrzeń, przetrzeń to <em>a</em>, powiedz,<strong><em></em></strong><br />
Czytniku: przestrzeń to <em>ja</em>, ile we <em>mnie</em> nieprzebytych ścieżek,<br />
niektóre giną w listowiu i pośród czaszek zwierzyny znajdujesz własną,<br />
cień ścieżki, co zaprowadzi Cię wzwyż hałdy, w której wnętrzu kwitnie<strong><em></em></strong><br />
girlanda kwiatów ognia, zapadnijmy <em>się</em> i upieczmy żywcem, na pustynię! Lelum!<strong><em></em></strong><br />
Każdy więzień, w jakimkolwiek więzieniu, jest więźniem politycznym.<br />
Wzdłuż chodnika przeturlał <em>się</em> pozłacany kołpak o gwiaździstej konstrukcji.<strong><em></em></strong><br />
O, biedny kołpaku, pozwól, że Cię przytulę do klatki ciała.<br />
Jestem słowikiem zamkniętym w klatce ze śluzu. <em>Ich bin Nachtigall</em>.<strong><em></em></strong><br />
Kołpaku, nie zrozum <em>mnie</em> źle. Nie jestem takim rzeczojebem.<br />
Chcę Cię powiesić na ścianie w domu, zamiast krzyża.<br />
<em>You wanker</em>, usłyszałem i poprawiłem barykadę.<br />
Z przodu barykady wlecze <em>się</em> armia <em>zombiech</em> z Powstania Warszawskiego,<br />
na przedzie Prezydent Kaczyński kroczy jak mażoretka, wymachując<br />
buławą, na której czubku lśni ukradziony księżyc. Prezydencie,<br />
<em>Sieg Heil</em>! Barykada pełzła jak wąż <em>action painting</em> w <em>enviroment</em>!<br />
Barykada czaszki, Reduta Świadomości, mózg jako ostatni żołnierz<br />
broniący pustki. Autobus jest pełznącym Lewiatanem, który wchłania<br />
przystankowiczów jęzorem drzwi, pomiędzy kości poręczy, <em>am</em>.<br />
Jestem konikiem polnym poezji polskiej. Jestem świnią zwisłouchą<br />
poezji polskiej. Jestem Andrzejem Lepperem poezji polskiej. Jestem<br />
Czarną Dziurą pośród gwiazd. Gwiazd Festiwali. Zwycięzców<br />
Festiwali. Jestem <em>wjebane na loterii</em>. Dzikołakiem frazy. Howardem<br />
B. Campbellem z <em>Matki nocy</em> Kurta Vonneguta i tegoż Tralfamadorczykiem.<br />
Georgiem Samsą z <em>Przemiany</em>. Fiodorem Dostojewskim w świetle świecy.<br />
Ostatnim faszystą znalezionym w dżungli. Karrambą. Nutrią.<br />
Batalionem Allzenheimera. OSTATNIM KRZYKIEM MODY. Małpy<br />
Adama. Masowe groby. Allah Akbar. Polska Kronika Filmowa.<br />
<em>Bierta co chceta i róbta co chceta</em>. <em>All The Young punks</em>. <em>One</em><br />
<em>Hundred Punks</em>. Rwie <em>mnie</em> w biodrze; chodź tu, śmierci, bierz, co chcesz.<br />
Bierz zwłoki i zjeżdżaj, jeszcze nie skończyłem. Lufa Maryi.<br />
Spotkajmy <em>się</em> w <em>innym wierszu</em>, <strong><em>teraz</em></strong> nie mogę,<br />
w pracy mogą <em>mnie</em> zwolnić, jeśli będę <em>się</em> zachowywał tak, jak <em>się</em> zachowywałem.<br />
<em>Wejdziesz między wrony, krakaj tak jak one</em>, mawiała Sylwia Kolar.<br />
Przedszkole <strong><em>rzeczywidmości</em></strong> zagarnia coraz to nowe obszary pustki.<br />
Koczkodany pouczają hipopotamy; cyrk nie z tej ziemi. I <em>apiat</em>’,<br />
<em>poeta</em> musi <em>się</em> dostosować. Dostosować do ziemi, nie tekstu.<br />
Jak grawitacja działa na tekst? Jak <em>się</em> ma twórca kolaborujący z mediami?<br />
I <em>apiat’</em>, <em>poeta</em> musi <em>się</em> dostosować, ale przez pory jego skóry<br />
i drgnięcia jego mięśni pod naskórkiem wyczuć, że <em>się </em>zwija w kłębek.<br />
Lud wiedzie żywot na barykadach stada, które generuje nowe stada.<br />
Utrzymanie stada. Armia złożona z członków stad idzie właśnie<br />
przygotować <em>się</em> do walki z członkami <em>innych</em> stad. <em>Zajebać </em>ich,<br />
wygenerowany komunikat steruje systemem nerwowym. Przychodzi<br />
naenergetyzowany samiec z rozbudowaną klatką piersiową i barkami,<br />
aby podbić jakąś przestrzeń, nad którą mógłby sprawować kontrolę.<br />
Przeciwko czemu protestuję? Co <em>mnie</em> prześladuje? <em>Jestem zmęczony</em>,<br />
powiedziałem i pomyślałem:<br />
<em>zapiszę to, czemu nie</em>, zapraszam Was, pomruki troglodytów.<br />
<em>Ciemu Ty mie nie rociumieć, kdy ja to Ciebie mówie swojym jenzykim</em>?<br />
Połóż <em>mnie</em> na łopacie i włóż do pieca, a gdy wyjdę, będę straszyć szkielety.<br />
Wyjdę, płonąc, aby tańczyć taniec wsiowego głupka, Pierdula z Bziów.<br />
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,<br />
Pogarda dla życia i śmierci nie wystarczy.<br />
<strong>Nic</strong> nie wystarczy dla naszych nienażartych świadomości, dla<br />
których konsumpcja jest <em>chyba</em> idealnym rozwiązaniem. <strong>Nikt</strong><br />
nie zatrzyma procesu ewolucji ludzkości, <em>kody genetyczne</em> są<br />
na tyle zdekonstruowane, że czas, by zmieniły swą strukturę<br />
i zaczęły wypuszczać genetyczne sparszywiałe gałęzie.<br />
Będziemy mutować, może i za naszego życia, zostaniemy potworami,<br />
które zapadną <em>się </em>w głąb własnej pustki. Nie mam <em>tu</em> nikogo.<br />
<strong>Nikt</strong> mnie wspiera. <strong>Nikt</strong> mnie wspiera, krzycząc: <em>jestem <strong>Nikt</strong>,</em><br />
<em>wiem, nie ma </em>mnie. Odnajdujemy <em>się</em> po omacku, nie czując <strong>nic</strong>.<br />
Nasze świadomości przemieszczają <em>się</em> na zasadzie fraktali:<br />
można tylko poetycko rzygać. I powtarzać w kółko te same frazy,<br />
<em>mam to gdzieś</em>. Na ile to <em>wszystko</em> będzie zgodne z prawdą, nie wiem.<br />
Jestem koczkodanem, który trzyma w łapkach astrolabium.<br />
Po raz kolejny w swoim życiu doświadczam wciśnięcia w<br />
biurko, jako jedyne miejsce, gdzie <em>się</em> czuję bezpiecznie.<br />
Otwieranie ust <em>mnie</em> przeraża, albo nie usłyszę.<br />
Od inkubatora, i pewnie od prenatum, czuję <em>się</em> <em>rejected</em>.<br />
Akurat wpływa przez słuchawki <em>The Epileptics: System rejects</em>.<br />
Zły słuch daje <em>mi</em> dostateczny dystans do mowy, nie-<br />
komunikatywność <em>wierszy</em> wychodzi od <em>moich</em> osobistych<br />
problemów z komunikowaniem <em>się</em> ze światem, więc,<br />
Czytniku, możesz <em>się</em> wysrać na <em>moje wiersze</em>. Nie<br />
ma żadnej odpowiedzi, która wybrnęłaby z pytania, czy<br />
świat istnieje. Nie ma żadnego dowodu na to, że istniejemy.<br />
Nie ma żadnego dowodu na to, że teraz piszę.<br />
Nie ma żadnego dowodu na to, że istnieję.<br />
Nie ma żadnego dowodu na to, że <strong><em>teraz</em></strong> czytasz.<br />
Nie ma żadnego dowodu na to, że możesz dowodzić<br />
cokolwiek. Nie ma żadnego dowodu na jakąkolwiek<br />
religię. Nie ma żadnego dowodu na istnienie logiki.<br />
Nie ma żadnego dowodu na Big Bang i nieskończoność.<br />
Nie ma żadnego dowodu na <strong>Bogga-epileptyka</strong>.<br />
Wycofuję <em>się</em> z dowodzenia. Nie ma żadnego dowodu<br />
na wycofanie. Nie ma żadnego dowodu na pustkę,<br />
która może zostać po braku dowodów. Nie ma<br />
dowodu na to, że nie ma dowodu. <em>Wszystko</em>,<br />
czego <em>się</em> dowiedziałem, jest <em>mi</em> niepotrzebne.<br />
Całe <em>moje</em> życie to przywidzenie.<br />
Podczas<br />
pisania <em>wiersza</em> wyobrażam sobie siebie jako<br />
bezcielesny, przeźroczysty człekopodobny byt,<br />
który wywędrowuje z ciała wiedziony wyobraźnią<br />
jak latarką strzelającą krwistym snopem światła<br />
ku <em>innym</em> wymiarom, może nieco lżejszym<br />
do uniesienia, niekoniecznie bardziej przyjaznym,<br />
i niekoniecznie słuchającym poleceń <em>ja</em>.<br />
Dobrze: sen wymyka <em>się</em> spod kontroli; można to opanować.<br />
Nasze życie wymyka <em>się</em> spod kontroli, można to jakoś ogarnąć.<br />
Wyobraźnia wymyka <em>się</em> spod kontroli, ale przywołuje <em>się</em> ją do porządku.<br />
Najwyższą formą potwierdzenia naszego percepowania powinny<br />
pod względem gramatycznym być tryby przypuszczające.<br />
Żadnego trybiku oznajmującego, że jesteśmy trybami świata.<br />
Bez bazy zwątpienia nasza percepcja jest zabójcza dla umysłu.<br />
Osobiście, gdy percepuję, a zarazem wątpię w <em>to</em>, co percepuję,<br />
dodatkowo wątpię w samą percepcję, czuję <em>się</em> przyjemnie puściej.<br />
Czuję <em>się</em> wtedy doskonalej samookłamany. Jak pięknie!<br />
Patrzcie to: f a k t  p e r c e p c j i, zabawne, nie?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jestem skazany na porażkę, która jest <em>moim</em> przyjacielem.<br />
Porażka jest generowana przez nieprzerwane poczucie winy.<br />
Ten <em>wiersz</em> nie jest wygodny estetycznie i aksjologicznie, wiem.<br />
Tym bardziej dla <em>mnie</em> nie jest on wygodny. Ale<br />
jestem dumny z <em>wiersza</em> jak wrażenia po otwarciu rozmrożonej<br />
lodówki, która była szczelnie wypełniona kiedyś mięsem,<br />
eksplozja, jak przy wdepnięciu w purchawkę, skompresowanego<br />
odoru. Dlaczego nie jestem teraz na <em>Battery Gardens</em>?<br />
Był to kawałek ziemi, na którym dotykał <em>mnie</em> powiew raju.<br />
Chwilo! W bytowskim parku naprzeciwko zamku krzyżackiego<br />
wypaliłem z wiadra i przytuliłem <em>się</em> do dębu. Na wrocławskim<br />
Moście Grunwaldzkim wpatrywałem <em>się</em> w Kredkę i Ołówek jak King Kong<br />
w WTC. W krakowskim Parku Botanicznym w jednym z zaułków<br />
ściągnąłem trzy buchy; gdy wstawałem, szukając torby, nie<br />
wiedziałem gdzie jestem, a potem zjadłem dwa olbrzymie kwiaty.<br />
W Montceau przedzierałem <em>się</em> przez tłum, by usiąść wygodnie<br />
na widowni. W Żorach, po powrocie z MDK, spotkałem młodzież<br />
<em>yo</em>! i w centralnym parku, przy ulicy Rybnickiej, zastygnęliśmy, by<br />
z powrotem udać <em>się</em> do swoich miejscowości. W Jastrzębiu-Zdroju<br />
stało nas w kółku ośmiu, a <strong>jeden</strong> musiał iść na przystanek, ale<br />
został doprowadzony, czego już nie byłem świadkiem. Nie będzie <em>mnie</em>,<br />
póki żyję. Słucham <strong><em>teraz</em></strong> <em>The Clash</em>: <em>All The Young Punks</em>.<br />
Co jest podstawą naszego umysłu i porządku myślowego?<br />
Co jest podstawą naszej świadomości jako porządku zawartego<br />
w umyśle, gdyby to tak ująć? Wrażenie <strong>jednego</strong> i poczucie <strong><em>terazu</em></strong>.<br />
<strong>Jednego</strong> jako pewnego wzorca gatunkowego rzeczy, co pozwala<br />
katalogować części <em>wszystkiego</em>. <strong><em>Terazu</em></strong> jako odnośnika dla <strong><em>pamięci</em></strong>.<br />
Jakie współrzędne mamy z każdym dniem, jak siebie  o b l i c z y ć?<br />
W <strong>jedną</strong> stronę wyciąga nasze jestestwo chęć przedłużenia gatunku,<br />
a więc <em>kod genetyczny</em>, a za tym idą: lęk przed śmiercią i popęd seksualny.<br />
W <em>inną</em> stronę narzucona nam religia, system przyzwyczajeń i społeczny<br />
system nakazów i zakazów. W kolejną stronę wsysa system pojęć, jakim się<br />
posługujemy. Inaczej wygląda sprawa z organizmem jako takim, procesami<br />
w jego organach. Czy jesteśmy tym, co pamiętamy w ogóle? Od pierwszych<br />
przebłysków <strong><em>pamięci</em></strong> z dzieciństwa do ostatniego momentu? Czy też, jak<br />
to stoi w <em>Nie ma mowy</em>, tym, co pamiętamy z naszych snów?<br />
Jutro do fabryki. Będę starał <em>się</em> udzielić odpowiedzi w fabryce.<br />
Półciszy, której nie jest <em>mi</em> dane usłyszeć, mogę <em>się</em> jedynie domyślać,<br />
chociaż w tym zdaniu. Można pooddychać oczami. Niech wyparuję.<br />
Niech mgła wessa <em>mnie</em> w siebie, spłyń ze <em>mnie</em> kroplo lęku.<br />
Niech poczuję, że otwierają <em>się</em> przede <em>mną</em> wrota percepcji, i <em>coś</em><br />
wpłuka mnie  t a m, choćbym miał <em>się</em> zesrać z grozy i zastygnąć w wiecznej niemowie.<br />
Widzialny świat nie wystarcza. To, co słyszę, jest żałosne. Dotykam mrozu.<br />
Trzy dni temu byłem w Exeter, widziałem nagrobki średniowiecznych biskupów.<br />
Kamienne imitacje żelaznych zbrój przepoczwarzone przez czas.<br />
Wgłębienia w nagolennikach, twarze płaskie jak talerze, ułamane tarcze.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nasza wyobraźnia zawsze będzie mieć baldachim ze sklepień<br />
krzyżowo-żebrowych wspartych na żłobkowanych kolumnach.<br />
Na tamten świat zawsze będziemy przechodzić pod niebosiężnym portalem,<br />
na którym wyrzeźbiona będzie historia złożona z naszych skleconych snów.<br />
Będziemy <em>się</em> modlić po podłączeniu do prywatnego układu scalonego, który<br />
będzie generował nasze emocje towarzyszące bezmyślnemu zastygnięciu<br />
w pozie pozorującej ekstazę cybernetyczną połączoną z przyśpieszoną akcją<br />
serca i wyrzutami sumienia spowodowanymi paradoksem istnienia w myśli.<br />
Potem, po odłączeniu, kręcić się będziemy w wielkim spiralnym wirze myśli,<br />
który porwie nas jak rakieta ku nieznanym rejonom bycia w immanentnej mistyce,<br />
to znaczy kilkugodzinna katatonia z zagwarantowanym oderwaniem<br />
od dnia codziennego. Zapytaj swego układu scalonego o rolę mózgu<br />
jako prądnicy napędzanej obrotowym ruchem Układu Słonecznego.<br />
Zapytaj układu scalonego, jak obliczyć współrzędne składowych <em>wiersza</em><br />
w przestrzeni Galaktyki lub <em>innej</em> przecinającej nas przestrzeni, jakiejkolwiek.<br />
Czy zsumowanie współrzędnych przestrzeni domniemanych może<br />
zagrozić patafizyce? Czy mógłbym wykopać Jarry’ego łopatką z <em>Tesco</em>?<br />
Zapytaj o to układu scalonego, jesteś zarejestrowany, więc zapytaj.<br />
Zapytaj, o ile sam nie jesteś kontrolką układu zasilania.<br />
Czytniku, jesteś kontrolką układu zasilania?<br />
Przytul układ scalony.<br />
Przytul atomowy grzyb.<br />
Przytul stroboskop.<br />
A potem wdychaj swąd spalonego mięsa z klatki piersiowej.<br />
Pracowałem dzisiaj przy wielkich piecach, skąd wyjmowaliśmy<br />
ruszta pełne ciasta, dobrze, że nie były to ludzkie kości.<br />
Przy rusztach w Torquay czułem <em>się</em> jak w Oświęcimiu.<br />
Jednak ta skaza Oświęcimia będzie za nami chodzić jak upiór.<br />
Jak <em>się</em> czuli ci więźniowie, którzy pracowali przy rusztach?<br />
Różewicz napisał <em>coś</em> o <em>poezyi</em> pisanej po Oświęcimiu.<br />
Jaka to ciężka praca przy rusztach zagłady!<br />
Baczewski pisał o <em>poecie</em>, który wrzuca węgiel czegoś<br />
tam do pieca <em>poezyi</em> i wyciąga z rusztu żużel intencji.<br />
Ja wyjmuję ciasta, co wyjmowali więźniowie?<br />
Intencja w <em>wierszu się</em> spala i zostają błahostki.<br />
Takie błahostki jak piece, ciastka i zwłoki.<br />
Takie błahostki jak stawianie pierwszej litery<br />
przez dziecko, które umrze jako sławny pisarz.<br />
Nie omijamy tutaj sławnych okcydentalnych pisarek.<br />
Wyobrażacie sobie ruch feministyczny w świecie arabskim?<br />
Skądinąd Arabowie miewają świetnych poetów.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Firma współpracująca z Zakładami Wodociągowymi<br />
rozpoczęła przekopywanie chodników, aby znaleźć<br />
podziemny zawór, który pomóc ma w naprawie<br />
prysznica w jednym z pobliskich mieszkań.<br />
<strong>Nikt</strong> do tej pory nie wie, gdzie znajduje <em>się</em> zawór.<br />
<em>Przepraszam Pana, czy wie Pan, gdzie jest ten zawór?</em><br />
Typowy figuratywny zabieg malarstwa niderlandzkiego:<br />
dwie kobiety przy świecach grają w karty.<br />
Na pierwszym planie robotnicy w jaskrawych kapokach, pochyleni.<br />
Nie, to był zabieg znany z malarstwa realistycznego<br />
drugiej połowy dziewiętnastego wieku.<br />
Albo hiperrealizm amerykański w galeriach Suazi.<br />
Islandzkie reggae i kazachstański <em>death metal</em>.<br />
Peruwiańskie techno i kambodżański punk.<br />
Jordański <em>hard core</em> i białoruski rap.<br />
A <strong><em>teraz</em></strong> rozluźniamy ciało, kładziemy<br />
<em>się</em> na macie i: ramiona w górę. Ramiona<br />
w dół. I raz, wdychamy powietrze; i dwa –<br />
wydychamy powietrze. Z <em>innej</em> beczki:<br />
zaczniemy od asany kota, drzewa, trójkąt,<br />
spróbujmy przepiórki, żółwia, tancerza,<br />
łabędzia, krowy, krokodyla i wołu.<br />
Dobrze zrobi nam oddech naprzemienny.<br />
A potem dwie minuty nienawiści, do Goldberga.<br />
Miałem kiedyś uczennicę Lucynę Goldberg,<br />
ale nie czułem do niej nienawiści; zdziwienie?<br />
Bierz to światło stąd, kamieniarzu, stolniku.<br />
Idę do Was, niewykorzystane szanse, idę do Was,<br />
wychodząc z Waszego cienia, jesteście łuną nie<br />
wykorzystanych szans, drobinkami wilgotnego<br />
powietrza w czasie sztormu, kotwicą z kruchego<br />
szkła rzuconą w głęboką toń smrodu przeszłości.<br />
Do <em>moich</em> zgnitych zmysłów docierają<br />
spaliny Słów, silniki wyobraźni, turbiny,<br />
pracują miarowo mimo nacisku/<em>naciksu</em><br />
posiadania, na wzniesieniu opartym o mur<br />
palmy wystrychnięte na dudka przez mroźny<br />
zwiastun chimerycznej jesieni, palmowe fryzury<br />
na cebulę, a <em>ja </em>jestem stopniowo rozpuszczającą<br />
<em>się</em> zawiesiną świadomości istnienia, potwierdzaną<br />
przez postrzępione sitko zmysłów. Fraktal ze<br />
spalin Słów wygenerował Księgi Starego Testamentu.<br />
<em>Wszystko</em> jest doskonale nieokreślone u źródeł myśli.<br />
Staramy <em>się</em> istnieć najwyraźniej na świecie, ale i tak<br />
jesteśmy bez wyrazu, zatarci, niewyraźni jak horyzont<br />
podczas mgły, nasze mózgi to, rzekomo, światła w tej<br />
widzialnej Logorei, czyli porządku przynoszącego korzyść.<br />
Jakie wyrazy twarzy zapamiętujemy, umierając?<br />
Jakie wyrazy twarzy mamy, gdy umieramy?<br />
Podobni jesteśmy do Luisa de Fun czy braci Marx?<br />
Może Jan Kobuszewski w <em>Alternatywach 4</em>?<br />
Albo Himmilsbach grający w <em>Rejsie</em>?<br />
Jaki własny <em>wiersz</em> mogę zarecytować podczas własnej agonii,<br />
nie czując z tego powodu zażenowania albo hańby, czy też niesmaku?<br />
U wejścia do leprozorium siedzi żebraczka o sytej twarzy.<br />
System <em>się</em> nami pasie, mówiąc nam, że mamy <em>się</em> coraz lepiej.<br />
Wspólna Europa jest fikcją i dożyjemy rozpadu jej struktury.<br />
Jestem wewnętrznie pogięty jak blacha, kto to jest eternit?<br />
Popatrz na <em>moje</em> plastry twarzy, oddzielone, w <em>innych</em> miejscach,<br />
plastry twarzy, pokrojonej jak makowiec, pozwijany.<br />
Próbowała to spoić linia Słowa, ale Słowo nawet nie jest<br />
spiralą, która przecina linię czasu ułożonego przez System,<br />
Słowo nie jest nawet korpuskularne, falowe, a przed chwilą<br />
zwątpiłem we fraktal, więc linia wyklucza Słowo, a owo<br />
wyklucza prostą. Słowo jest amorficzne, jest jamą ustną<br />
<em>zombie</em>go, Słowo próbuje samo siebie wykrztusić, Słowo<br />
jest zapadnią w Logorei, w końcu: Słowo &#8211; jest śmiercią.<br />
Na początku nie było Słowa, nie było też Ryku Potwora,<br />
który stwarzał siebie, nie było też siebie, nie było początku,<br />
nie było <em>nie było</em>, nie było jest, lampka razi w oczy, było<br />
i zarazem nie było, <em>było nie było</em> Kornhausera, cokolwiek<br />
było u Celana, nickolwiek u <em>mnie</em>, <strong><em>rzeczywidmość</em></strong>, <em>wszystko</em><br />
<em>się</em> rozpada i rozpadem karmi to, co powstaje, a powstaje z<br />
rozpadu, Słowo powstaje z rozpadu, jeśli przyjąć, że to, co<br />
mówimy, istnieje, bo jak uzasadnić <em>ontologicznie</em><br />
całe istnienie tego, co mówimy, tego, co piszemy, tego,<br />
co nas pisze, co próbujemy nazwać, wedle niektórych<br />
ożywić, wedle <em>innych</em> zniszczyć, zmienić współrzędne,<br />
wrócić do punktu wyjścia, obrócić w proch, dupa<br />
rozrywa leżak, nawet to, co skierowujemy przeciwko sobie,<br />
aby zadać sobie ból, bo tylko tak idzie <em>to</em> znieść, wydaje<br />
<em>się</em> nie istnieć, w pewnym momencie już nie istnieje, a<br />
na koniec, o ile jest koniec, nie ma o tym nawet mowy,<br />
dopóki <em>się</em> na to kto inny nie natknie przez przypadek<br />
lub zrządzenie losu, albo z czyjegoś poduszczenia.<br />
Tak miało być. Wiedziałem, że tak będzie. Ty masz <em>to coś</em>.<br />
<em>Coś się</em> przypałętało. Czemu tak jest. Dlaczego. Nie wiem.<br />
Nasze życie niestety nie jest przeżyciem, <em>po żywocie</em><br />
<em>rajski przebyt</em>, <strong>Jessus</strong> wierzył w reinkarnację i zamienił <em>się</em><br />
w kamyk u podnóża Stonehenge,</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>jak długo tu będę pracować<br />
w londynie jest polska krawcowa</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>IDEALIEN</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jestem maszyną dorastającą w mieście i znającą swoja masę.<br />
Oto konceptowe węzły. Oto konceptowe  w n ę k i.<br />
To Słowo jest bez znaczenia.<br />
Słowo i obraz nie istnieją.<br />
Słowo i obraz nie istnieje.<br />
<strong><em>Teraz</em></strong> powstanie czas przeszły, który będzie poza płcią<br />
i rodzajem gramatycznym. Czy taki jest generowany przez eony?<br />
Mamy więc <em>śpiewałom</em>. Wyobraźcie sobie Jana Miodka.<br />
Przyślijcie <em>mi</em> książkę z gramatyki historycznej.<br />
Chcę pisać staropolskimi czasami przeszłymi. Byłość, <em>come on</em>!<br />
Chcę napisać traktat filozoficzny  j ę z y k i e m  śląskim.<br />
Mamy dwa wyjścia: albo zaprzeczyć <em>wszystkim</em> funkcjom inteligibilnym<br />
i ludzkiej mowie na rzecz oddania <em>się</em> biologii i instynktowi zachowawczemu,<br />
albo zaakceptowania <em>wszystkiego</em>, co było, i było napisane,<br />
za prawdę, łącznie z bredniami i kłamstwem, bo zaistniało w percepcji?<br />
A więc <em>wszystko</em>, co zostało wymyślone, istnieje, bo zostało wymyślone?<br />
Wymyślone istnieje (ontologicznie?) na równych prawach z widzialnym?<br />
Księżniczka Edward i otwieranie odbytów. Zygfrydia niesie nam<br />
Ewangelię Rozpuku, która jest generowana przez twarzotiki.<br />
Użyłem dwukrotnie słowa generować, a więc zostałom <em>wygenerowan</em>.<br />
To wcześniej nie miało związku, ale oni są w związku. W sam raz.<br />
Nie wiem, jak napisać po słowacku o tym, że po skończeniu pracy<br />
pójdziemy na herbatę. Słowo i obraz &#8211; nie istnieje. <strong><em>Teraz</em></strong> nie istnieje.<br />
Wysłałom swoją nieckę biograficzną do Chicago, aby ją zalali.<br />
Nad jej brzegiem postawimy stóg ze Słów i go podpalimy.<br />
Słowacy chodzą do pracy i kochają swój skorumpowany kraj.<br />
Stóg słów, stuk słów, huk sów, buk nów, luk głów, bruk kłów.<br />
<em>I’m so bored with USA</em>. Podczerwień myszy. Konektor.<br />
James Błond przechodzi przez English Channel i napotyka<br />
skórkę od banana, na której widnieje napis: WTB.<strong><em></em></strong><br />
Więc James Błond pobieży do Siemianowic Śląskich?<strong><em></em></strong><br />
Jestem za tym, aby Görlitz i Zgorzelec połączyć i <strong><em></em></strong><br />
utworzyć z nich państwo o dwóch językach oficjalnych.<strong><em></em></strong><br />
Jestem za tym, aby Cieszyn i Česky Tešin połączyć<strong><em></em></strong><br />
i utworzyć z nich państwo o dwóch językach oficjalnych.<strong><em></em></strong><br />
Jestem za tym, żeby niczego już nie było.<strong><em></em></strong><br />
Żeby <strong>nic</strong> <em>się</em> rozwarstwiło.<strong><em></em></strong><br />
Żeby nas zjadło.<br />
<strong><em> </em></strong><br />
&#8230;<strong><em></em></strong><br />
<strong><em> </em></strong><br />
Bo już <em>mi się</em> znudziło.</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/robert-rybicki-strzaly-znikna-fragment-poematu-vol-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Libor Martinek &#8211; Josef Škvorecki nie żyje</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/libor-martinek-josef-skvorecki-nie-zyje/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/libor-martinek-josef-skvorecki-nie-zyje/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 19:35:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=3006</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Rok Zająca (według kalendarza chińskiego przypadł na rok 2011), pomimo pokojowego charakteru, wybrał sobie szereg ofiar, także wśród pisarzy. A przecież Rok Zająca oznacza „okres pokoju i harmonii. Dla tych, którzy nie kroczą wprost przed siebie, jest okazją do &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/libor-martinek-josef-skvorecki-nie-zyje/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Rok Zająca (według kalendarza chińskiego przypadł na rok 2011), pomimo pokojowego charakteru, wybrał sobie szereg ofiar, także wśród pisarzy. A przecież Rok Zająca oznacza „okres pokoju i harmonii. Dla tych, którzy nie kroczą wprost przed siebie, jest okazją do niespiesznego rozwoju, a wcześniejszy wysiłek zaprocentuje. Nie wolno lekceważyć znaczenia otoczenia, ponieważ okazje nadarzają się najczęściej w sytuacjach, kiedy zwiększanie swojej władzy jest nie na miejscu. Itd.“ Wymienianie tu tych pisarzy i innych znaczących postaci czeskiego życia kulturalnego czy artystycznego byłoby truizmem. A obecny Rok Smoka już na początku stycznia dorwał kolejną ofiarę, co wywołało we mnie smutek od razu, jak tylko przeczytałem o tym w internecie. Zmarł Josef Škvorecki! „Według gazety <em>The Globe and Mail</em>, która poinformowała o jego śmierci, wcześnie rano [3. 1. 2012] w szpitalu księżniczki Małgorzaty pokonał go rak. Škvorecki miał 87 lat.“</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/libor-martinek-josef-skvorecki-nie-zyje/attachment/skvorecki/" rel="attachment wp-att-3014"><img class="aligncenter size-full wp-image-3014" title="skvorecki" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/skvorecki.jpg" alt="" width="350" height="263" /></a><span id="more-3006"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Z Josefem Škvoreckim spotkałem się osobiście w 1990 roku, kiedy przyjechał na spotkanie ze studentami i publicznością na Uniwersytecie Palackiego w Ołomuńcu, najwidoczniej na zaproszenie ówczesnego rektora, anglisty i amerykanisty prof. Josefa Jařaba (był rektorem od 1 stycznia 1990 do 31 stycznia 1997). Znałem już jego powieść <em>„Tchórze“</em>, ale wcale nie jako lekturę obowiązkową w ramach historii literatury na bohemistyce wydziału filozoficznego UP, ponieważ aż do „aksamitnej rewolucji” nie można było uczyć o pisarzach zakazanych, do których należeli także autorzy tworzący na emigracji, ale dzięki własnym zainteresowaniom czytelniczym; to uwaga tylko dla młodszego pokolenia potencjalnych czytelników tego artykułu, którzy nie zaznali okresu komunizmu. W 1992 szykowałem stały felieton „Medaliony pisarzy czeskich“ jednocześnie dla kilku regionalnych wersji tygodnika „Region” (Opawa, Krnov, Bruntal, Nový Jičín, Szumperk, Ostrawa), w których prezentowałem w formie szeroko pojętych haseł, pisarzy czeskich, wcześniej zakazanych lub niesłusznie zapomnianych. W 5 numerze „Regionu” (zaraz po Janie Zahradníčku, Ludvíku Aškenazym i Bohuslawie Reynku) przedstawiłem profil Josefa Škvoreckiego i uzupełniłem go krótkim fragmentem jego twórczości.</p>
<p>A moja biblioteczka powiększyła się także w znaczny sposób o nowe wydania dzieł Škvoreckiego.</p>
<p>Później moje zainteresowania specjalistyczne poszerzyły się także o literaturę polską. Instytut Adama Mickiewicza w Warszawie przysyłał mi bezpłatnie magazyn „Literatura na świecie” (od roku już nie wysyła, Instytutowi także brakuje środków finansowych na promocję polskich czasopism literackich za granicą), którego czeskiej wersji nawiasem mówiąc dotkliwie brakuje; ani „Svět literatury” czy „Plav”, ani „Labyrint” szeroko ujmujący światową sztukę i literaturę, nie mogą zastąpić niewydawanego od 1996 przeglądu literatury zagranicznej „Světová literatura“ (wychodził od 1956 roku i dodajmy także stosunkowo znany fakt, że Josef Škvorecki od kwietnia 1956 roku był tam redaktorem a od stycznia 1957 roku zastępcą redaktora naczelnego).</p>
<p>Ku memu zaskoczeniu jeden numer polskiego magazynu „Literatura na świecie“ (2007, nr 3–4) był niemal w całości poświęcony czeskiemu pisarzowi i emigrantowi Josefowi Škvoreckiemu. I właśnie temu numerowi chętnie poświęciłbym tu trochę uwagi – mówi bowiem także o tym, jak Škvoreckiego widzieli nasi północni sąsiedzi, dokładniej mówiąc jak do jego dzieła podeszła redakcja tego bez wątpienia znaczącego (i o ile wiem także lubianego i poczytnego) polskiego magazynu.</p>
<p>Na przestrzeni trzystu sześćdziesięciu dwóch stron uwaga koncentruje się na opowiadaniach i powieściach Škvoreckiego, uzupełnionych o analizę krytyczną, przedmowy do książek i rozmowę z rodakiem z Nachodu (*27. 09. 1924) w tłumaczeniu czołowych polskich bohemistów Andrzeja S. Jagodzińskiego, Joanny Królak, Jarosława Rybskiego i Tomasza Grabińskiego.</p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/libor-martinek-josef-skvorecki-nie-zyje/attachment/skvorecky-2/" rel="attachment wp-att-3013"><img class="aligncenter size-full wp-image-3013" title="skvorecky" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/skvorecky1.jpg" alt="" width="640" height="640" /></a></p>
<p>Numer otwiera obszerny fragment z powieści Škvoreckiego „<em>Przypadki inżyniera dusz ludzkich“</em> (a konkretnie z rozdziału 1 „Poe“ i rozdziału 6 „Conrad“), która może być bliska polskiemu czytelnikowi także pod tym względem, że Joseph Conrad (właściwie Teodor Józef Korzeniowski, 1857–1924) pochodził z polskiej rodziny, a po nauce w krakowskim gimnazjum udało mu się zrealizować swoje marzenie i zostać marynarzem. Andrzej S. Jagodziński uzupełnił swój przekład o uwagi „Przypadki tłumacza marnotrawnego“, w których wyznaje swoje oczarowanie powieścią „Tchórze“, a także książkami Kundery i Hrabala czy „nową falą“ czeskiego filmu, które doprowadziły go do studiowania filologii czeskiej i słowackiej. Było to coś świeżego i zupełnie innego od tego, co w tym czasie oferowała literatura polska, łącznie z niezależną. „Tak umieją pisać tylko Czesi – Hrabal, Kundera, Filip lub Škvorecki,“ stwierdza tłumacz.</p>
<p>Po fragmencie z powieści „<em>Przypadki inżyniera dusz ludzkich“</em> następuje tłumaczenie analizy Miroslava Kotáska <em>„Ta powieść jest powieścią. To wielkie dzieło, bo ma formę książki“</em> ze zbioru „<em>Škvorecký 80”</em> (Akademia Literatury w Pradze, 2005). Mowa o analizie dostępnej dla czytelnika czeskiego, dlatego zostawiam ją bez komentarza.</p>
<p>Za analizą bohemisty z Brna M. Kotáska została umieszczona praca literaturoznawcy na emigracji Květoslava Chvatíka <em>„Narrator Škvorecki“</em> z periodyku „Listy“ (1985, nr 5; pod zmienionym tytułem <em>„Wielki narrator Josef Škvorecki“ </em>wydrukowała ją <em>„Česká literatura”</em>, 1991, nr 1). Chvatík analizuje całą dotychczasową twórczość autora „<em>Tchórzy”</em>, podkreślając fakt, że od tej powieści do „<em>Przypadków inżyniera dusz ludzkich“</em> główny bohater Danny od początku nie wierzy w mit rewolucji. Zrywanie ideologicznych masek i odkrywanie pod nimi całego kompleksu prywatnych zainteresowań, egoizmów, słabości i namiętności wyraża istotę jego ironicznego spojrzenia na świat, który tak szokował już w debiucie Škvoreckiego, ponieważ o wszystkich nietykalnych i świętych rzeczach mówił z budzącą zgorszenie szczerością – aż po legendarną frazę Ať žije SSSR! – Jen se neposer!“, co w <em>„Literaturze na świecie”</em> zręcznie przetłumaczył Jagodziński: „Niech żyje ZSRR! Tylko się nie zesraj!“</p>
<p>Ze zbioru „<em>Škvorecký 80”</em> została przejęta kolejna analiza, tym razem szwedzkiej slawistki Julii Hansenovej, <em>„Pamięć i narracja w dwóch powieściach Škvoreckiego“</em>. Praca Hansenowej jest ważna z punktu widzenia koncentracji uwagi na analizie struktury narracji w powieściach Škvoreckiego „<em>Mirákl” i</em> „<em>Przypadki inżyniera dusz ludzkich“</em> oraz odwołaniem się do pracy Jamese Olney‘a <em>Memory and Narative: The Wave of Life-Writing</em> (University of Chicago Press, 1998).</p>
<p>„Drugi nurt“ (określenie K. Chvatíka) twórczości Škvoreckiego reprezentuje autorefleksja pisarza nad kryminałami w jego życiu (esej pod tym samym tytułem <em>„Kryminały w moim życiu“</em> publikowało w 2006 roku czasopismo <em>„Danny“</em>, wydawane przez Akademię Literacką Josefa Škvoreckiego w Pradze).</p>
<p>Premierę w <em>„Literaturze na świecie”</em> miał esej J. Škvoreckiego <em>„Kłopoty z językiem“</em> (przynajmniej  informacje o copyright nie podają, że został skądś przedrukowany). Pisarz zdradza w nim swoje główne inspiracje kulturowe – w dzieciństwie były nimi nieme groteski amerykańskie, później fascynacja literaturą.</p>
<p>O jazzie w małym mieście mówi na kolejnych stronach <em>„Literatury na świecie“</em> Antonín J. Liehm. Mowa o wywiadzie z 1967 roku, oryginalnie opublikowanym w książce „<em>Generace”</em> (Köln 1988, 1990). O stosunku Škvoreckiego do pisarzy angloamerykańskich, na przykład Chandlera, Poe‘a, Hemingwaya, Faulknera lub do rodzinnego miasta i muzyki jazzowej, wiemy już wiele. Liehm koncentruje się także na kwestiach krytyki literackiej, warunków rozwoju talentu literackiego i problemów pracy tłumacza.</p>
<p><em>„Literatura na świecie“</em> opublikowała następnie wstęp Milana Kundery do wydania francuskiego powieści „<em>Mirákl” </em>Josefa Škvoreckiego z 1978 roku. Kundera pokusił się o niełatwe zadanie – wyjaśnić czytelnikom zachodnim fenomen Praskiej Wiosny oraz sposób, w jaki pisarz poradził sobie z tym czeskim „cudem“ za pośrednictwem głównej postaci Dannego Smiřickiego. Helena Kosková w artykule <em>„Dzieło Josefa Škvoreckiego w kontekście czeskiej i światowej literatury“</em>, wydrukowanym pierwotnie w zbiorze <em>Škvorecký 80</em>, plasuje Škvoreckiego u boku pisarzy, którzy czuli się częścią dwóch kultur i języków (Vladimira Nabokova, Witolda Gombrowicza, Czesława Miłosza, Jerzego Kosińskiego, Sławomira Mrożka, Salmana Rushdi, Milana Kundery i in.).</p>
<p>Zbiór tekstów Škvoreckiego i o Škvoreckim zamyka rozmowa Sama Soleckiego z 1995 roku, zawierająca pytania o nowsze dzieła Škvoreckiego „<em>Scherzo capriccioso“ i</em> „<em>Nevěsta z Texasu“</em>, które nie zostały dotąd przetłumaczone na język polski; notatka o autorze dokumentuje jedenaście tytułów z twórczości Škvoreckiego wydanych książkowo w Polsce, różnych gatunków.</p>
<p>Rozważania nad monotematycznym numerem <em>„Literatury na świecie“</em> można by było zamknąć odpowiedzią Škvoreckiego na pytanie Soleckiego:</p>
<p>S. Solecki: „To chyba Valéry powiedział, że literaturą jest to, co zostało stracone w przekładzie?“</p>
<p>J. Škvorecki „To nieuniknione.“</p>
<p>Nic dodać, nic ująć. Pozostaje podziękować za hołd, który „Literatura na świecie“ złożyła Josefowi Škvoreckiemu i jego twórczości poświęcając mu monotematyczny numer. Prenumerowałem ten magazyn kilka lat, ale do tej pory nie dostrzegłem tyle szacunku dla żadnego światowego pisarza.</p>
<p>Od siebie mogę jedynie powiedzieć: Będzie mi pana brakowało, panie Josefie Škvorecki, będzie mi ciebie brakowało, Danny Smiřicki&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Libor Martinek</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>(tł. Olga Szkolnicka)</em></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/libor-martinek-josef-skvorecki-nie-zyje/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jacek Gutorow &#8211; Sześć wierszy</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/jacek-gutorow-szesc-wierszy/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/jacek-gutorow-szesc-wierszy/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 19:35:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=3020</guid>
		<description><![CDATA[&#160; ŻONGLER I JEGO CIEŃ Tym razem trzy piłeczki. Podrzuca jedną, która wpada do lejka trzymanego w ustach. Podrzuca drugą, a ja zastanawiam się, gdzie wpadnie &#8211; lejek jest zajęty przez pierwszą piłeczkę. Myślenie mnie zdradza. &#160; &#160; CZYTAJĄC STARYCH &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/jacek-gutorow-szesc-wierszy/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><strong>ŻONGLER I JEGO CIEŃ</strong></p>
<p><strong></strong><br />
Tym razem trzy piłeczki.<br />
Podrzuca jedną, która wpada<br />
do lejka trzymanego w ustach.</p>
<p>Podrzuca drugą, a ja zastanawiam się,<br />
gdzie wpadnie &#8211; lejek jest zajęty<br />
przez pierwszą piłeczkę.</p>
<p>Myślenie mnie zdradza.<span id="more-3020"></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>CZYTAJĄC STARYCH CHIŃSKICH POETÓW, LISTOPAD 2011</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie mam prawdziwego wiersza.<br />
Nie wiem, co zrobię dziś wieczorem,<br />
kiedy po spacerze z psem i kilku łykach jogurtu<br />
wyciągnę z ryzy białą kartkę.<br />
Dziś wieczorem nie będzie wierszy,<br />
powiedzą okna po drugiej stronie ulicy.<br />
Już żadnych dzisiaj wierszy,<br />
powtórzy echo dobiegające ze środka,<br />
z miejsca, które mogłoby być duszą<br />
lub niebieską smugą po świecy<br />
zgaszonej przez deszcz w jednym z poprzednich wcieleń.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>KRYSTALIZACJA</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dziś wieczorem zawadzające sobie obłoki:<br />
wiatr ma nareszcie wychodne. Miasto i kanał<br />
biegną osobnymi nurtami, a staw na wyspie nadrabia<br />
zieloną miną. Piję kawę. Układam pasjansa. Wczoraj<br />
przypadkowe spotkanie z żoną Iksa.<br />
Na twarzy miała wypisaną całą jego poezję<br />
razem z przekładami i niezliczonymi nominacjami.<br />
Dziś popołudnie bez słów i bez książek.<br />
Tylko deszcz bez rozwinięć i proste czynności, których<br />
nikt nie zauważy. Piękno sztuki? Nie, po prostu kurz<br />
starty z półki, bób wrzucony do garnka, spacer z psem<br />
po najbliższej, jeszcze nieusuniętej okolicy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong> MILCZĄCA WIĘKSZOŚĆ (POLSKA 2010)</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Dawno temu, kiedy byliśmy jacy tacy,<br />
a w zimie śniegu było po kolana, instytucje ekonomiczne<br />
nie działały tak bezlitośnie, choć ich filie tkwiły<br />
w zalesionych zaułkach naszych rozgadanych miast i miasteczek.<br />
Dawno temu, w nieco głębszej Polsce, nad jakimś jeziorem<br />
opisanym z wysiłkiem przez panią z geografii, chciało się odetchnąć<br />
słońcem, które nieskończenie powoli zachodziło<br />
w tej złożonej historii, z którą jesteśmy za pan brat, bo mamy ją<br />
we krwi i majestatycznie przetaczamy się z pokolenia w pokolenie,<br />
nie mając większej nadziei na to, że ktoś wypowie kwestię<br />
o kluczowym znaczeniu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>ZELEM (ZAGADKA)</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wczoraj wieczorem śnił mi się Sefed.<br />
Jak to możliwe? Przecież nigdy tam nie byłem.<br />
W jednej z krętych uliczek spotykam siebie<br />
sprzed lat, z jakiegoś prawieku, kiedy stawało się na polu<br />
i wyciągało ręce, żeby przywołać wszystkie wiatry ziemi.<br />
Wiatry nie przybywały, ale został obraz<br />
między ciałem i duszą, zapieczony,<br />
obcy mej istocie. Osłaniał mnie od środka,<br />
jakby tkwił tam od zawsze, bronił wstępu<br />
do siebie, zamykał kamienne podwoje.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>LAMPKA</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Siedzi w puszystym mroku. Świeci. Trwoni blask<br />
w bezludnej chwili, kiedy za oknem mgła<br />
jak z pralni i szorowanie chodników. Latarenka,<br />
lampka wina, przesmyk chłodu<br />
w unerwionej, rozżarzonej kropli. Zgaszone tło<br />
i cerkiewny smutek. Zapatrzona do wewnątrz,<br />
skąd nikt nigdy, jak nagła wichura zrywająca<br />
jedna po drugiej aureolę. O świcie błękitnieje.<br />
Domaga się widzenia. Jak my wszyscy,<br />
ledwie rozbudzeni, mówiący jeszcze językami aniołów.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Jacek Gutorow</strong> &#8211; poeta, krytyk literacki, tłumacz. Opublikował cztery książki krytycznoliterackie oraz sześć tomów poetyckich. Dużo czyta. Mieszka i pracuje w Opolu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/jacek-gutorow-szesc-wierszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Teorie spiskowe: Agnieszka Kasprzyk &#8211; Kto lub co za czym stoi i dlaczego, czyli bardzo krótka dywagacja na temat teorii spiskowych.</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-agnieszka-kasprzyk-kto-lub-co-za-czym-stoi-i-dlaczego-czyli-bardzo-krotka-dywagacja-na-temat-teorii-spiskowych/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-agnieszka-kasprzyk-kto-lub-co-za-czym-stoi-i-dlaczego-czyli-bardzo-krotka-dywagacja-na-temat-teorii-spiskowych/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 19:34:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=3026</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Coś musi się kryć za tymi teoriami spiskowymi&#8230; Pojawia się słabnący uśmiech na twojej twarzy. Spisek jako faktyczne zjawisko jest stary jak historia dualistycznej tudzież grzesznej natury człowieka, albo, może i historia całego panteonu przegranych i żądnych zemsty bogów, &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-agnieszka-kasprzyk-kto-lub-co-za-czym-stoi-i-dlaczego-czyli-bardzo-krotka-dywagacja-na-temat-teorii-spiskowych/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Coś <strong>musi </strong>się kryć za tymi teoriami spiskowymi&#8230;</p>
<p>Pojawia się słabnący uśmiech na twojej twarzy. Spisek jako faktyczne zjawisko jest stary jak historia dualistycznej tudzież grzesznej natury człowieka, albo, może i historia całego panteonu przegranych i żądnych zemsty bogów, sięgająca zarania światów. Historie zdrady i zaplanowanego morderstwa, od konia trojańskiego, po konspiracje na wszystkich dworach europejskich, mafijne porachunki i zabójstwo Kennedy’ego. Odnosi się wrażenie, że większość decyzji politycznych, religijnych, klanowych zapada zakulisowo, dlatego historycy zawsze będą mieli pełne ręce roboty, zapisując dzieje ludzkości na nowo.</p>
<p>Intryga, zdrada, ukryte motywy czają się na niemalże każdej karcie historii, ale teorie na temat spisków zmieniają się, definiując różne aspekty i wymiary tego zjawiska. Spisek jako zdarzenie przygodne lub wynikające z konkretnej sytuacji politycznej, religijnej, czy ekonomicznej, według wielu, zdecydowanie różni od tak zwanej teorii spiskowej dziejów. Wychodząc do popularnej i ogólnej definicji teorii spiskowej, która sugeruje, ze jest to tajna i nielegalna działalność grupy ludzi, mająca przynieść korzyści własne lub szkodę innych, chciałabym się dzisiaj podpisać pod opinią tych, którzy rozgraniczają akty większych lub mniejszych grup konspirujących od totalitarnych w swych wymiarach teorii spiskowych wszechczasów, zazwyczaj używanych w celach politycznych, ekonomicznych, czy religijnych by manipulować,  wywołując powszechną paranoję. Dlaczego potrzebna jest zasłona dymna? Oczywiście, żeby można było sobie dowolnie konspirować i rządzić za kulisami&#8230;<span id="more-3026"></span></p>
<p>Idąc dalej tym tropem, myślę, że istnieje różnica między tajnym protokołem paktu Ribbetrop-Mołotow, a kolektywną świadomością i napięciami politycznymi, które zrodziły takich polityków jak Hitler czy Stalin wraz z ich tajnymi służbami i planami globalnej kolonizacji. Jaka jest więc różnica pomiędzy grupami ludzi, którzy podejmują tajne decyzje o charakterze, wymiarze i efekcie globalnym, a ogólnym kierunkiem historii dziejów ludzkich na przestrzeni tysięcy lat?</p>
<p>Akty politycznych zamachów stanu z rąk służb CIA wobec słabych, zadłużonych, postkolonialnych krajach Ameryki Południowej czy Afryki, zorganizowane akty agresji Ku Klux Klanu czy neofaszystów, polityczne porachunki rosyjskiej mafii, lub służb specjalnych byłego Związku Radzieckiego nie wyglądają na zjawiska przypadkowe, jednakże utrzymywanie, ze kryje się za nimi jedna tajna grupa wpływowa, mająca doprowadzić do władzy absolutnej przypomina tylko propagandę wyżej wymienionych „tajnych grup spiskowych”. Myślę, że dlatego senator McCarthy tak szybko przegrał. Ośmielę się dodać na marginesie, że dlatego również radio Maryja nie zdobędzie serc większości polskich katolików. Teorie spiskowe wszechczasów wydają się mieć największe wzięcie wśród wielu ekstremistów albo ludzi zdesperowanych karmionych wybiórczą lub fałszywą informacją. Być może większość ludzi jednak intuicyjnie wyczuwa, że ich los jest zdeterminowany siłami większymi i mniej przewidywalnymi niż wszystkie wielkie korporacje razem wzięte?</p>
<p>Za każdym zaplanowanym aktem zbrodni, dyskryminacji i zdrady stoją ludzie; czasem stoi ciche przyzwolenie całego społeczeństwa&#8230; Jednak czy można powiedzieć, ze kolonializm i jego współczesna militarno-ekonomiczna wersja to właśnie kontynuacja jakiegoś „diabelskiego” spisku? Tym razem ja się uśmiecham, smutno bo smutno. Czy przypadek rządzi historią? Czy kolektywna świadomość jest popychana jakąś siłą odśrodkową, autodestrukcją, instynktem przetrwania, lub rozszerzaniem się wszechświata? Czy jest może napędzana potężnymi grupami wpływowymi? Jednak czy te grupy wpływowe, czytaj finansowe, nie są uzależnione od zasobów materialnych swoich klientów, a może przeludnienia, albo zasobami energetycznymi na kuli ziemskiej? Jaką rolę odgrywają media, technologia i globalizacja? Chcemy znać przyczyny wydarzeń, chcemy znaleźć winowajcę, chcemy wiedzieć, kto nas tak urządził na tym świecie. Kto lub co pociąga sznurki tych wszystkich umysłów spragnionych władzy? Kto lub co nie każe spać spokojnie milionom ludzi na świecie?</p>
<p>Czyli, co pociąga sznurki naszych kolektywnych i indywidualnych umysłów?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-agnieszka-kasprzyk-kto-lub-co-za-czym-stoi-i-dlaczego-czyli-bardzo-krotka-dywagacja-na-temat-teorii-spiskowych/attachment/aga/" rel="attachment wp-att-3027"><img class="aligncenter  wp-image-3027" title="AGA" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/AGA-680x1024.jpg" alt="" width="384" height="578" /></a></p>
<p><strong>Agnieszka Kasprzyk</strong> - urodzona i wychowana w Bielsku-Białej. Generacja skrzywionych kręgosłupów, dzieciństwa w piaskownicy, zbierania obrazków z gumy Kaczora Donalda i Czarnobyla. Ukończyła filologię angielską we Wrocławiu, nie wiedząc za bardzo, co z sobą począć. Następnie, jak większość absolwentów filologii, uczyła języka angielskiego&#8230; w Bielsku-Białej, czyli, jak to mówią, koło się zatoczyło. Siedem lat temu wyemigrowała na zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych z przyczyn znanych najbliższym osobom i dalej nie ma za dużego pojęcia co i jak się kręci na tym ziemskim padole. Pisze z doskoku, maluje jak ją przywiążesz do pędzla i fotografuje, ale ciągle jeszcze za mało. Mieszka w Portland.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-agnieszka-kasprzyk-kto-lub-co-za-czym-stoi-i-dlaczego-czyli-bardzo-krotka-dywagacja-na-temat-teorii-spiskowych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Teorie spiskowe: Robert &#8222;Ryba&#8221; Rybicki &#8211; ankieta</title>
		<link>http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-robert-ryba-rybicki-ankieta/</link>
		<comments>http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-robert-ryba-rybicki-ankieta/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 19:34:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Helikopter]]></category>
		<category><![CDATA[Słowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=3032</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Teoria spiskowa bakaczy rybnickich &#160; Pamiętam, że jak kiedyś paliliśmy hasz, to koleś miał teorię spiskową. Na czym polega teoria spiskowa jako faza? Teoria spiskowa objawia się tym, że skopcony delikwent rozgląda się w prawo i w lewo w &#8230; <a href="http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-robert-ryba-rybicki-ankieta/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><strong><em>Teoria spiskowa bakaczy rybnickich</em></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #000000;">Pamiętam, że jak kiedyś paliliśmy hasz, to koleś miał teorię spiskową. Na czym polega teoria spiskowa jako faza? Teoria spiskowa objawia się tym, że skopcony delikwent rozgląda się w prawo i w lewo w zwolnionym tempie i nic kompletnie nie jarzy, a w jego głowie kreuje się taka myśl: dlaczego oni się tak na mnie patrzą? Jeden taki kolo miał non-stop teorię spiskową: raz jechałem autobusem i patrzę, a on stoi na skrzyżowaniu i rozgląda się kompletnie zamotany. Przeżyłem kilkanaście albo kilkadziesiąt takich teorii spiskowych w ciągu życia. Potem najczęściej przychodzi obłęd, jeśli nie kontroluje się stanu umysłu.</span></p>
<p><a href="http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-robert-ryba-rybicki-ankieta/attachment/mozg/" rel="attachment wp-att-3058"><img class="aligncenter size-full wp-image-3058" title="mózg" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/mózg.png" alt="" width="381" height="336" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/helikopter/teorie-spiskowe-robert-ryba-rybicki-ankieta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zapisy do pracowni OPT &#8211; Teraz 10% taniej!</title>
		<link>http://opt-art.net/archiwum/zapisy-do-pracowni-opt-2/</link>
		<comments>http://opt-art.net/archiwum/zapisy-do-pracowni-opt-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Jan 2012 10:18:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>dawid</dc:creator>
				<category><![CDATA[Archiwum]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[kursy]]></category>
		<category><![CDATA[malarstwo i rysunek]]></category>
		<category><![CDATA[opt]]></category>
		<category><![CDATA[ośrodek postaw twórczych]]></category>
		<category><![CDATA[perkusja]]></category>
		<category><![CDATA[projektowanie graficzne]]></category>
		<category><![CDATA[rysunek architektoniczny]]></category>
		<category><![CDATA[wrocław]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=2773</guid>
		<description><![CDATA[Zapisy na kursy OPT! &#8211; teraz 10% taniej! Zapisy na kursy organizowane przez Ośrodek Postaw Twórczych w semestrze letnim 2012, odbywać się będą w dniach od 30 do 31 stycznia oraz od 1 do 3 lutego br.. Spotkania organizacyjne i &#8230; <a href="http://opt-art.net/archiwum/zapisy-do-pracowni-opt-2/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><strong>Zapisy na kursy OPT! &#8211; teraz 10% taniej!</strong></h3>
<p>Zapisy na kursy organizowane przez Ośrodek Postaw Twórczych w semestrze letnim 2012, odbywać się będą w dniach <strong>od 30 do 31 stycznia</strong> oraz <strong>od 1 do 3 lutego br.</strong>.</p>
<p>Spotkania organizacyjne i zapisy codziennie (ww. terminach)<strong> o godz. 19.00</strong><br />
w siedzibie<strong> OPT – ul. Działkowa 15, Wrocław.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><img class="size-medium wp-image-874 alignleft" title="kartka" src="http://farm8.staticflickr.com/7162/6646261179_bdbe18232b.jpg" alt="" width="218" height="300" /></p>
<p>Zapraszamy na kursy:</p>
<ul>
<li><strong><a title="Malarstwo_i_Rysunek" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-malarstwa-i-rysunku/">MALARSTWA I RYSUNKU</a>*</strong><br />
(prowadzący: K. Pietrzak-Zawada, M. Wiercioch)</li>
<li><strong><a title="Fotografia" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-fotografii/">FOTOGRAFII</a>*</strong><br />
(prowadzący: F. Zawada, K. Solarewicz,<br />
Ł. Rusznica, A. Cascalló)</li>
<li><strong><a title="Perkusja" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-nauka-gry-na-perkusji/">MUZYCZNY; PERKUSJA</a>*</strong><br />
(prowadzący: J. Suchar)</li>
<li><a title="Rysunek_architektoniczny" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-rysunku-architektonicznego/"><strong>RYSUNKU ARCHITEKTONICZNEGO</strong></a><br />
(prowadząca: K. Bielak)</li>
<li><a title="Projektowanie_graficzne" href="http://opt-art.net/kursy/kurs-projektowania-graficznego/"><strong>PROJEKTOWANIA GRAFICZNEGO</strong></a><br />
(prowadząca: Z. Jaros)</li>
</ul>
<p><a title="zapisy" href="http://opt-art.net/kursy/">Informacje o kursach i zapisach</a></p>
<p>Więcej pod nr telefonu <strong>71 3642765</strong> oraz mailem</p>
<p>*Uwaga. Promocja &#8222;10% taniej&#8221; dotyczy kursu z fotografii, malarstwa i rysunku oraz perkusji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/archiwum/zapisy-do-pracowni-opt-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lutowe wydanie HELIKOPTERA</title>
		<link>http://opt-art.net/aktualnosci/lutowe-wydanie-helikoptera/</link>
		<comments>http://opt-art.net/aktualnosci/lutowe-wydanie-helikoptera/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Jan 2012 10:00:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>krzysztof</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://opt-art.net/?p=3054</guid>
		<description><![CDATA[Lutowe wydanie HELIKOPTERA W numerze: poezja Grzegorza Wróblewskiego, Jacka Gutorowa oraz druga część poematu Strzały znikną Roberta Rybickiego. Poza tym proza Saszy Griszczenko i wspomnienie Libora Martinka o zmarłym w styczniu, wybitnym czeskim pisarzu Josefie Škvoreckým. Nie zabraknie również tematów &#8230; <a href="http://opt-art.net/aktualnosci/lutowe-wydanie-helikoptera/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><strong>Lutowe wydanie HELIKOPTERA</strong></h3>
<p>W numerze: poezja Grzegorza Wróblewskiego, Jacka Gutorowa oraz druga część poematu <em>Strzały znikną</em> Roberta Rybickiego. Poza tym proza Saszy Griszczenko i wspomnienie Libora Martinka o zmarłym w styczniu, wybitnym czeskim pisarzu Josefie Škvoreckým. Nie zabraknie również tematów dotyczących teorii spiskowych. Tym razem: <em>Kto lub co za czym stoi i dlaczego, czyli bardzo krótka dywagacja na temat teorii spiskowych</em> Agnieszki Kasprzyk oraz <em>Teoria spiskowa bakaczy rybnickich<strong> </strong></em>wedle<strong><em> </em></strong>kosmity „Ryby” Rybickiego.</p>
<p><a href="http://opt-art.net/aktualnosci/lutowe-wydanie-helikoptera/attachment/mucha-2/" rel="attachment wp-att-3055"><img class="aligncenter size-full wp-image-3055" title="mucha" src="http://opt-art.net/nowa/wp-content/uploads/2012/01/mucha1.jpg" alt="" width="230" height="219" /></a></p>
<p>Zapraszamy: <a href="http://opt-art.net/helikopter/">http://opt-art.net/helikopter/</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://opt-art.net/aktualnosci/lutowe-wydanie-helikoptera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

