Marcus Slease – Pięć wierszy (z tomu „Hello Tiny Bird Brain”, 2011)
Fabryka turbin Alstom
(Elbląg, Polska, 19 listopada 2009 r.)
wstać
o 6
nasypać kawy
do filiżanki
zamieszać
to się nazywa kawa po turecku
ale nią nie jest
wyjść
na deszcz
minąć chłopaka z łopatą
włosy i kości
okazać dokument
wbiec do sali
uczyć
negocjacji
wrócić
do domu
zjeść płatki
czytaj więcej
Natural Information Society & Mikrokolektyw @ OPT [14.03.2012]
czytaj więcejJacek Podsiadło – „A skoro już o tym mowa, to co to właściwie znaczy?”, czyli prawdziwy kształt rozmowy ze mną dziennikarza Dawida Karpiuka.
Po tym jak Dawid Karpiuk napisał w tygodniku „Wprost”, że „pokłóciłem się ze wszystkimi i obraziłem na cały świat”, docierają do mnie liczne zapytania od znajomych i krewnych, czy obraziłem się także na nich. Jako że wśród zaniepokojonych głosów nie brakło głosu pilota Krzysztofa Śliwki z pokładu „Helikoptera”, chętnie korzystam z tego miejsca, aby nieporozumienie wyjaśnić. Powoduje mną nie tylko chęć sprostowania, nie tylko chęć publikacji „zmarnowanej” rozmowy, ale i chęć pokazania od pampersa żmudnej pracy współczesnego dziennikarza, który dla odkrycia i ukazania prawdy o człowieku, a także dla dochowania wierności swemu powołaniu gotów jest własnoręcznie zaprząc się do woza, zaprzeć się logiki i sam się batożyć po zadniej stronie swej osobowości, kiedy za słabo się do dobrowolnego trudu wywózki gnoju przykłada.
czytaj więcej
Hans van de Waarsenburg – Pięć wierszy
Przez pola
dla Seamusa Heaney’a
Przez pola, daleko za połową
Życia, cienie ścieżek.
Posmarowane przez gorzkie południowe światło.
Z piórkiem w gardle, patrząc na
Leniwe odurzenie. Przez pola idzie
Słowo tak powoli, że dźwięk
Zanika, rozpuszcza się w mgle nad
Ścierniskami. A wędrowiec? On
Wypatruje ponad polami za znikającym
Horyzontem. Chciałby wyjść ze swego
Cienia, gdy będzie ciemno wokół
Głowy. Zmarli szeleszczą między
Jesiennymi liśćmi lub spoczywają na gałęziach
Minionego. Jeżeli jest to już pożegnanie,
Pozwól mu jeszcze trwać, przynieś trochę drewna
Do lasów i torfu na torfowisko.
czytaj więcej
Krzysztof Brożek – Stare Nowiny
Niedaleko wioski Stare Nowiny leżał mały przysiółek.
Przysiółek ten liczył trzy domy, oddalone od reszty wsi kilkoma polami i miedzami. Wysokie trawy przeważnie zapuszczonych w ugory pól sprawiały, że oddalenie tych kilku budynków od wsi wydawało się być jeszcze większe niż w rzeczywistości, a one same jeszcze bardziej osamotnione. Tym bardziej osamotnione, że z drugiej strony budynków znów były ugory, za nimi biegła wąska, zniszczona, asfaltowa droga, a tuż za drogą rozciągał się wielki las. Nawet tak był nazywany – Wielki Las. Wielki Las był stary, wysoki, gęsty i ciemny.
czytaj więcej
Marcin Baran – wiersz
Godziny prób
Ja, w czuły głód gustownie spowity,
zawieram dzisiaj nieporozumienia.
Trwa wprowadzanie ustawień ustawień,
trwa uruchamianie skryptów uruchamiania,
czujniki rejestrują zmiany na okrągło.
Rdzeniem przychodów są bieżące trwogi.
Pieniądz to czas. Słowa ŻYCIE
nie znaleziono. Ale na końcu wszystko będzie
jasne – jaskrawo i klarownie.
Będzie widać, że nic nie mogło pójść
inaczej, niż ostatecznie poszło.
Muszę tylko posprzątać, żeby morał
nie był tak całkiem, tak zupełnie obojętny.
I sprawdzić, skąd i ku czemu sypie się ten pył.
(wiersz z tomu „Utraty i żądze”, który w maju 2012 ukaże się nakładem Wydawnictwa emg)
czytaj więcejMiłosz Biedrzycki – dwa wiersze
Lata migają, to samo:
ściubię grosiki, nudzę młody dekolt kioskarki
o bilet godzinny. Tylko po to, żeby za chwilę
popłynąć na siedem dych za dania neosyczuańskie.
Sześć za zjedzone wypite, siódmą,
bo nie zgadzała się suma i trzeba się było zrzucić.
Nikt nie miał ochoty na figle z mafią neosyczuańską
pośrodku starej Ochoty. Nabrało się herbaty w usta.
Wytrenowanym przez konkret dżanglę, gdy przyjdzie
negocjować o swoje, miny tężeją nieledwie z automatu.
Ale i tak było przyjemnie, inaczej bym przecież nie poszedł. Prawda?
Prawda. Mocne słońce, mocne cienie padają na bruk.
Wiatr skądś przywleka paragenialne słowa Maleńczuka
z czasów, zanim poszedł w biesiadę total.
Lecz nikt go o to nie wini, nie przy tym stoliku, w końcu
każdy jakoś tam orze to rozhukane morze. Ilę zostanę?
Już do usranej śmierci, przynajmniej taką mam nadzieję.
Ale w tym mieście? A, to do ósmej, wieczór.
Tak czy inaczej na u, ktoś mówi. Tylko inaczej się pisze.
Tylko inaczej się słyszy, poprawia Men, słuch napięty jak dratwa,
co do mikrotonu. Odnaleźć niemożliwą kadencję? Nigdy nie była
ukryta.
czytaj więcej
Teorie spiskowe: Tadeusz Olszewski „Bezsilny szaleniec”
Trzy tomy „Dzienników” Iwaszkiewicza sprawiły, że wróciłem do lektury memuarów innego Skamandryty – Jana Lechonia. I na nowo nie mogę się nadziwić jego obsesjom, zgorzknieniu i nienawiści do całego świata.
I.
Pierwszy z trzech tomów „Dziennika”, liczących łącznie blisko 1800 stron, ukazał się w 1967 roku w Londynie, wcześniej liczne fragmenty drukowały londyńskie „Wiadomości”, redagowane przez Mieczysława Grydzewskiego. W Polsce całość opublikowano dopiero w roku 1986.
Na zapiski Lechonia pierwszy zareagował Witold Gombrowicz. Jego krytyka była bezlitosna. Jest to – pisał –kompromitujący wskutek chorobliwego, kompleksowego prawie, zawężenia horyzontu intelektualnego – jakby ten człowiek wolał nie wiedzieć, nie widzieć – dziennik melancholijny, żałosna inkarnacja ducha burżuazji warszawskiej i ówczesnych kawiarń. Przy okazji autor „Ferdydurke” dezawuuje Lechonia-poetę. Jego zdaniem był to poeta nietwórczy i nieoryginalny, którego w samych jego początkach niepomiernie wywyższono – który całe życie pozostał ową „zapowiedzią”(…) Jego życie nielojalne, hierarchia niezasłużona, postawa nieszczera nie były z tych, które pozwalają wejść w bezpośrednią styczność z epoką, z historią. Przemykał się bokiem. (…) Cała jego polityka polegała na wypuszczaniu w świat, w dłuższych odstępach czasu, jakiegoś „pięknego” wiersza, aby nie mówiono zbyt głośno, że się skończył”.
czytaj więcej
Teorie spiskowe: Krzysztof Niewrzęda – ankieta
„Teorie spiskowe” stały się materiałem do wytwarzania popkulturowej konfekcji. W warstwie językowej „teorie spiskowe” są jednak doskonałym określeniem umożliwiającym dyskredytowanie sposobu myślenia tych, którzy poddają pod dyskusje oficjalne oceny bądź relacje uwiarygodnione w procesie masowej publikacji. Każdego bowiem, kto uznaje je za wątpliwe wystarczy naznaczyć piętnem „zwolennika teorii spiskowych” by wyłączyć go z publicznego dyskursu lub – co najmniej – pozbawić wiarygodności. Tak, jak miało to miejsce z tymi, którzy uważali, iż oskarżanie Saddama Husajna o posiadanie broni jądrowej jest wynikiem zmowy, ułatwiającej przekonanie opinii publicznej o tym, iż należy wkroczyć do Iraku.
czytaj więcej
Poezja z Tajwanu w tłumaczeniu Marka Śniecińskiego
Ya Hsien
ANDANTE CANTABILE
Czułość jest konieczna
aprobata jest konieczna
trochę alkoholu i słodko pachnące kwiaty są konieczne
uważne spoglądanie na kobietę jest konieczne
zasadnicze przekonanie, że nie jesteś Hemingwayem, jest konieczne
wojna w Europie, deszcz, armaty,
pogoda i Czerwony Krzyż są konieczne
spacerowanie jest konieczne
wyprowadzanie psa jest konieczne
herbata miętowa jest konieczna
Pogłoski, które z parkietu giełdy co wieczór o siódmej
unoszą się jak wibrująca w powietrzu trawa, są konieczne.
Obrotowe drzwi ze szkła są konieczne. Penicylina jest konieczna.
Zamachy są konieczne. Wieczorna gazeta jest konieczna.
Aksamitne spodnie są konieczne. Bilet z wyścigów konnych jest konieczny.
Otrzymanie spadku po ciotce jest konieczne.
Balkon, morze i uśmiech są konieczne.
Leniuchowanie jest konieczne.
A świat, o którym się sądzi, że wciąż płynie dalej jak rzeka,
on jest taki, wciąż taki:
Guanyin wysoko w dalekich górach
mak na polu maków
czytaj więcej
Gabriel Leonard Kamiński – Zapałka
Pan Swen od lat znany był w naszej dzielnicy z bicia różnych rekordów. Najpopularniejszym było jedzenie szklanki na czas, lub połknięcie garści małych gwoździ. Część ludzi nie brała go poważnie, chociaż odkąd pamiętam siedział w niedzielę na ławce obładowany czasopismami, prawie nie ruszając się z miejsca, i czytał wszystko co było w nich zapisane.
Było to pewnie jeszcze przed wyjazdem p. Sztajna do Izraela, a właściwie do Danii, gdzie na wieść o tym, iż został w wieku pięćdziesięciu pięciu lat powołany do wojska, dostał zawału. I zmarł.
Pan Swen postanowił w końcu, że musi wyjść z cienia i zadziwić wszystkich swoimi nie z tej ziemi sztuczkami. W szarzyźnie tamtych czasów, była to próba zaistnienia, wyrwania się z tej naszej „Fabrycznej” rzeczywistości.
Przez jakiś rok pan Swen sklejał zamek z zapałek. Zbieraliśmy dla niego wypalone zapałki, chodząc po podwórku, ulicy i przystankach tramwajowych, a on w zamian pozwalał nam obserwować swoją precyzyjną pracę. Zamek miał cztery baszty i most zwodzony. Nie mogliśmy już doczekać się, kiedy będzie gotowy. Każdy z nas miał po kilkanaście żołnierzyków, zbieraliśmy je z kieszonkowego oraz ze sprzedaży makulatury i butelek. Chcieliśmy jako pierwsi stoczyć w zapałczanej warowni swoją pierwszą zwycięską bitwę. Pan Swen nie śpieszył się z dokończeniem ostatniej blanki i wieży, bowiem ciągle absorbowało go coś nowego. A to szczudlarze ścigający się po podwórkach, a to rowerzyści, próbujący jazdy „bez trzymanki” lub z przednim kołem uniesionym do góry, lub ostrzyciele noży gromadzący wokół siebie tłumy rozgadanych kobiet niosących stępione nożyczki, kuchenne noże lub ogrodowe sekatory.
czytaj więcej
Jacek Bierut – Pięć wierszy
OBY TRWAŁA PODRÓŻ KOŃCZYŁA SIĘ CZĘŚCIEJ
Widzę cię tak, jak nigdy byś się nie zachowała.
W pasku elektrycznego światła pod drzwiami
do łazienki, kiedy nie wchodzę, żeby jeszcze
kilka sekund to czuć. I słysząc odgłos
pociągu, w którym właściwie już siedzę. Ściszony
monitor oświetla mi twarz. Śląsk w powtórce łoi
Legię. Serce robi się ciepłe. Mam jeszcze zimny deszcz
na włosach. I obraz ptaka niesionego wiatrem
w stronę rzeki. Rybi tłuszcz ma na łapach.
Opary rybiego tłuszczu masz na pośladkach
i odciski palców całej załogi. Z każdego po wersie,
po odcieniu farbki na powieki, które zamknę
w pustym przedziale nocnego pociągu,
słysząc bas i perkusję dawnych kumpli z lasu.
Jak uparcie teraz trzymają się pracy,
dokładam tylko dwa dwudźwięki i zagryzam
jabłkiem z chleba. Z naszego domu w lesie została
niewyraźna ścieżka. Wszyscy jesteśmy
w nastroju na opary rybiego tłuszczu na pośladkach
nocnego pociągu nad ocean. Sunie zimną elektryką.
Pasek światła pod drzwiami łazienki
robi scenę. Jak mignięcia oświetlonych trapezów
między drzewami przy torach. Para idzie
z odtajałej ziemi. Czerwone iskry z ogniska
tańczą od podmuchu. Jeszcze chwilę nie naciskać
klamki, zerkając na spaloną akcję
lewym skrzydłem. Jeszcze wzniecić ciepło
w sercu. Jeszcze otrzeć włosami ramiona. Musnąć kaloryfer.
Jeszcze się rozebrać. Jeszcze poczuć naprężenie
gwałtownego mięśnia. Mieć to w oczach.
W ciemnym głosie. W bezdechu. Albo od razu iść na stację.
Stać na zimnym peronie. Palić
się do słońca. Palić się do nieba. Wznieść się ponad
linię szybkiej kolei. Wznieść się ponad linie
szybkich pasków pod drzwiami łazienki.
czytaj więcej
Ivo Harak – Siedem wierszy
NIE WIEDZIEĆ, NIE MIEĆ, NIE PYTAĆ
(D. H.)
nie wiedzieć, nie mieć, nie pytać
czy jeszcze – czy już
odchodzę?: za tobą? przed tobą?
niechciany, odrzucony
i przyjęty: sługa
(przynosi wiadomość
której nie przeczyta)
lękam się uśmiechu, za wargami
na razie ukrytych zębów
słów błądzących
poza mową, dotknięć
poprzez nieistniejące szkło
nie wiedzieć, nie mieć, nie pytać
dlaczego właśnie tu, tędy
przez mięso: twoje paznokcie piszą
co zaśpiewa dopiero samotność (więcej…)
Libor Martinek – Przekłady poezji Wisławy Szymborskiej w Republice Czeskiej
Recepcję dzieła Wisławy Szymborskiej (ur. 2 lipca 1923 na Prowencie, należącym obecnie do Kórnika, zm. 1 lutego 2012 w Krakowie) możemy badać dwojako – po pierwsze ze względu na stosunek poetki do Czech i Czechów. Czechy nie są dla Szymborskiej krajem ojczystym, tak jak dla polskich autorów tutaj urodzonych, przede wszystkim na Zaolziu, w powiatach Karwina, Czeski Cieszyn i Frydek– Mistek. Powszechnie wiadomo, że zmarły mąż poetki, Adam Włodek, należał do wybitnych tłumaczy czeskiej i słowackiej literatury[1]. Wiadomo też, iż tłumaczkę jej poezji na język czeski, Vlastę Dvořáčkovą, uważała Szymborska za swoją przyjaciółkę[2]. Jeszcze przed wręczeniem Nagrody Nobla, tłumaczka zaprosiła polską poetkę na wieczór autorski, który odbył się w Pradze 28 maja 1992 roku w Polskim Ośrodku Kulturalnym. Dvořáčkova tę imprezę anonsowała w tygodniku „Tvar” z 1992, nr 21, i przy tej okazji przedstawiła tłumaczenie wiersza Szymborskiej Konec a začátek. Możemy zatem przypuszczać, że stosunek autorki do Czech i Czechów jest pozytywny. Po drugie możemy badać stosunek odwrotny – w jakim stopniu była i jest Szymborska przyjmowana, jak była jej twórczość oceniana przez czeską krytykę i miłośników poezji. Prezentowany zarys będzie zmierzał właśnie w tym kierunku. Za podstawowy materiał przyjmuję czasopiśmienne lub opublikowane w książkach tłumaczenia tekstów Szymborskiej na język czeski, a także wzmianki o autorce i jej dziełach oraz oceny w czeskiej publicystyce i krytyce literackiej[3]. Nie pomijam również audycji radiowych poświęconych Szymborskiej[4]. Nie biorę jednak pod uwagę recepcję dorobku autorki w języku polskim na naszym terenie, który jest w zasadzie samodzielnym zakresem recepcji i oprócz polonistów nikt go w Czechach nie zestawia. Samo znaczenie wyrazu „recepcja” przekracza granice.

Wisława Szymborska 1923-2012 (zdjęcie wykonano 1 lipca 2010 r. na targach książki w Pradze, autor: Juan de Vojníkov, opublikowano na licencji Creative Commons).
Teorie spiskowe: Mariusz Golak – Ucieczka w spisek
Współczesny człowiek nosi w sobie pewną skazę, którą Erich Fromm zamknął w trzech słowach – „ucieczka od wolności”. Jej początków należałoby szukać w biblijnej opowieści o wygnaniu z raju. Pierwszy akt nieposłuszeństwa człowieka, będący równocześnie pierwszą decyzją wolnej woli (zerwanie jabłka z drzewa wiadomości dobrego i złego było czymś więcej niż tylko próbą zaspokojenia głodu), dał początek ludzkiej wolności. Tak naprawdę dopiero wtedy biblijny Adam po raz pierwszy otworzył oczy i zyskał możliwość samodzielnego oddzielenia dobra od zła niczym kolejnych łupin cebuli. Jednym gestem przekreślił mityczny czas, który został wyznaczony przez harmonię Boga, człowieka i natury. Jednocześnie poczuł się nagi i zawstydzony. Tak zaczęła się historia ludzkości.
czytaj więcej
Teorie spiskowe: Cyprian Skała – ankieta
Dla mnie teorie spiskowe są solą i jadem. Prawdą, która jest kłamstwem. Naturalną, ale rozpaczliwą próbą uporządkowania chaosu, nadania sensu niezrozumiałemu i wyznaczenia swojego miejsca w nim. Nawet, jeśli w efekcie sytuują swojego wyznawcę w roli ofiary, dają punkt zaczepienia. Są jak alkohol – dają realną energię z pustych kalorii. Coś pięknego! I strasznego! Były, są i będą. Chciałbym uwierzyć w jakąś. Ale nie potrafię.
czytaj więcej
Grzegorz Wróblewski – Siedem nowych wierszy
KURCZAKI I KSIĘŻYC
Wracając z pracy, zawsze kupował pół pieczonego kurczaka.
Potem poszła plotka,
że się powiesił w parku pod miastem.
Właściciel rożna nie mógł zrozumieć, dlaczego stracił
najlepszego klienta. Wpatrzony w księżyc wycierał
swój ostry nóż, który powinien wytrzymać trzęsienie
ziemi.
Kurczakom było już wszystko jedno.
czytaj więcej
Sasza Griszczenko – Wstecz. Długi wiersz prozą [fragment]
I
Miasto leżało na pustyni. Lecz pustynia była daleko. Być może gdzieś za miastem rosły góry. Mniejsza o to. Najważniejsze, że pustynia – była. I była wszędzie.
Ale nie było morza. Morza nie było wcale. Nikt go nie widział. Wiem to na pewno. W każdym razie – wiedziałem. Ponieważ wtedy – morza naprawdę nie było. Możliwe, że i teraz go nie ma. A jeszcze dawniej – do najbliższego morza karawana szła 37 dni. Lecz potem – morze znikło. A przecież mogło w ogóle go nie być! A do drugiego najbliższego morza wędrowało się 53 dni. I cały czas – przez pustynię! Niektórzy się domyślali, że za górami, które na pewno rosły gdzieś niedaleko, rozpościerał się ocean, ale o tym nie wypadało mówić.
W mieście nikt nie mieszkał. W nim ludzie tylko umierali albo się rodzili. W nim umarli obaj moi dziadkowie, z których jeden urodził się na pustyni, a drugi w stepie, nad jeszcze dalszym morzem. W nim urodziłem się ja. I mój brat. Ale już nie mieszkamy w mieście.
Ten dziadek, który się urodził na pustyni i mówił językiem Aborygenów, dziś już zapomnianym, siedział w centrum miasta i kierował ruchem pociągów wożących ludzi przez pustynię – do miasta albo z miasta: jedni przyjeżdżali tu umierać, drudzy się rodzić, inni stąd wyjeżdżali. Bo już się urodzili. Albo już umarli.
Ten dziadek, który się urodził w stepie, nad morzem, chciał mnie nauczyć dalekiego stepowego języka, ale nie zdążył, bo ja się urodziłem, a on umarł. Dlatego nie pamiętam ani dziadka, ani języka, którym mówił. Dziadek robił z brązu, z granitu i jeszcze z czegoś, z czego zwykle robi się takie rzeczy, wielkich wąsatych wujków. Widziałem ich fotografie. Stali ci wąsaci wujkowie na pustyni, a obok, po żelaznych szynach, pędziły pociągi, gnane przez mojego drugiego dziadka, tego, który się urodził na pustyni i znał język Aborygenów, dawno zapomniany.
Możliwe, że Aborygenów też nie było. A był tylko – język. Ale nie było w tym języku głoski [szcz]. Dlatego mojego nazwiska i nazwiska mojego dziadka i jego syna, a mego ojca – nie dało się w tym języku wymówić. Można je było tylko pomyśleć. A napisać w ogóle się nie dało. Ale wiem na pewno, że było w tym języku słowo „umr”, które znaczyło „życie”. Reszty słów nie było.
W końcu opuściłem miasto. Albo miasto opuściło mnie, wyskoczyło z pociągu jadącego przez pustynię. I tam zostało. Zostało na pustyni. A może ciągle jeszcze wlecze się po torach, próbując dogonić pociąg. Ale nic z tego! (więcej…)
czytaj więcejRobert Rybicki – Strzały znikną (fragment poematu, vol.2)
Rano: pisać całym sobą i codziennie,
zatrzeć się jak stara zębatka. Iść przez
ciemność i pisać, nożem pisać na ciałach
przechodniów, wykrawać połcie wierszy ciał,
umyj zęby pumeksem, zatrudnij kogoś do
sprzątania statków kosmicznych, przeźroczysty
metal, a w całym rachunku God is Dog. Ale
gdzie przechodnie, tylko spacerujący do pracy
w fabryce, twarze, które znam z Polski, sterane,
zjechane, pożółkłe mordy, Ojciec też tak szedł
dzień w dzień do Elektrowni, teraz ja chodzę,
absolwent Uniwersytetu, do pracy w Factory.
Pasikonik pomysłu przeskoczył nad trawami przysłów.
Bazylotwór stoi u bramy i bacznie obserwuje swoje odbicie w
kałuży, to jest mężczyznę o torsie i głowie owczarka
niemieckiego. Zostaniesz punkiem, Czytniku,
choćbyś miał siedemdziesiątkę na karku, będziesz tańczył
pogo ze śmiercią, czyli ciałem astralnym w płaszczu z kapturem,
wyobraź sobie pogo zwłok na Placu św. Piotra. Radosne
pogo zwłok zamordowanych przez kościół, szkielety katedr,
czekam na zasłużoną śmierć kościoła. Wyobraź sobie
teraz figurę Śmierć Kościoła, szkielet katedry wstaje
i idzie przez miasto w płaszczu z okrutnym kapturem,
z którego wyziera pustka, kaptur to nakładka z CS Oriego.
czytaj więcej
Libor Martinek – Josef Škvorecki nie żyje
Rok Zająca (według kalendarza chińskiego przypadł na rok 2011), pomimo pokojowego charakteru, wybrał sobie szereg ofiar, także wśród pisarzy. A przecież Rok Zająca oznacza „okres pokoju i harmonii. Dla tych, którzy nie kroczą wprost przed siebie, jest okazją do niespiesznego rozwoju, a wcześniejszy wysiłek zaprocentuje. Nie wolno lekceważyć znaczenia otoczenia, ponieważ okazje nadarzają się najczęściej w sytuacjach, kiedy zwiększanie swojej władzy jest nie na miejscu. Itd.“ Wymienianie tu tych pisarzy i innych znaczących postaci czeskiego życia kulturalnego czy artystycznego byłoby truizmem. A obecny Rok Smoka już na początku stycznia dorwał kolejną ofiarę, co wywołało we mnie smutek od razu, jak tylko przeczytałem o tym w internecie. Zmarł Josef Škvorecki! „Według gazety The Globe and Mail, która poinformowała o jego śmierci, wcześnie rano [3. 1. 2012] w szpitalu księżniczki Małgorzaty pokonał go rak. Škvorecki miał 87 lat.“
czytaj więcej
Jacek Gutorow – Sześć wierszy
ŻONGLER I JEGO CIEŃ
Tym razem trzy piłeczki.
Podrzuca jedną, która wpada
do lejka trzymanego w ustach.
Podrzuca drugą, a ja zastanawiam się,
gdzie wpadnie – lejek jest zajęty
przez pierwszą piłeczkę.
Myślenie mnie zdradza. (więcej…)
czytaj więcejTeorie spiskowe: Agnieszka Kasprzyk – Kto lub co za czym stoi i dlaczego, czyli bardzo krótka dywagacja na temat teorii spiskowych.
Coś musi się kryć za tymi teoriami spiskowymi…
Pojawia się słabnący uśmiech na twojej twarzy. Spisek jako faktyczne zjawisko jest stary jak historia dualistycznej tudzież grzesznej natury człowieka, albo, może i historia całego panteonu przegranych i żądnych zemsty bogów, sięgająca zarania światów. Historie zdrady i zaplanowanego morderstwa, od konia trojańskiego, po konspiracje na wszystkich dworach europejskich, mafijne porachunki i zabójstwo Kennedy’ego. Odnosi się wrażenie, że większość decyzji politycznych, religijnych, klanowych zapada zakulisowo, dlatego historycy zawsze będą mieli pełne ręce roboty, zapisując dzieje ludzkości na nowo.
Intryga, zdrada, ukryte motywy czają się na niemalże każdej karcie historii, ale teorie na temat spisków zmieniają się, definiując różne aspekty i wymiary tego zjawiska. Spisek jako zdarzenie przygodne lub wynikające z konkretnej sytuacji politycznej, religijnej, czy ekonomicznej, według wielu, zdecydowanie różni od tak zwanej teorii spiskowej dziejów. Wychodząc do popularnej i ogólnej definicji teorii spiskowej, która sugeruje, ze jest to tajna i nielegalna działalność grupy ludzi, mająca przynieść korzyści własne lub szkodę innych, chciałabym się dzisiaj podpisać pod opinią tych, którzy rozgraniczają akty większych lub mniejszych grup konspirujących od totalitarnych w swych wymiarach teorii spiskowych wszechczasów, zazwyczaj używanych w celach politycznych, ekonomicznych, czy religijnych by manipulować, wywołując powszechną paranoję. Dlaczego potrzebna jest zasłona dymna? Oczywiście, żeby można było sobie dowolnie konspirować i rządzić za kulisami… (więcej…)
czytaj więcejTeorie spiskowe: Robert „Ryba” Rybicki – ankieta
Teoria spiskowa bakaczy rybnickich
Pamiętam, że jak kiedyś paliliśmy hasz, to koleś miał teorię spiskową. Na czym polega teoria spiskowa jako faza? Teoria spiskowa objawia się tym, że skopcony delikwent rozgląda się w prawo i w lewo w zwolnionym tempie i nic kompletnie nie jarzy, a w jego głowie kreuje się taka myśl: dlaczego oni się tak na mnie patrzą? Jeden taki kolo miał non-stop teorię spiskową: raz jechałem autobusem i patrzę, a on stoi na skrzyżowaniu i rozgląda się kompletnie zamotany. Przeżyłem kilkanaście albo kilkadziesiąt takich teorii spiskowych w ciągu życia. Potem najczęściej przychodzi obłęd, jeśli nie kontroluje się stanu umysłu.
czytaj więcej
Wojciech Bonowicz – Piąta rocznica (o albumie „Drewniane gody” Filipa Zawady)
Z dziur w śniegu wyrastają cienkie czarne drzewa. Młoda kobieta przytula drugą, starszą, zapewne matkę; chwilę wcześniej pogodziły się lub coś sobie wyznały. Ślad na ścianie po zdjętej tabliczce, ślad zmiany; dookoła jasna, niedawno malowana powierzchnia, w prostokącie – plamy kurzu i wilgoci. Lekko poobijana figurka Chrystusa na tle kaloryferu i liszajowatej ściany błogosławi domowi niewprawnie posklejaną dłonią. Konstrukcja z belek (pod przyszłą podłogę?), pod którą kłębią się wężowe sploty kabli. Fotel ginekologiczny z pomiętym prześcieradłem, wgniecioną poduszką, z którego ktoś przed chwilą wstał; w tle jasnobrązowa ściana, rozweselona jedynie małym obrazkiem z pieskiem. Wózek z supermarketu porzucony na przystanku, gdzie na tabliczce z rozkładem jazdy ktoś zapisał czyjeś uczucie. Wypchana małpka w niebieskim worku z Ikei. Las na wzgórzu, w silnym, żółtym świetle wyglądający jak łan zboża. Noworodek śpiący spokojnie w plastikowym, szpitalnym pojemniku numer 31…
czytaj więcejRobert Rybicki – Strzały znikną (fragment poematu, vol.1)
Jakaś locha pchała swoją szwaję do pantofelka. Supermarket
spływa po kieszeni jak tabliczka czekolady: albo zeszyt ze szkicami do
obrazu, który miałby przedstawiać stóg dendrytów. Ktoś, w wielkiej chustce
na szyi, dookoła szyi, przemeblowała właśnie swoje tkanki, wzdychając.
Czy dla mnie pisanie jest wszystkim, bo nie posiadam niczego?
Śniło mi się, że wielkie mięśnie dialektyki. Narkotyki dialektyki.
tom: UŁAMKI. Na pasie transmisyjnym mózgi waleni.
Przerzucali satyrowie dialog nad moją głową jak piłkę podczas meczu siatkówki.
Rybosłów rozerwał sieci. Sny kołowały jak jastrzębie. Wałki transmisyjne.
Koczkodany Słów przeskakują po lianach wersów i
znikają w mrocznej dżungli znaczeń, ich
wycie odbija się od ekranu/listowia. Na listowiu wyświetlony diagram bąka.
Zrobili kurs jazdy na wózkach widmowych.
Uważam na przekręcone stadniny wylane z plastykobetonu,
na których ślizgają się zakwefione koniożaby. Mikrofrankenstein…
Lekceważę kontrolę nad strukturą wiersza. I vice versa, powiedział
wierszyk. Słucham sobie The Clash. Kiedyś miałem 16 lat.
Rzeczywiście, możliwe, kiedyś byłem. Możliwe. Wysoka jakość
widzialności, częstotliwość bytu jako cyfry chaosu, rządź
więc nami, bioetyko, wynoś się, komputerze.
czytaj więcejGabriel Leonard Kamiński – Ostatnie połączenie
Od kiedy zamieszkałem w pustej budce telefonicznej wszystko przestało mieć swój Koniec i Początek. Nie będę was nudził szczegółami mojej zmiany miejsca zamieszkania, ponieważ w ten sposób stałem się czystą Obecnością. Wiem, że nadużywanie pewnych określeń prowadzi po czasie do ich bezużyteczności. Ale to było potem, teraz razem z walizką, plecakiem, opatulony w ponczo wykonane z jednego kawałka starego wełnianego koca rozlokowałem się w swojej Obecności jak szaman, złożony jedynie ze zrozumiałych dla siebie rytuałów i gestów.
Zmierzyłem wzrokiem budkę, była jakby w sam raz dopasowana do sytuacji – trochę większa od mojego przedpokoju, gdy kucnąłem widziałem w niej stąd mój pokój i maleńką kuchnię – ulokowałem ją na półce, gdzie kiedyś pewnie leżała książka telefoniczna. Z tej mikrej perspektywy jej wątpliwa numerologia nie stanowiła teraz żadnego ponadczasowego problemu, była zaledwie mikroskopijną cząstką chwili zajmującą w danym momencie moje myślenie. Bo właściwie powinienem już wcześniej przyznać się wam do tego, iż zacząłem ponownie myśleć. Doszedłem do boskiego wniosku, że oto teraz jestem samą czystą Obecnością i Myśleniem jednocześnie. Zwrócono mi mój czas…
czytaj więcejMarek Śnieciński – Pożądanie
Jestem poetą – mieszkam w języku. To proste zdanie, które przed chwilą wypowiedziałem, budzi we mnie niepokój. Zdanie to nie jest żadną metaforą. Mój niepokój wynika z poczucia, że jest ono po prostu prawdziwe, a zawarta w nim prawda ma bardzo dojmujące konsekwencje. Jak mam wobec tego traktować miejsca, z którymi czuję się związany: Oborniki Śląskie i wzgórze o imieniu Holtei, Wrocław, mosty Pomorskie i wyspy na Odrze, Wyspę Pawi w Wannsee? Co mam myśleć o mojej miłości i o miłości, którą jestem obdarzany? Jakie miejsce w tym językowym mieszkaniu zajmują cierpliwe, bliskie mi przedmioty: filiżanka, pióro, zapalniczka? Przecież moje związki z ludźmi, miejscami i rzeczami, moje najgłębsze kontakty z nimi wydają się istnieć poza językiem, jakby niezależnie od niego? Przecież jestem sensualistą na dobre i złe uwikłanym w zmysły?
czytaj więcejMarek Śnieciński – cztery wiersze
Lato w mieście
Upał ogłuszył miasto
plamy potu wykwitają
na ludziach i domach
ciężka łapa słońca
ugniata pustkę
obnaża ciała i mury
Miasto czeka na wieczór
strzępy myśli schną w słońcu
leniwie domyślają się siebie
senna mucha usiadła na murze
Cyganka bosą stopą
chłodzi rozgrzane kamienie
w cieniu pod wyblakłą markizą
przykuca słowo upał
wciąż to samo
w maskach różnych języków
Miasto śmierdzi upałem
ma to gdzieś: dyszy i milczy
za mało słów w nim krąży
by ulepić jakąś opowieść
za dużo spoconych cipek
by zapragnąć smaku tej jednej
czytaj więcejTeorie spiskowe: Libor Martinek „Spiski w historii czeskiej”
Redakcja „Helikoptera” zadała mi pytanie, czy Czesi w przeszłości organizowali spiski i czy temat ten pojawia się w czeskiej literaturze. Co do historii, to nie uważam się za eksperta, ale przypomnieć można przynajmniej spisek Waldsteina 1630–1634. Mówi o nim godna uwagi książka Josefa Pekařa napisana w 1895 roku, gruntownie zmieniona i poszerzona w roku 300-setnej rocznicy śmierci Waldsteina (1934), która przynosi jedno z możliwych spojrzeń na ostatnie lata życia Albrechta z Valdštejna, który knuł spisek przeciwko Habsburgom, co ostatecznie okazało się dla niego fatalne w Chebie, gdzie został zamordowany przez cesarskich oficerów.
Pekař napisał dzieło historyczne, ale ta godna podziwu osobistość dziejów czeskich i europejskich doczekała się także obrazu w literaturze, zwłaszcza że na temat końca jego życia nie zachowało się zbyt wiele źródeł historycznych. Postać tego wojewody z Frýdlantu stała się znaczącym motywem literatury europejskiej od czasów romantyzmu – poświęcili mu uwagę m.in. Friedrich Schiller (Wallenstein Trilogie, 1799) czy Gertrud von le Fort. Dostojne miejsce w literaturze czeskiej wyznaczył Waldsteinowi Jaroslav Durych w swoich dwóch trylogiach waldsteinskich – tzw. Małą trylogią waldsteinską Rekviem i Dużą trylogią waldsteinską Bloudění. Cesarski generalissimus jest także jedną z głównych postaci powieści Korona cierniowa (Trnová koruna) Václava Beneše Třebízskiego.
czytaj więcejTeorie spiskowe: Rafał Grupiński – ankieta
Teorie spiskowe są efektem albo potrzeby tłumaczenia sobie zjawisk zachodzących w świecie przez umysły proste i osobowości prymitywne, czyli mówiąc inaczej są efektem bezradności na skomplikowanie świata i nieskończoną ilość informacji i wrażeń, które ze świata napływają… albo efektem choroby zwanej w psychiatrii histerią, która obrazy świata łączy w umyśle w hiperbole i szuka dla nich swoistej, wewnętrznej logiki.
czytaj więcejDominika Dzikowska o „Drewnianych godach” Filipa Zawady
Album z fotografiami Filipa Zawady przyszedł do mnie pocztą. Mąż przyniósł go ze skrzynki akurat w chwili, kiedy stałam w kuchni, złorzecząc na zlew, który znów się zapchał. Takie życie: przepychanie zlewu, wyciąganie smoczka zza łóżka (synek sam go tam wrzuca, a potem się drze, że nie ma), samotny spacer do spożywczego i wreszcie krótka chwila, kiedy można bez sensu pogapić się w niebo. Nie brzmi to zbyt imponująco. „Życie rzadko wygląda jak w filmach Walta Disneya” pisze Zawada w krótkim tekście towarzyszącym fotografiom. Stojąc nad zapchanym kuchennym zlewem nie mogłam się z nim nie zgodzić. Zwiałam szybko z domowego kieratu i zaczęłam przeglądać album.
czytaj więcejNuda, kogel-mogel i „Bezludna wyspa”
(dziesięć prostych pytań do Filipa Zawady)
Krzysztof Śliwka: Filip Zawada, człowiek orkiestra. Fotografuje, gra, pisze, uczy, a nawet robi masaże misami tybetańskimi. Nie masz poczucia, że niepotrzebnie rozpraszasz energię?
Filip Zawada: To zależy, kto ile ma energii. Ja mam tyle, że nie specjalnie czuję, że cokolwiek mi się rozprasza. Po za tym prawda we wszystkich twórczych zawodach na tym polega. Pracownik komputerowy pisze program dla rządu i dla sklepu spożywczego. Ja robiąc różne rzeczy nie nudzę się, a ponieważ znam się już ze sobą 36 lat, to wiem, czego nie lubię. Nudy, kogla-mogla i programu „Bezludna wyspa” nie lubię.
czytaj więcejTomasz Różycki – dwa wiersze nowojorskie
66. Ósemka z Nowego Jorku
Facet, który kupił świat, jest spłukany.
Jaki jest sens takiego frajerstwa?
Ubiera kiereję i wychodzi w zmierzch,
neony i witryny grają ziggi zig, szarzeje.
Zwykł mieszkać w takich zmierzchach,
za matowym szkłem. Teraz trochę się poci,
ma trochę gorączkę. Pora kolacji, czas
rośnie, rośnie las wieżowców.
Są tacy, co zapadają w drzemkę,
są tacy, którzy nie potrafią czekać.
Jeśli jest nicość, być i nadmiar.
Gdzieś krąży tłum i słyszy już ich kroki.
Wciąż o jedną ulicę przed nimi,
jak wówczas, kiedy zabrał manele
z hotelu i chodził po mieście tak długo,
aż jego ciuchy zamieniły się w sól.
czytaj więcej
Błażej Dzikowski – Legenda o brązowej rybce
- No i co? Jak zwykle nawet bździny najmniejszej nie złapałeś, pusto w wiadrze.
Walery wzdrygnął się, słysząc głos żony. Stała za nim, sapała, kołysała się na grubych nogach wbitych w pantofle tak maleńkie, że spomiędzy skórzanych pasków wydobywały się zaczerwienione buły tłuszczu.
- Gadasz pod górkę – odrzekł spokojnie, poruszając nieznacznie wędką. Oby tylko się nie obejrzeć. – Szczupola miałem wielkiego, ale puściłem.
czytaj więcej
Teorie spiskowe: Sergiusz Kowalski „Spiskujmy”
Teorii spiskowych jest nieporównanie więcej niż spisków. Tak było i tak będzie z tej przyczyny, że znacznie łatwiej krytykować innych niż zrobić coś samemu. Spiskują ludzie czynu, wyśmiewają ich impotenci-malkontenci. Ktokolwiek powie, że wietrzeniu spisków oddają się ludzie prymitywni, niech ma się na baczności – sam może okazać się prymitywem.
Wyśmiewacze teorii spiskowych są, w odróżnieniu od spiskowców, mało kreatywni, bo wystarczy im żerowanie na cudzej inwencji. Kim byliby dzielni wrogowie antysemityzmu bez antysemitów? Cezary Michalski, publicysta do niedawna skrajnie prawicowy, a teraz skrajnie lewicowy, zarzucał mi w poprzednim wcieleniu, że tropię antysemityzm bezobjawowy. Zdaniem antysemitów spiskują semici i filosemici, oraz vice versa. Zasadnicze nieporozumienie polega na tym, że spiskowcy do spisków się nie przyznają, a ich demaskatorzy to źli rydzykowcy, których przyzwoity człowiek wyprze się natychmiast.
czytaj więcejTeorie spiskowe: Krzysztof Brożek – ankieta
Dla mnie teorie spiskowe mieszczą się gdzieś między modą, a legendą miejską, tyle, że bliżej im do legendy miejskiej, „urban legends”. Mody niekoniecznie musimy się wstydzić ani wypierać. Natomiast teoria spiskowa – o ile ktoś nie jest zdecydowanym i bezkrytycznym jej fanem – wymaga pewnego kamuflowania. Najpierw trzeba wyczuć, czy nasz rozmówca nas nie wyśmieje, czy ma podobny światopogląd, czy nadaje na podobnych falach. Przy czym nie musi to być wyartykułowane werbalnie, nikt przecież nie powie – „Tak, podniecam się na thrillerach szpitalnych, wierzę we wszystkie legendy o porywających ludzi karetkach, dawaj jakiś przykład z Podlasia”, albo „pewnie chłopie, też uważam, że całym światem kręcą Żydzi, a Żydami z kolei mała grupka Arabów”. Wręcz odwrotnie, swojego rozmówcę poznajemy jako „swojego” człowieka jakimś szóstym zmysłem.
czytaj więcejKrzysztof Śliwka – cztery krótkie utwory
Workshop
Ikkyū Sōjun, zwany Szalonym Obłokiem,
Oddawał się medytacji w „Chacie Ślepego Osła”.
Zanim zamienił słomiane sandały i kapelusz z trzciny
Na szaty opata klasztoru Daitoku upijał się
Do nieprzytomności sake i regularnie odwiedzał
Burdele. Oświecenie to kwestia odpowiednio
Dobranych proporcji. Co wam po sutrach,
Uroczystych ceremoniach, żarliwych ascezach?
Staczajcie się każdego dnia. Łamcie prawo.
Ćwiczcie w obywatelskim nieposłuszeństwie.
A nuż się uda.
czytaj więcej
Jacek Podsiadło – wiersz
Wiersz zalecany przez ministerstwo edukacji do użytku szkolnego
Grdyka, pała, dziecię lina, jakaś, kurwa, cicciolina
wdziała barokowy rajtuz i z walącej się katedry
wraża w cudze wiersze paluch, którym zwykle dłubie w nosie.
Nic ni chuja nie rozumie, nic nie umie, świat zna tylko
z widokówek, a chce uczyć
młodość skutą w dyby ławek, w których lakier
wżarł się smutek. Nie słuchajcie. Uciekajcie.
Życie jest daleko stąd. Póki słońce, tańce, haszysz,
swada dada, nie zbiór zadań – pies zbiór lektur bez efektu dymał w zad.
Paweł Dunajko – Doomjazz
Kiedy 29 października 2008 roku niskie częstotliwości wydobywane z głośników swoją przesuwającą się masą wprawiały w drewniany stukot parkiet sali koncertowej wrocławskiego klubu Firlej, a w pojedynczych smugach świateł pojawiały się i znikały twarze występujących muzyków, w tamtej chwili miało miejsce wyjątkowe wydarzenie. Oto po raz pierwszy w Polsce dała koncert super-grupa Bohren & Der Club of Gore. Spoglądając na ten występ z perspektywy 19 lat istnienia zespołu, nikt chyba nie spodziewał się w 1992 roku, kiedy Bohren & Der Club of Gore przychodziło na świat, że ich muzyka będzie swoistym novum, dzięki któremu powstanie gatunek znajdujący w przyszłości kolejnych naśladowców. Oczywiście język muzyczny Bohren ewoluował i krystalizował się na przestrzeni lat, od powolnych i oszczędnych warstw brzmieniowych, osadzonych na niskim wręcz drone’owym pulsie zaczerpniętym z doom metalu (Gore Motel 1994, Midnight Radio 1995) – wcześniejszej fascynacji muzyków –, aż po improwizowane fortepianowe inkrustacje przeplatane partiami saksofonu tenorowego (Sunset Mission 2000, Black Earth 2002, Geisterfaust 2005, Dolores 2008). Ostatnią pozycją w katalogu Bohren… jest materiał z 2011 roku Beileid, na którym w jednym z trzech utworów swojego wokalu użyczył Mike Patton.
czytaj więcejJaromír Typlt – wiersze
Instynktea
Kiedy nasze psy połączą się w sfory
i w rozedrganiu z ciemną zażartością oddadzą się
prawom Wiecznej Ucieczki
czasem tylko zatrzymają się
uważnie zaciągną tysiącami woni
wzniesionymi słuchami uchwycą wyjące improwizacje wiatru
wymienią rozżarzone spojrzenia i wyruszą dalej
wtedy już chyba warto w nieprzerwanej ciszy
ubezpieczonych mieszkań przeczytać sobie znów pożółkłe listy
Kiedy dawne zwyczaje naszych psów rozpuszczą się śmiesznie
w czujnym kolektywnym instynkcie
a odległości stopią się w wyryty ślad
tysięcy zachwyconych samotników
wtedy już chyba warto potargać stare kartki
i w deszczu opadających strzępów wyłuskiwać nowe zwroty
Kiedy psy znajdą się w zasięgu wzroku naszych betonowych miast
i z nieodgadnienie chłodnym spokojem oczekująco spoczną
poszczekując czasem dziko tak tylko dla echa
wtedy już chyba warto
wyjść wolnym krokiem na balkony
i widzieć że one widzą
(1990)
Przekład: Piotr Gierowski (więcej…)
czytaj więcejLouise Erdrich – Plaga gołębi
W 1896 roku brat mojego dziadka, jeden z pierwszych katolickich księży indiańskiego pochodzenia, wezwał wszystkich swoich parafian, aby zebrali się w kościele pod wezwaniem Świętego Józefa uzbrojeni w szkaplerze i mszały. Spod kościoła pomaszerowali na pola, gdzie ustawieni wzdłuż drogi w długi rząd rozpoczęli procesję, modląc się głośno o to, by udało im się przepędzić gołębie. Parafianie księdza trudnili się rolnictwem, tak samo, jak niemieccy i norwescy osadnicy, z którymi sąsiadowali. Niemcy i Norwegowie, w przeciwieństwie do Francuzów, którzy wżeniali się w indiańskie rodziny, nie wykazywali żadnego zainteresowania rdzennymi kobietami i nie zawierali mieszanych małżeństw. Norwegowie trzymali się razem i nie zwracali uwagi na nikogo innego, tylko na siebie samych. Gołębie jednak nie rozróżniały pochodzenia i niszczyły wszystko, co popadło.
Gdy pojawiły się ptaki, zarówno Indianie, jak i biali rozpalali wielkie ogniska, aby zagonić szkodniki w sieci. Gołębie wydziubały sadzonki pszenicy oraz żyta i obrały za kolejny cel kukurydzę. Ptaki zniszczyły też pędy nowych kwiatów oraz pączki jabłoni i nie pogardziły twardymi dębowymi liśćmi ani zeszłorocznymi plewami. Gołębie były tłuste i smakowały wyśmienicie po uwędzeniu, ale można było skręcić karki setkom lub tysiącom, a i tak nie było widać żadnego efektu. Ich liczba nie malała. Ani domy z pali i błota, wzniesione przez bardziej postępowych Indian, ani chaty z kory tradycjonalistów nie wytrzymywały naporu ptaków. Próbowano pozbyć się ich na najróżniejsze sposoby – gołębie pieczono, palono, nadziewano nimi ciasta, duszono, solono w beczkach, lub zabijano kijami i pozostawiano, aby zgniły. Niestety, zabite ptaki stawały się pokarmem dla żywych i każdego ranka ludzie budzili się przy akompaniamencie trzepotu skrzydeł, pomruków i szmerów oraz nieznośnego gruchania gołębi. Dla tych, którzy wciąż jeszcze mieli szyby w oknach, pierwszym widokiem każdego ranka były ciekawskie i zarazem delikatne łebki ptaków.
czytaj więcejStarlicker @ OPT vol.1 (27.10.2011)
Rob Mazurek – kornet
John Herndon – perkusja
Jason Adasiewicz – wibrafon
Starlicker @ OPT vol.2 (27.10.2011)
czytaj więcejTeorie spiskowe: Krzysztof Świerkosz „Gdyby dżdżownice umiały myśleć….”
Istnieją cztery tylko dziedziny działalności ludzkiej, które różnią nas od Braci Młodszych, niżej od nas stojących na szczeblach ewolucyjnej drabiny. I nie są to umiejętności konstrukcyjne, organizacja społeczeństw ani nawet ekonomia – nie ma bowiem nic bardziej bezwzględnego niż przyroda, licząca każdą zmarnowaną kalorię u hibernującego nietoperza. Ale są cztery dziedziny, w których duch ludzki wyraża się najpiękniej jak potrafi – filozofia, sztuka, nauka i religia.
Cel filozofii definiowano tak różnie, że nawet sami filozofowie nie potrafią dziś dojść do porozumienia, co jest nim tak naprawdę. Ale to, co we wszystkich tych definicjach wspólne – to refleksja nad poznaniem i samopoznaniem, poszukiwanie jednoczących struktur wiodących nas wszystkich ku doskonałości. Doskonałości różnie rozumianej, zależnej od epoki i stanu wiedzy, zawsze jednak – lepszej…
Twórcy teorii spiskowych nie szukają jednak doskonałości, gdyż szukają jej przeciwieństwa. Wskazują jak bardzo niedoskonali jesteśmy dzieląc się na oszukujących i oszukiwanych, kłamców i ofiary.. Teorie spisku nie są więc myślą mieszczącą się w zakresie filozofii, gdyż zaprzeczają jej naturze, zadając kłam immanentnie zarysowanym od 2000 lat celom jej istnienia.
czytaj więcejTeorie spiskowe: Cezary Domarus – ankieta
Czemu stworzyliśmy termin „teorie spiskowe”, podkładając pod ów mianownik różne, co bardziej szałowe przeświadczenia dotyczące tego, „jak się sprawy mają”? Skąd ta wybiórczość, skąd ten pęd do oddzielenia od siebie pewnego zespołu obsesji na bezpieczną odległość? Skąd ta konieczność zdystansowania się i zaznaczania na każdym kroku – teorie spiskowe to nie my! Oczywiście próba udzielenia odpowiedzi również może być niezgorszą teorią spiskową.
Wszystkie teorie spiskowe ślizgające się po powierzchni popkultury są jedynie naspidowanym odbiciem podstawowych die verschwörerischen Theorien, jakimi są religie czy wszystkie zwięzłe, mniej lub bardziej zdogmatyzowane opisy rzeczywistości. W roli głównej – to czy inne Zło lub Dobro. Interpretacje kształtu i pozycji tych postaci napędzają mniejsze i większe doktryny oraz pomniejsze widzenia. Zabawa na całego, ciągłość wydarzeń gwarantowana. I tak od samego początku!
czytaj więcejGrzegorz Wróblewski – wiersze
Arktyczne konwoje
Często Pana wspominam, Panie Ross.
Mam nadzieję, że Pan mnie również.
Bez względu na to, gdzie może się Pan
obecnie podziewać, to znaczy, gdzie Pana
z pewnością nie ma. (więcej…)
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Szturm
I
Idzie se człowiek po tej drodze. Trawa, trawa, trawa. Słupy, słupy, słupy, a na końcu cyk, i koniec wszystkiego. Przepaść. Urwisty brzeg. A za tym brzegiem Mykines. Oj, tam dopiero to mają wesoło. Jeszcze mniej tych samych gęb i jeszcze więcej gęsi. Gęsi, gęsi, gęsi. Rzygać mi się chce od tych gęsi. Ci z Mykines to przynajmniej mogą se rybę złowić. A u nas to tylko można stać się ich żarłem. No bo jak, nie da się inaczej. Chyba, że człowiek obejdzie albo wgramoli się na Eysturtindur i przejdzie na drugą stronę, to dojdzie do niższego brzegu. To i można wtedy połowić. (więcej…)
czytaj więcejTeorie spiskowe – ankieta
9 listopada 1966 roku w wypadku samochodowym ginie Paul McCartney. Jego Aston Martin staje w płomieniach, on sam zaś odnosi poważne i rozległe obrażenia głowy. W The Beatles zastępuje go sobowtór – William Campbell, kanadyjski policjant, którego twarz po licznych operacjach plastycznych do złudzenia przypomina piękną buźkę Paula. O śmierci basisty Beatlesów świadczyć mają okładki płyt z ostatnich czterech lat istnienia zespołu oraz pełne aluzji teksty piosenek. Nie wierzysz? Spójrz tylko na okładkę Abbey Road (McCartney ma zamknięte oczy i bose stopy, co symbolizuje martwego człowieka), albo posłuchaj od tyłu I’m so tired, a w twoich uszach zabrzmią słowa: Paul is dead. Paul is dead.
Istnieje wiele podobnych historyjek, chociażby na temat zabójstwa JFK, ataku na WTC, lądowania na Księżycu czy The Beatles (sic!), którzy zostali stworzeni przez brytyjskie wojsko w celu zdemoralizowania amerykańskiej młodzieży. Dlatego tym razem na pokładzie HELIKOPTERA zadekowaliśmy spec-autorów od teorii spiskowych. Przez okna kokpitu, z odpowiedniej wysokości, globalne problemy (te prawdziwe i mniej prawdziwe) nabierają innego wymiaru. Czy warto zawracać sobie nimi głowę? Zadecyduj sam zanim ktoś zrobi to za ciebie. Po prostu: bądź czujny. Myśl!
czytaj więcejTeorie spiskowe: Gabriel Leonard Kamiński „Spiskowe teorie dziejów swiata a Grupa z Bilderbergu”
W przestrzeni swoich dziejów ludzkość zawsze karmiła się wiarą w irracjonalną sferę otaczającą jej rzeczywistość. Ta coraz bardziej zapętlona w dopisywane jej legendy i domysły przepoczwarzała się w teorię spiskową. Obejmowała wszystkie domeny ludzkiej aktywności, szczególnie te, na styku władzy, polityki i bogactwa.
Od czasów pierwszych chrześcijan, ale również wcześniej wierzono w spiskową rolę sekt. Jedną z nich byli tajemniczy Eseńczycy, o których sporo dowiedzieliśmy się z tzw. „zwojów z nad Morza Martwego”. Unikając kontaktów z Żydowska Świątynią, czym zasadniczo różnili się od saduceuszy, a także od faryzeuszy (według Józefa Flawiusza nie było to zerwanie całkowite, gdyż składali ofiary przez pośredników unikając tylko bezpośredniego kontaktu) narazili się na oskarżenie ich o uprawianie „złej” magii i trucicielstwo.
Według dokumentów znalezionych w Qumran założycielem wspólnoty żyjącej w Qumran (a prawdopodobnie był to jeden z odłamów esseńczyków) miał być tak zwany Nauczyciel Sprawiedliwości, którego uczeni nie potrafią jednoznacznie zidentyfikować. Źródła wywodzące się ze środowiska Różokrzyżowców mówiły, iż był nim Jezus. (więcej…)
REMPIS / ROSALY @ OPT vol.1 (7.04.2011)
Dave Rempis – saksofon alt/tenor/baryton
Frank Rosaly – perkusja
Duet działający do 2004r., skupia się na szerokich możliwościach tkwiących w wolnej improwizacji. I choć obaj muzycy najlepiej czują się w abstrakcyjnej twórczości, nie stronią również od melodyjnych, czy też swingowych zahamowań. Co więcej, fakt wieloletniego doświadczenia na polu muzyki eksperymentalnej, współczesnej i rockowej również nie pozostaje tu bez znaczenia. (więcej…)
czytaj więcejREMPIS / ROSALY @ OPT vol.2 (7.04.2011)
czytaj więcejO/R & FREE ELECTRONIC SET @ OPT (22.03.2011)
O/R:
Todd AAron Carter – Sound
Raymond Salvatore Harmon – Light
O/R to nowy projekt z obszaru multimedialnego performance’u w wykonaniu Todda Cartera i Raymonda Salvatore Harmona. Spektakl wideo wykorzystujący szereg projektorów powstaje poprzez improwizację wokół gęstej dźwiękowej materii. O/R przesuwają doświadczenia zmysłowe do granic transcendencji. Carter jest aktywnym członkiem renomowanego trio TV POW, a także artystą dźwiękowym i wykonawcą Chicago Phonographers. Harmon jest artystą multimedialnym i teoretykiem technologii, którego prace były przedstawiane na całym świecie. Jako O/R Harmon i Carter wykorzystują abstrakcje zarówno w zakresie dźwięku, jak i światła, do stworzenia atmosferycznych dysonansów i rzeczywistości równoległych. (więcej…)
czytaj więcejTO ROCOCO ROT @ OPT (06.11.2010)
Robert Lippok – gitara, elektronika
Ronald Lippok – perkusja
Stefan Schneider – bass
czytaj więcejROB MAZUREK QUINTET – Sound Is @ OPT (7.03.2010)
Rob Mazurek: kornet (Chicago Underground, Exploding Star Orchestra)
John Herndon: perkusja (Tortoise, The For Carnation)
Matthew Lux: gitara basowa (Isotope 217, Iron and Wine)
Josh Abrams: kontrabas (Town and Country, Black Earth Ensemble)
Jason Adasiewicz: wibrafon (Loose Assembly, Rolldown)
czytaj więcejAsta Nielsen we Wrocławiu
Andrzej Dębski - wykład i projekcja filmów @ OPT 22.10.2008
Pierwszym we Wrocławiu filmem, który reklamowano w prasie nazwiskami reżysera i aktorów, był Abgründe (polski tytuł Przepaść), którego wrocławska premiera odbyła się 20 grudnia 1910 roku w Palast-Theater. Tuż pod przykuwającym swoją wielką czcionką uwagę tytułem pojawiło się nazwisko Urbana Gada, który napisał scenariusz i wyreżyserował film. Pod nim umieszczono nazwisko „reżysera” Alfreda Linda, który kręcił do filmu zdjęcia. Następnie wymienione zostały nazwiska sześciu „słynnych aktorów kopenhaskich” z Astą Nielsen na czele, wraz z odgrywanymi przez nich rolami. (więcej…)
czytaj więcejMike Reed’s Loose Assembly @ OPT (4.4.2008)
Mike Reed – perkusista i kompozytor. Jest dyrektorem chicagowskiego Pitchfork Music Festival. Jeden z twórców Emerging Improvisers Organization prezentującej i wspierającej jazz oraz muzykę improwizowaną. Grywał z tak znaczącymi muzykami jak: David Boykin, Josh Berman czy Rob Mazurek.
czytaj więcejThe Rempis Percussion Quartet @ OPT (4.4.2008)
The Rempis Percussion Quartet to improwizująca trąba powietrzna, która czerpie inspiracje ze wspólnych zainteresowań rytmami wschodniej Afryki oraz Ameryki Łacińskiej połączonymi z amerykańskim funkiem i free jazzem. W oparciu o te wpływy zespół tworzy spontaniczną muzykę, która mimo wszystko skupia się na grze zespołu i strukturach kompozycji. Zespół kierowany przez saksofonistę Dave’a Rempisa (The Engines, Triage, Rempis/Daisy Duo, Vandermark Five) został stworzony w kwietniu 2004 roku na potrzeby jednej imprezy, a ich występy do tej pory zachowują szaloną hałaśliwą energią opartą o nieustanne rytmy i nieograniczone granie sporadycznie złagodzone momentami cichych ballad. Zespół wydał cztery płyty, wliczając w to wydany w limitowanym nakładzie “Circular Logic” (Utech Records 2005), “Rip Tear Crunch” (482 Music 2006), “Hunter-Gatherers” (482 Music – 2007) oraz “The Disappointment of Parsley (Not Two – 2009). Anton Hatwich, który był pierwszym gitarzystą basowym w zespole, został zastąpiony wiosną 2009 roku przez norweski fenomen Ingebrigt Håker Flaten.
czytaj więcejMade in China
Fragmenty spotkania autorskiego z Olgą Tokarczuk @ OPT 26.03.2008
(prowadzenie: Marta Mizuro)
Dostałam zaproszenie od swojego chińskiego wydawcy, który wydał tam moją książkę. Od znajomych przychodziły e-maile: Tokarczuk, gdzie ty jedziesz? Odwołaj to. Nie wolno tam wjeżdżać. Należy bojkotować Chiny jak się tylko da. Z drugiej strony istnieje taka teoria, że demokracja może tylko tam funkcjonować, kiedy obywatele jakiegoś kraju, ludzie, którzy mieszkają w jakimś totalitarnym molochu mają kontakt ze światem, kiedy się z nimi spotyka, kiedy się z nimi rozmawia, kiedy też mają lepsze warunki życia. (więcej…)
czytaj więcejZbieracz śmietanki
Fragmenty spotkania autorskiego z Jackiem Podsiadło @ OPT 12.03.2008
(prowadzenie: Piotr Czerniawski)
Twoje felietony w Tygodniku Powszechnym cieszyły się w sumie niezłym powodzeniem. Parę z tych felietonów do dziś jest wspominanych i komentowanych na ich stronie internetowej, przede wszystkim „Przeciw poezji niezrozumiałej”, ale również kilka, które uchodzą za kultowe, jak otwarty list do Wojciecha Wierciocha.
czytaj więcej



























