Slowo wstepne
Ucieknijcie gdzieś i zaciągnijcie się do cyrku. Zróbcie sobie
tatuaż, wskoczcie w pociąg. Uprawiajcie ogród i zbierajcie
nasiona. Ochajtnijcie się, miejcie dzieci, noście kapelusz.
Nie kłamcie, nie oszukujcie, nie kradnijcie. Wszystko musi
być proste i jasne. I pamiętajcie, większość tego, co jest
najważniejsze w życiu, trudno dostrzec gołym okiem.
Wartość jakości chwili, którą spędzacie z innymi,
znacznie przewyższa ilość. (Tom Waits)
Grzegorz Wróblewski – Siedem nowych wierszy
KURCZAKI I KSIĘŻYC
Wracając z pracy, zawsze kupował pół pieczonego kurczaka.
Potem poszła plotka,
że się powiesił w parku pod miastem.
Właściciel rożna nie mógł zrozumieć, dlaczego stracił
najlepszego klienta. Wpatrzony w księżyc wycierał
swój ostry nóż, który powinien wytrzymać trzęsienie
ziemi.
Kurczakom było już wszystko jedno.
czytaj więcej
Sasza Griszczenko – Wstecz. Długi wiersz prozą [fragment]
I
Miasto leżało na pustyni. Lecz pustynia była daleko. Być może gdzieś za miastem rosły góry. Mniejsza o to. Najważniejsze, że pustynia – była. I była wszędzie.
Ale nie było morza. Morza nie było wcale. Nikt go nie widział. Wiem to na pewno. W każdym razie – wiedziałem. Ponieważ wtedy – morza naprawdę nie było. Możliwe, że i teraz go nie ma. A jeszcze dawniej – do najbliższego morza karawana szła 37 dni. Lecz potem – morze znikło. A przecież mogło w ogóle go nie być! A do drugiego najbliższego morza wędrowało się 53 dni. I cały czas – przez pustynię! Niektórzy się domyślali, że za górami, które na pewno rosły gdzieś niedaleko, rozpościerał się ocean, ale o tym nie wypadało mówić.
W mieście nikt nie mieszkał. W nim ludzie tylko umierali albo się rodzili. W nim umarli obaj moi dziadkowie, z których jeden urodził się na pustyni, a drugi w stepie, nad jeszcze dalszym morzem. W nim urodziłem się ja. I mój brat. Ale już nie mieszkamy w mieście.
Ten dziadek, który się urodził na pustyni i mówił językiem Aborygenów, dziś już zapomnianym, siedział w centrum miasta i kierował ruchem pociągów wożących ludzi przez pustynię – do miasta albo z miasta: jedni przyjeżdżali tu umierać, drudzy się rodzić, inni stąd wyjeżdżali. Bo już się urodzili. Albo już umarli.
Ten dziadek, który się urodził w stepie, nad morzem, chciał mnie nauczyć dalekiego stepowego języka, ale nie zdążył, bo ja się urodziłem, a on umarł. Dlatego nie pamiętam ani dziadka, ani języka, którym mówił. Dziadek robił z brązu, z granitu i jeszcze z czegoś, z czego zwykle robi się takie rzeczy, wielkich wąsatych wujków. Widziałem ich fotografie. Stali ci wąsaci wujkowie na pustyni, a obok, po żelaznych szynach, pędziły pociągi, gnane przez mojego drugiego dziadka, tego, który się urodził na pustyni i znał język Aborygenów, dawno zapomniany.
Możliwe, że Aborygenów też nie było. A był tylko – język. Ale nie było w tym języku głoski [szcz]. Dlatego mojego nazwiska i nazwiska mojego dziadka i jego syna, a mego ojca – nie dało się w tym języku wymówić. Można je było tylko pomyśleć. A napisać w ogóle się nie dało. Ale wiem na pewno, że było w tym języku słowo „umr”, które znaczyło „życie”. Reszty słów nie było.
W końcu opuściłem miasto. Albo miasto opuściło mnie, wyskoczyło z pociągu jadącego przez pustynię. I tam zostało. Zostało na pustyni. A może ciągle jeszcze wlecze się po torach, próbując dogonić pociąg. Ale nic z tego! (więcej…)
czytaj więcejRobert Rybicki – Strzały znikną (fragment poematu, vol.2)
Rano: pisać całym sobą i codziennie,
zatrzeć się jak stara zębatka. Iść przez
ciemność i pisać, nożem pisać na ciałach
przechodniów, wykrawać połcie wierszy ciał,
umyj zęby pumeksem, zatrudnij kogoś do
sprzątania statków kosmicznych, przeźroczysty
metal, a w całym rachunku God is Dog. Ale
gdzie przechodnie, tylko spacerujący do pracy
w fabryce, twarze, które znam z Polski, sterane,
zjechane, pożółkłe mordy, Ojciec też tak szedł
dzień w dzień do Elektrowni, teraz ja chodzę,
absolwent Uniwersytetu, do pracy w Factory.
Pasikonik pomysłu przeskoczył nad trawami przysłów.
Bazylotwór stoi u bramy i bacznie obserwuje swoje odbicie w
kałuży, to jest mężczyznę o torsie i głowie owczarka
niemieckiego. Zostaniesz punkiem, Czytniku,
choćbyś miał siedemdziesiątkę na karku, będziesz tańczył
pogo ze śmiercią, czyli ciałem astralnym w płaszczu z kapturem,
wyobraź sobie pogo zwłok na Placu św. Piotra. Radosne
pogo zwłok zamordowanych przez kościół, szkielety katedr,
czekam na zasłużoną śmierć kościoła. Wyobraź sobie
teraz figurę Śmierć Kościoła, szkielet katedry wstaje
i idzie przez miasto w płaszczu z okrutnym kapturem,
z którego wyziera pustka, kaptur to nakładka z CS Oriego.
czytaj więcej
Libor Martinek – Josef Škvorecki nie żyje
Rok Zająca (według kalendarza chińskiego przypadł na rok 2011), pomimo pokojowego charakteru, wybrał sobie szereg ofiar, także wśród pisarzy. A przecież Rok Zająca oznacza „okres pokoju i harmonii. Dla tych, którzy nie kroczą wprost przed siebie, jest okazją do niespiesznego rozwoju, a wcześniejszy wysiłek zaprocentuje. Nie wolno lekceważyć znaczenia otoczenia, ponieważ okazje nadarzają się najczęściej w sytuacjach, kiedy zwiększanie swojej władzy jest nie na miejscu. Itd.“ Wymienianie tu tych pisarzy i innych znaczących postaci czeskiego życia kulturalnego czy artystycznego byłoby truizmem. A obecny Rok Smoka już na początku stycznia dorwał kolejną ofiarę, co wywołało we mnie smutek od razu, jak tylko przeczytałem o tym w internecie. Zmarł Josef Škvorecki! „Według gazety The Globe and Mail, która poinformowała o jego śmierci, wcześnie rano [3. 1. 2012] w szpitalu księżniczki Małgorzaty pokonał go rak. Škvorecki miał 87 lat.“
czytaj więcej
Jacek Gutorow – Sześć wierszy
ŻONGLER I JEGO CIEŃ
Tym razem trzy piłeczki.
Podrzuca jedną, która wpada
do lejka trzymanego w ustach.
Podrzuca drugą, a ja zastanawiam się,
gdzie wpadnie – lejek jest zajęty
przez pierwszą piłeczkę.
Myślenie mnie zdradza. (więcej…)
czytaj więcejTeorie spiskowe: Agnieszka Kasprzyk – Kto lub co za czym stoi i dlaczego, czyli bardzo krótka dywagacja na temat teorii spiskowych.
Coś musi się kryć za tymi teoriami spiskowymi…
Pojawia się słabnący uśmiech na twojej twarzy. Spisek jako faktyczne zjawisko jest stary jak historia dualistycznej tudzież grzesznej natury człowieka, albo, może i historia całego panteonu przegranych i żądnych zemsty bogów, sięgająca zarania światów. Historie zdrady i zaplanowanego morderstwa, od konia trojańskiego, po konspiracje na wszystkich dworach europejskich, mafijne porachunki i zabójstwo Kennedy’ego. Odnosi się wrażenie, że większość decyzji politycznych, religijnych, klanowych zapada zakulisowo, dlatego historycy zawsze będą mieli pełne ręce roboty, zapisując dzieje ludzkości na nowo.
Intryga, zdrada, ukryte motywy czają się na niemalże każdej karcie historii, ale teorie na temat spisków zmieniają się, definiując różne aspekty i wymiary tego zjawiska. Spisek jako zdarzenie przygodne lub wynikające z konkretnej sytuacji politycznej, religijnej, czy ekonomicznej, według wielu, zdecydowanie różni od tak zwanej teorii spiskowej dziejów. Wychodząc do popularnej i ogólnej definicji teorii spiskowej, która sugeruje, ze jest to tajna i nielegalna działalność grupy ludzi, mająca przynieść korzyści własne lub szkodę innych, chciałabym się dzisiaj podpisać pod opinią tych, którzy rozgraniczają akty większych lub mniejszych grup konspirujących od totalitarnych w swych wymiarach teorii spiskowych wszechczasów, zazwyczaj używanych w celach politycznych, ekonomicznych, czy religijnych by manipulować, wywołując powszechną paranoję. Dlaczego potrzebna jest zasłona dymna? Oczywiście, żeby można było sobie dowolnie konspirować i rządzić za kulisami… (więcej…)
czytaj więcejTeorie spiskowe: Robert „Ryba” Rybicki – ankieta
Teoria spiskowa bakaczy rybnickich
Pamiętam, że jak kiedyś paliliśmy hasz, to koleś miał teorię spiskową. Na czym polega teoria spiskowa jako faza? Teoria spiskowa objawia się tym, że skopcony delikwent rozgląda się w prawo i w lewo w zwolnionym tempie i nic kompletnie nie jarzy, a w jego głowie kreuje się taka myśl: dlaczego oni się tak na mnie patrzą? Jeden taki kolo miał non-stop teorię spiskową: raz jechałem autobusem i patrzę, a on stoi na skrzyżowaniu i rozgląda się kompletnie zamotany. Przeżyłem kilkanaście albo kilkadziesiąt takich teorii spiskowych w ciągu życia. Potem najczęściej przychodzi obłęd, jeśli nie kontroluje się stanu umysłu.
czytaj więcej
Redakcja HELIKOPTERA nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych materiałów.
Poglądy w nich głoszone są poglądami ich autorów.




